Pierwszomajowa sałata

Są takie dni-klucze, które niosą z sobą określone zachowania, ryty i także potrawy.

1 maja – to dla nas zawsze oznaczało zieloną sałatę masłową do obiadu. Ze starodawnym dressingiem śmietanowym.

Nie widzę powodu, żeby to zmieniać, dlatego bardzo proszę: sałata na 1 maja:

b_saata_masowa

Dressing robię tak:

Do kubeczka gęstej, 18% śmietany dodaję 3 łyżeczki cukru i ok. 3-4 łyżeczek białego octu, do smaku, trzeba próbować dodając ocet sukcesywnie, aż wyjdzie nam smak taki, jaki lubimy.

Polewamy dressingiem porwaną w palcach sałatę, mieszamy.

Smak – jak u mamy:)

Lunch we wrocławskiej Alyki

Co to jest Alyki?

Do tej pory też nie wiedziałam.

Ale wybierając się parę dni temu z siostrą do Wrocławia i przeglądając wrocławskie strony internetowe trafiłam na news: 18 kwietnia 2016 restauracja Alyki w galerii handlowej Sky Tower została uznana za najlepszą w rankingu Festiwalu Kulinarnego Restaurant Week (ranking tworzą goście restauracji, więc jest chyba wiarygodny).

A akurat tam właśnie, obok Sky Tower musiałyśmy być w zeszły piątek. Kiedy więc około 15 załatwiłyśmy wszystko, co miałyśmy do załatwienia i kiedy stwierdziłyśmy, że już doprawdy padamy z głodu, wybór lokalu na posiłek narzucił się sam. Poszłyśmy do Alyki.

Alyki Wrocław



To był dobry wybór.

Zależało nam na daniach lekkich, raczej dietetycznych, ale żeby było smacznie i sycąco.

Zamówiłyśmy:

Siostra – polędwicę z dorsza sous-vide zapiekaną w ziołach w 100% oleju z pestek dyni z dodatkiem wstążek warzywnych, oliwek i pieczonych w ziołach ziemniaczków

dorsz sous-vide

Ja – danie dnia szefa kuchni, czyli polędwiczkę z dorsza z dodatkiem polenty, sosu holenderskiego i pieczonych truskawek

dorsz w Alyki



Było o.k., zwłaszcza zachwyciła ryba i smak tych pieczonych truskawek.

Porcje – zupełnie wystarczające, nawet dla padających z głodu kobitek!

Wygląd talerzy – przepiękny, szkoleniowy.

Nie obejdzie się jednak bez „ale”:

U mnie polenta, u siostry – ziemniaczki – były po prostu za słone. A polenta była na brzegach nieco zeschnięta.

Czułam się trochę zawiedziona. Czy kucharze starali się tylko wtedy, kiedy walczyli o laur? A potem, ledwo po tygodniu, już sobie odpuścili?

 

Nurtuje mnie jeszcze jedno: nigdzie jakoś nie mogłam znaleźć tropu co do nazwy tej restauracji.

Jakoś też nie zapytałyśmy o to kelnerki (która nawiasem mówiąc była przemiła!), zbyt zajęte byłyśmy jedzeniem i ploteczkami:)

Z przeszukania netu wynikło, że Alyki to miejscowość na jednej z greckich wysp Morza Egejskiego.

Ale menu tutaj nie jest greckie. Restauracja specjalizuje się z kuchni polskiej i europejskiej, głównie ze świeżych, lokalnych produktów.

No, chyba żeby tę nazwę uzasadniało jakoś ich motto: „z miłości do jedzenia i podróży”, bo Morze Egejskie to jednak kawał świata stąd i podróż daleka:)



Polskie śniadanie w Top Chef

Bardzo ciekawe zadanie mieli kucharze w ostatnim odcinku Top Chef: przygotowanie śniadania typowo polskiego.

Czyli jakiego? Oto jest pytanie. Co my jemy na śniadanie?

