Adwentowe lektury III

Dziś wigilia księdza Rafała Nowiny z książki Macieja Grabskiego Ksiądz Rafał. Pewnie wielu z was zna tę przejmującą historię małej wioski, do której przybywa młody, pełen ideałów ksiądz, żyjący zgodnie z franciszkańską ascezą, którego najcenniejszym dobytkiem są nuty (ksiądz Rafał jest mistrzem organów). Ja się potoczyły jego losy w Gródku? Nie wszystkim się młody ksiądz spodobał…

Ale dziś poczytajmy o pięknym dniu Wigilii Bożego Narodzenia; jeszcze wszystko jest dobrze….

Anioł na krakowskim Rynku

„Dzisiaj to ja, w imieniu wszystkich, chcę powitać księdza pro­boszcza Rafała Nowinę, który spędza z nami swoją pierwszą Wigilię w Gródku. Niech tych Wigilii będzie jak najwięcej, nawet gdy nas już nie stanie na tym świecie. W imieniu tu zgromadzonych proszę księdza proboszcza o odczytanie Ewangelii z tej Biblii, którą przywiózł ze sobą świętej pamięci ksiądz Stanisław i którą pozostawił nam, by czytano z niej co roku te same zdania. Prosimy księdza proboszcza o słowo, modlitwę i błogosławieństwo. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen…

Rafał wziął w dłonie Biblię i otworzył jej karty w zaznaczo­nym przez opłatek miejscu. Zerknął na strony; gdyby nie znał tych słów niemal na pamięć – z trudem odczytałby tekst dru­kowany starym, choć nadal wyraźnym szryftem, wieki temu.

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza… Rafał cicho, lecz wyraźnie zaczął czytać:

Stało się, a w one dni wyszedł dekret od cesarza Augusta aby popisano wszystek świat. Ten popis pierwszy stał się od staro­sty syryjskiego Cyryna. Y szli wszyscy aby się popisali, każdy do miasta swego.

Szedł też y Joseph od Galileiey z miasta Nazareth, do żydowskiej ziemie, do mieysca Dawidowego które zowią Bethlehem, przeto iż był z domu y pokolenia Dawidowego aby był popisan z Maryą, poślubioną sobie małżonką brze­mienną. Y stało się gdy tam byli wypełniły się dni aby poro­dziła. Y porodziła syna swoiego pierworodnego a uwinęła go w pieluszki y położyła go w żłobie iż mieysca im nie było w gospodzie.

Zawiesił na chwilę głos. Po chwili podjął głośniej:

A byli pasterze w teyże krainie czyniący y strzegący nocne straże nad trzodą swoią. A oto anyoł Pański stanął podle nich, a iasność Boża zewsząd ich oświeciła: y zlękli się wielką boiaźnią: Y rzekł im aniyoł: Nie bóycie się: bo oto opowiadam wam wesele wielkie które będzie wszytkiemu ludowi: iż się wam dziś narodził zbawiciel który jest Christus Pan w mieś­cie Dawidowym. A ten wam znak: znaydziecie niemowiątko uwinione w pieluszki y położone we żłobie. A natychmiast było z anyołem mnóstwo woyska niebieskiech chwalących Boga y mówiących: chwała na wysokości Bogu: a na ziemi pokóy ludziom dobrey woley.

Rafał ucałował Biblię i odłożył ją z uśmiechem. Odmówił modlitwę i pobłogosławił opłatki. Wziął jeden z nich i rozej­rzał się po obecnych.

– Najdrożsi, tylko kilka słów. W dzisiejszej Ewangelii czy­tamy nie tylko o tym, że narodził się nam Pan, Zbawiciel świata. Ewangelista pokazuje Józefa i Marię jako podróżnych, którzy wracają do miejsca narodzin Józefa i nie mają gdzie się podziać.

Przez stulecia podróżni i pielgrzymi w imię Chrystusa prosili o gościnę – i otrzymywali ją. My zostawiamy tego jednego dnia na stole puste nakrycie, przez pamięć naszych bliskich, których nie ma wśród nas, ale i po to, by powiedzieć: ugo­ścimy tego, kto potrzebuje. Dziś jest dzień pamiątki narodze­nia naszego Zbawiciela: nikt nie powinien tego dnia być sam. Ja też jestem podróżnym, którego przyjęliście – i za to dziękuję wam najserdeczniej. Wszyscy, jak tu jesteśmy, będziemy zaraz składać sobie życzenia, ale ja życzę wam wszystkim już teraz: błogosławieństwa Bożego Dzieciątka na każdą chwilę waszego życia. I obyśmy spotkali się wszyscy za rok!

