Zupa koperkowa

Taka codzienna, prościutka zupa, kiedy nie mam żadnego pomysłu, co by tu ugotować, a i w lodówce też za wielkiego wyboru nie ma

Proporcje na 1,5-2 litry zupy

  • 1 ziemniak
  • pół cebuli
  • kawałeczek pora wielkości kciuka (tyle miałam)
  • czubata łyżka makaronu zacierkowego
  • 1-2 małe suszone prawdziwki
  • 2 łyżki gęstej śmietany
  • pęczek koperku (nie żałujemy go, ma być sporo!)
  • sól, pieprz

Kroimy ziemniaka, cebulę i por, zalewamy zimną wodą, doprowadzamy do wrzenia, wtedy lekko solimy, dodajemy zacierki i grzyby i gotujemy aż wszystko będzie miękkie.

Wtedy dodajemy posiekany koperek, śmietanę i doprawiamy solą i pieprzem.

Zupa jest przepyszna.

Często robię tę zupę z domowymi, ręcznie robionymi kluseczkami, ale dziś wersja uproszczona i szybka.

Pomidorowa w paseczki

Nie tak u nas w domu robiło się pomidorową.

To jest moja własna modyfikacja, wynikła głównie z tego, że bardzo lubię w pomidorowej paseczki marchewki, bo to nadaje zupie delikatność i słodycz. Lubię pomidorową z ryżem, nie z makaronem, ale gotowanie osobno ryżu jest takie niepraktyczne przy podawaniu zupy. Bo zwykle ryż jest zimny i trzeba mieć bardzo gorącą zupę, żeby ogrzała ryż.

No więc wymyśliłam sobie, że gotuję wywar z paseczków warzyw oraz wrzucam do niego ryż. Kiedy wszystko jest już miękkie, dodaję przetarte uduszone pomidory i zaprawiam śmietaną.

I mamy zupę pomidorową w paseczki:

Pokrojone w paseczki (julienne):

  • 1 marchewka
  • mała pietruszka
  • kawałek selera
  • pół cebuli

oraz:

  • 1-2 łyżki wypłukanego ryżu
  • 2 dojrzałe pomidory
  • łyżka masła
  • 2 łyżki śmietany
  • sól, pieprz, szczypta cukru
  • natka pietruszki lub inna zielenina

Do rondla z zimną wodą dodaję pokrojone w paseczki warzywa, zagotowuję, lekko solę i dodaję wypłukany ryż. Gotuję na małym ogniu do miękkości.

Osobno duszę na maśle pokrojone pomidory. Kiedy są już miękkie, przecieram je na sicie do zupy.

Doprawiam solą, pieprzem i szczyptą cukru (ale delikatnie z przyprawami, ta zupa musi być bardo łagodna). Dodaję śmietanę, którą roztrzepuję trzepaczką.

Wrzucam posiekaną zieleninę.

Pamuła – zupa śliwkowa z kluseczkami

Pamuła – nazywana tez famułą – to owocowa zupa ze śliwek, znana dobrze w południowej Polsce. Ta, prezentowana tutaj, pochodzi z ziemi sandomierskiej, włączanej do rejonu świętokrzyskiego.

To zupa późnego lata i jesieni, kiedy już pojawią się śliwki.

Jest prościutka, ekspresowa do przygotowania, podawana zwykle z ziemniakami, kluseczkami lub makaronem.

Ja swoją zrobiłam z małymi kluseczkami leniwymi i ozdobiłam paseczkami śliwek (surowych).

Zupa ma piękny, wrzosowy kolor…. tak, żegnamy już lato….

  • pół kilograma śliwek węgierek
  • 2 łyżki śmietany
  • sól, pieprz, cukier do smaku

Odkładamy 2 śliwki na dekoracyjne paseczki.

Z pozostałych śliwek wyjmujemy pestki, kroimy i wrzucamy do rondla z wodą.

Gotujemy do miękkości, po czym przecieramy przez sitko.

Gotowy wywar leciuteńko poprawiamy solą i pieprzem, po czym słodzimy do smaku.

Dodajemy śmietanę, roztrzepując ją dokładnie w zupie.

Podajemy z małymi kluseczkami leniwymi i ozdabiamy paseczkami odłożonych śliwek.

Świętokrzyski grzybaniec

Pod tą nazwą kryje się rodzaj zupy grzybowej. Zainteresowała mnie bardzo, bo ma w sobie kluseczki ręcznie drobione, takie jak moja dziadowska. Wyszła przepyszna, bardzo polecam!

