Nowy pomysł na surówkę

„Zostań w domu” – ok. zostaję, ale muszę przyznać, że kulinarnie oznacza to jednak spore wyzwanie. Musisz przygotowywać posiłki, z tego co w domu zgromadziłeś.

Postanowiłam, że dopóki da się z tego, co mam, sensownie zakomponować codzienne menu, to nie wychodzę z domu. Ciekawe, jak długo mi się uda nie „wyskakiwać” do sklepu.

Dziś pomysł na nową surówkę, z jabłka, świeżego ogórka i kalarepki.

Takiego  połączenia jeszcze nie robiłam. Okazało się, że to bardzo ciekawy, orzeźwiający smak.

Jabłko (ze skórką), ogórek i kalarepkę trzemy na grubej tarce.

Doprawiamy solą, pieprzem, szczyptą cukru.

Dodajemy łyżkę majonezu.

Smacznego!

a na obiad – kasza tatarczana

Ostatnio kasze cieszyły się wielkim wzięciem w koszykach i wózkach zakupowych, pewnie więc większość ma w domu ciemną kaszę gryczaną, na którą u nas zawsze mówiło się: tatarczana. Czas więc chyba zaprezentować ją na stole.

Zrobiłam ją z sosem warzywnym (z mrożonek) i surówką z marchwi i jabłka

Kaszę (zwykle jest w saszetkach) gotujemy według przepisu na opakowaniu, ok. 20 minut w lekko osolonej wodzie.

W tym czasie robimy sos:

Do rondelka wrzucamy 2-3 garstki ulubionych warzyw mrożonych: u mnie to były marchew w plastrach, różyczki kalafiora i brokuła, kawałki pora, bób i brukselka. Podlewamy niewielką ilością wrzątku i dusimy do miękkości na małym ogniu. Lekko doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy 2 łyżki masła – i sos gotowy.

Surówka – na grubej tarce trzemy marchew i jabłko, doprawiamy łyżeczką cukru i łyżka majonezu.

Smacznego!

A na deser – tekst literacki o kaszy tatarczanej. Pamiętacie „Lalkę” Bolesława Prusa? Na jednym z przyjęć warszawskiej socjety, tzw. wyższe sfery odkrywały uroki wiejskiego jadła. Tekst bardzo na czasie, jako, że działo się to właśnie w okresie Wielkiego Postu (który i teraz mamy), z którym jednak śmietanka towarzyska nie wiedziała co robić. Poczytajmy:

„ Do salonu weszli dwaj bardzo eleganccy młodzi ludzie, z których jeden odznaczał się cienką szyją i dość wyraźną łysiną, a drugi powłóczystemi spojrzeniami i subtelnym sposobem mówienia. Weszli rzędem, jeden obok drugiego, trzymając kapelusze na tej samej wysokości. Jednakowo ukłonili się, jednakowo usiedli, jednakowo założyli nogę na nogę, poczem, pan Rydzewski zaczął pracować nad utrzymaniem swojej szyi w kierunku pionowym, a pan Pieczarkowski zaczął mówić bez wytchnienia.

 Mówił o tem, że obecnie świat chrześcijański obchodzi wielki post za pomocą rautów, że przed wielkim postem był karnawał, w czasie którego bawiono się wyjątkowo dobrze i że po wielkim poście nastąpi czas najgorszy, w którym niewiadomo co robić. Następnie, zakomunikował pannie Izabeli, że podczas wielkiego postu, obok rautów, odbywają się odczyty, na których można bardzo przyjemnie czas spędzać, jeżeli siedzi się obok znajomych dam i że najwykwintniejsze przyjęcia w tym poście są u państwa Rzeżuchowskich.
 — Coś zachwycającego, coś oryginalnego!… powiadam pani — mówił. — Kolacya, rozumie się, jak zwykle: ostrygi, homary, ryby, zwierzyna, ale na zakończenie, dla amatorów, wie pani co?… Kasza!… Prawdziwa kasza… jakaż to?…

— Tatarska — wtrącił pierwszy i ostatni raz pan Rydzewski.