Amen – rozległo się.

Rafał zaczął rozdawać opłatki. Życzenia trwały długo, dopóki organiścina nie zaprosiła wszystkich do stołu. Zapach­niało barszczem z uszkami, wniesionym w olbrzymiej wazie na stół. Antoni wzniósł chochlę do góry.

No to do dzieła!

Dzieło skończyło się półtorej godziny później, gdy ku radości dzieci Antoni przyniósł wielki talerz posmarowa­nych miodem opłatków. Oznaczało to najwyraźniej rozluź­nienie dyscypliny, bo maluchy jak na komendę opuściły swoje miejsca i wraz z Bartkiem wybrały podłogę nieopodal choinki, zajadając deser i zerkając niecierpliwie na piętrzące się pod drzewkiem prezenty.”

(Grabski M., Ksiądz Rafał. Dobra Nowina)

Dobry czas na choinkowe pierniczki

Zanim zacznie się szaleństwo świątecznego gotowania i pieczenia, akurat jest dobry czas na pierniczki. Te tutaj to cienkie pierniczki, chrupiące, ale jednocześnie miękkie, od razu gotowe do jedzenia, nie muszą leżakować. Aczkolwiek kilka dni w zamkniętej puszce sprawi, że będą jeszcze bardziej kruche. Świetne są do powieszenia na choinkę. Na razie są jeszcze łyse, czekają na polukrowanie

  • 1/2 kostki masła
  • 1/2 kostki margaryny
  • 3/4 szklanki brązowego cukru jasnego
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka przyprawy do pierników
  • szczypta soli
  • 1 duże jajko
  • 2 łyżki miodu
  • 3 szklanki mąki
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej


Masło i margarynę zmiksować z cukrem, solą i przyprawami na lekką i puszystą masę. Dodać jajko i miód i dobrze zmiksować. Wsypywać porcjami mąkę do masy i dalej ucierać, dodać mąkę ziemniaczaną i wymieszać. Podzielić ciasto na pół (ciasto będzie bardzo miękkie), każdą połowę spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę.
Rozgrzać piekarnik do 180ºC. Na lekko posypanej mąką stolnicy wywałkować cienko ciasto i wycinać gwiazdki, serca, aniołki…. wszystkie kształty, na jakie mamy ochotę. Układać na wyłożonej pergaminem blasze. Zrobić dziurkę na wstążkę do powieszenia na choinkę.
Piec 10-12 minut, aż zaczną się lekko rumienić na brzegach. Wystudzić i polukrować.

Lektury Adwentowe – II tydzień

Temat ubogich i bezdomnych wraca jak bumerang, zwłaszcza w okresie świąt. Jakoś bardziej jesteśmy wrażliwsi na niedolę bliźnich. Chciałoby się coś zrobić, choćby po to, by nie mieć poczucia winy, że my tu w cieple, dostatku, wśród bliskich, czekają na nas smakołyki… a ktoś tam zziębnięty, głodny, szuka domu… Jak Święta Rodzina w Betlejem.

Temat ciągle obecny w literaturze. Ot, choćby w „Noelce” Małgorzaty Musierowicz

„(…) Weszli do zielonego pokoju, gdzie wciąż było gwarno i jasno, stół dźwigał teraz ciasta i owoce, a ojciec Borejko przewodził jakiejś bardzo ożywionej dyskusji. Ida i Marek, mama Pałysowa, Patrycja i mama Borejko wygłaszali jedno­cześnie swe opinie, żywo gestykulując.

(…)

-Patrycja, a gdzie są małe Rumunki? — spytał Tomek, widząc, że już tylko małe Pyziakówny plączą się po pokoju, podżerając łakocie z choinki i przysłuchując się rozmowie.Właśnie tu się o tym dyskutuje — odszepnęła rozgorącz­kowana Patrycja, poprawiając złote loczki nad czołem. — Nie­dawno pojawiła się cała gromada Rumunów, bardzo groźnych. Zażądali zwrotu dzieci, i to w ich własnym przyodziewku, nie w naszych dresach. Wybuchła dzika awantura, bo ten przy­odziewek właśnie wirował w pralce.

