Dzień św. Jacka to dzień pierogów

Średniowieczna postać polskiego dominikanina, św. Jacka Odrowąża, wiąże się w tradycji ludowej z pierogami, którymi ten święty karmił ubogich. W kalendarzu poświęcony mu dzień to właśnie 17 sierpnia.

Ponieważ jego postać jest mi bardzo droga, staram się w ten dzień przygotować pierogi.

Dziś, jedne z moich ulubionych, z grzybami

Proporcje na trzydzieści kilka sporych pierogów

Farsz:

20 dag kurek, garstka boczniaków

1 cebula

sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi

masło

Grzyby po oczyszczeniu wrzucamy na osolony wrzątek, obgotowujemy przez 10 minut. Odcedzamy, kiedy przestygną drobniutko siekamy.

Cebulę również drobniutko posiekaną przesmażamy na maśle, dodajemy na patelnie grzyby, doprawiamy, przesmażamy przez kilka minut. Odstawiamy do ostygnięcia.

Ciasto:

25 dag mąki

spora szczypta soli, 3 łyżki oleju

jajko

pół szklanki wrzątku

Do maki wsypujemy sól, zaparzamy ją wrzątkiem, mieszamy, odstawiamy na chwilę by przestygła.

Po tym czasie dodajemy do mąki olej, jajko i zagniatamy miękkie, elastyczne ciasto.

Odstawiamy przykryte na 15 minut.

Potem wałkujemy, wycinamy krążki, nakładamy farsz grzybowy, zlepiamy pierogi wrzucamy partiami na osolony wrzątek. Gotujemy 2 minuty od wypłynięcia na powierzchnię wody.

Podajemy okraszone masłem lub odgrzewane na rumiano.

Tort kanapkowy

Myślę, że to fajna propozycja na małe przyjęcie

b_tort_kanapkowy

Z tym tortem to u mnie jest cała historia.

Już kiedyś go robiłam, dawno, dawno, w latach 80-tych, kiedy w sklepach było biednie, chudo. A ja ambitnie wczytywałam się w różne porady, jak by można mimo to robić swoje przyjęcia smacznie i atrakcyjnie. Tort kanapkowy zrobił na mnie wrażenie.

Ale, jak się okazało, nie na wszystkich moich gościach. Jeden chłopak wyśmiał mnie po prostu.

Do dnia dzisiejszego nigdy więcej go nie powtórzyłam.

Ale ciągle miałam go w pamięci. I w końcu pomyślałam sobie, a co tam, zrobię go dla siebie, tak na próbę.

Polecam.

Może wasi goście będą bardziej otwarci.

b_kanapkowy_porcja

Składniki:

1 okrągły chlebek (miałam pszenno-żytni, ale lepszy byłby pszenny)

Należy obkroić skórkę ze wszystkich stron, a zwłaszcza ze spodu, po czym przekroić chleb na cienkie plastry (ważne aby plastry były cienkie, te które mnie wyszły są trochą za grube).

Każdy plaster smarujemy z obu stron majonezem, a kiedy się wchłonie, smarujemy jeszcze masłem (pieczywo  nie może być suche).

Pasta jajeczna:

2 jajka ugotowane na twardo zetrzeć na tarce, dodać pół cebuli pokrojonej w drobniutką kostkę, doprawić solą i pieprzem, wymieszać z czubatą łyżką majonezu

Pasta z szynki

10 dag szynki pokroić w drobniutką kostkę

5 dag sera żółtego zetrzeć na grubej tarce

Wszystko wymieszać z łyżką majonezu

Pasta twarogowa

5 dag białego sera rozdrobnić widelcem, dodać 5 dag bryndzy lub słonego sera typu bałkańskiego, dodać pół cebuli pokrojonej w drobniutką kostkę, dodać pokrojony drobno szczypiorek, doprawić solą i pieprzem, wymieszać z czubatą łyżką majonezu

Przekładać kolejne plastry chleba pastami.

Dekoracja:

Posmarować cały tort serkiem almette (np. z ziołami), udekorować plastrami ogórka konserwowego i rukolą, pomidorkami koktailowymi, oliwkami  i różyczką z szynki, oprószyć pieprzem.

Zostawić w lodówce na kilka godzin.

