jakieś zapasy trzeba mieć, ale….

Kiedy otwieram internet, jestem o krok od paniki. Wszędzie wiadomości: ludzie wykupują ryż… ludzie wykupują makaron… ludzie wykupują papier toaletowy…. nastąpił szturm na apteki…. brakuje mydła….

o matko! CO jeszcze wykupują, a czego ja nie mam?

Lecieć znów do sklepu???? Zamienić dom w magazyn???

Zrobiłam przegląd tzw. zapasów. Dokupiłam kilo ryżu, kilo kaszy, kilo soli, trochę mrożonek, zwłaszcza warzywnych (bardzo je preferuję w swojej kuchni). Trochę mąki zawsze mam w domu, podobnie jak zacierkę makaronową, ziemniaki, herbatę i kawę. Skusiłam się na ten nieszczęsny papier toaletowy – no, jest on potrzebny.

Zamówiłam i zrealizowałam e-receptę, na leki, które stale zażywam.

Trudno mi sobie wyobrazić dom, w którym nie ma mydła, szamponu, czy proszku do prania. Ale dobrze, jak nie ma, trzeba uzupełnić, czasem człowiek się zagapi.

Teraz mówię sobie codziennie: kobieto! DOŚĆ!

Nie będziesz latała codziennie do sklepu i patrzyła, co by tu można jeszcze kupić!

Zajmij się swoim życiem, swoimi pasjami, pomyśl o swoim blogu, sprzątnij dom na święta. I przede wszystkim nie czytaj w kółko tych internetowych sensacji o koronawirusie.

Owszem, komunikaty rządu – tak, to ważne. I niech to wystarczy.

A teraz, dla odegnania czarnych myśli, tekst sprzed pięćdziesięciu lat o zapasach, z kultowej Książki kucharskiej dla samotnych i zakochanych, autorstwa Marii Lemnis i Henryka Vitry (pamiętajcie, że były to czasy PRL-u, asortyment dostępnych towarów był ubożuchny, a i puste półki były na porządku dziennym).

Miłej lektury!

„Ileż to razy zdarzyło się nam, że zaparzywszy herbatę sięgamy po cukier, a tu okazuje się, że cukru ani szczyp­ty. Patrzymy na zegarek: wpół do dziesiątej wieczór. Ogarnia nas nagle rozdrażnienie i… i wtedy okazuje się, iż chleb również się skończył. Na domiar złego roz­lega się dzwonek u drzwi wejściowych i na progu staje nasz dobry, kochany przyjaciel czy przyjaciółka, mówiąc: „Wpadłem do ciebie na chwilkę. O — widzę, zrobiłeś herbatę. To świetnie. Mam ochotę na szklankę gorącej herbaty. Nie miałem dziś nawet czasu na obiad, ale kawałeczek chleba to na pewno u ciebie dostanę — tylko nie rób sobie kłopotu, odrobina masła, to zupełnie wy­starczy…”

Wówczas przypominasz sobie, że zapomniałeś również i o maśle. Takie „ciężkie chwile” przeżywał każdy z nas. Można im jednak zapobiec.

Podajemy skład zapasu „od wypadku” który możecie, oczywiście, kierując się indywidualnie upodobaniami i możliwościami, nieco zmienić lub rozszerzyć:

  • kilogram cukru
  • jedna lub dwie małe puszki konserwy rybnej lub mięsnej
  • słoik miodu lub ostatecznie dżemu
  • paczka herbaty (5 dkg) i paczka kawy zbożowej
  • dwie paczki herbatników „Petit beurre” lub innych
  • jeżeli palicie – 2 paczki papierosów i paczka (10 pudełeczek) zapałek. Dobrze mieć tez paczkę proszków od bólu głowy, jeśli cierpicie od czasu do czasu na migrenę

Jest to minimum. Taki zapas pozwoli Wam, w ra­zie zapomnienia lub innych powodów, które uniemożli­wiają zakupy, przebrnąć jakoś przez śniadanie czy ko­lację i uchroni Was przed wyjściem na czczo do pracy lub, co jest ogromnie przykre, przed położeniem się z bur­czącym, pustym żołądkiem do łóżka.

