W letnim kalendarzu nadszedł czas na bób

 Pierwsze tygodnie lata to czas bobu. Uwaga! Bardzo krótko ten czas trwa, ani się nie obejrzycie, a już te seledynowe ziarenka znikną ze straganów. Póki co, jem go na okrągło.

Jestem zagorzałą miłośniczką strączkowych, a bób stoi niewątpliwie na pierwszym miejscu.

Na targu wypatruję sprzedawców łuskających go na miejscu i kupuję go od nich; jest tak świeżuteńki, że już nie może być bardziej świeży.

Czasem eksperymentuję z przepisami, ale najbardziej smakuje mi ugotowany w lekko osolonej wodzie i potem przysmażony z tartą bułką i wiórkami sera, posypany pieprzem i czosnkiem granulowanym. Przepyszny!

b_bb_z_serem

Zapraszam:)

Wizja jedzenia za 50 lat – w kryminałach J.D. Robb

Nowy Jork, komenda główna policji, fascynujące kulisy pracy policjantów, piękna i bardzo zasadnicza policjantka, zakochany w niej multimilioner, wizjonerskie elementy życia codziennego, jak choćby fruwające auta, i to jedzenie…..

Powinno być na miarę tych różnych wspaniałości XXI wieku.

Ale nie jest.

Jest podłe, sztuczne, bez smaku.

Ot, dzisiejszy fast food, tylko że o wiele, wiele gorszy. Dostarcza jakichś tam składników odżywczych, ale to jedyna jego zaleta.

Marzeniem stają się produkty „prawdziwe”: prawdziwa kawa, prawdziwe masło, prawdziwe mięso. Owszem, one jeszcze są, ale stać na nie tylko najbogatszych.

A ci najbogatsi rozkoszują się tym, co i my, w naszym, współczesnym świecie.

Nikt już w domach nie gotuje, wszyscy mają tzw. autokucharza, którego programuje się, ale zrobi coś tam tylko z tego, co tam ma do dyspozycji, co mu się kupi, a nie za wiele można kupić za zwykłe pensje.

I współczesny czytelnik, zwłaszcza taki jak ja, z niedużego polskiego miasta, ma tę satysfakcję, że ciągle jeszcze żyje w świecie, gdzie jedzenie jest prawdziwe i dostępne. I widzi, że jest to prawdziwa wartość.

 

Są fajne elementy tego nowoczesnego świata, jak choćby androidy, roboty wyglądające jak człowiek, a wykonujące różne czynności usługowe; zachwycił mnie w jednej z tych książek kotek-android, który miauczał, łasił się, mruczał – jak prawdziwy kot!

 

Bardzo wciągający jest ten cykl kryminałów z policjantką Eve Dallas w roli głównej (można je czytać w dowolnej kolejności, choć są ze sobą powiązane), mamy tu elementy bajki o Kopciuszku, która znalazła swojego księcia, mamy spełnienie marzeń o idealnym erotycznym związku w małżeństwie, no i przede wszystkim są to niezłe kryminały, o nieoczekiwanych zwrotach akcji i nieprzewidywalnym z góry sprawcy.

Dodam jeszcze, że sporo w nich prostej, życiowej mądrości, i to podanej bez moralizowania i narzucania własnych poglądów autorki; myśli i uczucia rzucane są ot, tak, mimochodem, a chwytają za serce.

Namówiła mnie na tę lekturę siostra, i czytam kolejne tomy namiętnie!

Hej! lubi ktoś kalarepkę?

 Trochę zapomniane i lekceważone warzywo, ale jeśli lubisz chrupanie, to kalarepka będzie idealna!

 

b_kalarepka_z_marchewk

Miałam białą kalarepkę i fioletową, która właściwie jest również biała (w środku), tyle że ostrzejsza nieco od białej, dodałam do tego młodą marchew.

Starłam wszystko na zapałkę (taką specjalną tarką), dodałam dressing z łyżeczki majonezu i łyżki białego półwytrawnego wina, doprawiłam solą i pieprzem.

I gotowe.

