Leczo jako sos do tagliatelle

Ach, nie wiem, czy będzie to danie zgodne z włoską sztuką kulinarną, ale w kuchni polskiej makaron typu wstążki, wymieszany z leczem jest propozycją jak najbardziej o.k.

Potrzebne nam będzie:

Kilka gniazdek makaronu tagliatelle (wstążek)

I na leczo:

Cukinia, pomidor, cebula, papryka

Kilka grzybów (leśnych lub pieczarek)

Kawałek chudej kiełbasy

Sól, pieprz, mielona papryka

Olej, masło

 

Najpierw przygotowujemy leczo:

Cukinię (jeśli jest młodziutka nie musimy obierać), cebulę, paprykę i kiełbasę kroimy w kostkę, podsmażamy w rondlu na łyżce oleju i łyżce masła, polewamy niewielką ilością wody, lekko solimy i dusimy do miękkości.

Osobno na patelni podsmażamy na oleju i maśle pokrojone grzyby; gdy odparuje już sok, który grzyby puściły, przekładamy je do rondla z leczem.

Dodajemy obranego ze skórki pomidora; dusimy aż całość zgęstnieje. Doprawiamy pieprzem i papryką.

Makaron gotujemy al dente, zgodnie z przepisem na opakowaniu.

Odcedzamy, mieszamy z leczem.

I smakujemy. Z różowym winem będzie super.

Owoce dla informatyków

O tym, że borówki są obowiązkowym składnikiem diety informatyków w Japonii, dowiedziałam się z programu ogrodniczego w telewizji (oglądam go, bo jestem początkującą ogrodniczką, uprawiającą kawałek trawnika przed blokiem, w którym mieszkam – 11×1,5 metra).

Borówki mają całą masę świetnych składników właśnie dla informatyków: poprawiają wzrok, poprawiają koncentrację i pracę mózgu, uspokajają, zawierają antyoksydanty, podnoszą odporność. I ten kolor – niebieski – bardzo rzadki w przyrodzie.

Ciekawe, jak to jest z tą obowiązkową dietą w tej Japonii?

Może o którejś tam godzinie, w przeszkolonych biurach, pojawiają się śliczne skośnookie hostessy z miseczkami tych niebieskogranatowych owoców?

Kalafior wg starego przepisu z „Filipinki”

Wiele osób pamięta pewnie „Filipinkę”.

Miała kącik z przepisami kulinarnymi, chyba na przedostatniej stronie. Kiedy już dotarłam do końca gazety, przychodził czas na „Filipa z zielonymi oczami” i „Jedno danko” – ono było ciekawe, to nie tylko sam przepis – ilość składników i co z tym robić – ale i historyjka, anegdotka. Wtedy nikt tak nie pisał o jedzeniu. Czytało się to, o, tak! A ja byłam ambitną nastolatką i z gazetą szłam do kuchni i próbowałam.

Parę wycinków z tamtej rubryki mi się zachowało, część tkwi w pamięci, jak choćby ten tytułowy kalafior.

On się jakoś nazywał, a`la coś (a raczej) ktoś tam. Nie pamiętam nazwy, ale sposób przygotowania był dla mnie rewolucyjny.

Bo kalafior podawało się na zimno, z sosem majonezowym, z groszkiem i jajkiem. A u nas w domu kalafior to tylko na ciepło z masłem i tartą bułeczką.

 

Zapraszam na kalafiorową przekąskę:

1 mały kalafior

Pół puszki zielonego groszku

2 jajka ugotowane na twardo

4 łyżki majonezu

2 łyżki białego półwytrawnego wina

Sól, grubo mielony pieprz, szczypta cukru, mielona papryka

 

Kalafiora gotujemy na wpół miękko w lekko osolonej wodzie, studzimy.

Z majonezu, wina i przypraw robimy sos.

Różyczki kalafiora, groszek i jajka układamy na talerzu, polewamy sosem.

Smacznego!

 

Popukacie się w czoło kiedy powiem co mam na obiad

No bo, naprawdę! to znów zupa grzybowa!

b_garnek_z_zup

Jakaś obsesja, czy co? Ciągle mam ochotę na zupę grzybową. Ze świeżych, młodych grzybków.

