Kolorowy świat choinek

Choinka może być bardzo kolorowa i moja taka jest.

Kolorystyka wyszła taka trochę jak na obrazach Zofii Stryjeńskiej:) jaskrawa i nasycona.

Fascynują mnie ludowe bibułkowe ozdoby i figurki w ludowych polskich strojach. Po troszku odtwarzam ich kolekcję po katastrofie sprzed kilku lat, kiedy stłukły się najpiękniejsze bombki. Niektóre były unikalne; nie spotkałam już nigdy takich wzorów.

Zapraszam do oglądania:

Czas na Święta

To już czas na święta: nadeszło Boże Narodzenie

To już czas na życzenia: są dla każdego, kto tu zajrzy – najlepsze!

To także czas na wigilijne potrawy: oczekiwane przez cały rok. Niby u wszystkich Polaków takie same, ale jednak u każdego inne.

Wklejam moje tegoroczne menu z pobudek kronikarsko-genealogicznych

Adwent IV – ludowa szopka polska

Od dawna marzyła mi się szopka ludowa, z surowego drewna, z prawdziwym sianem i choiną. Taka typowo polska.

Można czasami takie kupić, choć nie jest to najprostsze.

Podoba mi się też idea szopek neapolitańskich, w których co roku przybywa coś nowego; jakieś nowe postaci, kolejne zwierzęta, elementy wystroju. Też bym tak chciała.

Z tym, że szopki neapolitańskie mają rozbudowaną bardzo otoczkę scenek rodzajowych. Pojawiają się kumoszki, które przystanęły na pogaduszki, gdzieś tam znów piekarz zaprasza na świeże bułeczki, do brzegu przybija łódka z marynarzami… I wszystko to obłędnie kolorowe, czasami aż za bardzo.

Warto podkreślić, że i nasze polskie szopki mają takie scenki, choć nieco innego rodzaju. Przed Dzieciątkiem sunie pochód wszystkich stanów społecznych: pasterzy, królów, chłopów, szlachciców, księży, biskupów, par w ludowych strojach. Pojawia się diabeł, śmierć… Drwal rąbie drzewo, sługa ciągnie wodę ze studni, aniołek kiwa głową, kiedy mu się wrzuci ofiarną monetę…

Znamy to, prawda?

To się super ogląda, podziwiając kunszt wykonania i pomysłowość wykreowanych scenek. Jest to piękne.

Ale w domu chciałabym czegoś prostszego. Takiego, żeby siąść, zapatrzyć się, medytować, adorować…

Drewnianą szopeczkę ze Świętą Rodziną kupiłam bez trudu.

Ale już idea rozbudowywania szopki okazała się prawie nie do zrealizowania. Bo chciałam, aby kolejne elementy były w tym samym stylu, z prawdziwego drewna. Wszyscy mówili: musisz poszukać na jarmarkach, targach świątecznych.

Eeee tam, nie ma.

Może odwiedzam nie te jarmarki, co trzeba?

Udało się kupić wołu, owieczkę i osła. Ale tylko wół był z naturalnego drzewa; owieczka jest biała, a osioł szaroniebieski.

Udało się kupić anioły, jeden z trąbą, jeden ze złożonymi rękoma.

A królowie? A pasterze?

Z pomocą przyszedł mi niedawno odnaleziony krewny, który ma przyjaciela rzeźbiarza – to im zawdzięczam królów. Pan Kazimierz Kopeć – świętokrzyski twórca ludowy ze Starachowic – wyrzeźbił mi w surowym drewnie trzech mędrców-królów.

W tym roku pojawiła się jeszcze rustykalna jodełka, która świetnie wpasowała się scenerię – to prezent od przyjaciółki.

Ostatecznie w tym roku moja szopka wygląda tak:

W mojej szopce jest jeszcze jedno zwierzątko, które może budzić zdziwienie: to mały kotek

Czytałam kiedyś legendę, że kiedy mały Jezusek bardzo płakał w stajence i Maryja nie mogła Go utulić, pojawił się kotek. Położył się przy Maleńkim i zaczął mruczeć. Ciepło jego futerka i mruczankowa kołysanka szybko uśpiły Jezuska….

Adwent III. Spóźniony Anioł.

Historia powstawania domowej szopki.

Na początku na stole leżało tylko sianko, a na nim opłatki.

Pojawiało się już w Adwencie, by można było połamać się z tymi, którzy przychodzili z życzeniami najwcześniej.

To był czas, kiedy dom był pełen gości i żadne wirusy nie stały na przeszkodzie by pobyć razem i cieszyć się swoją obecnością.

Potem pojawiło się na stole Dzieciątko.

Przybyło z Betlejem i leżało na sianku.

Samo.

Aż prosiło się, by przełamać tę samotność.

Bo przecież nie tak było, tam, w Betlejem.

Choć w biednej szopie, ale byli przy Nim Maryja, Józef, Aniołowie, pasterze, trzej królowie.