Zapraszam:)

Czereśnie chyba się już kończą…

 Wygląda, że czereśnie się kończą, a ich cena nie spada.

Czekałam i czekałam na wysyp tych owoców i na spadek cen, ale to chyba nie w tym roku.

Prawie w ogóle nie było u nas, na południu Polski, tych różowo-żółtych, które najbardziej lubię. Czereśni jest mało, są raczej drobne i bez smaku. A te duże, ciemne, podejrzewam, że nie polskie, są ciągle drogie. Ale kupuję je.

b_czerenie_lipcowe

Są dla mnie wyznacznikiem lata.

Powrotem w świat małych dziewczynek, z kolczykami z czereśni zawieszanych na uszach.

I są idealnym uzupełnieniem śniadania, dodatkiem do porannej kawy.

Codzienna sałatka na lato

To moja obowiązkowa sałatka w każdy dzień lata na drugie śniadanie:

b_codzienna_saatka_na_lato

Pomidor, ogórek, półkrążki cebuli, kawałki białego sera słonego (typu bałkański – kupuję go w Lidlu), jeśli akurat mam to także ogórek małosolny, czasem oliwki, czasem jeszcze rzodkiewka, grubo mielona sól, pieprz, łyżeczka majonezu

Nic takiego nadzwyczajnego, ale rozkoszuję się tym smakiem, póki pomidory mają naprawdę smak pomidorów.

Niedzielna grzybowa

Ależ mi wyszła pyszna niedzielna
zupa!

Ale prawdą jest, że staję się
monotematyczna; to znów jest zupa z młodych kozaczków, tyle że z dodatkiem
suszonych prawdziwków.

I była ona robiona według
wszelkich prawideł naszych babć i mam: na rosole z kości (u mnie cielęcych), z
dodatkiem śmietany i makaronu. Bo w zupie grzybowej makaron jest obowiązkowy.

Zapraszam!

niedzielna grzybowa

Składniki:

rosół ugotowany na kości
cielęcej

marchewka i kawałek selera z
rosołu

2 młode kozaczki

kilka suszonych prawdziwków

garść makaronu nitki

2 ziemniaki

1 cebula

natka pietruszki

2 łyżki śmietany

olej i masło

sól, pieprz, szczypta
majeranku

 

W rondlu rozpuszczam łyżkę
oleju i łyżkę masła, dodaję posiekaną cebulę i posiekane jarzyny z rosołu oraz
pokrojone ziemniaki. Przesmażam wszystko, po czym zalewam rosołem.

Kozaczki wrzucam na gorącą lekko
osoloną wodę, gotuję kilka minut, po czym grzyby wyławiam i kroję na paski i
całość wraz z wywarem dodaję do zupy. Wrzucam suszone prawdziwki oraz nitki
makaronowe.

Gotuję całość do miękkości.

Doprawiam przyprawami oraz
natką pietruszki, dodaję śmietanę.

I gotowe.

Całość powinna trochę (kilkanaście
minut) odpocząć i można nakrywać do stołu.

Zupa z młodymi kozaczkami

Zauważyliście? że już są młode grzyby?

U nas na targu pojawiły się kozaczki. Pomyślałam sobie: jak za te kilka sztuk będą chcieli dychę, to kupię. A tu proszę: tylko osiem zeta. I nawet jeszcze jedna kurka się tam zaplątała.

Więc powstała zupa z młodych jarzyn i młodych grzybów. I jeszcze do jajecznicy wystarczyło.

kozaczki do zupy

Zupę robiłam tradycyjnie.

Grzyby po oczyszczeniu pokroiłam w paseczki, cebulę w piórka, kawełek pora w półplasterki i wszystko podsmażyłam w rondlu na łyżce oleju i łyżce masła. Dodałam posiekane w kosteczkę marchewkę, pietruszkę, kawałek selera, zalałam wodą. Kiedy już się wszystko ładnie gotowało, lekko posoliłam, dodałam przyprawy: pieprz, paprykę, pieprz ziołowy. Wrzuciłam 3 łyżki makaronu zacierkowego.

