Smakowity i poetyczny weekend w Krakowie

Jeśli ktoś będzie jutro w Krakowie – to wręcz trudno mu się będzie zdecydować na którą imprezę by tu iść.
Już od popołudnia zaczyna się bowiem NOC POEZJI!
noc poezji

Kraków

Długo studiowałam kilkustronicowy program; w końcu zdecydowałam, że pójdę do Ogrodu Botanicznego na spotkanie z poetą Leszkiem Aleksandrem Moczulskim.
L.A. Moczulski

Mam kilka jego tomików poezji z lat 80-tych i 90-tych i liczę na zdobycie autografu:) Zawsze podobały mi się jego wiersze; i dodam, że jest on autorem wielu piosenek Skaldów i Marka Grechuty oraz słynnych „Nieszporów Ludźmierskich”.

A do południa mam w planie zwiedzić wystawę „Skarby kultury hiszpańskiej” w Muzeum Narodowym; już najwyższy czas, bo niedługo się kończy i obrazy odjadą do Madrytu.

wystawa

 I zapisałam się na jedną z wielu imprez towarzyszących wystawie: na warsztaty kulinarne, które w muzealnej Sali pod Kozami prowadził będzie Dariusz Opasek; z tego co wyczytałam w necie jest szefem kuchni Mirador w Warszawie. Warsztaty zatytułowano: „Hiszpańskie specjały dla dorosłych”.
Myślę, że będzie smakowicie:)

„Nobel dla papryki” – nowe wydanie

Właśnie ukazała się na rynku książka, której miłośnicy kuchni, a szczególnie kuchni węgierskiej, nie mogą nie zauważyć:)
„Nobel dla papryki” Tadeusza Olszańskiego.

Pierwsze jej wydanie ukazało się przeszło 30 lat temu, w 1979 roku, w znakomitym, kulinarnym wydawnictwie „Watra”; juz nie istniejącym, niestety.
Jej autor, Tadeusz Olszański jest dziennikarzem, korespondentem sportowym, który Węgry i ich kuchnię zna od podszewki.
Ta książka jest taka, o jakiej marzą smakosze; nie tylko same przepisy, ale i gawędy, opowieści, ludzie kuchni: szefowie kuchni w czardach i gospodynie domowe. Wszyscy, dla których smak potrawy to pasja.
Kiedyś, w latach 70-tych, cała Polska jeździła na Węgry; były one wówczas tym lepszym światem. A książkę tę studiowałam bardzo dokładnie, chcąc odtworzyć w domu poznany budapesztański smak. I muszę powiedzieć, że dzięki tej książce znam kuchnię węgierską prawie tak dobrze jak polską:)
Weźmiesz ją do ręki – nie pożałujesz.
A na mojej zaczytanej, podniszczonej książce z 1979 roku, kilka lat temu pojawił się autograf autora, który gościł w moim mieście w czasie święta gulaszu:)

Ogrody Budapesztu

W czasie podróży, zwłaszcza w miastach, zawsze szczególną uwagę zwracam na ogrody i parki, te zielone płuca miast. Dzieła architektury są piękne, ale czym byłyby, gdyby zabrakło zieleni i kwiatów?
Marzy mi się taka wycieczka, właśnie po słynnych ogrodach. Taka, żeby one były głównym celem wycieczki.
Znacie może książkę Agaty Christie pt. „Nemezis”? Tam panna Marple wyjeżdża na wycieczkę: Słynne posiadłości i ogrody Wielkiej Brytanii; wprawdzie, jak się później okazało, celem tej wycieczki była zagadka kryminalna, ale faktem jest, że takie wycieczki są organizowane; szkoda, że nie widziałam takich wycieczek u nas:(
Ale „wróćmy do naszych baranów” – jak mówią Francuzi, i do ogrodów Budapesztu.
Pas zieleni i skwer przed parlamentem


przed parlamentem

skwer

A tu Wzgórze Zamkowe


wzgórze zamkowe

Stawy z nenufarami, posążkami i przepiękne stare platany na Wyspie św. Małgorzaty


ogród Małgorzaty

staw Małgorzaty

platan

Kompleks zieleni i park miejski przy zamku Vajdahunyad, z pomnikiem Galla Anonima
Gall Anonim

A tak wyglądają drzewa oglądane z dołu, z poziomu ławeczki, na której tak miło się odpoczywało:)


na ławce

I jeszcze zdjęcie z tego parku, które bardzo lubię; obok „mojej” ławeczki siedział pan, starszy, ale właściwie o młodym wyglądzie, w garniturze, ale z plecaczkiem, z pięknymi oczami, siwymi długimi włosami, zamyślony, z notatnikiem w ręce, w którym co jakiś czas zapisywał kilka słów. Poeta? filozof? Nie zwracał uwagi na otoczenie, skupiony na własnych myślach… piękne to było….

