Sałata rzymska z kozim serem

To propozycja na przystawkę, może na letnią kolację. Dodatek bagietki będzie o.k. i wtedy będzie to już lunch. Bo ta sałatka jest bardzo syta, choć na to nie wygląda.

Pomysł z książki Magdy Gessler, na dwie osoby

  • Sałata rzymska mini
  • 1 por (biała część)
  • 3-4 kapelusze pieczarek
  • Małe opakowanie koziego sera (miękkiego, łagodnego)
  • Pieprz, gałka muszkatołowa
  • Olej, masło, śmietana, ocet

Pora trzeba przekroić wzdłuż, ułożyć na folii, skropić olejem, posypać pieprzem i startą szczyptą gałki muszkatołowej. Zawinąć folię i upiec w piekarniku do miękkości; 180 st. C, ok. 20 minut.

Pieczarki (jeśli duże przekroić) i obsmażyć na maśle.

Zrobić sos, rozcierając kozi ser ze śmietaną, pieprzem i odrobiną octu.

Sałatę wypłukać, odsączyć, porwać na kawałki i ułożyć w misce.

Dodać wstęgi pora i pieczarki, polać sosem.

Gałgany z kapustą

Regionalna (podkarpacka) perełka, znaleziona na blogu „Trzeci talerz”, w mojej interpretacji (zamiast kaszy manny do mięsa, dodaję bułkę tartą, tak mi lepiej smakuje). Pyszne sznycelki z sosem, z dodatkiem ziemniaków lub frytek

  • 50 dag mięsa mielonego
  • Kawałek białej kapusty
  • Cebula
  • 2 jajka
  • Bułka tarta (2-3 łyżki)
  • Sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi
  • Olej do smażenia
  • Bulion drobiowy – ok. pół litra (może być z kostki)
  • Mąka i śmietana do zagęszczenia sosu

Kapustę należy zetrzeć na grubej tarce, lekko osolić, ugnieść, zostawić na kilka minut.

Cebulę pokroić w drobną kosteczkę.

Do mielonego mięsa dodać cebulę, odciśniętą kapustę, jajka, bułkę tartą, przyprawy. Dobrze wymieszać.

Formować kulki i obsmażyć je na rozgrzanym oleju z obu stron.

Przełożyć do rondla, podlać gorącym bulionem, przykryć i dusić na małym ogniu ok. 30 minut, w razie potrzeby podlewając wodą.

Wyjąć z rondla kotleciki, zagęścić powstały sos śmietaną roztrzepaną z mąką.

Gotowe.

Krokiety ziemniaczane

Prościej się nie da.

A wychodzą bardzo smaczne.

  • 4-5 ziemniaków
  • 1 żółtko
  • Nieduży kawałek startego żółtego sera
  • Bułka tarta
  • Sól, pieprz, szczypta gałki muszkatołowej
  • Jajko
  • Olej do smażenia

Ziemniaki ugotować w mundurkach, odcedzić, obrać, a kiedy przestygną przepuścić przez praskę lub utłuc.

Do piure ziemniaczanego dodać żółtko, starty ser oraz bułkę tartą, tyle, aby masa była dość zwarta. Doprawić przyprawami.

Formować podłużne krokieciki, panierować w roztrzepanym jajku i bułce tartej.

Smażyć na rozgrzanym oleju z obu stron na złoto.

Podkarpackie gołąbki wigilijne

Znalazłam ten przepis (z powiatu brzozowskiego) na blogu „Trzeci talerz” i spodobał mi się. Wprawdzie było to w styczniu, więc już po okresie wigilijno-świątecznym, ale te gołąbki pasują na każdy czas. Zdecydowałam się je wypróbować, i kto wie, może włączę je do dań wigilijnych?

Farsz jest bardzo ciekawy; głównym składnikiem jest ryż oraz dwa rodzaje kaszy: gryczana i jęczmienna a także grzyby i cebula. Robiłam te gołąbki już dwukrotnie i zapewniam, że warto było!