— Nie tatarska, ale tatarczana… Coś cudownego, coś bajecznego!… Każde ziarnko wygląda tak, jakby oddzielnie gotowane… Formalnie zajadamy się nią: ja, książę Kiełbik, hrabia Śledziński… Coś przechodzącego wszelkie pojęcie… Podaje się zwyczajnie, na srebrnych półmiskach…”

(Prus B., Lalka, t. 3, Damy i kobiety)

jakieś zapasy trzeba mieć, ale….

Kiedy otwieram internet, jestem o krok od paniki. Wszędzie wiadomości: ludzie wykupują ryż… ludzie wykupują makaron… ludzie wykupują papier toaletowy…. nastąpił szturm na apteki…. brakuje mydła….

o matko! CO jeszcze wykupują, a czego ja nie mam?

Lecieć znów do sklepu???? Zamienić dom w magazyn???

Zrobiłam przegląd tzw. zapasów. Dokupiłam kilo ryżu, kilo kaszy, kilo soli, trochę mrożonek, zwłaszcza warzywnych (bardzo je preferuję w swojej kuchni). Trochę mąki zawsze mam w domu, podobnie jak zacierkę makaronową, ziemniaki, herbatę i kawę. Skusiłam się na ten nieszczęsny papier toaletowy – no, jest on potrzebny.

Zamówiłam i zrealizowałam e-receptę, na leki, które stale zażywam.

Trudno mi sobie wyobrazić dom, w którym nie ma mydła, szamponu, czy proszku do prania. Ale dobrze, jak nie ma, trzeba uzupełnić, czasem człowiek się zagapi.

Teraz mówię sobie codziennie: kobieto! DOŚĆ!

Nie będziesz latała codziennie do sklepu i patrzyła, co by tu można jeszcze kupić!

Zajmij się swoim życiem, swoimi pasjami, pomyśl o swoim blogu, sprzątnij dom na święta. I przede wszystkim nie czytaj w kółko tych internetowych sensacji o koronawirusie.

Owszem, komunikaty rządu – tak, to ważne. I niech to wystarczy.

A teraz, dla odegnania czarnych myśli, tekst sprzed pięćdziesięciu lat o zapasach, z kultowej Książki kucharskiej dla samotnych i zakochanych, autorstwa Marii Lemnis i Henryka Vitry (pamiętajcie, że były to czasy PRL-u, asortyment dostępnych towarów był ubożuchny, a i puste półki były na porządku dziennym).

Miłej lektury!

„Ileż to razy zdarzyło się nam, że zaparzywszy herbatę sięgamy po cukier, a tu okazuje się, że cukru ani szczyp­ty. Patrzymy na zegarek: wpół do dziesiątej wieczór. Ogarnia nas nagle rozdrażnienie i… i wtedy okazuje się, iż chleb również się skończył. Na domiar złego roz­lega się dzwonek u drzwi wejściowych i na progu staje nasz dobry, kochany przyjaciel czy przyjaciółka, mówiąc: „Wpadłem do ciebie na chwilkę. O — widzę, zrobiłeś herbatę. To świetnie. Mam ochotę na szklankę gorącej herbaty. Nie miałem dziś nawet czasu na obiad, ale kawałeczek chleba to na pewno u ciebie dostanę — tylko nie rób sobie kłopotu, odrobina masła, to zupełnie wy­starczy…”

Wówczas przypominasz sobie, że zapomniałeś również i o maśle. Takie „ciężkie chwile” przeżywał każdy z nas. Można im jednak zapobiec.