Jaką dostaliśmy odpowiedź od zawodowców?

Popatrzmy (zdjęcie ze strony facebookowej Top Chef):

b_polskie_niadanie_w_top_chef

Najbliższy (moim zdaniem) przeciętnej polskiej propozycji śniadaniowej był Michał Seferyński, który podał jajecznicę na kromkach własnoręcznie upieczonego chleba sodowego, z dodatkami: wędzonym węgorzem, twarożkiem z rzodkiewką i sałatką z pomidorów z cebulką.

 

Wyróżniony został Wit Szychowski (któremu kibicuję) za grasicę podaną na chrupiącej kaszance z dodatkiem plastrów boczku z sosem z owoców leśnych (maliny, jeżyny).

 

Dawid Szkudlarek przygotował własnoręcznie białą kiełbasę którą zaparzył i podał z sosem śmietanowo-chrzanowym, kromką chleba z masłem (zupełnie niedbale, w pośpiechu maźniętym – co natychmiast wykpili jurorzy!) i pomidorami z rzodkiewką. Ponoć kiełbasa była za słona, ale przepyszna:)

 

Oliwia Bernady (odpadła w tym odcinku) podała kaszę pęczak wymieszaną z twarogiem, karmelem i owocami

 

A wszystko to zrobili w czasie 40 minut!

Co wy na to?

Ja przyznam się, że moje śniadanie jest dość standardowe (z braku czasu): kanapki – z masłem, plastrem jakiejś wędliny, plastrem sera żółtego i jakimś dodatkiem: pomidorem, twarożkiem, krążkiem cebuli czy ogórkiem i obowiązkowo z kleksem majonezu i świeżo zmielonym pieprzem.

W niedzielę lubię zjeść jajecznicę.

Zapomniana sałatka

Zapomniałam zupełnie o tej sałatce, a przecież kiedyś robiłam ją bardzo często.

Sałatka z buraczków konserwowych; szybka i przepyszna.

b_saatka_z_buraczkw

Potrzeba na nią:

słoik (wielkości tego majonezowego) buraczków konserwowych, najlepiej już utartych

1 cebula

2 jajka

2-3 ogórki konserwowe

śmietana, musztarda, majonez

sól, pieprz, papryka, szczypta cukru

 

Jajka gotujemy na twardo, po czym kroimy w kostkę.

Cebulę obieramy, drobno kroimy, sparzamy wrzątkiem, odcedzamy.

Ogórki kroimy w kostkę.

Buraczki odcedzamy z zalewy.

Wszystkie składniki mieszamy w misce, doprawiamy przyprawami i mieszamy z sosem z musztardy, śmietany i majonezu (proporcje dowolne, takie aby nam smakowały).

I gotowe. Smacznego!

 

Ziemniaczane sakiewki dziadka w kapuście

Na stronie Marszałka Małopolskiego znalazłam informację o uruchomionej procedurze wpisania na Listę Produktów Tradycyjnych kolejnych potraw; wśród nich zaciekawił mnie przepis z regionu Gorlic na ziemniaczane sakiewki dziadka w kapuście. Sposób wykonania został dość dokładnie przedstawiony, dlatego zdecydowałam się wypróbować potrawę.

Wyglądało, że będzie prosto:

„Dieta mieszkańców gorlickich wsi opierała się m.in. na ziemniakach i kapuście – by urozmaicić nieco codzienny jadłospis, gospodynie starały się co jakiś czas podawać oba te warzywa w nieco innej formie – gołąbków. Te podawane na szczególne okazje miały bardziej wykwintną formę – sakiewki, zawiązanej u góry zielonym szczypiorkiem lub liściem pora. Farsz przygotowywano z utartych ziemniaków oraz drobno pokrojonej cebuli, podsmażonych na maśle, z dodatkiem czosnku, bazylii i lubczyku oraz soli i pieprzu. Tak przygotowany farsz, lekko ostudzony, wykładano na uprzednio sparzone liście kapusty (tak jak na gołąbki), w ilości umożliwiającej związanie sakiewki sznurkiem spożywczym. Uformowane gołąbki, ułożone ciasno w żeliwnych garnkach, podlane doprawioną wodą, rosołem lub śmietaną, gotowało się na kuchni lub zapiekało w bratrurze.”