Kroić jak tort, podawać na talerzykach ozdobionych dowolnymi dodatkami: rukolą, szynką, ogórkiem.

Pochwała pomidora

Pomidory to kwintesencja lata.

b_pomidory_2016

Uwielbiam czytać kulinarne opisy; tym razem o pomidorach w książce „Piknik w Prowansji” Elizabeth Bard:

„Prowansalskie pomidory to prawdziwe cuda: maleń­kie niczym szklane kulki albo ogromne jak ludzkie serca, czerwone niczym kartki walentynkowe, pomarańczowe jak słoneczniki, bladozielone jak świeże listki, żółte niczym słoneczka na obrazkach dzieci. Moja ulubiona odmiana to noire de Crimee, ciemnooliwkowe niczym morszczyn widziany przez falującą wodę. Kupując, zawsze układam je drewnianej cagette ogonkami do dołu. Są zbyt delikatne dojrzałe, by gnieść się w torbie niczym gumowe piłeczki.
Odkrywając francuską kuchnię, przeżyłam niejeden mo­ment religijnego uniesienia. Patrosząc pierwszą rybę, odkry­łam w sobie niebezpieczną, dziką istotę. Kiedy po raz pierw­szy spróbowałam domowego majonezu, otworzyły się nade mną niebiosa i usłyszałam śpiew aniołów. Nic jednak nie da się porównać z prostotą i wysublimowaną transcendencją prowansalskiego pomidora. Zwłaszcza dla kogoś, kto wycho­wał się na pomidorach o smaku i konsystencji mokrych trocin. Nieważne, co sądzicie o uprawach organicznych, ruchu – locavore, modzie na slow food i tym podobnych. Zjedzenie dojrzewającego w słońcu pomidora zerwanego o poranku prosto z krzaka jest niczym objawienie. Teraz już do końca życia będę pamiętała, że pomidor to owoc.
Rzeczy idealnych nie należy poprawiać (no dobrze, można podrasować odrobinę dla lepszego efektu). Kilka kryształków gruboziarnistej soli morskiej, kilka kropel oliwy z oliwek, kilka listków purpurowej bazylii. Plastry różnobarwnych po­midorów na białym ceramicznym talerzu wyglądają niczym łuna o zachodzie słońca, układająca się na przemian w pur­purowe, złote, bladoróżowe i oranżowe smugi. Gdyby w na­szym domu obowiązywała zasada „zbyt ładne, aby to zjeść”, i pewnością objęłaby przede wszystkim sałatkę z pomidorów. Na szczęście taka zasada nie obowiązuje.
Nie gotuję w ścisłym tego słowa znaczeniu, za to zabawiam się w swatkę. Małe pomidorki koktąjlowe kojarzę z wędzoną mozzarellą, czerwoną cebulą, koprem włoskim i octem balsamicznym, a wielkie żółte z lokalnym owczym serem i listkami zielonej bazylii. Ubiegłego wieczoru w przypływie natchnienia plastry ciemnych pomidorów odmiany baroli poprzekładałam parmezanem i pastą z karczochów. Powstała z tego wysoka konstrukcja przypominająca nieco Krzywą Wieżę w Pizie. W modnym paryskim bistro tak skomponowana całość natychmiast otrzymałaby skomplikowaną, pretensjonalną nazwę: Pomidor przekładany pastą z karczochów i dojrzałym serem Parmigiano-Reggiano, na zielonej sałacie skropionej słodko-kwaśnym winegretem morelowym.”

 

Szef – film dla miłośników kanapek

Lekki, ciepły film na wakacje, zwłaszcza dla tych, którzy pasjonują się sztuką kulinarną.

Świetny szef kuchni w Los Angeles, Carl Casper, pełen pomysłów i autentycznej wiedzy kulinarnej (świetne migawki pracy kucharzy w restauracji), traci pracę, bo właściciel restauracji nie akceptuje jego nowatorstwa. A ponadto wdaje się w polemikę ze znanym blogerem i niestety, przegrywa, jest spalony w branży.

Jednak odnajduje swoją pasję w przygotowaniu i sprzedawaniu kanapek w mobilnym food trucku.

szef_kanapka

To tak w skrócie akcja tego amerykańskiego filmu z 2014 roku.

