Klopsiki z IKEI

W czasie pandemii, kiedy wiele aspektów życia przeniosło się w przestrzeń wirtualną, wiele firm stara się jeszcze bardziej dbać o klienta. Ikea zaapelowała: nie zapomnijcie o nas, czekamy z naszymi kultowymi klopsikami; póki co zróbcie je sami w domu, podajemy nasz przepis!

No więc, czemu nie, zrobiłam. Podałam ze spaghetti.

Świetnie wyszły, zwłaszcza sos, zapraszam:

Klopsiki:

  • 500 g mielonej wołowiny,
  • 250 g mielonej wieprzowiny,
  • 1 drobno posiekana cebula,
  • 1 rozdrobniony ząbek czosnku,
  • 100 g bułki tartej,
  • 1 jajko,
  • 5 łyżek stołowych pełnotłustego mleka

Sos:

  • odrobina oleju,
  • 40 g masła,
  • 40 g mąki pszennej,
  • 150 ml bulionu warzywnego,
  • 150 ml bulionu wołowego,
  • 150 ml śmietanki,
  • 2 łyżeczki sosu sojowego,
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon

Klopsiki:

  1. Połącz mieloną wołowinę i wieprzowinę w misce, wymieszaj dokładnie rękami. Dodaj posiekaną cebulę, rozdrobniony czosnek, bułkę tartą, jajko i wszystko połącz. Dodaj mleko i przypraw solą i pieprzem.
  2. Z masy mięsnej uformuj niewielki kulki. Połóż je na czystym talerzu, przykryj i wstaw do lodówki na dwie godziny (dzięki temu podczas gotowania utrzymają swój kształt).
  3. Na głęboką patelnię wlej olej i rozgrzej go. Gdy będzie gorący, podsmaż klopsiki, aby były rumiane z każdej strony.
  4. Podsmażone klopsiki włóż do naczynia żaroodpornego i przykryj. Wstaw do piekarnika rozgrzanego do 180 st. C i piecz przez 30 minut.

Tradycyjny szwedzki sos śmietanowy:

Na patelni rozpuść masło. Dodaj 40 g mąki pszennej i smaż przez 2 minuty, mieszając. Dodaj 150 ml bulionu warzywnego i 150 ml bulionu wołowego, dalej podgrzewaj, mieszając. Potem dodaj śmietankę, 2 łyżeczki sosu sojowego i łyżeczkę musztardy. Duś, aż sos zgęstnieje.

Ikea proponuje klopsiki z ziemniakami, ale ja wole je ze spaghetti.

Świętokrzyskie grudy

Regionalna potrawa z Rakowa w województwie świętokrzyskim; wypróbowałam, jest super!

Nazwa pochodzi od tego, że te mięsne nadziewane kule mają nieregularne kształty, takie właśnie grudy.

Zapraszam!

Ilość zależy od tego, ile chcemy mieć porcji

  • udka kurczaka nacięte i pozbawione kości (czasem bywają w sprzedaży już takie wyluzowane)
  • mięso mielone wieprzowo-wołowe (jakieś 20 dag, a jeśli zostanie go trochę to można usmażyć sznycelki) + jajko+ cebulka posiekana
  • śliwki suszone lub z kompotu (tyle ile grud ma być)
  • do panierki: mąka, jajko, bułka tarta

Przygotować mięso mielone jak na sznycle, doprawić przyprawami, dodać jajko i posiekaną drobno cebulkę, wyrobić dokładnie. Nabierać masę mięsną na dłoń, nałożyć na nią śliwkę, formować kulkę.

Mięso z udek natrzeć lekko solą i pieprzem, włożyć przygotowaną kulkę mielonego, uformować kulę-grudę, związać nicią.

Wrzucać kule na lekko osolony wrzątek, gotować ok. 10 minut.

Wyjąć kule, przestudzić, usunąć nici.

Przygotować panierkę.

Obtaczać grudy w mące, roztrzepanym jajku i bułce tartej.

Smażyć na oleju ze wszystkich stron na złoty kolor.

Zamiast śliwek można użyć kawałki jabłek.