-O rany!

-No właśnie. Krzyczeli i grozili. W końcu wzięli dzieciaki w dresach, a mokry przyodziewek wsadziliśmy im w rekla­mówkę. I poszli sobie. Pani Pałysowa twierdzi, że przy naj­bliższej okazji, może jeszcze dziś w nocy, oni przyjdą z sie­kierami i wymordują całą rodzinę.

– To chyba lekka przesada — rzekł Tomcio. — I tak już są na plusie.

Patrycja wybuchnęła śmiechem.

— Alteri vivas oportet, si tibi vis vivere ([*] Trzeba, byś żył dla innych, jeżeli chcesz żyć dla siebie)  – perorował ojciec Borejko.

— Seneka — dorzuciła wyjaśniająco mama Borejko.

-Mnie męczy przykre przeświadczenie — włączyła się Ida — że połowiczna dobroczynność nie ma sensu. Nie popra­wiliśmy doli tych dzieci ani odrobinę. Ogrzeliśmy je tylko i nakarmili.

— A czy to aż tak mało? — spytała nieśmiało mama Borejko.

— E tam, mamuś — powiedziała Ida. — Jeszcze dzisiaj będą znów brudne, zmarznięte i głodne. Rozumiesz, o co mi chodzi. Gdyby człowiek miał być dobry tak naprawdę, na se­rio i konsekwentnie, musiałby po prostu zająć się losem tych dzieci do końca.Obawiam się, że do wyboru są tylko działania symbo­liczne albo bierność — odezwał się Marek Pałys.

-Chcę tylko powiedzieć — ciągnęła Ida — że miłość bliź­niego to zadanie bardzo trudne. Kto wie czy nie najtrudniej­sze.

-Mnie się zdaje — powiedziała mama Borejko — że roz­szczepiacie włos na czworo. Po prostu zawsze można coś zrobić. Symbolicznie czy nie, skutecznie czy tylko troszkę skutecznie, ale… zawsze można coś zrobić. To wszystko.

-A w ogóle — odezwała się Pyza, podchodząc do stołu z długim cukierkiem choinkowym w formie dwukolorowej pałeczki. — W ogóle to ja zaprosiłam te dziewczynki, dzia­dziu, nie mama. — Wysunęła różowy język i przejechała nim wzdłuż cukierka. — Mniam. Mama tylko się zgodziła, żeby do nas przyszły.

-O! — rzekł ojciec Borejko. — A to nowy aspekt tej sprawy. Myślałem, że pomysł był Gabrysi.

-Ja tam nie wiem, o co się kłócicie — ciągnęła Pyza. — Przecież dobrze, że te dziewczynki tu były. Jedna ma na imię Maria, a druga Iza. Kiedy była ta awantura o ciuchy, Iza mi powiedziała (to ta starsza), że u nas było bardzo fajnie.

-Hm? — zdziwił się ojciec Borejko. — Jak ci to powie­działa? Po rumuńsku?

— Po swojemu — odparła Pyza. — Ja nie rozumiem po rumuńsku. Ona po prostu pogłaskała mnie po buzi.

Zapadła cisza.

— A widzisz? — powiedziała mama Borejko do Idy.

-Poszły sobie, no tak — ciągnęła Pyza spokojnie, obli­zując lizaka ruchem jednostajnym. — Ale ja się cieszę, że one tu były. — Zerknęła lśniącymi oczkami spod lśniącej grzywki i uśmiechnęła się szeroko. — Może im tu było trosz­kę miło.

-I na tym — rzekł ojciec Borejko —proponuję zamknąć dyskusję. Pyza dokonała podsumowania w pełni zadowalają­cego.”

Adwentowe lektury i rozmyślania

Mamy pierwszą niedzielę Adwentu. Wszyscy myślimy już o świętach i o Wigilii.

Wiele instytucji, wielu ludzi – pewnie w najlepszej wierze – włącza się w organizację tzw. wigilii dla ubogich, bezdomnych, samotnych. Piękna idea. Tylko dlaczego robi się ją dwa dni, trzy dni, czy nawet tydzień wcześniej? Zawsze myślałam, że to jakieś nieporozumienie.

Pewnie, że czas Wigilii to czas umowny. Ale wszyscy wiemy, że przypada 24 grudnia, gdy wzejdzie pierwsza gwiazdka na niebie. Jak Polska długa i szeroka, wszystkie domy wtedy właśnie rozbłyskają światełkami choinek, ludzie dzielą się opłatkami, zasiadają do stołu, przy którym, oczywiście, jest jeden talerz pusty, czekający na niespodziewanego gościa.