Podajemy skład zapasu „od wypadku” który możecie, oczywiście, kierując się indywidualnie upodobaniami i możliwościami, nieco zmienić lub rozszerzyć:

  • kilogram cukru
  • jedna lub dwie małe puszki konserwy rybnej lub mięsnej
  • słoik miodu lub ostatecznie dżemu
  • paczka herbaty (5 dkg) i paczka kawy zbożowej
  • dwie paczki herbatników „Petit beurre” lub innych
  • jeżeli palicie – 2 paczki papierosów i paczka (10 pudełeczek) zapałek. Dobrze mieć tez paczkę proszków od bólu głowy, jeśli cierpicie od czasu do czasu na migrenę

Jest to minimum. Taki zapas pozwoli Wam, w ra­zie zapomnienia lub innych powodów, które uniemożli­wiają zakupy, przebrnąć jakoś przez śniadanie czy ko­lację i uchroni Was przed wyjściem na czczo do pracy lub, co jest ogromnie przykre, przed położeniem się z bur­czącym, pustym żołądkiem do łóżka.

Nie wymieniliśmy na powyższej liście pieczywa. Po­nieważ, jak informuje Was o tym rozdział „O chlebie”, chętnie jadacie pieczywo ciemne i „wczo­rajsze , liczymy, że zanim do połowy zjecie bochenek grahama lub razowca, zawsze kupujecie świeży, aby miał czas dojrzeć. Masło, jeśli będziecie je przechowywać według przepisu zawartego w rozdziale „O tłuszczach”, możecie kupować w ilości wystarczającej na 2—3 dni. Amatorzy jajek na miękko (na śniadanie) powinni mieć na gospodarstwie zawsze 4 sztuki. Mleko należy opła­cać miesięcznie w najbliższym sklepie spożywczym, a za­wsze przed Waszymi drzwiami stać będzie pełna butelka.

Jest to „żelazny zapas” wystarczający dla tych, któ­rzy w domu jedzą tylko śniadania i kolacje, obiady zaś w stołówce.

Dla tych zaś, którzy, będąc w jednej osobie kucharzem i konsumentem, stołują się u siebie, własnoręcznie przy­rządzając również obiady, rozszerzamy listę produktów składających się na „żelazny zapas” o dalsze pozycje:

  • 20 kostek maggi lub słoiczek ekstraktu „rosół z kury”
  • 1/2 kg kaszki manny (grysiku)
  • 1/2 kg mąki pszennej i 10 dkg mąki kartoflanej
  • paczka makaronu rurkowego lub klusek (1/2 kg)
  • paczka (1/4 kg margaryny mlecznej i 1/2 kg smalcu
  • słoik 1/4- litrowy przecieru pomidorowego
  • konserwa mięsna lub mięsno-jarzynowa w słoiku szklanym (co 2 tygodnie zjadać i kupować nazajutrz nową)
  • słoiczek musztardy
  • 1/2 kg soli (przechowywać w słoiku lub blaszanej zamykanej puszce)
  • 3-4 cebule
  • mała butelka octu
  • kawałek (10 dkg) suchego sera „twardego”
  • pudełko papryki, pieprzu i majeranku oraz paczka cukru waniliowego
  • 6 jaj
  • ponieważ przy zabiegach kulinarnych używacie m.in. ostrego noża – na wypadek skaleczenia się zaopatrzcie się w jodynę, plaster lub bandaż

Z takim zapasem można śmiało przetrzymać 2 dni, nie czyniąc żadnych zakupów.

W razie nagłego przypływu gotówki wzbogacać zapas o takie pozycje, jak kakao, kawa prawdziwa, 1 puszka mleka skondensowanego, słoik ogórków konserwowych, flaszka (1/2 litra) soku owocowego, 2 puszki szprotek w oliwie itp.

W lecie i na jesieni na Waszym oknie powinno zawsze leżeć kilka pomidorów i jabłek. W zimie kupcie od czasu do czasu parę cytryn i pomarańcz.

(…) i jeszcze ostrzeżenie!

Zapasy mają to do siebie, iż ogromnie łatwo się psują. Śmietniki pochłaniają codziennie ogromne ilości suchego chleba i czerstwych bułek, zjełczałego masła (kupionego na zapas), zepsutej kiełbasy… Są to z reguły „remanenty” kawalerskich gospodarstw!”