Regionalne wędliny z Wąchocka

Będąc w Wąchocku, warto spróbować miejscowych tradycyjnych wędlin: kiełbasy hycowanej i szynki sznurowanej.

wędliny wąchockie

Dokumenty źródłowe wskazują, że początki produkcji wędliniarskiej i rzeźniczej w Wąchocku sięgają czasów przedwojennych. W 1932 roku Stefan Nowak złożył przed komisją egzaminacyjną w Kielcach egzamin czeladniczy w zawodzie rzeźniczo-wędliniarskim. Zdobytą wiedzę i umiejętności posiadł od swojego ojca, który w latach 20. i 30. XX w. prowadził uboje oraz sprzedaż mięsa i wędlin w sklepie w Wąchocku przy ul. Kolejowej. Lata wojny to czas, w którym uboje i proste wyroby wędliniarskie robiono w konspiracji, dla potrzeb rodziny i zaufanej, niewielkiej grupy mieszkańców Wąchocka. Dopiero po wojnie 1945 r., po uzyskaniu „karty rzemieślniczej” zezwalającej na prowadzenie działalności rzeźniczo-wędliniarskiej, rozwinął się skup i ubój trzody i bydła z okolicznych wsi.

W latach 70. po rozbudowie zakładu wyroby stały się powszechne na rynku w Starachowicach, Skarżysku i okolicy. Wśród mieszkańców utarł się zwyczaj, że na wszelkie święta i uroczystości rodzinne bierze się wyroby swojskie „od Nowaka”. Popyt na produkty robione w rodzinnych firmach (prosto od rzeźnika) tradycyjnymi metodami dziś staje się coraz powszechniejszy. Decydują o tym doświadczenia rodzinne oraz przekazywane z pokolenia na pokolenia przepisy i receptury.

Kiełbasa swojska hycowana (czyli wędzona) wykonana jest według rodzinnej receptury.

Napełniana jest w naturalne jelito wieprzowe i wędzona w gorącym dymie z drewna liściastego, olchowo-dębowego. Jest lekko pomarszczona. Posiada specyficzny i bardzo intensywny zapach wędzenia oraz naturalnych przypraw, szczególnie czosnku. Na przekroju ma „oczko” – charakterystyczną cechę dla wyrobów peklowanych samą solą (bez saletry).

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych w 2010 roku w kategorii Produkty mięsne w woj. świętokrzyskim. Kiełbasę w Wąchocku przygotowywano zawsze po uboju świń, przeważnie 2-3 razy w tygodniu. Było to związane z jarmarkami odbywającymi się w Wierzbniku, na których sprzedawano ten produkt.

Szynkę sznurowaną z Wąchocka cechuje specyficzny smak i zapach charakterystyczny dla szynki gotowanej i wędzonej z delikatnym bukietem zastosowanych przypraw oraz z białym wianuszkiem tłuszczu na obwodzie.

Produkt wpisany na listę produktów tradycyjnych w 2010 roku w kategorii Produkty mięsne w woj. świętokrzyskim.

Do przygotowania szynki sznurowanej wąchockiej wykorzystuje się udziec wieprzowy. Mięso naciera się mieszanką peklującą, układa w kamiennych peklownikach i pozostawia w ziemnej piwnicy na jeden do dwóch dni. Następnie przygotowuje się marynatę, w skład której wchodzi mieszanka peklująca, ziele angielskie, goździki, liść laurowy, rozmaryn oraz kolendra. Mięso zalewa się marynatą i przyciska dębową deską. Pozostawia się je na 10-20 dni. Po wyjęciu szynki osusza się ją na drewnianych kratkach. Mięso sznuruje się szpagatem, tak aby przybrało kształt zbliżony do walca. Następnie wędzi się stosując drewno dębowe i olchowe przez 1,5 do 2,5 godziny, aż szynka stanie się ciemnobrązowa. Po uwędzeniu parzy się ją w wodzie przez 1,5 do 2,5 godzin, a następnie studzi w zimnej wodzie przez 15-30 minut.