Przepis został przeze mnie trochę zmodyfikowany; uznałam, że do farszu trzeba dodać jajko jako substancję wiążącą, gdyż kasza gryczana jest, jak wiadomo, bardzo sypka, nawet po ugotowaniu w osobnych ziarenkach,  i powodowałaby rozsypywanie się farszu. Ponadto dodałam, oprócz grzybów suszonych, również pieczarki.

  • 1 główka białej kapusty
  • 100 g ryżu
  • 50 g kaszy jęczmiennej
  • 50 g kaszy gryczanej
  • 1 duża cebula
  • garść suszonych grzybów
  • 100 g pieczarek
  • 3 łyżki masła
  • 1 jajko
  • sól, pieprz

Suszone grzyby dzień wcześniej zalewamy wodą. Namoczone gotujemy w lekko osolonej wodzie około 20 – 30 minut do miękkości. Odcedzamy grzyby i kroimy je na mniejsze kawałki, a wywar zachowujemy.

Z kapusty wycinamy głąb, po czym wkładamy ją do gotującej się, osolonej wody. Zdejmujemy kolejno liście, a następnie z każdego liścia odcinamy zgrubienie znajdujące się u podstawy.

Ryż i kasze gotujemy w osobnych garnkach, na sypko, według przepisu na opakowaniu. Cebulę kroimy w drobną kostkę, podsmażamy na tłuszczu, po czym dodajemy pokrojone pieczarki i chwilę razem smażymy. Dodajemy ugotowane suszone grzyby. Dodajemy ryż i kasze oraz jajko i mieszamy razem, po czym farsz doprawiamy solą i pieprzem. Farsz powinien być pikantny.  

Nakładamy farsz na przygotowane liście kapusty i formujemy gołąbki.

Duży garnek wykładamy liśćmi kapusty.  Układamy przygotowane gołąbki, podlewamy wodą z gotowania kapusty i wywarem z gotowanych grzybów.

Dusimy na małym ogniu lub zapiekamy w piekarniku ok. 1,5 godziny.

Podajemy z sosem zrobionym na bazie wywaru z duszenia gołąbków.

Zupa z XVI wieku

W lodówce czekał por a ja myślałam, jaką by tu ugotować zupę.

W książce Encyklopedia zup (The Soup Bible wydanej w U.K. w 1999 roku) wpadł mi w oko przepis na zupę z porów „cock-a-leekie”

W opisie podano informację: „Ten tradycyjny przepis na zupę pochodzi z roku 1598. W tych czasach przyrządzano ją z mięsa ze starego koguta (ang. cock), stąd oryginalna nazwa zupy„.

Nooo, starego koguta nie miałam, ale miałam udko kurczaka! I jeszcze skusiły mnie śliwki suszone, które należało dodać wraz z porem do zupy. O! to ciekawy trop!

Zrobiłam tę zupę. Efekt okazał się bardzo zadowalający i niebanalny.

  • 1 duże udko kurczaka
  • 1 l wywaru drobiowego (użyłam kostki rosołu z kury)
  • pęczek ziół (u mnie natka pietruszki)
  • 1/2 pora
  • 5 suszonych śliwek
  • sól, pieprz

Włóż mięso do rondla razem z wywarem i wiązką ziół, zagotuj i trzymaj na małym ogniu ok 40 minut.

Namocz śliwki, po czym przekrój je na połówki.

Pokrój por na kawałki.

Dodaj do rondla pokrojony por i śliwki, gotuj na małym ogniu ok. 20 minut.

Wyjmij zioła i kurczaka. Zdejmij z niego skórę, pokrój na kawałki i dodaj do zupy.

Jeszcze chwilę podgotuj.

Podawaj zupę z chlebem.

Kolorowy świat choinek

Choinka może być bardzo kolorowa i moja taka jest.

Kolorystyka wyszła taka trochę jak na obrazach Zofii Stryjeńskiej:) jaskrawa i nasycona.