A co wówczas z ubogimi, bezdomnymi, samotnymi?

No cóż, jakoś muszą sobie radzić.

Czytam właśnie najnowszą książkę kardynała Konrada Krajewskiego (jałmużnika papieskiego) Zapach Boga

Popatrzcie, on myśli dokładnie tak samo:

„Zgodnie z naszą polską tradycją przy wigilii jest zawsze wolny talerz. Po co jest ten wolny talerz? No, żeby kogoś przyjąć. Ilu uchodźców można zaprosić do naszego stołu, ilu bezdomnych – ale my tak nie robimy. Zobaczcie, jak robimy. Nie mówię przeciw Krakowowi. Organizujemy na przy­kład świetną wigilię przy Sukiennicach. Ile reklam, ile pierogów kto zrobił, ile kapusty z grzybami… Za­praszamy wszystkich biednych, żeby razem się kisili w swoim so­sie, czyli żeby razem zasiedli do stołu. Kto z biednych chciałby, żeby wigilię spożywać tylko wśród biednych? Mało tego, robimy to dwa tygodnie wcześniej. My za­siądziemy tylko z naszą rodziną i postawimy wolny talerz, żeby czasem nikogo nie zaprosić. Gdybyśmy w wigilię zaprosili tych ludzi, to ani jednego z nich nie byłoby na ulicy. Natomiast robimy inaczej. Tak doraźnie, żeby było dużo reklamy, żebyśmy się do­brze czuli… A w wigilię jesteśmy przy stole, a oni są na ulicy, bo spożyli wigilię dwa tygodnie wcześniej.”

(Krajewski K., Zapach Boga, s. 119)

Bigos świąteczny

Myślę, że to bardzo dobry czas na zrobienie bigosu świątecznego. Trochę jest z nim zachodu, wymaga kilku dni, ale jego smak wynagradza trud. W pewnym momencie zajęte będą wszystkie palniki kuchenki, kilka rondli, patelnia… Lepiej nie odkładać tego na ostatnie dni przedświąteczne. Zrobi się go teraz i zamrozi. Bigosy bardzo lubią przemrożenie.

  • 1 kg kapusty kiszonej
  • 0,5 kg kapusty zwykłej białej
  • 50 dag wołowiny na pieczeń
  • 30 dag boczku wędzonego chudego
  • 30 dag kiełbasy cienkiej dobrego gatunku (jak najbardziej może być wiejska)
  • 3 dag grzybów suszonych
  • 20 dag grzybów świeżych (np. pieczarki) lub mrożonych (miałam maślaczki)
  • 10 dag śliwek suszonych
  • kieliszek rumu
  • szklanka czerwonego wytrawnego wina
  • 2 cebule
  • 1 malutka puszka koncentratu pomidorowego (70 g)
  • sól, pieprz, mielona ostra papryka
  • majeranek, kminek
  • 4 ziarenka ziela angielskiego
  • kilka ziarenek jałowca
  • 1 listek laurowy
  • szczypta cukru
  • oliwa
  • 2 łyżki mąki
  • 2 łyżki masła

Dzień pierwszy:

Mięso wołowe pokroić w kostkę. Lekko posolić, popieprzyć, obłożyć pokrojoną w piórka cebulą, skropić olejem i połową szklanki czerwonego wina. Przykryć folią i odstawić do lodówki.

Białą kapustę poszatkować, zalać niewielką ilością gorącej wody, lekko osolić, dodać kminek, gotować do miękkości. Zestawić z palnika, przykryć i kiedy wystygnie przełożyć na noc do lodówki.

Kiszoną kapustę lekko odcisnąć, lekko posiekać (ale niezbyt drobno), również zalać niewielką ilością gorącej wody, dodać jałowiec, ziele angielskie i listek laurowy, gotować do miękkości. Zestawić z palnika, przykryć i kiedy wystygnie przełożyć na noc do lodówki.

Namoczyć na noc grzyby suszone.

Również śliwki, jeśli są bardzo wysuszone, namoczyć.

Dzień drugi:

Mięso wołowe wraz z marynatą przełożyć do rondla, przykryć pokrywką i dusić do miękkości (ok. 2 godzin). W miarę potrzeby podlewać gorącą wodą.