I co parę dni lądują w moim garnku grzyby – które akurat uda mi się kupić: kurki, prawdziwki, kozaczki, od biedy pieczarki. Pokrojone w paseczki, przysmażone na łyżce oleju i masła, do tego cebula w piórka, zalane wodą, lekko osolone. Do tego młode ziemniaki pokrojone w kostkę. I obowiązkowo jeszcze makaron, jaki tam jest w domu: zacierka, kolanka, kokardki, nitki… Gotuje się to wszystko do miękkości, podprawia gęstą śmietaną, doprawia pieprzem i jakąś zieleniną: szczypiorek, koperek.

Zupa wychodzi idealna. Zapraszam.

Kuskusowa sałatka pełni lata

Kocham lato za tę nieprawdopodobną łatwość przygotowywania pyszności ze wszystkiego, co ma się pod ręką.

Jarzyny i owoce są tak pełne smaku, że cokolwiek by się nie robiło, musi się udać i będzie pyszne.

Dziś zapraszam na kuskus

 b_kuskus

Na 2 porcje będą nam potrzebne:

4-5 łyżek kuskusu

Pomidor

Mała cebula

Kiszony ogórek

Kilka łyżek groszku (miałam ten z puszki)

Łyżka kawioru (niekonieczny ale akurat miałam)

Szczypiorek

Sól, grubo mielony pieprz

2 łyżki majonezu

 

Kuskus wsypać do miseczki, dodać szczyptę soli i zalać wrzątkiem, tyle tylko żeby przykrył ziarenka. Przykryć miseczke talerzykiem. Po ok. 5 minutach woda wsiąknie i kuskus będzie gotowy.

Dodać do niego pokrojone warzywa i szczypiorek oraz groszek i kawior, doprawić i wymieszać z majonezem.

I smacznego!

Policzmy, ile tych słoików ci wyszło?

Kot, jak zwykle, żywo jest zainteresowany wszystkim, co dzieje się w kuchni. W kuchni bowiem zawsze może trafić się jakaś miła przegryzka.

Tym razem tylko ogórki?? Nieee…. ale ten koper pachnie zachęcająco, można by otrzeć o niego łepek.

 b_kot_i_ogrki

Rodzinny przepis na ogórki konserwowe mamy ze Starachowic, od ś.p. cioci Reni.

Do marynaty dodaje się cukier, dzięki czemu  ogórki nie wykręcają „gęby” swoją ostrością, mają łagodną nutę.

Na każde ½ l wody potrzeba: 7 łyżek octu, 2 łyżki cukru, 1 łyżeczka soli, 2 liście laurowe. Na słoik o pojemności 1 litra na pewno wystarczy te ½ l wody, a zwykle trochę mniej, to zależy jak ciasno uda się nam ułożyć ogórki; najlepiej żeby były w pozycji stojącej.
Ponadto do każdego słoika: baldachim kopru, kawałek chrzanu, ząbek czosnku, kilka ziarenek ziela angielskiego

Ogórki dobrze jest po umyciu i obcięciu ogonków zalać zimną wodą i zostawić na jakieś 2 godziny, będą bardziej jędrne.

Do każdego wyparzonego słoja włożyć baldachim kopru, kawałek chrzanu, ząbek czosnku, kilka ziarenek ziela angielskiego. Ułożyć pionowo dość ściśle ogórki.
Przygotować odpowiednią ilość zalewy, zagotować ją i gorącą zalać ogórki w słoikach. Do każdego słoika dołożyć po 2 liście laurowe wyjęte z zagotowanej zalewy. Wytrzeć dokładnie brzegi słojów i wieczka, zamknąć. Wstawić słoiki do dużego garnka, zalać ciepłą wodą, doprowadzić do zagotowania wodę, zmniejszyć ogień i pasteryzować 5 minut. Zaraz potem wyjmować, nie powinny stać we wrzątku dłużej. Odwrócić pokrywkami w dół, zostawić by wystygły.

Gotowe do spożycia są – jak każda marynata – po jakichś 2 tygodniach.

Suflet – książka nie tylko kulinarna

Właściwie nie lubię książek z wieloma równoległymi wątkami, bo kiedy już wciągnę się w jakąś historię, zainteresuje mnie ona, to nagle po odwróceniu kolejnej kartki okazuje się, że jestem w innym świecie, z innymi ludźmi, i czuję się jakby mi ktoś zatrzasnął przed nosem drzwi. I w pierwszej chwili mam ochotę przekartkować książkę, szukając dalszych dziejów już poznanych osób. Chwilę trwa, zanim mnie do siebie przekonają, czy zaciekawią ci inni.

