Kalendarium na listopad

XI 2017

Najbliższy kulinarny listopadowy termin to 11 – sobota – dzień św. Marcina, a w nim dwie tradycyjne potrawy, które wpisały się w polski pejzaż: gęsina i rogale świętomarcińskie.

 Zapraszam na mój blog: gęś pieczona, gęś luzowana, udka gęsie pieczone w cydrze

Rogale z białym makiem, mimo iż to produkt poznański, w Małopolsce też są kochane, zapraszam na cudownie listkowany, domowy wypiek: moje rogale świętomarcińskie

W trzeci czwartek miesiąca – 16 listopada – witamy wraz z całą Europą młode wino, z tegorocznych zbiorów, beaujolais nouveau. Ciekawe, jaki będzie mieć w tym roku smak?

Czas pomyśleć już o świętach Bożego Narodzenia. Warto już nastawić nalewkę Bożonarodzeniową, która właściwie nie jest nalewką, ale bakaliami i owocami w alkoholu. Jest przepyszna!

To również dobry czas na upieczenie i polukrowanie pierniczków na choinkę

A 20 listopada w TVP2 o godz. 21.50 „Bake off – ale ciacho” – FINAŁ; ciekawa jestem bardzo, kto zwycięży; stawiam na Tomka, ma fantastyczne, ciekawe aranżacje swoich wypieków i umie o nich opowiadać. Ostatnia jego opowieść o trzech damach na herbatce była wspaniała. A jak one wyglądały! Nieprędko się zapomni o uroczej pannie Ptysiównie, dostojnej  pani Biszkoptowej i trochę smutnej wdowie Bezowej!

Dla miłośników trylogii Paulliny Simons o drugiej wojnie światowej w Leningradzie, o skomplikowanych losach Tatiany i Aleksandra – dobra wiadomość, 22 listopada – będzie wznowienie książki „Przepisy Tatiany”

Listopad to ciągle jeszcze dobry czas na kolorowe liście opadające z drzew, tak wspaniale wyglądające w dekoracyjnych aranżacjach domu; moja Bajeczka też je lubi:)

bajeczka i liście

liście w sypialni

Bankiet z chorzelowskiego obrazu

Widziałam już kiedyś ten obraz i od razu mnie zafascynowało niespotykane połączenie tematyki religijnej z kulinarną. Ale wtedy nie miałam możliwości rozszyfrowania co to za obraz, czyjego autorstwa i gdzie się znajduje (to, co widziałam, to była oczywiście kopia).

bankiet z chorzelowskiego obrazu

Maryja trzyma na prawym ramieniu Jezusa, a Dzieciątko podaje Matce dwie róże – białą i czerwoną. W lewej ręce trzyma wiśnie. Święta Rodzina spogląda na stół, na którym zostały przedstawione kiście winogron, kłos zboża oraz jabłka i ptaki.

Okazało się, że jest to obraz z sanktuarium Bożej Rodziny w Chorzelowie koło Mielca, a w zeszłą niedzielę miała miejsce uroczystość koronacji obrazu przez abp. Wiktora Skworca, byłego ordynariusza diecezji tarnowskiej.

W jego homilii mamy piękny opis obrazu:

„Ta świątynia to brama, a w niej jak w drzwiach stoją Maryja z Jezusem na rękach i Święty Józef. Święta Rodzina nie tylko wita, ale zaprasza także na bankiet, o czym głosi napis na obrazie, który brzmi:

„Dzikim ptakom i zwierzętom Bóg pokarmy daje. Dla dzikich się grzeszników Sam pokarmem staje. Tak Świętego Bankietu w Dzikowskim Obrazie Józef pilnuje z Panną niepodległą skazie”.

A zatem chorzelowski wizerunek jest zaproszeniem na ucztę. Umieszczony tuż nad tabernakulum i ołtarzem wskazuje na Eucharystię, w której Jezus daje się grzesznikom, staje się dla nich pokarmem na życie wieczne.