Podgrzać rondle z kapustą kiszoną i zwykłą.

Wypłukać grzyby, pokroić w paski.

Również śliwki pokroić w paski; zalać rumem.

Na dużą patelnię przełożyć posiekany w kostkę boczek, smażyć na małym ogniu. Dodać do niego pokrojoną w kostkę cebulę oraz pokrojoną w kostkę kiełbasę. Przełożyć zawartość patelni do rondla z kapustą kiszoną, dodać śliwki i podgrzewać całość przez ok. pół godziny.

Przesmażyć świeże lub mrożone grzyby, pokrojone w paski.

Miękkie mięso przełożyć do rondla z kapustą zwykłą, dodać pokrojone suszone grzyby, wlać wodę, w której grzyby się moczyły. Dodać przesmażone grzyby świeże (lub mrożone). Również zawartość tego rondla podgrzewać przez ok. pół godziny.

Zestawić rondle z palnika, przykryć i kiedy wystygną przełożyć na noc do lodówki.

Dzień trzeci:

Podgrzać rondle z kapustą kiszoną i zwykłą.

Przełożyć zawartość obu rondli do trzeciego, dużego, szerokiego rondla.

Wymieszać, dodać pół szklanki czerwonego wina, doprawić solą, pieprzem, papryką, majerankiem, szczyptą cukru. Dołożyć koncentrat pomidorowy.

Zrobić rumianą zasmażkę z masła i mąki, dodać do bigosu, wymieszać i podgrzewać całość przez ok. pół godziny.

Zostawić do wystygnięcia, po czym sprawdzić smak, ewentualnie jeszcze doprawić.

I wreszcie bigos gotowy. Można jeść lub zamrozić.

Smacznego!

Ciasto marchewkowe z Marcinkowa

Wszystkim się wydaje, że ciasto marchewkowe to amerykański wynalazek. A ja, przy okazji poszukiwań genealogicznych, w pamiętniku Zofii Anny z Marcinkowa (k. Wąchocka), z czasów głębokiego PRL-u, kiedy nie śniło się nikomu o żadnych kontaktach ze „światem”, znalazłam kartkę z przepisem na placek z marchwi. Wtedy, gdy praktycznie w sklepach nic nie można było kupić, robiło się takie potrawy,  z nietypowych składników, choćby tort fasolowy.

Zrobiłam to ciasto marchewkowe. Jest pyszne. I takie proste.

  • 2 szklanki utartej marchewki
  • 2 szklanki mąki
  • 1 i 1/2 szklanki cukru
  • pół szklanki oleju
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • przyprawa do pierników
  • rodzynki
  • 2 łyżki gęstej śmietany do posmarowania placka
  • garść posiekanych drobno orzechów do posypania

Roztrzepać jajka z olejem, dodać do pozostałych składników, dodać rodzynki, wymieszać wszystko razem.

Przełożyć masę do formy keksowej, wyłożonej pergaminem.

Piec w nagrzanym do 180 st. C piekarniku, ok. 45 minut, aż włożony w ciasto patyczek będzie suchy.

Wyjąć ciasto, posmarować śmietaną, posypać orzechami, zostawić do ostygnięcia.

Smacznego!

Rogale świętomarcińskie

Na rogale świętomarcińskie, z białym makiem, czeka się cały rok, bo tradycja mówi, że są przysmakiem związanym z dniem św. Marcina, który w dniu 11 listopada przybywa na białym koniu (stąd ten biały mak).

Te domowe rogale, bez żadnych substytutów, uczciwe, z masłem, marcepanem, orzechami i białym makiem, z listkowanego ciasta francusko-drożdżowego, mają niepowtarzalny smak.

Zapraszam!

Polski film – polskie menu

Notatka  z październikowego spotkania filmowo-kulinarnego

Menu było polskie, bo polski był film, który oglądaliśmy: „Dziewczyna z szafy” w reż. Bodo Koxa (film przejmujący, byliśmy bardzo poruszeni)

Wybór menu padł na kuchnię świętokrzyską, regionalną kuchnię moich korzeni. Na okładce menu – para w stroju świętokrzyskim; być może tak właśnie wyglądali najstarsi odnalezieni moi przodkowie, z połowy XVIII wieku.

Na stole, na obrusie pojawiła się wielka kwiecista ludowa chusta z frędzlami.