poeta w parku

Zabawa w czardzie

Węgierska czarda nie jest miejscem na ekskluzywną, elegancką kolację.
Jest czymś w rodzaju karczmy, czy gospody, z ludową kapelą, zupą w kociołku, prostymi drewnianymi stołami.
Obecnie czardy są nieco podrasowane na użytek turystów. Ale ciągle jest to jednak świetne jedzenie i świetna lokalna atrakcja.


czarda

orkiestra

Dwie-trzy lampki wina i jesteś na luzie; to w sam raz, żeby ci się wszystko dookoła podobało, dużo się uśmiechasz… myślisz sobie: a, co mi tam! i kiedy klaskają rytmicznie w takt muzyki, klaskasz i ty. Zapraszają do tańca? ależ – oczywiście! 🙂


tańce w czardzie

I to pyszne jedzenie: zupa gulaszowa, pokaźny zestaw mięs i sosów, czekoladowy deser….


jadło w czardzie

wiono w czardzie

Już musimy iść? oooo, jaka szkoda!!!

„Spod igiełek kwiaty rosną”

Jakoś przypomniała mi się ta pieśń St. Moniuszki z opery „Straszny dwór”, kiedy oglądałam w Budapeszcie ręcznie haftowane serwety. Polecano ich zakup w internecie. Piękne są i takie inne niż wzornictwo u nas. Spodobały mi się takie wyszywane wstążeczką.


serwety

Dość zabawnie wyszła sprawa zakupu; to wygląda tak, że kiedy tylko w jakimś punkcie „wycieczkowym” miasta pojawiają się turyści (co łatwo poznać), natychmiast obok nich pojawiają się sprzedający, szybciutko rozkładają towar i zaczyna się oglądanie, zachwalanie, targowanie.
Chciałam kupić serwetę, ale o 2 EU taniej, niż pani proponowała, bo taka była cena tych serwet w kilku innych punktach miasta. Ale pani nie chciała. Nie, to nie. Poszliśmy dalej. Kiedy wracaliśmy, i to po jakiś 2 godzinach, ta sama pani sprzedająca dogoniła mnie i zaproponowała obniżoną cenę:) Że też mnie zapamiętała…. To już nie miałam wyjścia:) Kupiłam. I nie żałuję.


serweta na stole

Polecano również zakup na Węgrzech koszyków, ponoć bardzo oryginalnych. Ale jakoś nigdzie ich nie spotkałam.
Miałam za to wielką ochotę na laleczki w węgierskich strojach, takie były piękne… Ale ja mam tak mało miejsca w domu… nie kupiłam.

lalki niebieskie

lalki czerwone

Kochamy hale targowe…

Każdy podróżnik je uwielbia, bo zwykle tam widać, jak na dłoni, koloryt lokalny miejsca. A już dla smakosza kulinarnego to obowiązkowy punkt programu w wycieczce.
Dziś parę migawek z hali targowej w Budapeszcie, która stoi tuż przy wylocie „zielonego”  mostu Franciszka Józefa, zwanego dziś mostem Wolności


hala ragowa w Budapeszcie

most Franciszka Józefa

hala targowa w Budapeszcie

To tu parenaście lat temu robiła zakupy brytyjska premier Margaret Thatcher
Dziś oprowadza się po niej wycieczki


wycieczka w hali

Spotkać tu można na zakupach zarówno elegantki w kapeluszu, starannie dobraną biżuterią i torebką  tylko – może przyszła po pęczek rzodkiewki? jak i panią, z dużym koszem, która chce zrobić solidne zakupy

klienci

Hala jest piętrowa; na parterze są stoiska kulinarne, głównie jarzyny, wędliny, mięso, przyprawy i alkohole; na górze są stoiska tekstylne.


wędliny w hali

Paprykowy zawrót głowy

Jak pisze Tadeusz Olszański w swojej książce o kuchni węgierskiej: „Węgry dały światu paprykę, a świat zrewanżował się za to Węgrom nagrodą Nobla”.
Węgierski naukowiec odkrył i wyodrębnił w papryce kwas askorbinowy, który zidentyfikował jako witaminę C. To właśnie odkrycie, w 1937 roku przyniosło mu nagrodę Nobla. Wprawdzie papryka przybyła na Węgry z Ameryki i Azji, ale to właśnie tu, na Węgrzech, w Segedynie, udało się wyhodować jedną z najlepszych na świecie odmian, soczystą, aromatyczną, kolorową, przepyszną
Nie brakuje jej w budapesztańskiej Hali Targowej

papryka

strąki papryki

Przywiozłam sobie tylko sproszkowaną, słodką i ostrą; przyznam, że szukałam też papryki wędzonej, ale nie znalazłam, to jednak specjalność hiszpańska, nie węgierska.


papryka w proszku

I przypomnę jeszcze podstawową zasadę dodawania papryki w proszku do potraw: nigdy nie wolno jej sypać na wrzątek czy skierczący tłuszcz; zawarty w niej cukier skarmelizuje się i potrawa będzie gorzka. Przed dodaniem papryki potrawę trzeba zdjąć z ognia, chwilę odczekać aż przestanie bulgotać czy skwierczeć i dopiero wtedy dodać paprykę.