Fascynują mnie ludowe bibułkowe ozdoby i figurki w ludowych polskich strojach. Po troszku odtwarzam ich kolekcję po katastrofie sprzed kilku lat, kiedy stłukły się najpiękniejsze bombki. Niektóre były unikalne; nie spotkałam już nigdy takich wzorów.

Zapraszam do oglądania:

Czas na Święta

To już czas na święta: nadeszło Boże Narodzenie

To już czas na życzenia: są dla każdego, kto tu zajrzy – najlepsze!

To także czas na wigilijne potrawy: oczekiwane przez cały rok. Niby u wszystkich Polaków takie same, ale jednak u każdego inne.

Wklejam moje tegoroczne menu z pobudek kronikarsko-genealogicznych

Adwent IV – ludowa szopka polska

Od dawna marzyła mi się szopka ludowa, z surowego drewna, z prawdziwym sianem i choiną. Taka typowo polska.

Można czasami takie kupić, choć nie jest to najprostsze.

Podoba mi się też idea szopek neapolitańskich, w których co roku przybywa coś nowego; jakieś nowe postaci, kolejne zwierzęta, elementy wystroju. Też bym tak chciała.

Z tym, że szopki neapolitańskie mają rozbudowaną bardzo otoczkę scenek rodzajowych. Pojawiają się kumoszki, które przystanęły na pogaduszki, gdzieś tam znów piekarz zaprasza na świeże bułeczki, do brzegu przybija łódka z marynarzami… I wszystko to obłędnie kolorowe, czasami aż za bardzo.

Warto podkreślić, że i nasze polskie szopki mają takie scenki, choć nieco innego rodzaju. Przed Dzieciątkiem sunie pochód wszystkich stanów społecznych: pasterzy, królów, chłopów, szlachciców, księży, biskupów, par w ludowych strojach. Pojawia się diabeł, śmierć… Drwal rąbie drzewo, sługa ciągnie wodę ze studni, aniołek kiwa głową, kiedy mu się wrzuci ofiarną monetę…

Znamy to, prawda?

To się super ogląda, podziwiając kunszt wykonania i pomysłowość wykreowanych scenek. Jest to piękne.

Ale w domu chciałabym czegoś prostszego. Takiego, żeby siąść, zapatrzyć się, medytować, adorować…

Drewnianą szopeczkę ze Świętą Rodziną kupiłam bez trudu.

Ale już idea rozbudowywania szopki okazała się prawie nie do zrealizowania. Bo chciałam, aby kolejne elementy były w tym samym stylu, z prawdziwego drewna. Wszyscy mówili: musisz poszukać na jarmarkach, targach świątecznych.

Eeee tam, nie ma.

Może odwiedzam nie te jarmarki, co trzeba?

Udało się kupić wołu, owieczkę i osła. Ale tylko wół był z naturalnego drzewa; owieczka jest biała, a osioł szaroniebieski.

Udało się kupić anioły, jeden z trąbą, jeden ze złożonymi rękoma.

A królowie? A pasterze?

Z pomocą przyszedł mi niedawno odnaleziony krewny, który ma przyjaciela rzeźbiarza – to im zawdzięczam królów. Pan Kazimierz Kopeć – świętokrzyski twórca ludowy ze Starachowic – wyrzeźbił mi w surowym drewnie trzech mędrców-królów.

W tym roku pojawiła się jeszcze rustykalna jodełka, która świetnie wpasowała się scenerię – to prezent od przyjaciółki.

Ostatecznie w tym roku moja szopka wygląda tak:

W mojej szopce jest jeszcze jedno zwierzątko, które może budzić zdziwienie: to mały kotek

Czytałam kiedyś legendę, że kiedy mały Jezusek bardzo płakał w stajence i Maryja nie mogła Go utulić, pojawił się kotek. Położył się przy Maleńkim i zaczął mruczeć. Ciepło jego futerka i mruczankowa kołysanka szybko uśpiły Jezuska….

Adwent III. Spóźniony Anioł.

Historia powstawania domowej szopki.

Na początku na stole leżało tylko sianko, a na nim opłatki.

Pojawiało się już w Adwencie, by można było połamać się z tymi, którzy przychodzili z życzeniami najwcześniej.