Jest tu jednak ponadto sporo ciekawych wątków, wartych bardziej wnikliwej analizy, jak choćby sprawa blogerów, którzy swoimi wpisami mogą zniszczyć restaurację; no, u nas w Polsce też jest kilku znanych recenzentów kulinarnych, choć znacznie więcej na blogach pojawia się wpisów sponsorowanych: zaprasza się blogerów na degustacje i nie wypada im napisać czegoś negatywnego.

Ale – to temat rzeka, z mnóstwem odgałęzień i strumyczków.

Ciekawszy dla mnie był temat stosunku do tworzonej przez kucharzy potrawy. Mamy w filmie scenę, kiedy szef Carl przygotowuje darmowy poczęstunek dla ludzi, którzy mu pomogli w instalacji sprzętów .Jedna z kanapek przypala się, a mimo tego mały syn Carla chce ją podać gościom:

– Przecież oni za to nie płacą!

Ojciec natychmiast reaguje: to nie tak, ja daję im siebie, swoje umiejętności, i nie ma znaczenia czy robię to za darmo, czy za pieniądze. Moje kanapki świadczą o mnie, o moim kunszcie.

Piękne, prawda?

I, jak pisałam w tytule, to film dla miłośników kanapek. Widzimy proces ich przygotowania, perfekcję smaku i wyglądu. A w dodatku wszystko to w scenerii Nowego Orleanu, Miami, Kalifornii.

Wszyscy twierdzą, że Ameryka to kanapkowy raj, i film jest na to dowodem.

Nie wystarczy – jak to często bywa u nas – sucha buła, plaster wędliny i sera, czasem listek sałaty, żeby to była naprawdę kanapka, ot, co!

 

Sałatka z ananasem i kukurydzą

Jedna z moich ulubionych

b_saatka_z_ananasem

10 dag ugotowanego ryżu

puszka kukurydzy

puszka ananasów

5 dag szynki

cebula

sól, pieprz, papryka

2-3 łyżki majonezu

 

Cebulę posiekać w drobną kostkę, przelać wrzątkiem, odcedzić.

Szynkę pokroić w kostkę.

Kukurydzę  i ananasy odcedzić, ananasy pokroić w kostkę.

Da salaterki wrzucić ryż, dodać wszystkie pozostałe składniki, doprawić przyprawami, dodać majonez, wymieszać.

Prowansalska cukiniowa według Amerykanki

Odmian zupy cukiniowej są tysiące.

Tym razem proponuję wersję podaną przez Amerykankę, Elizabeth Bard, w książce „Piknik w Prowansji” (o której parę dni temu pisałam).

Jest super!

b_cukiniowa_Amerykanki

pół szklanki oliwy z oliwek

1 duża cebula pokrojona w grubą kostkę

1 kg cukinii pokrojonej w kostkę

3 szklanki wody

3/4 szklanki białego wina (wytrawnego)

kostka bulionu warzywnego

 

W rondlu rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę i dusimy na małym ogniu, aż się zeszkli.

Dodajemy cukinię, przykrywamy pokrywką (lekko uchyloną) i dusimy aż cukinia zmięknie.

Kostkę bulionową rozpuszczamy w 1/2 szklanki wrzącej wody, dodajemy do rondla, dodajemy wino i resztę wody.

Gotujemy kilka minut.

Miksujemy całość.

 

Moja uwaga: po zmiksowaniu sprawdzamy smak, jeśli uważamy to za konieczne, doprawiamy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi (ja tak właśnie zrobiłam).

Zapiekanka z cukinii

Żniwa cukiniowe w pełni i ponieważ wszyscy wiedzą, że bardzo je lubię, co rusz dostaję dorodny okaz.

Dziś proponuję zapiekankę:

1 średnia cukinia lub pół dużej

1 spora cebula

1 pomidor

olej

sól, pieprz, zioła prowansalskie

kawałek żółtego sera, takiego, który ładnie się topi

 

Cukinię i cebulę kroimy na cienkie półkrążki. Solimy, po czym układamy naprzemiennie w naczyniu do zapiekanek, skrapiamy olejem, podlewamy niewielką ilością wrzątku. Posypujemy ziołami prowansalskimi i pieprzem. Przykrywamy folią i zapiekamy w piekarniku przez ok. 30 minut w temperaturze 180 st. C.