  • 1 spory ziemniak
  • 1 marchewka
  • 1 cebula
  • kilka świeżych grzybów -najlepiej leśnych – ja miałam kurki i brązowe pieczarki
  • łyżka masła
  • kilka grzybków suszonych
  • sól, pieprz
  • łyżka skwarków ze słoniny lub boczku wędzonego
  • 2-3 łyżki śmietany
  • kluseczki z ciasta (1 jajko + mąka – tyle jej by ciasto było twarde jak na makaron)
  • natka pietruszki lub koperek

Ziemniaka, marchew i cebulę pokroić w kostkę, zalać wodą, dodać grzyby suszone i gotować do miękkości.

Grzyby świeże pokroić w paseczki i podsmażyć na łyżce masła. Dodać do zupy.

Zrobić ciasto na kluseczki, urywać małe kawałki i toczyć okrągłe kluseczki, wrzucić do zupy.

Zrobić skwarki ze słoniny lub boczku, dodać do zupy.

Doprawić zupę solą i pieprzem, dodać śmietanę, roztrzepać ją dokładnie w zupie.

Dodać zieleninę.

Barszcz chłopski

Przepis z książki o świętokrzyskich smakach, wydanej przez Muzeum Wsi Kieleckiej. I jest to bardzo dobry barszcz, zawiesisty, o mocnym, zdecydowanym smaku, jaki nadają mu niewątpliwie jabłka, które do niego się dodaje.

  • 2 czerwone buraki
  • 1 cebula
  • 2 kwaśne jabłka
  • ok. filiżanki zakwasu
  • łyżka octu
  • sól, pieprz, majeranek, szczypta cukru
  • 2 garstki białej fasoli
  • 2-3 łyżki skwarków z wędzonego boczku

Ugotować białą fasolę (pamiętając, by ją wcześniej namoczyć).

Ugotować nie obrane buraki.

Cebulę pokroić w kostkę. Jabłka umyć, usunąć gniazda nasienne i nie obierając ich, pokroić w kostkę. Zalać cebulę i jabłka szklanką wody i gotować, aż się rozgotują. Przetrzeć przez sito.

Ugotowane buraki obrać, zetrzeć na grubej tarce i dodać do przecieru z cebuli i jabłek. Zalać wrzątkiem i zostawić na kilka godzin.

Po tym czasie odcedzić, zagotować, dodać zakwas, doprawić przyprawami, wlać łyżkę octu.

Na każdą miskę nałożyć fasolkę, zalać barszczem i okrasić skwarkami z boczku.

Zupa z kwaśnych liści opata Teodoryka

Przepis spisany został przez członkinie stowarzyszenia w Koprzywnicy, miejscowości nieopodal Sandomierza, gdzie w 1185 roku pojawili się cystersi, na czele z opatem Teodorykiem.

Zupa z kwaśnych liści, czyli po prostu ze szczawiu, gotowana jest  od stuleci w Koprzywnicy, mimo, że opactwo już  od XIX wieku nie istnieje.

Przepis  jest na miarę czasów, w jakich powstał. Posłuchajcie:

„Do gara wrzucamy gnaty, marchew, pietruszkę, seler, por, czosnek i cebulę i zostawiamy do zagotowania. Wrzucamy 3 garście szczawiu i gotujemy jeszcze godzinę. Doprawiamy do smaku, zaciągamy śmietaną z rozmąconymi żółtkami. Dodajemy siekaną pokrzywę i podajemy z jajami na twardo.”

Słowa nie ma na temat, w jakiej postaci te jarzyny i ten szczaw wrzucamy. W całości? Pokrojone?

Jednak sedno przepisu jest i dało się zupę ugotować. Jest kwaśna, jak na szczawiową przystało, ale trzeba uważać z jarzynami, zwłaszcza ze słodką marchewką, aby nie zdominowały szczawiu.

Proszę, oto moja propozycja na 1,5 l zupy:

  • jako gnat – skrzydełko kurczaka
  • pół małej marchewki
  • pół pietruszki
  • kawałek selera
  • kawałek pora (białej części)
  • pół cebuli, 1 ząbek czosnku
  • 2 garści szczawiu
  • 3 łyżki śmietany
  • 1 żółtko
  • sól, pieprz
  • zamiast pokrzywy – czosnek niedźwiedzi suszony
  • po 1 jajku na twardo na osobę

Skrzydełko wrzucam do rondla, zalewam wodą i gotuję. Marchewkę, pietruszkę i seler ścieram na grubej tarce, cebule i por kroję w półplasterki, czosnek w kosteczkę, dodaję wszystko do rondla.

