Sałatka argentyńska

Bardzo ciekawe połączenie smakowe warzyw i owoców

sałatka argentyńska warzywno-owocowa
  • 2 pomidory
  • 2 ogórki
  • 1 soczyste jabłko
  • 1 pomarańcza
  • kilka plastrów ananasa
  • sałata (lodowa lub masłowa)
  • sól, pieprz
  • 2-3 łyżki majonezu

Pomidory i ogórki kroimy w kostkę, lekko solimy.

Jabłko kroimy w drobną kostkę i skrapiamy sokiem wyciśniętym z połowy pomarańczy, aby nie ściemniało.

Cząstki z pozostałej połowy pomarańczy kroimy na mniejsze kawałki.

Plastry ananasa kroimy w kostkę.

Wszystko mieszamy z majonezem, doprawiamy solą i pieprzem.

Wykładamy porcje na listkach sałaty.

Smacznego!

Ciekawe dlaczego w sklepach nie ma dżemów jabłkowych?

W końcu, czego, jak czego, ale jabłek to nam w Polsce nie brakuje.

A jabłka wszyscy w Polsce lubią. Ba! każdy ma swoją ulubioną odmianę!

I dżemy też wszyscy lubią. Do świeżej chrupiącej bagietki, na grzankę…

Ale dżemów jabłkowych w sklepach nie ma. Są wszystkie inne: truskawkowe, śliwkowe, wiśniowe, agrestowe, pomarańczowe….

Czemu nie jabłkowe? Zbyt banalne w smaku? Mało ciekawy kolor? Czy zbyt rozciapana konsystencja?

Naprawdę nie wiem.

Ale ja sobie zrobiłam trochę dżemów jabłkowych. Może z uwagi na dodatki (cebulka, ostre przyprawy, jak choćby pieprz) trzeba by je nazwać chutneyem?

Ale dla mnie to jednak ciągle dżem, z uwagi na zastosowanie. To słodkie, acz z pikantną nutą, smarowidło na chleb.

dżem jabłkowy

Bawię się tą manufakturą dżemową, bo dostaję ostatnio sporo papierówek, głównie w formie spadów, i znudziły mi się już naleśniki z jabłkami, racuszki z jabłkami i kompoty.

Nie robię pulpy do szarlotki, bo nie lubię. Nadzienie do szarlotki, którą lubię, jest zawsze ze świeżych jabłek, startych na grubej tarce, i położonych na warstwie ciasta, bez żadnej wstępnej obróbki cieplnej. Żadne rozprażanie czy zasmażanie jabłek.

Ale wróćmy do dżemów.

Jabłka obieram, kroję na kawałki, wkładam do rondla, zasypuję cukrem (ilość cukru do smaku, trzeba próbować) i zaczynam podgrzewać na małym ogniu.

Kroję cebulę na drobniutką kosteczkę, dodaję do jabłek, podlewam niewielką ilością wrzątku.

Dodaję dodatki typu rodzynki, suszoną żurawinę, pokrojone śliwki, co tam mam akurat pod ręką.

Doprawiam pieprzem, szczypta cynamonu, szczyptą papryki.

Smażę, mieszając (!) aż masa zgęstnieje.

Po czym przekładam do słoiczków twist, zakręcam, obracam denkami w dół i zostawiam do wystygnięcia.

Naprawdę pyszne!

Raport z przedświątecznej kuchni – nalewka bakaliowa

Najwyższy czas nastawić bożonarodzeniową nalewkę bakaliową; w sam raz do świąt owoce i bakalie nabiorą pysznej alkoholowej mocy i będą miłym dodatkiem do filmu lub lektury. Na prezent też się nadadzą.

nalewka bakaliowa

10 dkg fig suszonych
10 dkg suszonych śliwek
10 dkg suszonych moreli
5 dkg rodzynek
10 dkg orzechów włoskich
1 pomarańcza
kawałek kory cynamonu, kilka goździków
ok. 25 dkg cukru
szklanka rumu (lub brandy)

Pomarańczę wyszorować i pokroić w plastry. Na dno słoika włożyć cynamon i goździki. Układać plastry pomarańczy i bakalie warstwami w słoiku przesypując cukrem. Zalać alkoholem. Odstawić w ciepłe miejsce. Na święta będzie gotowe i pyszne:)

Regionalny garus z gruszek

Zapraszam na świętokrzyską regionalną jesienną zupę z gruszek: nazywa się garus.

garus

To jedna z zup, które robi się prawie z niczego: 4-5 szt małych dojrzałych
gruszek, ziemniaki, cukier, 2 łyżki śmietany, przyda się goździk, sól, pieprz,
papryka.