Kiedy już wszystko było miękkie, dodałam 2 czubate łyżki gęstej, kwaśnej śmietany i posiekaną natkę pietruszki.

Pychota! zapraszam!

Impreza, której nie było

Takie życie! Tak też może się zdarzyć i tak się zdarzyło właśnie mnie.

Przygotowana impreza się nie odbyła.

A miała być kuchnia francuska, towarzysząca filmowi „Mały Książę” (przepięknemu, w nowej aranżacji, z nowym pomysłem fabularnym), pełna róż (bo jak Mały Książę to i róże)

b_vega_may_ksie

W ostatniej chwili okazało się, że ktoś tam może być tylko na początku, przed filmem, na kawie; dobrze, dostał kawę americano w kubeczku w różyczki

kawa_z_rami

Ktoś tam mógł przyjść tylko na koniec – cóż, dostał tylko wodę mineralną – ha, ha! (ale tak chciał).

Ktoś nie dotarł w ogóle.

Ale potrawy, zgodnie z ustalonym wcześniej menu były:

b_menu_z_r

Na przystawkę verrine ogórkowe z twarożkiem i sałatka nicejska:

b_verrineb_saatka_nicejska_2016

Zupa cappuccino z selera z kawiorem

b_zaupa_cappucino_2016I jako danie główne de volaille ze szparagami, kluseczkami i fasolką szpragową

b_dewolaj_M_Morana

Cóż, miałam obiad na przeszło pół tygodnia:)

b_st_z_rami

Czas na konfiturę z róży

To już ten czas, róża cukrowa już pięknie kwitnie i słodko pachnie.

Właśnie dostałam 40 dag różanych płatków i wyszło mi z tej porcji 4 małe słoiczki konfitury.

Płatki trzeba ważyć, bo od tego zależy ilość cukru, który trzeba będzie dodać.

 

 

 

 róza na konfitury

A robimy konfiturę tak:

Płatki róż obrane z listków i szypułek

2 razy tyle cukru ile ważą płatki

sok z cytryny (do tej ilości wystarczyło mi pół małej cytryny)

Płatki przelewamy wrzącą wodą, odciskamy, dodajemy do misy miksera, wsypujemy cukier (bardzo drobny albo puder), ucieramy na jednolitą masę, dodajemy sok z cytryny.

Przekładamy do wyparzonych słoiczków typu twist, zakręcamy.

Gotowe.

Francuskie cappuccino z pora i selera

Przygotowuję na imprezę menu francuskie i inspiracji szukam raczej u współczesnych mistrzów kuchni, niż w nieśmiertelnej klasyce (bo klasyka już u mnie była). Wpadł mi w ręce przepis Pascala Brodnickiego na zupę-krem z selera i porów z dodatkiem kawioru.

Przetestowałam – bardzo ciekawie wyszło, tylko nad prezentacją muszę trochę popracować; potrzebny jest absolutnie jakiś element koloru – myślę że dodatek bitej śmietany i kawioru podam na listku zielonej lub kolorowej sałaty.

zupa cappuccino

Smakowo wyszło pysznie, zapraszam!

(proporcje moje – na 4 porcje)

Biała część pora

1 cebula

Pół małego selera bulwiastego

Sok z ćwiartki cytryny

200 ml śmietany (co najmniej 22%)

Sól, pieprz, masło, olej

1 l bulionu

2 łyżki ikry kawiorowej

Cebulę i seler kroimy w kosteczkę, por w półkrążki. Skrapiamy wszystko sokiem z cytryny.

Rozgrzewamy w rondlu olej i masło, dodajemy cebulę i por, przesmażamy całość przez kilka minut, mieszając (absolutnie nie może się zrumienić). Potem dodajemy pokrojony seler, zalewamy bulionem, uzupełniamy wodą. Gotujemy do miękkości warzyw, jakieś 30-40 minut.

Miksujemy.

Dodajemy 100 ml śmietany, doprawiamy solą i pieprzem, ponownie miksujemy.

Pozostałą śmietanę ubijamy na sztywno.

Zupę wlewamy do szklanek, dekorujemy bitą śmietaną i kawiorem.