I tak, co roku, ciągle ktoś nowy pojawiał się na stole przy Dzieciątku.

Znalazła się Maryja, która na swojej szacie miała wyrzeźbioną symboliczną gołębicę, ot tak, na kieszeni. A u św. Józefa były na płaszczu lilie.

Aniołów w tym domu nigdy nie brakowało.

Tak więc spora ich gromadka przewinęła się na straży Dzieciątka.

Ludowy anioł z zalipiańskimi kwiatami, mały smyk grający na organkach, troskliwa gosposia z zapaską w gwiazdki, z warkoczem przerzuconym przez ramię, grajek z harmoszką…

Przybyli z daleka trzej Mędrcy, nazywani Królami, owinięci w białe burnusy, z dłońmi pełnymi darów. Ich oblicza nie są wyraźne; artysta, który ich stworzył, twierdzi, że są pełne skrywanych tajemnic….

Pojawił się i pasterz z owieczką.

Najtrudniej było ze zwierzątkami.

Jeszcze owieczkę dało się łatwo znaleźć, ale zdobycie drewnianych figurek osła czy wołu – to było prawdziwe wyzwanie! Czy są jeszcze dzieci, które bawią się drewnianymi zwierzątkami?

Ale udało się. Pojawił się i wół i osioł.

Coraz ciaśniej robiło się na starej, drewnianej tacy, która pełniła rolę żłóbka.

Nadszedł czas na szopkę.

Pojawiła się bardzo solidna chatka, z dwuspadowym dachem, stryszkiem, drabiną, z drewnianym ogrodzeniem; ba! nawet i studzienki nie zabrakło!

Chatę wyścielono własnoręcznie suszonym sianem z najpiękniejszych traw i wonnych ziół. Dorzuciło się trochę mchu.

Pojawiły się ledowe światełka, które rozświetliły stajenkę.

Wszystko wydawało się gotowe, by zrobić zdjęcia i odbitki dla odwiedzających dom, na pamiątkę. Co też zostało uczynione.

Ale nie był to jeszcze koniec historii.

Gdzieś tam …. czekał anioł, który był przypisany do tej właśnie szopki.

Duży, z pięknymi, złotymi skrzydłami, z trąbą, czekający, by zagrać wezwanie do stajenki.

Coś go zatrzymało.

Może kwarantanna, obowiązkowa dla przybyszów w czasie pandemii?

Czekał bardzo niecierpliwie.

Wysyłał sygnały.

Twórczyni tej szopki, wybierając się wczesnym, grudniowym rankiem za zakupy, usłyszała:

– Nie idź na przystanek tam za rondo, idź na górę Lwowskiej, tuż za ulicą Szeroką. Czekając na autobus, obejrzysz sobie wystawy….

– Czemu nie?

Tak zrobiła.

I kiedy dotarła na ten przystanek, anioł stojący na sklepowej wystawie zawołał:

– To ja! Słuchaj, to ja tu czekam na ciebie!

Od razu wiedziała, że trzeba go zabrać do tej już niby gotowej szopki.

Tyle, że sklep był jeszcze zamknięty.

Powiedziała sobie:

– Jeśli to anioł dla nas, to jeszcze te kilka godzin na mnie zaczeka.

Zaczekał.

I jest już. Spóźnił się troszkę, więc już nie wszedł do środka szopki, ale czuwa przy wejściu.

Czuwa i jednocześnie zaprasza.

Taki Anioł Stróż szopki.

Widocznie taka mu była przeznaczona rola.

Adwent II — opowieść owiec

Bardzo lubię opowieści o Bożym Narodzeniu, przedstawiane z nieoczekiwanego punktu widzenia, snute przez różne stworzenia, choćby i bajkowe. Co myślała Andersenowska choinka ubierana na Boże Narodzenie, jak przygotowywano się na święta w Dolinie Muminków, jak wyglądała Wigilia Snape`a w Hogwarcie….

W tym roku pojawiła się z tej serii nowa książeczka: Ostatnia owca Ulricha Huba.

„Nasza historia rozgrywa się mroczną zimą roku pierwszego albo czwartego, za panowania pewnego niedobrego króla, który jednak w tej opowieści się nie pojawia. Pojawiają się za to owce, i to sporo. Owca z przedziałkiem z boku, owca z nogą w gipsie, owca z aparatem na zęby i wiele innych.

Tej nocy wszystko wygląda inaczej.

Owce nie śpią i wielkimi oczyma patrzą w nocne niebo. Pojawiła się tam nowa gwiazda i świeci tak jasno, jakby wschodziło słońce.”

Wiemy już więc, że historia dzieje się w Betlejem i jest to czas narodzenia Pana Jezusa.

Owce widzą, że zniknęli ich pasterze, od zaziębionej owcy w czapeczce, która nie spała,  dowiadują się, że usłyszeli dobrą nowinę i szybko pobiegli. Ale jaką nowinę? zachrypnięta owca zapomniała.