To próbujemy:

Moja propozycja jest na pięć-sześć sakiewek.

Kapusta biała – jak na gołąbki

(choć myślę, że z włoskiej też by można zrobić, nawet chyba ładniejsze by sakiewki były)

3 ziemniaki

1 cebula

Olej, parę łyżek masła

Przyprawy: sól, pieprz, papryka, czosnek granulowany, zioła prowansalskie

Z kapusty wycinamy głąb, po czym wkładamy do wrzącej, osolonej wody i kolejno oddzielamy liście.

Zostawiamy do przestudzenia, po czym w każdym ścinamy zgrubiałą część nerwu.

Farsz: ziemniaki obieramy, ścieramy na grubej tarce, doprawiamy przyprawami.

Cebulę drobno siekamy, podsmażamy na oleju, dodajemy masę ziemniaczaną, całość przesmażamy.

Odstawiamy do ostudzenia.

Teraz na każdy liść nakładamy farsz, składamy liść, tak aby powstała sakiewka, związujemy sznurkiem spożywczym (można związywać szczypiorkiem, ale akurat nie miałam go pod ręką).

Sakiewki układamy w szerokim, płaskim rondlu, polewamy wodą z gotowania kapusty, dodajemy 2-3 łyżki masła i dusimy 10-15 minut.

I już można podawać, skropiwszy wodą z duszenia, lub z jakimś sosem.

Całkiem fajna przystawka wyszła.

Myślę, że farszu nie należy żałować. I odradzam robienie sakiewek z młodej kapusty; ja właśnie  z niej je zrobiłam, i liście zaczęły mi się rozpadać, zbyt miękkie i delikatne były.

Ale generalnie pomysł jest super.

Odszedł wielki znawca kuchni, Piotr Adamczewski

Dopiero teraz dowiedziałam się, że p. Piotr – autor wielu książek kulinarnych i krytyk kulinarny – zmarł, kilkanaście dni temu. Nie wygrał walki z rakiem.

p adamczewski

Jakoś mało o tym media mówiły, a może ja nie zauważyłam? Bo ostatnio miałam dużo pracy, dużo trosk, a mało czasu i ochoty na telewizję i Internet. Dopiero, kiedy zajrzałam na jego blog kulinarny (a lubiłam tam zaglądać) – zobaczyłam czarną wstążkę.

Tam – www.adamczewski.blog.polityka.pl – można poczytać, prześledzić jego dziennikarską drogę, ze szczególnym uwzględnieniem jego zainteresowań kulinarnych.

Ja zapamiętałam go głównie z książek – pisanych samodzielnie i wespół z żoną Barbarą, bo kuchnia była ich wspólną pasją. Bardzo lubię jego „Wędrownego smakosza” a z książek p. Basi – „Kuchnię żydowską Rebeki Wolff”.

Pamiętam, kiedy tworzyła się ich wspólna kulinarna strona internetowa www.adamczewscy.pl , jakieś kilkanaście lat temu. To wtedy dostałam e-maila z propozycją zalogowania się i odwiedzin strony, z czego skwapliwie skorzystałam (niestety, strona nie jest już aktywna).

Szczególnie cenne dla mnie jest to, że śledząc historię odwiedzin mojego bloga, widywałam nierzadko adres p. Piotra.

Przepisy pp. Adamczewskich są proste, ale bardzo smaczne i zwykle z jakimś „pazurem”, ciekawym pomysłem.