Myślę, że według tego opisu można by się pokusić o własnoręczne przygotowanie szynki domowej:)

Gołąbki p. Teresy z Marcinkowa

Zagroda  w Marcinkowie, o której pisałam https://garstkasmaku.home.blog/2019/07/12/kuchnia-moich-przodkow/

pielęgnuje nie tylko pamięć o dawnym gospodarstwie wiejskim, ale i chroni dziedzictwo kulinarne przodków. Żona p. Jaruszewicza, Teresa, podyktowała mi unikalny, lokalny przepis na gołąbki z nadzieniem ziemniaczanym, który od lat, po dziś dzień, pojawia się na jej stole.

Dziękuję!

Przepis prosty, a przepyszny! Zobaczcie sami:

gołąbki z Marcinkowa

Z podanych niżej proporcji składników wyszło mi osiem niezbyt dużych gołąbków

  • 60 dag ziemniaków
  • 30 dag boczku
  • 1 duża cebula
  • sól, pieprz, majeranek
  • kapusta na gołąbki

Przygotować liście kapusty, jak na każde gołąbki, oddzielając je w gorącej wodzie od główki (z której wycięliśmy głąb), ściąć gruby nerw z każdego liścia

Boczek i cebulę pokroić w kostkę, podsmażyć na patelni (ma być sporo tłuszczu)

Obrane ziemniaki utrzeć na drobnej tarce i nie odciskając ich, przełożyć na patelnię z boczkiem. Wymieszać, doprawić solą, pieprzem, majerankiem i smażyć, mieszając, aż masa będzie gęsta.

Przestudzić, po czym formować gołąbki i dusić je w dużym rondlu, podlane osoloną wodą, aż liście kapusty zmiękną.

Podawać z sosem, np. grzybowym.

O grzyby w tym roku trudno, z uwagi na suszę, zrobiłam więc sos pomidorowy z dodatkiem pieczarek.

Zapraszam!

Klopsy królewieckie

klopsy królewieckie
klopsy królewieckie vel zupa klopsowa

Pomysł na to danie zrodził się, kiedy czytałam relacje z Festiwalu Smaków w Toruniu, który odbył sie 13 i 14 kwietnia br. Hasło tegorocznego festiwalu: „Kuchnia Rzeczpospolitej wielu narodów„. Jedną z głównych atrakcji był obiad prezydencko-rektorski, który przygotowali wspólnie prezydent Miasta Torunia oraz rektor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, którzy podali właśnie klopsy królewieckie, danie historyczne, pochodzące z  Prus Wschodnich z Królewca (dziś Kaliningrad), ale do dziś jedno z ulubionych dań Mazur, Warmii i Pomorza. Nazywane jest często zupą klopsową.

Oooo, tak! to danie przemawiało do wyobraźni; zaraz poszukałam przepisu.

Są to pulpety z mięsa mielonego duszone w bulionie, z którego powstaje sos. Sos może mieć konsystencję zupy, bądź bardziej gęstą, wedle uznania. Mięso też może być różne, najczęściej używa się wieprzowiny.

Ja miałam gulaszowe z dzika i wymieszałam je z cielęciną.

  • ok. 500 g mielonego mięsa (pół na pół gulaszowe z dzika i cielęcina)
  • ok. 200 g cielęciny na bulion
  • 1 jajko
  • 1 czerstwa bułka
  • 1 łyżka musztardy
  • 1 cebula
  • 1 łyżka natki pietruszki
  • szklanka białego wytrawnego wina
  • 2 listki laurowe, kilka ziarenek pieprzu
  • 2 łyżki mąki
  • 2 łyżki masła
  • 100 ml gęstej śmietany
  • skórka otarta z 1/2 cytryny
  • mały słoiczek kaparów
  • 1 łyżka zalewy z kaparów

Ugotować bulion na cielęcinie (dodając cebulę, małą marchewkę i pietruszkę, kawałek selera). Przecedzić, jarzyny odłożyć, tu już nie będą nam potrzebne.

Bułkę namoczyć. Cebulę pokroić w drobną kostkę. Na patelni roztopić masło, zeszklić cebulę, przestudzić. Wymieszać składniki na klopsy: zmielone mięso, odciśniętą bułkę, jajko, musztardę, zeszkloną cebulę, łyżkę posiekanej natki pietruszki, część kaparów. Wyrobić na jednolitą masę, doprawić solą i pieprzem. Zrobić klopsiki (dość duże).