Nie wymieniliśmy na powyższej liście pieczywa. Po­nieważ, jak informuje Was o tym rozdział „O chlebie”, chętnie jadacie pieczywo ciemne i „wczo­rajsze , liczymy, że zanim do połowy zjecie bochenek grahama lub razowca, zawsze kupujecie świeży, aby miał czas dojrzeć. Masło, jeśli będziecie je przechowywać według przepisu zawartego w rozdziale „O tłuszczach”, możecie kupować w ilości wystarczającej na 2—3 dni. Amatorzy jajek na miękko (na śniadanie) powinni mieć na gospodarstwie zawsze 4 sztuki. Mleko należy opła­cać miesięcznie w najbliższym sklepie spożywczym, a za­wsze przed Waszymi drzwiami stać będzie pełna butelka.

Jest to „żelazny zapas” wystarczający dla tych, któ­rzy w domu jedzą tylko śniadania i kolacje, obiady zaś w stołówce.

Dla tych zaś, którzy, będąc w jednej osobie kucharzem i konsumentem, stołują się u siebie, własnoręcznie przy­rządzając również obiady, rozszerzamy listę produktów składających się na „żelazny zapas” o dalsze pozycje:

  • 20 kostek maggi lub słoiczek ekstraktu „rosół z kury”
  • 1/2 kg kaszki manny (grysiku)
  • 1/2 kg mąki pszennej i 10 dkg mąki kartoflanej
  • paczka makaronu rurkowego lub klusek (1/2 kg)
  • paczka (1/4 kg margaryny mlecznej i 1/2 kg smalcu
  • słoik 1/4- litrowy przecieru pomidorowego
  • konserwa mięsna lub mięsno-jarzynowa w słoiku szklanym (co 2 tygodnie zjadać i kupować nazajutrz nową)
  • słoiczek musztardy
  • 1/2 kg soli (przechowywać w słoiku lub blaszanej zamykanej puszce)
  • 3-4 cebule
  • mała butelka octu
  • kawałek (10 dkg) suchego sera „twardego”
  • pudełko papryki, pieprzu i majeranku oraz paczka cukru waniliowego
  • 6 jaj
  • ponieważ przy zabiegach kulinarnych używacie m.in. ostrego noża – na wypadek skaleczenia się zaopatrzcie się w jodynę, plaster lub bandaż

Z takim zapasem można śmiało przetrzymać 2 dni, nie czyniąc żadnych zakupów.

W razie nagłego przypływu gotówki wzbogacać zapas o takie pozycje, jak kakao, kawa prawdziwa, 1 puszka mleka skondensowanego, słoik ogórków konserwowych, flaszka (1/2 litra) soku owocowego, 2 puszki szprotek w oliwie itp.

W lecie i na jesieni na Waszym oknie powinno zawsze leżeć kilka pomidorów i jabłek. W zimie kupcie od czasu do czasu parę cytryn i pomarańcz.

(…) i jeszcze ostrzeżenie!

Zapasy mają to do siebie, iż ogromnie łatwo się psują. Śmietniki pochłaniają codziennie ogromne ilości suchego chleba i czerstwych bułek, zjełczałego masła (kupionego na zapas), zepsutej kiełbasy… Są to z reguły „remanenty” kawalerskich gospodarstw!”

Rogale świętomarcińskie

Na rogale świętomarcińskie, z białym makiem, czeka się cały rok, bo tradycja mówi, że są przysmakiem związanym z dniem św. Marcina, który w dniu 11 listopada przybywa na białym koniu (stąd ten biały mak).

Te domowe rogale, bez żadnych substytutów, uczciwe, z masłem, marcepanem, orzechami i białym makiem, z listkowanego ciasta francusko-drożdżowego, mają niepowtarzalny smak.

Zapraszam!

Kuchnia moich przodków

Kuchnię moich przodków odnalazłam w Marcinkowie, nad rzeką Kamienną, koło Wąchocka, w Świętokrzyskiem.