To był czas, kiedy dom był pełen gości i żadne wirusy nie stały na przeszkodzie by pobyć razem i cieszyć się swoją obecnością.

Potem pojawiło się na stole Dzieciątko.

Przybyło z Betlejem i leżało na sianku.

Samo.

Aż prosiło się, by przełamać tę samotność.

Bo przecież nie tak było, tam, w Betlejem.

Choć w biednej szopie, ale byli przy Nim Maryja, Józef, Aniołowie, pasterze, trzej królowie.

I tak, co roku, ciągle ktoś nowy pojawiał się na stole przy Dzieciątku.

Znalazła się Maryja, która na swojej szacie miała wyrzeźbioną symboliczną gołębicę, ot tak, na kieszeni. A u św. Józefa były na płaszczu lilie.

Aniołów w tym domu nigdy nie brakowało.

Tak więc spora ich gromadka przewinęła się na straży Dzieciątka.

Ludowy anioł z zalipiańskimi kwiatami, mały smyk grający na organkach, troskliwa gosposia z zapaską w gwiazdki, z warkoczem przerzuconym przez ramię, grajek z harmoszką…

Przybyli z daleka trzej Mędrcy, nazywani Królami, owinięci w białe burnusy, z dłońmi pełnymi darów. Ich oblicza nie są wyraźne; artysta, który ich stworzył, twierdzi, że są pełne skrywanych tajemnic….

Pojawił się i pasterz z owieczką.

Najtrudniej było ze zwierzątkami.

Jeszcze owieczkę dało się łatwo znaleźć, ale zdobycie drewnianych figurek osła czy wołu – to było prawdziwe wyzwanie! Czy są jeszcze dzieci, które bawią się drewnianymi zwierzątkami?

Ale udało się. Pojawił się i wół i osioł.

Coraz ciaśniej robiło się na starej, drewnianej tacy, która pełniła rolę żłóbka.

Nadszedł czas na szopkę.

Pojawiła się bardzo solidna chatka, z dwuspadowym dachem, stryszkiem, drabiną, z drewnianym ogrodzeniem; ba! nawet i studzienki nie zabrakło!

Chatę wyścielono własnoręcznie suszonym sianem z najpiękniejszych traw i wonnych ziół. Dorzuciło się trochę mchu.

Pojawiły się ledowe światełka, które rozświetliły stajenkę.

Wszystko wydawało się gotowe, by zrobić zdjęcia i odbitki dla odwiedzających dom, na pamiątkę. Co też zostało uczynione.

Ale nie był to jeszcze koniec historii.

Gdzieś tam …. czekał anioł, który był przypisany do tej właśnie szopki.

Duży, z pięknymi, złotymi skrzydłami, z trąbą, czekający, by zagrać wezwanie do stajenki.

Coś go zatrzymało.

Może kwarantanna, obowiązkowa dla przybyszów w czasie pandemii?

Czekał bardzo niecierpliwie.

Wysyłał sygnały.

Twórczyni tej szopki, wybierając się wczesnym, grudniowym rankiem za zakupy, usłyszała:

– Nie idź na przystanek tam za rondo, idź na górę Lwowskiej, tuż za ulicą Szeroką. Czekając na autobus, obejrzysz sobie wystawy….

– Czemu nie?

Tak zrobiła.

I kiedy dotarła na ten przystanek, anioł stojący na sklepowej wystawie zawołał:

– To ja! Słuchaj, to ja tu czekam na ciebie!

Od razu wiedziała, że trzeba go zabrać do tej już niby gotowej szopki.

Tyle, że sklep był jeszcze zamknięty.

Powiedziała sobie:

– Jeśli to anioł dla nas, to jeszcze te kilka godzin na mnie zaczeka.

Zaczekał.

I jest już. Spóźnił się troszkę, więc już nie wszedł do środka szopki, ale czuwa przy wejściu.

Czuwa i jednocześnie zaprasza.

Taki Anioł Stróż szopki.

Widocznie taka mu była przeznaczona rola.