Do bulionu dodać wino, listki laurowe i pieprz, zagotować w szerokim rondlu. Do gotującego się wywaru wkładać ożyć ostrożnie klopsy, zmniejszyć płomień, rondel przykryć. Gotować 10 minut. 

Ugotowane klopsy wyjąć a wywar przecedzić. Zrobić zasmażkę z mąki i masła, wlać do przecedzonego wywaru, roztrzepać trzepaczką, aby się dobrze połączyły. Dodać śmietanę i roztrzepawszy ją zagotować całość. Włożyć klopsy, pozostałe kapary, zalewę z kaparów, startą skórkę z cytryny.  Podgrzewać jeszcze ok 10 minut. Ewentualnie doprawić solą i pieprzem.

Podawać z chlebem, najlepiej razowym

Smacznego!

Strogonow na świątecznym stole

Ta bardzo popularna w Polsce potrawa, podobna trochę do gęstej zupy gulaszowej, sprawdziła się świetnie na świątecznym stole. Podałam ją z ryżem.

strogonow

Proporcje na 10 osób

1 kg wołowiny (robiłam z ligawy, choć oryginalnie najbardziej pożądana byłaby polędwica)

500 g małych pieczarek

4 kiszone ogórki

1 duża cebula

500 ml bulionu wołowego (ugotowanego wcześniej z antrykotu, marchewki, pietruszki, selera, cebuli)

100 ml białego wina

2 łyżki koncentratu pomidorowego

1 łyżka musztardy dijon

3-4 łyżki gęstej śmietany

przyprawy: sól, pieprz (najlepiej młotkowany, grubo mielony), słodka i ostra papryka

olej

 

Wołowinę pokroić w paski, po czym zamarynować: włożyć do miski, lekko posolić, popieprzyć, skropić olejem i winem, przykryć folią i odstawić na noc do lodówki.

Cebulę pokroić w kostkę, przysmażyć w rondlu na oleju, przełożyć do miseczki.

Do rondla dodać mięso, przysmażyć aż lekko się zrumieni.

Dodać do mięsa cebulę, koncentrat, papryki i białe wino. Po paru minutach dodać musztardę i bulion i zagotować.

Zmniejszyć ogień, przykryć i dusić do miękkości mięsa (ok. 2 – 3 godzin).

Pieczarki pokroić w półplasterki, przesmażyć na oleju, dodać do mięsa.

Ogórki zetrzeć na grubej tarce i dodać do rondla.

Śmietanę zahartować bulionem, dodać do mięsa, wymieszać, doprawić solą i pieprzem, jeszcze ok. 20 minut razem poddusić.

Potrawę można przygotować wcześniej i później odgrzewać; bardzo dobrze jej też zrobi zamrożenie.

Świąteczne domowe wędliny

W tym roku na moim świątecznym stole wędliny były tylko domowe, no, oprócz kiełbasy:)

Udały się świetnie, zapraszam !

b_swiateczne_wdliny

Szynka marynowana

2 kg mięsa wieprzowego od szynki

składniki marynaty:
pół szklanki wody
1 łyżeczka soli zwykłej
szczypta cukru
¼ łyżeczki grubo zmielonego czarnego pieprzu
¼ łyżeczki majeranku
¼ łyżeczki cuminu
kilka rozgniecionych ziarenek jałowca
2-3 ziarenka ziela angielskiego
2 listki laurowe
1 łyżeczka sosu sojowego
4 ząbki czosnku
Przygotować marynatę: zagotować razem wszystkie składniki marynaty (oprócz czosnku) i ostudzić ją. Zalać nią mięso w salaterce, przykryć folią i włożyć do lodówki na całą noc. Zalewy nie powinno być zbyt dużo i najlepiej żeby mięsu było ciasno w naczyniu.