Po tym czasie dodajemy do cukinii cząstki pomidora, zapiekamy ok. 15 minut, dalej pod przykryciem, po czym odkrywamy, posypujemy startym serem i zapiekamy jeszcze 10 minut.

I gotowe. Pyszny letni obiad lub kolacja.

Patisony – poduszkowce UFO

Patisony są dziwne – wyglądają jak statki UFO, a jak tylko trochę podrosną, to skóra ich jest zbyt twarda, by ją jeść, po przekrojeniu i wydrążeniu gniazd nasiennych i pestek, niewiele zostaje do jedzenia, smaku nie mają właściwie wcale – ale jako swego rodzaju naczynie do zapiekania są bardzo efektowne i przydatne.

Moja patisonowa propozycja:

po 1 patisonie na osobę (miałam 3 szt)

torebka (100 g) ugotowanego ryżu

pojedyncza pierś kurczaka

1 cebula

kawałek żółtego sera

oliwa, masło

natka pietruszki

przyprawy: sól, pieprz, papryka, zioła prowansalskie

 

Pierś kurczaka i cebulę pokroić w małą kostkę, podsmażyć na oliwie i maśle, doprawić przyprawami, wymieszać z ugotowanym ryżem, dodać pokrojoną natkę pietruszki.

Patisony przekroić w poprzek, wydrążyć gniazda nasienne i pestki, posolić.

W dużym rondlu zagotować dobrze osoloną wodę, dodać do niej zioła prowansalskie, wrzucić na wrzątek patisony, kiedy woda ponownie zawrze, gotować je 15 minut.

Wyjąć, ostudzić.

Nadziać dolne miseczki patisonów przygotowanym farszem, posypać startym na grubej tarce serem, przykryć pokrywkami z ogonkiem, ułożyć w rondlu, podlać oliwą i niewielką ilością wrzątku, zapiekać w piekarniku (180 st. C) ok. 15 minut.

Piknik w Prowansji – lektura na weekend

Nie przeszkodzi wam, że ta książka to powielany po wielokroć od jakiegoś czasu na rynku księgarskim ten sam schemat?

Jeśli nie, to myślę, że warto tym razem spróbować, bo jest w tej książce parę perełek krajobrazowych i kulinarnych, i dość gładko się czyta. A autorka nie narzuca czytelnikowi za bardzo swoich poglądów i przekonań, nie jest zbytnio moralizatorska – a to dla mnie duży plus.

A schemat jest taki: w jakiejś tam mieścinie osiedla się cudzoziemiec i zaczyna odkrywać, że ludzie tu są jacyś inni, że kłopoty takie i inne, że trudno się asymilować, ale…. te krajobrazy, to jedzenie…. zamieszkamy tu.

Tym razem Amerykanka, którą znamy z książki „Lunch w Paryżu”, opuszcza stolicę i próbuje osiąść na południu Francji, w Prowansji, w malutkim Ceteres (sprawdziłam na mapie, jest taka wioseczka).

b_piknik_w_prowansji

Ja skusiłam się na tę książkę z uwagi na moją ciągłą fascynację kuchnią francuską (przedkładam ją nad tak uwielbianą kuchnię włoską).

No i ta Prowansja! Już dwukrotnie tam byłam i każdy powrót, choćby tylko na kartach książki, jest przyjemnością.

Co się pamięta? Słońce, lawenda, zioła, warzywa.

I znajdziecie to w książce.

Przepisy też was nie rozczarują, jak choćby jeszcze jedna, tysiączna któraś, wersja zupy z cukinii.

A zderzenie kulturowych tygli Ameryki i Francji, dla jakże odmiennego Słowianina, jest zabawne.

Drugie śniadanie w pełni lata

Mamy upalne dni, więc proponuję takie prawie nic, ot żeby coś przegryźć.

Ale wygląda tak uroczo: omlet żółty jak słońce i fiolet borówek. A jak smakuje!

Omlet jest cieniutki , z jednego tylko jajka, bo to tylko przegryzka.

Trudno tu mówić o przepisie, ot, roztrzepałam widelcem jajko, leciutko posoliłam i popierzyłam, wylałam na patelkę, na której roztopiłam łyżeczkę masła. Kiedy się jajko ścięło, przełożyłam na talerz i posypałam borówkami wymieszanymi z łyżeczką cukru.

Smacznego!