XIX-wieczna kuchnia

Znajduje się w zabytkowej XIX-wiecznej zagrodzie-skansenie, którą pieczołowicie ratuje od zniszczenia i zapomnienia pan Stanisław Jaruszewicz

http://www.zabytkowazagroda.pl/

https://www.facebook.com/Zabytkowa-Zagroda-w-Marcinkowie-2207678956158233/

zagroda w Marcinkowie

Jak ją odnalazłam? To efekt moich prac genealogicznych nad historią rodziny, które zajmują mi niemal każdą wolną chwilę już od przeszło roku. Okazało się, że korzenie mojego rodu są właśnie w Marcinkowie. Wtedy wystarczyła zwykła wyszukiwarka internetowa i zagroda sama weszła mi w ręce. Ściśle rzecz biorąc jest to zagroda wybudowana w 1895 roku przez moich dość odległych krewnych, nie bezpośrednich w linii prostej przodków, ale krewnymi jesteśmy na pewno.

To bardzo niezwykłe doznanie stanąć na ziemi przodków i jeszcze w dodatku zobaczyć, jak wyglądały ich domy, jak żyli.

Przeczytałam setki starych metryk urodzin, ślubów, zgonów; kiedy już poukładały mi się w drzewo wszystkie te Maryjanny i Jany, Walentowie i Feliksy, Franciszkowie i Petronele, wszyscy oni zaczęli żyć własnym życiem w mojej pamięci. Wyobrażałam sobie jak doszło do ślubu młodziutkiej siedemnastolatki z wdowcem, dlaczego w jednym małżeństwie umierało każde kolejne z sześciu urodzonych dzieci, skąd takie a nie inne imiona nadawano dzieciom….

A przede wszystkim próbowałam sobie wyobrazić dzień młodej mężatki i matki:

Pewnie wcześnie rano wstawała

izba sypialna

Doiła krowę, karmiła bydło, kury, psa

bańki na mleko

Szła do studni po wodę

studnia przodków

Myła w misce dzieci i ubierała je

kącik do mycia

Rozpalała w piecu, szykowała śniadanie – pewnie żur z chlebem, potem gotowała zupę i ziemniaki

stara kuchnia

Huśtała nogą kołyskę z niemowlęciem

kołyska

Myła naczynia i garnki i wieszała je na sztachetach płotu, by wyschły

garnki na płocie

Pewnie trzeba było zrobić jakąś przepierkę – za pomocą kijanki lub tary

tary do prania

Prasowała ciężkim żelazkiem na duszę (zauważyliście, że na żelazku jest wizerunek Opactwa Wąchockiego?)

żelazko na duszę

Ciągle było coś do zacerowania – znacie takie grzybki do cerowania? Ale kto dziś umie cerować? Ha! Ja umiem!

grzybki do cerowania

A wieczór, przy lampie naftowej, nasza Maryjanna siadała z kądzielą przy kołowrotku, albo wyszywała makatki

kołowrotki i makatki

Wszystko to zobaczycie w Marcinkowie. Oglądając zbiory w zagrodzie p. Jaruszewicza można również prześledzić dzień gospodarza domu i zobaczyć setki eksponatów, w tym bardzo bogatą kolekcję zabytkowych sztućców i galanterii stołowej, która jest obecnie prawdziwą pasją gospodarza. Warto tam zajrzeć w czasie wakacyjnych wędrówek (wcześniej trzeba uzgodnić telefonicznie wizytę 505-058-126)

Pozwólcie, że się przedstawię

Witam serdecznie wszystkich!

Jako, że jestem tutaj, na WordPressie nowa, trochę niepewnie się czuję, ale mam nadzieję, że poznamy się i zaprzyjaźnimy:)


moja kuchnia

To moja kuchnia, w Tarnowie; w globalnej wiosce świata to małe miasteczko, ale świetne miejsce do smakowania życia:) To stąd do Was piszę.

Moje blogowe imię to Negresca – pochodzi od fascynacji Prowansją, Lazurowym Wybrzeżem, i hotelem Negresco w Nicei, o którym wiele słyszałam, zanim go wreszcie zobaczyłam.

Piszę od 2007 roku, mój blog na Agorze nosił nazwę „Prowincja w globalnej wiosce” (kiedy Agora zamknęła swoje podwoje, udało się go tutaj przenieść w całości).

Przy okazji przeprowadzki trochę uporządkowałam swój blog. Cóż, od czasu kiedy został założony, trochę czasu upłynęło, trochę ewoluowały i skonkretyzowały się moje zainteresowania, nadszedł czas na zmianę tagów, kategorii, wyglądu bloga, jego nazwy.