Do dziś pamiętam swój zachwyt nad klopsem według ich pomysłu, z dodatkiem parówek. Funkcjonuje u mnie ten przepis jako „rolada z kropką a`la Adamczewscy”, tak jest zapisany w domowych przepisach. I tak pozostanie na zawsze Ich ślad u nas w domu, w naszej rodzinie.



Foto-migawki ze świąt

Przygotowania do świąt i same święta minęły mi – jak to każdej prawie kobiecie – pracowicie.

Wiecie, jak to jest: jeszcze to, jeszcze tamto…. A czas nieubłaganie leci.

Ale było kolorowo, smacznie i spokojnie.

Proponuję dziś kilka pamiątkowych fotek:

 Jedna z naszych ulic (deptak) została bardzo oryginalnie udekorowana kolorowymi, dużymi pisankami, zawieszonymi na rosnących tu drzewach

Stół wielkanocny w kolorystyce biało-żółtej; dla mnie – jak wiosna, to musi być żółto!

Porcelanowe białe zajączki, kurki – uwielbiam je wyszukiwać w sklepach przed świętami

 

Kurek trochę dużo się u mnie znalazło, również kolorowa ceramiczna jako wazonik na kwiaty

 

A ta kompozycja ma dla mnie szczególne znaczenie, bo jest umieszczona w pamiątkowym fragmencie serwisu mojej mamy, z początku lat 50-tych; tylko dzbanek i cukiernica się ostały

 

 

Bardzo szybki mazurek różany

Jest przepyszny, i tak szybko się go robi. Najdłużej właściwie schodzi dekorowanie, zwłaszcza, że mazurki lubią symetrię w ozdabianiu. Smak konfitury z płatków róży jest bardzo wyraźny, pewnie dlatego, że daje się ją do ciasta, nie do nadzienia.

mazurek różany

mazurek różany

3 jajka
1 szklanka cukru
2 łyżki konfitury z płatków róży
10 dag mielonych migdałów
8 dag tartej bułki
na lukier:
białko
ok. 1 szklanki cukru pudru (lub trochę więcej) tak aby lukier był dość gęsty
do ozdoby: morele, migdały, płatki migdałowe, skórka pomarańczowa kandyzowana, listeczki bukszpanu

Całe jajka utrzeć z cukrem i konfiturą z róży.
Dodać mielone migdały i tartą bułkę, wymieszać.
Nagrzać piekarnik do 180 st. C.
Wyłożyć blaszkę papierem pergaminowym, rozłożyć równo ciasto, włożyć do nagrzanego piekarnika, piec ok. 20 minut, sprawdzić patyczkiem czy jest upieczone (wbity patyczek powinien być suchy). Trzeba tutaj uważać, żeby nie przesuszyć zbytnio ciasta.
Przestudzić upieczone ciasto. Delikatnie zdjąć pergamin, przełożyć ciasto na deseczkę czy paterę, na której będzie podawane.
Przygotować lukier: rozetrzeć w makutrze białko z cukrem pudrem na gładką, płynną masę. Nałożyć lukier na mazurek. Ozdobić mazurek bakaliami.

Zostawić do zastygnięcia lukru.

Spotkanie filmowe z kuchnią podkarpacką

Dlaczego kuchnia podkarpacka na spotkaniu klubu filmowego?

Bo właśnie tam, w Bieszczadach, zaczyna się akcja oglądanego w sobotę filmu „Serce, serduszko” Jana Jakuba Kolskiego. O filmie – za chwilę.

Popatrzmy na moje menu i stół.

Podkarpacie – tak, ale i palmy, i mazurki – bo spotykamy się w wigilię Niedzieli Palmowej – krzyczącej radośnie kolorami ludowych palm.

stół z palmami

menu podkarpackie

palma

kurka z palmą

Kuchnia podkarpacka to ciągle mało znana kuchnia regionalna. Zresztą bardzo niejednorodna.