(…) Patrząc na obraz, dostrzegamy serdeczną więź, jaka łączy Jezusa z Maryją. Podkreślają to dwie róże i dwie wisienki, trzymane w rączkach przez Jezusa. Takiej serdecznej więzi i bliskości Jezus pragnie w każdym z nas. Dlatego Bóg stał się człowiekiem, aby go odkupić, wyzwolić ze stanu „dzikiego” życia w grzechu, odziać w nową szatę łaski i zaprosić do udziału w niebiańskiej uczcie.

Przywołują ją jeszcze inne elementy obrazu. Otóż Święta Rodzina stoi przed stołem, na którym znajdują się winne grona i kłos pszenicy, a nawet ptak karmiący ziarnem swoje pisklę. To symbole o wymowie eucharystycznej, wskazujące, że na obrazie tajemnica wcielenia przechodzi w misterium odkupienia. Jezus jest tym, który przez Kościół karmi wierzących w sakramentach świętych.

(..) Zauważmy, że Święta Rodzina ma za sobą kamienne okno, a przez nie widać drzewo, zarysy warownych budowli i dwie wieże kościoła. Bynajmniej nie jest to pejzaż nazaretański, izraelski. Ale nasz, polski, europejski. Święta Rodzina żyje pośród nas! Jej dom znajduje się tutaj!”

I cóż powiecie na to, ze już się zbliża lato?

To już dziś.

Przyszło lato!

przyjie_lata_2

Tak pisze o tym niezapomniany Jan Brzechwa:

I cóż powiecie na to,
Że już się zbliża lato?

Kret skrzywił się ponuro:
„Przyjedzie pewnie furą”.

Jeż się najeżył srodze:
„Raczej na hulajnodze”.

Wąż syknął: „Ja nie wierzę.
Przyjedzie na rowerze”.

 

Kos gwizdnął: „Wiem coś o tym.
Przyleci samolotem”.

„Skąd znowu – rzekła sroka –
Nie spuszczam z niego oka
I w zeszłym roku, w maju,
Widziałam je w tramwaju”.

„Nieprawda! Lato zwykle
Przyjeżdża motocyklem!”

„A ja wam to dowiodę,
Że właśnie samochodem”.

 

„Nieprawda, bo w karecie!”
„W karecie? Cóż pan plecie?
Oświadczyć mogę krótko,
Przypłynie własną łódką”.

A lato przyszło pieszo –
Już łąki nim się cieszą
I stoją całe w kwiatach
Na powitanie lata.

 

Moja siostra odeszła

Po przeszło czterech latach dzielnej bardzo walki z rakiem, nie dała już rady.

Patrząc na jej ostatnie dni, wdzięczna jestem bardzo Bogu, że cierpienie nie trwało długo.

Ale była moją starszą siostrą i zawsze oparciem.

Jej miejsce zawsze już pozostanie puste.

 

Bardzo wzruszyły mnie słowa jej pięcioletniej wnuczki. Kiedy powiedziano jej, że babcia odeszła do nieba, powiedziała:

– To teraz będzie się tam bawić z Bonie.

(Boni to kotek małej, którego niedawno stracili,  i rodzice, żeby ją pocieszyć, powiedzieli jej, że poszedł do nieba).

Polska kuchnia w oczach pielgrzymów

Wiadomo, jak wyglądała sprawa wyżywienia pielgrzymów w Krakowie w czasie Światowych Dni Młodzieży. Ci, którzy wybrali pakiet z wyżywieniem dostawali talony: na posiłek suchy i na posiłki ciepłe jednodaniowe lub dwudaniowe. Były specjalne strefy, które – jak piszą dziennikarze – bardzo sprawnie działały.

Była różnorodność: zarówno potrawy polskie: żurek, bigos, kotlety, pierogi, jak i dania fast food, ze znanych międzynarodowych sieci.

Co wybierali pielgrzymi? Czy smakowała im kuchnia polska?

(zdjęcie z serwisów ŚDM)

Oto wypowiedzi, które wyszperałam:

 

– Gdy jestem za granicą, to jem to, co znam, bo nie wiem jak będę się czuł po nieznanych mi daniach. (Ohio USA)

– Uwielbiam gołąbki i kotleta schabowego. (Ukraina)

– Ziemniaki są świetne!