Ale mimo tych zastrzeżeń spodobał mi się „Suflet” – książka Asli E. Perker (wydawnictwo Sonia Draga z 2014 roku), która jest potrójnie równoległa.

Poznajemy Lilię z Nowego Jorku, Marca z Paryża i Ferdę ze Stambułu.

Początkowo łączy ich to, że nagle, niespodziewanie w ich życiu zdarza się dramat, który niszczy ich dotychczasowy, poukładany świat.

Mąż Lili doznaje wylewu, żona Marca nagle umiera, matka Ferdy wskutek upadku zostaje przykuta do łóżka. I cała trójka musi sobie z tym jakoś poradzić, jakoś z tym dalej żyć.

Kiedy zaczęłam się zastanawiać, czy ich drogi zetkną się ze sobą, dalsza lektura pokazała, że nie, nie spotkają się, ale że połączy ich coś jeszcze:

 

„Gdy (Ferda) zaczęła przeglądać książki kucharskie, oderwała się od tych smutnych myśli i trochę uspokoiła. Tu czuła się bezpiecznie. „Proste przepisy kuchni świata” – to coś dla niej; (…) postanowiła ją kupić. Już miała się odwrócić, gdy jej wzrok przykuła okładka pewnej książki. Wzięła ją bez wahania, nie wiedząc, że tego samego dnia, gdzieś indziej pewna zmęczona kobieta i pewien smutny mężczyzna sięgnęli po tę samą książkę. Tytuł brzmiał Suflet. Pod spodem dopisano mniejszą czcionką: „Największe rozczarowanie”.

 

Losy tej trójki bohaterów połączy zmaganie się z tym, jakże kapryśnym, deserem. Każde z nich zacznie próbować zrobić suflet idealny. Czekoladowy.

Słodycz sufletu nie uchroni ich od goryczy życia, ale kuchnia stanie się ich odskocznią od zbyt trudnej codzienności.

 

„Kiedy Ferda gotowała, nie myślała o niczym innym poza swoim daniem i ta zdolność koncentracji zawsze ją zadziwiała. Podczas pozostałych zajęć przyłapywała się na tym, że myśli o czymś innym; właściwie o wszystkim, co ją trapi. W kuchni było inaczej; stawała się jednością z tym, co akurat robiła. Może dlatego wszystko, co gotowała, wychodziło jej tak dobrze i zdobywało tak wielkie pochwały. Gdy dosypywała łyżeczkę cukru do smażonych na oliwie porów lub wyciskała do fasoli sok z cytryny, zawsze skupiała się na tej łyżeczce albo tej połówce cytryny, jakby od tego zależało jej życie. To by wyjaśniało, dlaczego była tak przywiązana do swojej kuchni; po prostu nie pozwalała jej myśleć o niczym innym. Nie pozwalała jej stawiać pod znakiem zapytania jej życia ani sensu istnienia i nie dopuszczała do niej troski ani przygnębienia.”

 

Tytułowy suflet zasługuje na osobny wpis i na to, żebym się z nim zmierzyła. Zapraszam za jakiś czas, mam nadzieję, że wkrótce.

 

Pierożki z jagodami

Na targach i blogach – fioletowo od jagód.

Śpieszę i ja z zaproszeniem na pierożki z jagodami.

Na ok. 40 małych pierożków potrzebne nam będą:

Słoiczek jagód (0,25 ml)

3 łyżki cukru

Na ciasto:

30 dag mąki

Pół szklanki wrzącej wody

Szczypta soli

Jajko

2-3 łyżki oleju

Do podania: 20 ml gęstej śmietany, 3 łyżki cukru

 

Jagody wymieszać z cukrem.

Do mąki dodać szczyptę soli, zalać wrzącą wodą, zostawić chwilę, żeby przestygła.

Dodać jajko, olej, wyrobić ciasto.

Z ciasta uformować wałek, kroić go na małe kawałki, każdy rozwałkować na krążek.

Na krążki nakładać jagody, zlepiać.