Po wyjęciu z zalewy, osuszyć mięso, zasznurować go mocną nitką (żeby zachowało ładny kształt) i włożyć do wrzącej osolonej lekko wody (tak żeby tylko wyczuwało się smak soli) i gotować do miękkości na malutkim ogniu, tak żeby woda ledwo mrugała, ok 2 godziny. Odstawiam z ognia i zostawiam w wodzie aż do wystygnięcia. Potem włożyć mięso do brytfanki, natrzeć musztardą, oprószyć pieprzem i papryką, skropić olejem i włożyć do piekarnika na ok. 30 minut, aby szynka zyskała przyrumienioną skórkę.

Schab pieczony w maśle

duży kawałek schabu (1,5-2 kg)

główka czosnku

kostka masła

2 łyżki oliwy

sól, pieprz

 

Mięso oczyścić z błon i tłuszczu. Nacinając czubkiem noża naszpikować mięso z obu stron ząbkami czosnku pokrojonymi w szpiczaste słupki.

Natrzeć  mięso solą i pieprzem.
Następnie przesmażyć mięso ze wszystkich stron na oliwie  (na dużej patelni lub w gęsiarce).
Rozgrzać piekarnik do 200 st. C.
Mięso przełożyć do brytfanny, tak dopasowanej, aby schab wypełniał ją prawie w całości.
Zalać kostką roztopionego, gorącego masła. Mięso przykryć (pokrywka lub np. folią) i wstawić do piekarnika. Piec ok. 2-3 godzin.
Po 20 minutach pieczenia należy wlać ok. pół szklanki gorącej wody i piec dalej pod przykryciem do miękkości.

 

Świąteczny pasztet domowy

½ kg wieprzowiny
½ kg wołowiny
½ kg cielęciny
½ kg wątróbki drobiowej
½ kg podgardla (lub tłustego boczku gdyby akurat nie było podgardla)
1 duża cebula
2-3 łyżki tłuszczu (margaryna lub smalec)
ziele angielskie (kilka ziarenek)
liść laurowy (2-3 szt)
sól, pieprz
2 bułki wodne (czyli pszenne bez żadnych dodatków)
bułka tarta do posypania
4 jajka

Wszystkie rodzaje mięsa (oprócz wątróbki) i cebulę pokroić na dość małe kawałki, wrzucić do rondla na rozgrzany tłuszcz, na samo dno dać podgardle, osolić, dusić na tłuszczu na malutkim ogniu do miękkości. W zasadzie nie trzeba podlewać wodą, gdyż podgardle jest tłuste i ładnie się topi. Gdy mięso będzie miękkie (tj. po ok. 1 godzinie), dodać wątróbkę, poddusić jeszcze 10-15 min. Odstawić do ostudzenia.
Wyjąć z rondla wszystkie składniki, w sosie z duszenia namoczyć 2 bułki.
Wszystko łącznie z namoczoną bułką przekręcić przez maszynkę 2-3 razy.
Dodać 4 całe jajka, pieprz, wymieszać dokładnie.
Rozłożyć masę do blaszek, wyłożonych papierem pergaminowym, posypać na wierzchu bułką tartą, ponakłuwać w kilku miejscach patyczkiem.
Piec w nagrzanym do 200 st.C piekarniku ok. 40 min.

 

Skrzydło wołowe

Niedawno „Teleexpres” wyśmiewał się z tego, że w sklepie przy kawałku mięsa umieszczono napis: „skrzydło wołowe”. Skrzydło? Ho, ho, czy woły mają skrzydła? Ha, ha!

 No cóż, już na drugi dzień z kwaśną miną prostowali swoją niewiedzę i ignorancję.

Bo w podziale tuszy wołowej mianem skrzydła nazywa się część udźca wołowego

skrzydo_woowe

 

 

(grafika ze strony internetowej)

Skrzydło przeznacza się na dania pieczone, duszone a także smażone; nadaje się na steki, zrazy, kotlety panierowane, pulpety, klopsy, gołąbki i hamburgery.

 

PRL-owskie flaczki

Garmażeryjny przebój barów, jadłodajni i stołówek w czasach PRL-u.

Tani, właściwie to smaczny, pożywny.

Flaczki do dziś mają swoich miłośników.