Owce zostały same i nie bardzo wiedzą, co mają robić. Zawsze pasterze im mówili, co mają robić, co wolno, a czego absolutnie nie. A tu teraz taka historia! Niełatwo im będzie żyć na własny rachunek. Niełatwo zdecydować, co robić. Ostatecznie jednak owce ruszają w drogę. Spotkane zwierzęta trochę pomagają rozeznać się w sytuacji. Koza, wół, wielbłądy… Owce też chcą zobaczyć DZIECKO.

Wyobraźcie sobie, że jednak wcale Go nie zobaczyły! Spóźniły się. Świętej Rodziny nie było już w żłóbku.

Przyznam, że bardzo byłam rozczarowana, kiedy to przeczytałam. To po co właściwie opowiada autor tę historię? I zaraz, zaraz… jak się kończy ta książka?

Przeczytałam ją jeszcze raz. Noooo… jest pewna puenta. Owszem, jest. Ale taka … nieoczywista.

Chyba nie jest to książeczka, do której chciałoby się wrócić przed kolejnym Bożym Narodzeniem. Szkoda.

Adwent I – kartki świąteczne

Zaczynamy Adwent.

To czas przygotowania na narodzenie Bożej Dzieciny. Trzej Królowie muszą już być w drodze. Zaczynajmy więc i my naszą drogę do Betlejem.

To jest również ten czas, kiedy myślimy o naszych bliskich, którzy są jednak daleko od nas; wybieramy kartki, które im wyślemy, zastanawiamy się, co im napiszemy. Większość współczesnych kartek ma już sformułowaną treść życzeń.  Sporo ludzi lubi to. Jakie życzenia proponują nam kartki świąteczne? Mała próbka:

Współczesne kartki Bożonarodzeniowe są przeróżne i jest ich bardzo dużo. I mnóstwo ludzi je kupuje. Kartka to jednak nie to samo co sms.

Popatrzmy na niektóre:

Tradycyjne, ze żłóbkiem, Święta Rodziną, Dzieciątkiem:

Popularnością cieszą się kartki regionalne, z widokiem konkretnej miejscowości:

Kraków
Wąchock

Z choinką i bombkami:

I ludowe, nawiązujące do tradycji zdobniczej, ciągle u nas obecnej

Za parę lat te kartki to już mogą być białym krukiem:)

Polewka na bazie wigilijnego barszczu

Święta się skończyły i pomału wyjadamy z lodówki pozostałości z wigilijnego menu (zawsze jakoś wychodzi tego jedzenia za dużo).

Dziś proponuję zupę, przygotowaną na bazie wigilijnego, grzybowego barszczu (który się ostał, choć uszka do niego „wyszły”)

Będą w tej zupie ziemniaki, makaronowa zacierka i dużo śmietany.

  • ok 1 litra grzybowego barszczu wigilijnego
  • 1 spory ziemniak
  • 2 czubate łyżki zacierki makaronowej
  • 1 cebula
  • kilka suszonych prawdziwków
  • 3-4 łyżki gęstej śmietany

Ziemniaka i cebulę kroimy w kostkę, zalewamy zimną wodą, dodajemy suszone grzybki i zagotowujemy. Dodajemy makaronową zacierkę i gotujemy, aż wszystkie składniki będą miękkie.

Wlewamy  barszcz.

Kiedy się zagotuje, dodajemy śmietanę i przyprawiamy solą i pieprzem.

Smacznego!

Choinki na pniu

Kiedy kilka lat temu pojawiły się na rynku, od razu mi się spodobały.

Ale niełatwo je ubrać; inaczej rozkładają się im gałęzie, trudno zachować właściwe proporcje, bo nagle ze smukłego pnia wyrasta rozłożysta choina. Już nie mówiąc o tym, że niełatwo choinki fotografować.

To moje tegoroczne próby.

Wesołych Świąt wokół choinki dla wszystkich!

Narodził się już!

„Zamiast stajni – mógł być pałac

Zamiast Maryi i Józefa, ludzi prostych i ubogich – mogli być ludzie wykształceni i bogaci, nawet milionerzy.

Zamiast pasterzy – Anioł mógł powiadomić możnych i wpływowych czy polityków.

Dlaczego było zwykle, prosto i ubogo?

Może dlatego, żebyśmy wiedzieli, że Bóg narodził się dla wszystkich?

Aby nadal rok w rok, dzień po dniu, mógł rodzić się w sercach wszystkich ludzi, także naszych.”

Ta szopka, nazywana w domu małą – bo rzeczywiście jest malutka, to mój tegoroczny nabytek. Z drzewa oliwnego, kupiona na stronie „Kościoła w potrzebie” https://pkwp.org/sklep

Pięknie wpisała się w półkę domowej biblioteczki.

Wesołych Świąt!