Lekko solę.

Po ok. pół godzinie dodaję posiekany drobno szpinak (bez łodyżek). Gotuje jeszcze ok. 20-30 minut. W śmietanie rozkłócam żółtko i dodaję do zupy. Dokładnie roztrzepuję trzepaczką. Doprawiam solą, pieprzem, dodaję czosnek niedźwiedzi.

Podaję z jajkiem na twardo.

Zupa boleszyńska

Jesteśmy w świętokrzyskiem, w powiecie ostrowieckim, gminie Waśniów, wsi Boleszyn.

Wieś istnieje od XIV wieku i do 1819 roku należała do Benedyktynów z Łysej Góry.

Zupa mogła być znana w mojej rodzinie, bo wieś leży niedaleko Kunowa, Chybic, Pawłowa – a to strony moich powinowatych.

Jest to zupa typu żurkowego, który był bardzo popularny i lubiany w tym regionie.

Zrobiłam ją (tyle, że proporcje składników musiałam znacząco zmniejszyć) i zasmakowała mi.

  • pół ćwiartki małej główki kapusty białej
  • marchew, pietruszka, kawałek selera
  • 3-4 łyżki ugotowanej kaszy gryczanej
  • kawałek podsuszonej kiełbasy wiejskiej
  • 3-4 grzybki suszone
  • liść laurowy, 2-3 ziarnka ziela angielskiego
  • sól, pieprz
  • szklanka zakwasu żurkowego
  • 3 łyżki śmietany
  • po 1 jajku na twardo na każdą porcję

Na wrzącą wodę wrzucić poszatkowaną kapustę, pokrojone w kostkę jarzyny, dorzucić grzybki, liść laurowy i ziele angielskie. Lekko osolić. Gdy jarzyny będą miękkie, dodać pokrojoną w drobną kostkę kiełbasę i kaszę gryczaną. Chwilę pogotować. Następnie dodać zakwas i zaprawić śmietaną. Doprawić solą i pieprzem.

Podawać z jajkiem na twardo.

Zupa szczawiowa

Zapraszam na domową, trochę zapomnianą dziś zupę, a jej olbrzymią zaletą jest prostota.

To typowa zupa sezonowa, smakuje najlepiej ze świeżego szczawiu; wydaje mi się, że szczaw mrożony, czy pasteryzowany w słoiczkach, to już nie to. Jest to zupa wiosenno-letnia i trzeba korzystać, póki jest świeży szczaw. Lubię tę zupę w wersji super light, gotowaną na wodzie, nie na rosole czy bulionie, bez żadnych mięsnych dodatków. Szczaw ma tak intensywny smak i zapach, że zupełnie mu niepotrzebne żadne towarzystwo.

  • 2-3 duuuuże garście szczawiu
  • 2 łyżki masła
  • 3-4 łyżki śmietany 18%
  • sól, pieprz
  • po 1 jajku na twardo na każdą porcję

Jajka ugotować na twardo, wystudzić w zimnej wodzie.

Szczaw wypłukać, oderwać ogonki i posiekać drobno.

Roztopić masło na patelni, wrzucić posiekany szczaw, chwilę przesmażyć.

Do rondla wlać 2 litry wody,  zagotować, lekko osolić.

Dodać przesmażony szczaw, gotować ok. 10 minut.

Śmietanę zahartować paroma łyżkami zupy, wymieszać dokładnie i połączyć z zupą. Roztrzepać trzepaczką, aby nie zrobiły się grudki, zagotować. Zestawić z ognia, po kilkunastu minutach doprawić solą i pieprzem.

Jajka pokroić na ćwiartki lub w grubą kostkę, włożyć do miseczek.

Zalać zupą.

Studencka zupa nylonowa

Pojawiała się ta zupa na studenckiej stołówce w każdy poniedziałek. To był w PRL-u dzień bezmięsny; ta zupa dobrze wpasowywała się w postne menu. Była totalnie nijaka. I jeszcze ta kaszka w środku. Bo nylonówka to coś w rodzaju bulionu z warzyw, zasypanego kaszą manną.

Nie cierpiałam jej.

W wydaniu naszej stołówki smaczna ona nie była.

Ale miała jeden walor: wzrokowy. Zastanawialiśmy się, dlaczego tak dziwnie się nazywa. Myślę, że właśnie z uwagi na wygląd. Była rzeczywiście jak nylon.