Gruszki obieramy ze skórek, wycinamy gniazda nasienne, odcinamy ogonki. Wrzucamy
pokrojone do rondla na rozgrzaną czubatą łyżkę masła. Kiedy tylko zaskwierczą, zalewamy
wodą (ok. 2 l), dodajemy 1 goździk, jakieś 3 łyżki cukru i pod przykryciem
gotujemy na wolnym ogniu kilkanaście minut, aż gruszki rozpadną się.

Miksujemy.
 Dodajemy 2 łyżki gęstej śmietany,
doprawiamy szczyptą soli, cynamonu, pieprzu i sproszkowanej papryki

Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie, po czym odcedzamy i kroimy na ćwiartki
lub tłuczemy na puree, zależy co kto lubi.

Na łyżce masła podsmażamy na rumiano małą cebulę, drobno posiekaną, okraszamy nią
ziemniaki, posypujemy koperkiem.

Ziemniaki układamy w środku na talerzu, wlewamy wokół zupę.

I smacznego!

Jesienny pucharek deserowy. Inspiracja Top Chef

W ostatnim odcinku Top Chef uczestnicy dogrywki, w czarnych skrzynkach, zamiast jakiegoś wiodącego produktu, znaleźli szklany deserowy pucharek. Czyli ich zadaniem było przygotować deser. Większość propozycji było tradycyjnych: mieszanka owoców, ale zachwyt wzbudził pucharek, w którym owoce połączono z pancettą.

I to zainspirowało mnie do stworzenia własnego, jesiennego, pucharku deserowego. Śliwki, winogrona, ale i kuskus, i drobniutko krojona, sparzona cebula. Zapraszam!

 

garstka kuskusu

Kiść bezpestkowych winogron

pół kg śliwek węgierek

pół małej cebuli

1  łyżka majonezu

kilka łyżek koniaku

Sól, grubo mielony pieprz, papryka,

kilka listków sałaty

 Suche ziarenka kuskusu wymieszać z odrobiną soli, pieprzem i mieloną papryką, zalać wrzątkiem (tyle tylko by przykryć ziarenka), przykryć pokrywką i poczekać jakieś 5 minut. Po tym czasie rozdzielić widelcem ziarenka.

Cebulę bardzo drobniutko posiekać i zalać wrzątkiem, po ok. 5 minutach odcedzić.

Zrobić dressing: wymieszać majonez z częścią koniaku i przyprawami.

Śliwki pokroić, skropić koniakiem.

Przełożyć do salaterki kuskus, cebulę, winogrona i śliwki. Wymieszać z dressingiem.

Rozkładać do pucharków, ozdobić sałatą i śliwkami.

Owoce dla informatyków

O tym, że borówki są obowiązkowym składnikiem diety informatyków w Japonii, dowiedziałam się z programu ogrodniczego w telewizji (oglądam go, bo jestem początkującą ogrodniczką, uprawiającą kawałek trawnika przed blokiem, w którym mieszkam – 11×1,5 metra).

Borówki mają całą masę świetnych składników właśnie dla informatyków: poprawiają wzrok, poprawiają koncentrację i pracę mózgu, uspokajają, zawierają antyoksydanty, podnoszą odporność. I ten kolor – niebieski – bardzo rzadki w przyrodzie.

Ciekawe, jak to jest z tą obowiązkową dietą w tej Japonii?

Może o którejś tam godzinie, w przeszkolonych biurach, pojawiają się śliczne skośnookie hostessy z miseczkami tych niebieskogranatowych owoców?

Pierożki z jagodami

Na targach i blogach – fioletowo od jagód.

Śpieszę i ja z zaproszeniem na pierożki z jagodami.

Na ok. 40 małych pierożków potrzebne nam będą:

Słoiczek jagód (0,25 ml)

3 łyżki cukru

Na ciasto:

30 dag mąki

Pół szklanki wrzącej wody

Szczypta soli

Jajko

2-3 łyżki oleju

Do podania: 20 ml gęstej śmietany, 3 łyżki cukru

 

Jagody wymieszać z cukrem.

Do mąki dodać szczyptę soli, zalać wrzącą wodą, zostawić chwilę, żeby przestygła.

Dodać jajko, olej, wyrobić ciasto.

Z ciasta uformować wałek, kroić go na małe kawałki, każdy rozwałkować na krążek.

Na krążki nakładać jagody, zlepiać.