Nowe życie w nowej szacie:)

Obecna nazwa to: Garstka smaku, szczypta literatury.

I to mówi już dużo, o czym głównie piszę i chcę pisać. Na pewno o związkach kuchni z literaturą – zapraszam na odkrywanie wszelkich tropów kulinarnych w przeczytanych lekturach (kategoria: Kuchnia w literaturze).

Fascynują mnie również kulinarne ślady w filmach (kategoria: Kuchnia filmowa). Pojawią się również relacje z przyjęć, które przygotowuję z okazji spotkań naszego lokalnego, małego klubu filmowego; tematem przewodnim przyjęcia jest kuchnia kraju, gdzie toczy się akcja filmu; na takie spotkania przygotowuję również wydrukowane menu dla każdego uczestnika – już całe pudełko tych kart się uzbierało (Kategoria: Przyjęcia, Tag: Menu).

Dużo tu będzie o kuchni regionalnej, głównie świętokrzyskiej i małopolskiej – moich rodzinnych.

lektury kuchni regionalnej

Najwięcej wpisów pojawia się w kategorii: Poszukiwania smaku; mam duszę eksperymentatora i kiedy tylko napotkam na ciekawy kulinarny trop – muszę go w swojej kuchni wypróbować.

Zdjęcie prezentujące mój blog pochodzi z mojej podróży do Torunia; zachwycił mnie wystrój kawiarni na Starym Mieście (nie pamiętam już nazwy i nie wiem czy jeszcze jest), a zwłaszcza filiżanki wiszące w oknie. To już było dobrych kilka lat temu, ale ciągle je pamiętam; odszukałam zrobione wówczas zdjęcie i jest moją wizytówką.

filiżanki w Toruniu

W mojej kuchni wiernie towarzyszą mi koty; obecnie jest to Bajeczka – kot syjamski, bardzo ciekawy wszystkiego i niezmiernie zainteresowany kuchnią:)

Bajeczka w mojej kuchni

Zapraszamy zatem!

Kalendarium na listopad

XI 2017

Najbliższy kulinarny listopadowy termin to 11 – sobota – dzień św. Marcina, a w nim dwie tradycyjne potrawy, które wpisały się w polski pejzaż: gęsina i rogale świętomarcińskie.

 Zapraszam na mój blog: gęś pieczona, gęś luzowana, udka gęsie pieczone w cydrze

Rogale z białym makiem, mimo iż to produkt poznański, w Małopolsce też są kochane, zapraszam na cudownie listkowany, domowy wypiek: moje rogale świętomarcińskie

W trzeci czwartek miesiąca – 16 listopada – witamy wraz z całą Europą młode wino, z tegorocznych zbiorów, beaujolais nouveau. Ciekawe, jaki będzie mieć w tym roku smak?

Czas pomyśleć już o świętach Bożego Narodzenia. Warto już nastawić nalewkę Bożonarodzeniową, która właściwie nie jest nalewką, ale bakaliami i owocami w alkoholu. Jest przepyszna!

To również dobry czas na upieczenie i polukrowanie pierniczków na choinkę

A 20 listopada w TVP2 o godz. 21.50 „Bake off – ale ciacho” – FINAŁ; ciekawa jestem bardzo, kto zwycięży; stawiam na Tomka, ma fantastyczne, ciekawe aranżacje swoich wypieków i umie o nich opowiadać. Ostatnia jego opowieść o trzech damach na herbatce była wspaniała. A jak one wyglądały! Nieprędko się zapomni o uroczej pannie Ptysiównie, dostojnej  pani Biszkoptowej i trochę smutnej wdowie Bezowej!

Dla miłośników trylogii Paulliny Simons o drugiej wojnie światowej w Leningradzie, o skomplikowanych losach Tatiany i Aleksandra – dobra wiadomość, 22 listopada – będzie wznowienie książki „Przepisy Tatiany”

Listopad to ciągle jeszcze dobry czas na kolorowe liście opadające z drzew, tak wspaniale wyglądające w dekoracyjnych aranżacjach domu; moja Bajeczka też je lubi:)

bajeczka i liście

liście w sypialni