Muszę przyznać, że ja długo, bardzo długo myślałam, że ich wprost nie cierpię. Mówiłam to, nie znając ich smaku. Sama nazwa: flaki – była odstraszająca.

A przecież flaki to pokrojony w poprzek żołądek wołowy.

A przecież inne podroby jadłam i mi smakowały.

W końcu mama mojej koleżanki, znakomicie zresztą gotująca, powiedziała:

– Tak dalej być nie może. Siadaj i jedz.

I postawiła przede mną talerz z parującą, pachnącą przyprawami, kolorową zawartością.

Był mroźny, zimowy dzień, wróciłyśmy zmarznięte i głodne ze szkoły.

I stało się. Spróbowałam. I już na zawsze polubiłam flaczki.

A wiecie, że były one ulubioną potrawą króla Władysława Jagiełły?

 

Kiedyś przygotowanie w domu flaczków było skomplikowane. Kupowało się je surowe, trzeba było włożyć wiele trudu w ich oczyszczenie i wstępne gotowanie w kilku zmienianych wodach. Dopiero potem następowało właściwe ich gotowanie z jarzynami jako gęstej zupy.

Dziś kupuje się flaczki już oczyszczone, wstępnie obgotowane.

Zapraszam na moją wersję:

 

0,5 kg flaczków

1 duża cebula

Kawałek pora, kawałek selera

1 mała marchewka (nie należy dawać jej dużo, bo może zdominować słodyczą potrawę, która powinna być ostra)

1 pietruszka

2 suszone grzybki

Kostka bulionowa wołowa

Przyprawy: sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, majeranek, szczypta papryki

Łyżka masła, łyżka mąki, łyżka oleju

 

Flaczki zalewamy wodą i gotujemy aż woda zawrze, zbieramy szumowiny. Wrzucamy kostkę bulionową, ziele angielskie, liść laurowy, grzybki, lekko solimy. Gotujemy do miękkości.

 Na dużej patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy posiekaną cebulę i seler oraz starte na grubej tarce seler, marchewkę i pietruszkę. Przesmażamy całość, po czym dodajemy do gotujących się flaków.

Doprawiamy przyprawami do smaku, po czym dodajemy zasmażkę z masła i mąki.

I gotowe.

Świąteczny bigos myśliwski

Dokładne proporcje w przypadku bigosu nie zdają egzaminu.

Tu wiele chwytów jest dozwolonych, różnorodność dodatków jest wręcz oszałamiająca, a końcowy wynik zależy od gotującego, którego głównym zadaniem jest próbować, próbować i jeszcze raz próbować. I nie śpieszyć się.

Bigos wymaga czasu: duszenia i gotowania osobno swoich składników (kapusta zwykła, kapusta kiszona, mięsa), łączenia, podgrzewania, studzenia (przemrożenie jest też świetne), cierpliwego doprawiania.

W tym roku postawiłam na bigos myśliwski:

Taka nazwa, bo wśród składników znalazła się dziczyzna (mięso jelenia) i ptactwo (kaczka, indyk). Zamarynowane wcześniej (przyprawy, olej i wino) nadały bigosowi wyjątkowy smak.

Dodałam też trochę wołowiny i wieprzowiny (mięso od szynki) i trochę boczku.

Kapusta – pół na pół – kiszona i zwykła biała. Kapustę kiszoną kupuję z beczki, w jednym z jarzyniaków.

Nie dodaję do bigosu resztek mięs gotowanych czy pieczonych, ani też kiełbasy i kurczaka – bo nie lubię ich smaku w bigosie. I nie dodaję mięs tłustych – też nie lubię.

Dodaję grzyby suszone (wraz z niewielką ilością wywaru z ich gotowania), śliwki suszone, cebulę, koncentrat pomidorowy, czerwone wino. Jak akurat mam – sypnę garstkę żurawiny.

Z przypraw: sól, gruby, młotowany pieprz, paprykę, majeranek, rozgnieciony jałowiec, szczyptę cukru, ziele angielskie, liść laurowy.

Na końcu zawsze robię zasmażkę z masła i mąki. Uważam, że to taka kropka nad „i”.

Zapraszam do kuchni:)