Zagotować w dużym rondlu wodę, lekko osolić, wrzucać na wrzątek partiami pierożki, gotować ok. 2 minut od wypłynięcia ich na powierzchnię.

Wyjmować łyżką cedzakową.

Podawać polane śmietaną wymieszaną z cukrem.

Pyszne są również odgrzewane, posypane na patelni cukrem, który ładnie się skarmelizuje.

Obiady prezydenckie

Wiem, wiem, że były ważniejsze sprawy niż jedzenie, na szczycie NATO w Warszawie parę dni temu, ale z ciekawością szukałam informacji co podano prezydentowi USA i szefom państw. Bo jednak, co by nie mówić, jeść coś trzeba i jest to jeden z przyjemniejszych aspektów życia:)

A więc popatrzmy:

b_obiad_prezydencki

A menu z Pałacu Prezydenckiego było takie:

  • Wiejskie pomidory z twarogiem łomnickim, wino do potrawy: Seyval Blanc, Winnica Turnau 2015
  • Krem z białych szparagów
  • Dorsz z młodym szpinakiem i czerwoną porzeczką, wino do potrawy: Riesling, Winnica Pałac Mierzęcin 2014
  • Krem z pędów sosny z lodami z kory brzozowej, wino do potrawy: Johanniter, Winnica Turnau 2015

Zastanawia mnie ten ser łomnicki – bo jest to ser kozi; niektórzy nie mogą znieść nawet jego zapachu; czy nie była to zbyt kontrowersyjna przystawka?

Słyszałam też uwagi, że coś mało tych dań, że powinna być jeszcze przystawka na ciepło, i danie mięsne. Ale myślę, że restauracja Belvedere (na czele z Marcinem Przybyszem, zwycięzcy 3. Edycji Top Chef), która przygotowywała przyjęcie, zna się na tym i wie, co robi.

Zresztą znalazłam  swoich zapiskach menu obiadu prezydenta Kaczyńskiego, który wydał z okazji 10-lecia wstąpienia Polski do NATO; też było krótkie: tatar z łososia, zupa-krem z dyni, kaczka w musie jabłkowym, bezy z kremem Grand Marnier.

Albo popatrzcie na menu obiadu wydanego dla B. Obamy przez prezydenta Komorowskiego: tatar z pstrąga, krem z dyni, pieczona pierś perliczki, pralinki czekoladowe z sorbetem pomarańczowym.

I jeszcze menu z Zamku Królewskiego dla monarchów i ministrów:

  • Białe szparagi z rabarbarem i bazylią
  • Młode ziemniaki z cebulą i ziołami
  • Polędwica sandacza z pietruszką i wiśniami
  • Na deser: antonówka pieczona w sianie

Zupa krem z młodych ziemniaków

Z lektury czasopism kulinarnych wynika, że krem z młodych ziemniaków to absolutny hit tego lata.

Czemu nie? Zapraszam!

Oczywiście, modyfikacji tej zupy jest tyle, ilu kucharzy. I każda będzie pyszna.

Moja propozycja – na 4 osoby – jest taka:

8 młodych ziemniaków

Pół cebuli

Kawałek młodej cukinii

Sól, grubo mielony pieprz, pieprz ziołowy

Szczypiorek

Kilka kurek

Olej, masło

Czubata łyżka gęstej śmietany

Cebulę kroimy w kostkę, wrzucamy na rozgrzane w garnku łyżkę oleju i łyżkę masła, przesmażamy nie rumieniąc, tyle żeby się przeszkliła.

Dodajemy obraną i startą na grubej tarce cukinię, chwile przesmażamy, po czym zalewamy wodą, lekko solimy, przyprawiamy pieprzem.

Dodajemy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotujemy na małym ogniu.

Gdy już wszystkie warzywa będą miękkie i rozpadające się, miksujemy całość, zostawiając kilka warzyw w całości. Dodajemy śmietanę i posiekany szczypiorek.

Na patelni rozgrzewamy łyżkę masła, dodajemy pokrojone kurki, smażymy aż całkowicie odparują, leciutko je solimy i pieprzymy. Dodajemy je do zupy już na talerzu.

Zupa jest bardzo łagodna, mocniejszego akcentu dodają jej szczypiorek i kurki.

Jak dla mnie – idealna!