Zagotować w dużym rondlu wodę, lekko osolić, wrzucać na wrzątek partiami pierożki, gotować ok. 2 minut od wypłynięcia ich na powierzchnię.

Wyjmować łyżką cedzakową.

Podawać polane śmietaną wymieszaną z cukrem.

Pyszne są również odgrzewane, posypane na patelni cukrem, który ładnie się skarmelizuje.

Czereśnie chyba się już kończą…

 Wygląda, że czereśnie się kończą, a ich cena nie spada.

Czekałam i czekałam na wysyp tych owoców i na spadek cen, ale to chyba nie w tym roku.

Prawie w ogóle nie było u nas, na południu Polski, tych różowo-żółtych, które najbardziej lubię. Czereśni jest mało, są raczej drobne i bez smaku. A te duże, ciemne, podejrzewam, że nie polskie, są ciągle drogie. Ale kupuję je.

b_czerenie_lipcowe

Są dla mnie wyznacznikiem lata.

Powrotem w świat małych dziewczynek, z kolczykami z czereśni zawieszanych na uszach.

I są idealnym uzupełnieniem śniadania, dodatkiem do porannej kawy.

Kończy się sezon na czereśnie

Czereśnie to jedne z moich ulubionych owoców.

Tak bardzo na nie czekam, a tak krótko są dostępne.

Teraz jeszcze są, aczkolwiek coraz droższe.

Lubię zakończyć śniadanie garścią tych owoców.

czereśnie

A dziś proponuję danie z portalu www.mniammniam.pl: pierś indyka z glazurowanymi czereśniami – przepyszne! – czekam na nie cały rok:)

2 filety z piersi indyka
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
mała szczypta pieprzu cayenne
dwie łyżki masła
łyżka oleju

glazurowane czereśnie: ok. 30-40 dag dojrzałych czereśni
łyżka cukru (najlepiej brązowego)
2 łyżki octu balsamicznego
szczypta świeżo zmielonego czarnego pieprzu

Z czereśni trzeba usunąć pestki.

Filety rozpłaszczamy nasadą dłoni. Każdy solimy, pieprzymy i posypujemy odrobiną pieprzu cayenne.
Na patelni rozpuszczamy masło, dodajemy olej i smażymy filety z obu stron przez minutę na silnym ogniu a następnie przez 2-3 minuty na średnim ogniu.

Usmażone mięso zdejmujemy z patelni i odstawiamy przykryte na bok.
Na pozostały po smażeniu tłuszcz wrzucamy cukier, smażymy pół minuty, aż się całkiem rozpuści,  dodajemy wypestkowane czereśnie i cały czas mieszając smażymy ma sporym ogniu przez 2 minuty. Dolewamy ocet balsamiczny, pieprzymy i smażymy jeszcze następną minutę.

Na talerzach układamy usmażone filety, na nie kładziemy porcję glazurowanych czereśni.
Gotowe:)

12 dni do świąt i o jabłkach w Kukbuku

Już tylko jedna skarpetka została w dolnym rzędzie adwentowego kalendarza….
12 dni do swiat

A Kukbuka na razie czytam po kawałku; klaruje mi się po trochu moje zdanie o nim, ale trudno generalizować i mówić o czymś (zarówno dobrze, jak i źle), czego się nie zna.
Ale póki co, trafiłam na ciekawy artykuł o jabłkach w Kanadzie i cydrze lodowym. Było i o McIntoshu, którego imieniem nazwano stworzoną przez niego odmianę jabłek. I tu pada zaskakujące stwierdzenie:
„Chrupki, smakowity gatunek nie przyjął się niestety w Polsce. Został nawet wykreślony z gatunków zalecanych do uprawy przez Centralny Ośrodek Badania Odmian Roslin Uprawnych.”
O! pomyślałam sobie, czyżby???
Nie zwracałam uwagi na tę odmianę, bo w zasadzie kupuję rubiny lub ligole, ale znam McIntosha, lubię jego delikatny, lekko malinkowy, landrynkowy smak. Czyżby go rzeczywiście już nie było?
Pobiegłam na targ, na największe stoisko z jabłkami, rozglądam się, w końcu pytam:
– A takiej odmiany McIntosh to już nie ma?
– No, jak? – pada odpowiedź – tutaj leżą!
No faktycznie. Tyle, że pisownię fonetyczną zastosowano: m-e-k-i-n-t-o-s-z
jabłko McIntosh

Może w stolicy mekintoszy nie ma; u nas na prowincji są:)!