Kuchnia świętokrzyska to raczej prosta, chłopska kuchnia, ale smaczna i syta. Podstawowe produkty, które w niej królują to ziemniaki i jeszcze raz ziemniaki, a także grzyby, cebula, kapusta, ogórki, od święta mięso.

Na party były:

Jako przystawka  – gołąbek z farszem ziemniaczanym i sosem pomidorowo-grzybowym

Zupa – sztandarowa zalewajka świętokrzyska, tutaj w wersji minimum: ziemniaki, cebula, grzyby, czosnek, zakwas, trochę śmietany. W wersji bogatej zupę gotuje się na żeberkach, często dodaje się wędlinę.

Danie główne: warkocz trzech mięs, marynowanych, szybko obsmażony i potem duszony. Do tego przysmażane ziemniaki i ogórki małosolne (domowe)

Wino: polskie regionalne (ze Szczawnicy); białe (a może różowe), wytrawne, bardzo dobre

Do kawy: piernik spod kamienia.

To pewna modyfikacja wąchockiego placka spod kamienia. Nazwa pochodzi stąd, że trzeba trzy upieczone blaty ciasta przełożyć śmietaną i obciążyć, żeby dobrze się zespoliły. Dawniej gospodynie radziły sobie tak, że miały specjalny kamień o wymiarach brytfanki na ciasto. Dziś dobrze zdaje egzamin encyklopedia na przykład. Cóż, każda epoka radzi sobie, jak może:)

Kalafiorowa z grzybami leśnymi

Kiedyś nie wyobrażałam sobie obiady bez zupy. Teraz często odstępuję od modelu tradycyjnego, dwudaniowego obiadu, ale kiedy przez kilka dni nie mam zupy, zaczyna mi jej bardzo brakować.

Dziś zapraszam na jesienną zupę kalafiorową z grzybami leśnymi

Połączenie nie jest może najbardziej oczywiste i raczej rzadko spotykane, ale warte wypróbowania. Trzeba tylko uważać na proporcje, by grzyby nie zdominowały delikatnego smaku kalafiora. Kiedy grzyby będą tylko dodatkiem, wydobędą świetnie lekki, orzechowo-piżmowy smak kalafiora.

  • 2 garści różyczek kalafiora
  • 1 spory ziemniak
  • 1 mała cebula
  • 1 mała marchewka
  • 3-4 maślaczki
  • mały suszony kapelusz prawdziwka
  • 2-3 łyżki gęstej śmietany
  • posiekane: natka pietruszki i szczypioru
  • sól, pieprz

Rondel z zimną wodą stawiamy na palniku i wrzucamy kolejno pokrojone w kostkę: ziemniaka, cebulę, marchewkę. Po zagotowaniu leciutko solimy i dorzucamy rozdrobnione różyczki kalafiora, pokrojone maślaczki i prawdziwka.

Gotujemy aż jarzyny będą miękkie, ale al dente.

Dodajemy śmietanę i zieleninę i doprawiamy pieprzem i solą, tak, jak lubimy (pieprzu nie za dużo!).

Smacznego!

Jesienny piknik

Leśna polana skąpana w słońcu, szelest spadających złotych jesiennych liści, snujące się nitki babiego lata – to dobra sceneria na babskie pogaduchy.

Jest taka specjalna polana piknikowa koło Tarnowa, zaraz za Wierzchosławicami, z ławami i stołami zbitymi z drewnianych pali, z miejscem na ognisko. Ale akurat zjawiła się tam szkolna wycieczka i o ciszy można było tylko pomarzyć.  Trzeba było poszukać jakiegoś miłego zakątka, ale w tutejszych lasach o to nietrudno.

Leśne powietrze zaostrza apetyt. Kosze piknikowe są bardzo pożądane.

Co pakujecie do koszy?

U nas znalazły się:

  • panierowane paseczki indyka
  • kosteczki hiszpańskich serów z oliwkami
  • pieczywo jasne i ciemne
  • porcje sałatki (składniki sałatki: kukurydza, ananas, kosteczki szynki, jajko na twardo, ryż w kształcie łezki, cebula, troszkę majonezu, by to wszystko połączyć)
  • owoce: jabłka i winogrona
  • ciasteczka maślane tzw. konferencyjne
  • napoje: herbata, woda mineralna, coca-cola

Jak wam się podoba taka wyprawa?

Mnie bardzo, bardzo!