Jarzynowa z pomidorową nutą

Szybka, ekspresowa, codzienna zupa, gotowa w godzinę

  • 1 ziemniak
  • 1 mała cebula
  • kawałek pora
  • garść mrożonki warzywnej krojonej w paseczki (głównie marchewka i pietruszka)
  • garść drobnego makaronu
  • 2-3 suszone grzyby
  • 1 pomidor
  • piramidka smaku do zup (z Lidla) lub dowolne przyprawy
  • sól
  • 2 łyżki gęstej śmietany
  • natka pietruszki

Ziemniaka obieramy i kroimy w kostkę. Wrzucamy do rondla, zalewamy zimną wodą. Stawiamy na ogniu. Dodajemy pokrojone w półplastry cebulę i pora. Wszystko musi się zagotować.

Wtedy dodajemy mrożonkę warzywną, suszone grzyby, makaron, piramidkę smaku, lekko solimy i gotujemy do miękkości.

W tym czasie kroimy pomidora na kawałki i dusimy na maśle, aż całkiem się rozpadnie. Przecieramy przez sito wprost do zupy.

Chwilę razem gotujemy, wyjmujemy piramidkę smaku, dodajemy do zupy śmietanę, roztrzepując ją, ewentualnie jeszcze dosalamy i dodajemy natkę pietruszki.

Smacznego!

Jeśli chrust, to tylko domowy

Żegnam karnawał chrustem, domowym

Kiedy widzę w cukierni chrust (faworki, jak mówią niektórzy), nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym miała ochotę go kupić. Zdarzyło mi się natomiast parę  razy, że się jednak skusiłam i kupiłam gotowy chrust. Zawsze tego żałowałam. Nigdy nie byłam zadowolona z zakupu. Ciasto było za grube, za tłuste, cukier puder był nasiąknięty tym tłuszczem, nieapetyczny, i w dodatku chrusty były za jasne i nie chrupały.

Do robienia chrustu trzeba naprawdę się przyłożyć.

Jest sporo dobrych przepisów, ale tak naprawdę dwie rzeczy są tu najważniejsze:

  • ciasto musi być cieniutko wywałkowane
  • temperatura tłuszczu, na które wrzucamy chrust musi być taka, że faworki wypływają na wierzch NATYCHMIAST

Kiedyś robiłyśmy z mamą chrust z przepisu z dodatkiem octu, ale kiedy przetestowałam przepis Yenulki z Forum MniamMniam, z dodatkiem piwa, wszedł już na stałe do naszych rodzinnych przepisów. (P.S. było kiedyś w sieci takie forum kulinarne MniamMniam – do dziś wspominam je z wielkim sentymentem a ich uczestnicy ciągle żyją w mojej pamięci).

To teraz przepis:

  • ok. 3 szklanek mąki
  • 4 duże żółtka
  • pół szklanki jasnego piwa
  • 1 łyżeczka masła
  • szczypta soli
  • Do smażenia – ok 1 kg smalcu
  • cukier puder do posypania faworków

Do misy miksera wrzucić mąkę, żółtka, piwo, sól i masło. Wyrabiać ciasto aż się przestanie kleić (dobrze jest zacząć od wsypania 2,5 szklanek mąki a potem dodawać w miarę potrzeby). Po zagnieceniu ciasto włożyć na godzinę do lodówki. Potem wyjąć, przegnieść, podzielić na kawałki i wałkować cienkie placki. Wykrawać z nich radełkiem prostokąty, na środku zrobić nacięcie i przepleść żeby powstał kształt faworka. Gotowe faworki przykryć ściereczką, żeby nie obsychały.

W szerokim rondlu roztopić smalec. Zacząć smażenie dopiero wtedy, kiedy tłuszcz jest rozgrzany tak, że wrzucony faworek natychmiast puszy się i wypływa.

Smaży się  faworki z obu stron na złoty kolor. Następnie wyjmuje się je na ręcznik papierowy, żeby ten wchłonął nadmiar tłuszczu. Ja obracam je i wyjmuję przy pomocy dwóch widelców. Następnie przekłada się usmażone i odsączone faworki na paterę i posypuje cukrem pudrem, przesiewając go przez siteczko.