Słynna zupa gulaszowa

Jadłam na Węgrzech dwie zupy gulaszowe:
Jedną w czardzie, na przedmieściach Budapesztu – była podana w kociołku, esencjonalna, ostra, ale bez przesady, gęsta, przepyszna!


gulaszowa w czardzie

Drugą – w  Wyszehradzie, w robiącej eleganckie wrażenie, przydrożnej restauracji – była fatalna! wodnista, bez smaku, bleee!


gulaszowa w Visegradzie

A to moja propozycja, robiona według wskazówek Klary Molnar, autorki książki (napisanej wespół z Tadeuszem Olszańskim) „Na węgierskim stole”, z dodatkiem węgierskich kluseczek zacierkowych, które sobie przywiozłam:)


moja gulaszowa

tarhonya

Autorzy byli nie tak dawno w moim mieście i mam ich książkę z dedykacją


dedykacja

A zupę robiłam tak:

30 dag wołowiny na gulasz
2 łyżki smalcu,
2 posiekane w kostkę cebule,
łyżka słodkiej papryki w proszku,
pół łyżeczki ostrej wędzonej papryki w proszku,
1 zgnieciony ząbek czosnku,
1 pokrojona w drobną kostkę marchewka,
1 pokrojona w drobną kostkę pietruszka (korzeń)
1 czerwona papryka pokrojona w kostkę,
plaster pokrojonego selera bulwiastego,
2 pomidory bez skórki,
łyżka węgierskiej pasty paprykowej lub gulaszowej (z tubki)  lub i ta i ta pasta
2 czubate łyżki kluseczek zacierkowych tarhony
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
       
Roztopić smalec, wrzucić cebulę i lekko zezłocić. Pokroić mięso w kostkę, dodać do cebuli. Obsmażyć ze wszystkich stron. Odstawić rondel z ognia, dodać paprykę w proszku, wymieszać. Dodać czosnek, sól, pieprz i podlać gorącą wodą. Dusić, aż mięso będzie prawie miękkie, w razie potrzeby podlewając wodą. Dodać jarzyny i kluseczki, pastę parykową oraz dodać tyle wody, by całość osiągnęła konsystencję gęstej zupy. Gotować, aż kluseczki zmiękną. 

Smacznego!!!!!!!!

Węgierskie wysokie procenty

Zanim wyjechałam na Węgry, przejrzałam net w poszukiwaniu tematu: co przywieźć z Węgier?
Głównie chodziło mi o kulinarne lokalne smakołyki.
Wszyscy pisali: wina (głównie tokaj) oraz palinkę i unicum.
Skoro tak, to proszę bardzo, kupujemy


palinka

Palinka to nalewka owocowa; najczęściej spotykane to brzoskwiniowa, morelowa, śliwkowa, gruszkowa (kupiłam gruszkową).
Mocna jest. Zawartość alkoholu ok. 50%.
Palinkę podaje się zwykle jako aperitif, na powitanie gości. Najbardziej popularnym do niej dodatkiem są pogacze, małe, pikantne drożdżowe ciasteczka, a raczej bułeczki.


palinka i pogacze

A unicum?


unicum

To ziołowa, bardzo mocna, gorzka nalewka, taka na trawienie i problemy żołądkowe, ot, odpowiednik naszej orzechówki, francuskiego chartreusse, czy włoskiej benedyktynki, choć znacznie bardziej gorzka.
Pije się tego mały naparstek, a reguluje skutki obfitego obiadu czy kolacji idealnie.
Jest stosunkowo droga; ceny zaczynają się od 16 EU wzwyż, w zależności od wielkości butelki.

Ciekawe, czy Angela mu wybaczyła?

Już od jakiegoś czasu, z okien autobusu, już na przedmieściach mojego miasta, widzę niezwykły baner. Początkowo myślałam, że to jakaś reklama. Ale nie. Taki plakat jest tylko jeden i tylko tam. Dziś postanowiłam wysiąść i zrobić mu zdjęcie, póki jeszcze jest.
Bo jest piękny i niezwykły.
Popatrzcie:

baner dla Angeli

Coś tam się popsuło w związku tego chłopaka z jego Angelą.
Coś musiało być bardzo nie tak…
Pomysł przeprosin robi wrażenie! Pewnie, że jest to również kwestia pieniędzy, nie każdego byłoby stać na baner.
Ale mógł wydać te pieniądze na tysiąc innych rzeczy, a wydał jednak na to.
I nie zawahał się pokazać swojej twarzy, choć pewnie wiele osób go rozpoznaje.
Jest to gest z rozmachem, bardzo piękny. I taki romantyczny…
Trzymam kciuki za ciebie, chłopaku Angeli!