Kaszka rozgotowując się, nadaje zupie szklistość. Zupa wygląda jak przeźroczysta mgiełka, nakrapiana ziarenkami kaszy, pod którą dojrzeć można paseczki warzyw.

Brzmi jak poezja? prawda?

Coś, co tak wygląda, nie powinno źle smakować. Trzeba odczarować siermiężne wspomnienia.

Zapraszam na moją, pyszną, z młodych warzyw, nylonową:

Proporcje składników na 1,5-2 l zupy

  • 1 ziemniak
  • 1 marchewka
  • 1 pietruszka
  • kawałek pora
  • kawałek selera
  • pół cebuli
  • 3-4 łyżki kaszy manny
  • szczypiorek, zielona pietruszka, koperek
  • sól, pieprz, szczypta papryki

Ziemniaka i cebulę obieramy i kroimy w kostkę, pora w półplasterki, a pozostałe warzywa ścieramy na grubych oczkach tarki. Całość zalewamy wodą i gotujemy do miękkości warzyw. Dosypujemy kaszę mannę, energicznie mieszając, aby nie zrobiły się grudki i dalej jeszcze trochę gotujemy, aż kasza napęcznieje.

Teraz zabieramy się za doprawianie – co jest kluczowe dla dobrego smaku.

Młode warzywa są delikatne, więc przyprawy nie mogą ich przytłumić, ostrożnie z nimi, zwłaszcza z pieprzem. Wsypujemy drobniutko posiekaną zieleninę i odstawiamy zupę na jakąś godzinę. Trzeba jej dać czas na wymieszanie się smaków. Po tym czasie znów próbujemy, ewentualnie jeszcze coś doprawiamy i gotowe!

Nylonowa może być pyszna!

Biała polewka z ziemniakami

Ta zupa, robiona na bazie maślanki, jest popularna w wielu regionach naszego kraju. I każdy mówi, że to absolutnie, właśnie z tego regionu, polewka pochodzi. I pewnie każdy ma rację.  Proponuję wypróbowanie wersji świętokrzyskiej. Trudno o bardziej prostą zupę. Maślanka daje zupie lekki, przyjemny kwaskowaty smak.

  • 1/2 l maślanki
  • pół szklanki słodkiej śmietanki
  • łyżka mąki
  • sól, pieprz, koperek
  • jako dodatek osobno gotowany: ziemniaki

Maślankę wlać do rondla i zagotować. Roztrzepać mąkę ze śmietanką, dodać do zupy. Doprawić solą, pieprzem.

Ziemniaki obrać, ugotować, utłuc na pure, dodając trochę masła i drobniutko posiekanej cebuli.

Na talerzu układać kulki z ziemniaczanego pure, wlać zupę, posypać koperkiem.

I smacznego!

Zupa była popularna, bo w każdym domu były składniki do jej przygotowania. Któż by nie miał ziemniaków, kopru, czy maślanki. Nawet ja, w mieście, musiałam się wybrać do sklepu tylko po maślankę. Przy okazji poszperałam, jak też dawniej się ją robiło, bo przecież nie kupowano jej.

Po wydojeniu krowy, gospodyni odstawiała mleko w naczyniu, przykrywała go i czekała dzień lub dwa. Mleko zaczynało kwaśnieć i zbierała się na wierzchu śmietana. Zbierała ją i przekładała do innego naczynia. Kiedy już było sporo tej zebranej śmietany, wkładała ją do drewnianej maselnicy i ubijała. Wytrącały się cząsteczki tłuszczu, łączyły się ze sobą w grudki – tak powstawało żółciutkie masło. Odcedzało się je, a ten pozostały, odcedzony płyn – to właśnie autentyczna maślanka z dawnych lat.

Powiem wam, że spędzałam kiedyś, jako dziecko, wakacje na wsi, takiej autentycznej, z zagrodą dla zwierząt, krowami, szczęśliwymi kurami włóczącymi się po podwórzu i chlebem smarowanym gęstą jak masło śmietaną, posypanym cukrem; mhm… jaka to była pychota!  Ubijałam tam raz masło. Prawie do końca; prawie, bo to bardzo ciężko się robi, kiedy już masło gęstnieje, i gospodyni pomogła mi w ostatniej fazie ubijania. Jaki jest smak i kolor tego masła! Cóż, to, co kupujemy w sklepie, to żałosna namiastka. Czasu się jednak nie cofnie, dobrze, że choć pozostały mi wspomnienia….