Łemkowie i Bojkowie w Bieszczadach, Dolinianie w rejonie Sanoka, Pogórzanie od Jasła do rzeki Wisłok, Lasowiacy – między Mielcem a rzeką San, Rzeszowiacy,

Zaczęłam od przekąski z cydrem – były to pieczone pierogi św. Jacka z Nockowej, z ciasta z dodatkiem twarogu, z nadzieniem z kapusty i pieczarek (pisałam o ich historii parę dni temu)

pierogi z Nockowej

kurka i cydr

Potem chapcie lasowiackie – gołąbki z nadzieniem z kaszy jęczmiennej, suszonych grzybów i kiszonej kapusty, z sosem grzybowym.

gołąbek lasowiacki

Zupa ziemniaczana z kurdybankiem czyli Kuroniem – to taka ciekawostka specjalnie dla jednego z uczestników

zupa z kurdybankiem

serwetka na sztućce

Jasielski schab Schabińskiej (o którym pisałam wczoraj) z fuczkami – czyli smażonymi placuszkami typu naleśnikowego z dodatkiem kiszonej kapusty (w okolicach Jasła noszą one nazwę szandorków).

schab schabińskiej

A do kawy – mazurek różany, prościutki, niepozorny nieco – ale ten smak! Nieodmiennie budzi zachwyt – przepis jutro.

mazurek różany

A teraz „Serce, serduszko”:

film Kolskiego

Jesteśmy w Bieszczadach, na Podkarpaciu.

Ciemne, niebieskie pasma gór, zielone ściany lasów, poprzecinane niekiedy drogami różnej kategorii: bywa i asfalt, ale bywają i ostre i dziury na ubitym zaledwie piasku. I od czasu do czasu kilka chałup.

W takiej, trochę większej wsi (może by i można ją nazwać malutkim miasteczkiem) jest bidul – tak żargonowo nazywają tu dom dziecka. A w nim – 11-letnia Maszeńka, ćwicząca z przysadzistymi kucharkami, które mają włożone na kuchenne kitle baletowe paczki – układ choreograficzny do „Jeziora łabędziego”.

Absurdalny zupełnie kadr.

Ale bardzo chwytający za serce.

Bo Maszeńka marzy, by zostać tancerką baletową. I musi dotrzeć do Gdańska na egzamin.

I tak zaczyna się równie absurdalna i szaleńcza podróż przez całą Polskę: z jej południowych krańców, aż nad brzeg Bałtyku.

Nazwano ten film: podróż za jeden uśmiech, familijny film drogi, oda do córki, siła miłości i potęga marzeń.

Ot, cały Kolski.

Jasielski schab Schabińskiej

Odkryłam ten przepis, studiując kuchnię podkarpacką, przygotowując party (z którego relacja lada moment).

Jest to przepis p. Gessler, z cyklu „Kuchenne rewolucje” z restauracji „U Schabińskiej” w Jaśle. To naprawdę niewiarygodne, jak prosty jest ten przepis, a jak smaczny!

Myślę, że to wszystko dzięki marynacie i powolnemu procesowi pieczenia.

Warto wziąć go pod uwagę przygotowując świąteczne menu.

W stosunku do przepisu, który znalazłam w necie, wydłużyłam czas marynowania i czas pieczenia schabu.

 

2 kg schabu z kością

Marynata: 4 ząbki czosnku, 3 łyżeczki kminku, 1 łyżeczka pieprzu, 2 łyżeczki soli.

Składniki marynaty utrzeć w moździerzu.

Mięso umyć, osuszyć i natrzeć marynatą.

Przykryć folią i wstawić do lodówki na 24 godziny.

Piekarnik rozgrzać do 220 st. C.

Mięso przełożyć do dużej gęsiarki, skropić olejem, przykryć pokrywką i piec przez pół godziny. Po tym czasie obniżyć temperaturę do 180 st. C i piec przez 2 godziny. Pod koniec pieczenia odkryć pokrywkę, by mięso się apetycznie przyrumieniło.

Smacznego!