– Kuchnia Zimbabwe zupełnie różni się od polskich dań. Jedzenie tu jest jadalne, ale nie zamieniłbym naszych potraw na polskie.

– Jest takie jedno danie – placek, jest taki dobry, dużo smaczniejszy niż jedzenie amerykańskie, my jemy hamburgery.

– Mało kto kupuje obwarzanki. Myślę, że nawet gdybym rozdawała je za darmo, to nie braliby ich. (Polska)

– Pierwszy raz jem pierogi ruskie. Muszę przyznać, że bardzo mi smakują (Meksyk)

– Dania z Polski smakują mi, choć nie ukrywam, że kuchnia meksykańska jest zupełnie inna i ma więcej smaków.

– Wolę jeść moje narodowe dania; wczoraj jadłam w KFC, bo próbuję w różnych miejscach (Nigeria)

– Nie mogę jeść smażonych dań, a tutaj znalazłam gotowane. Byłam tu już wczoraj i zjadłam pyszne pulpeciki z kaszą. (Polska)

 

Sprawozdawcy i restauratorzy podkreślali, że w sobotę i niedzielę, kiedy pielgrzymi byli cały czas poza miejscami zakwaterowania, nieufnie raczej podchodzili do kuchni typowo polskiej: – Najpopularniejszy jest burger z frytkami. Najprostsze międzynarodowe dania są bezpieczną opcją dla osób, które chcą mieć pewność, że się najedzą. Polskie nazwy są dla nich enigmatyczne, więc wolą wziąć coś sobie znanego.

 

Nie wydaje mi się to dziwne; sama pamiętam, jak w Manilii w czasie ŚDM, z otrzymanych pakietów jadłam głównie ryż – był sycący i bezpieczny, a dodawane do niego kiełbaski miały dziwny jak na polskie podniebienia smak, były słodkawe; oddawałyśmy je chłopakom, dla których wszystkiego było za mało.

 

Inaczej wyglądały spotkania z kuchnią polską młodych, którzy zakwaterowani byli u polskich rodzin. Zachwyceni byli gościnnością i polskimi daniami.

 

Mamusiu, to ja, pamiętasz?

Ja i mama

Pamiętasz, byłyśmy w parku. Ileż to razy tam chodziliśmy.

Najpierw Ty i Tato z moją siostrą.

Potem dołączyłam ja.

A potem jeszcze mój brat.

Huśtawki, zjeżdżalnia, karuzela, odpoczynek pod wielkim czerwonym muchomorem.

Karmienie łabędzi w stawie, respekt przed kamiennymi lwami, czasem trafiała się cukrowa wata na patyku.

A czasem małe tragedie, kiedy zjeżdżając ze ślizgawki, upadło się prosto w błoto i białe, śliczne rajtuzki … no, przestały być białe.

Ten świat dziecka ciągle we mnie jest. Mimo upływu lat.

Mamusiu, to ciągle ja, ta sama.

Powtarzająca od lat ten sam wiersz o cudownym świecie dziecka i jego mamy:

Było kiedyś tak dobrze w długie fałdy sukienki schować głowę.

Wiedzieć, że mnie nie ma.

Mocno, głośno śpiewało we mnie serce maleńkie

Ogromnego szczęścia poemat.

Dni były pełne ciebie

I sny jak ty ciepłe

I każda radość miała twój głos, twoje imię

(E. Szymański)

Wydrukowałam zdjęcia, żeby nie zapomnieć Twojej twarzy, włożyłam w ramki.

I proszę Cię, bardzo Cię proszę, nie pamiętaj mi złych chwil, wiesz, których….

Moja mama odeszła

Wydawało się, że wszystko po operacji tak dobrze idzie, choć pomalutku, a tu nagle pojawiła się gorączka, jakaś infekcja i już nic nie dało się zrobić:(

A taka była dzielna, tak dzielnie walczyła…

W moim sercu i pamięci będzie żyła zawsze.

Wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie!