Adwent III. Spóźniony Anioł.

Historia powstawania domowej szopki.

Na początku na stole leżało tylko sianko, a na nim opłatki.

Pojawiało się już w Adwencie, by można było połamać się z tymi, którzy przychodzili z życzeniami najwcześniej.

To był czas, kiedy dom był pełen gości i żadne wirusy nie stały na przeszkodzie by pobyć razem i cieszyć się swoją obecnością.

Potem pojawiło się na stole Dzieciątko.

Przybyło z Betlejem i leżało na sianku.

Samo.

Aż prosiło się, by przełamać tę samotność.

Bo przecież nie tak było, tam, w Betlejem.

Choć w biednej szopie, ale byli przy Nim Maryja, Józef, Aniołowie, pasterze, trzej królowie.

I tak, co roku, ciągle ktoś nowy pojawiał się na stole przy Dzieciątku.

Znalazła się Maryja, która na swojej szacie miała wyrzeźbioną symboliczną gołębicę, ot tak, na kieszeni. A u św. Józefa były na płaszczu lilie.

Aniołów w tym domu nigdy nie brakowało.

Tak więc spora ich gromadka przewinęła się na straży Dzieciątka.

Ludowy anioł z zalipiańskimi kwiatami, mały smyk grający na organkach, troskliwa gosposia z zapaską w gwiazdki, z warkoczem przerzuconym przez ramię, grajek z harmoszką…

Przybyli z daleka trzej Mędrcy, nazywani Królami, owinięci w białe burnusy, z dłońmi pełnymi darów. Ich oblicza nie są wyraźne; artysta, który ich stworzył, twierdzi, że są pełne skrywanych tajemnic….

Pojawił się i pasterz z owieczką.

Najtrudniej było ze zwierzątkami.

Jeszcze owieczkę dało się łatwo znaleźć, ale zdobycie drewnianych figurek osła czy wołu – to było prawdziwe wyzwanie! Czy są jeszcze dzieci, które bawią się drewnianymi zwierzątkami?

Ale udało się. Pojawił się i wół i osioł.

Coraz ciaśniej robiło się na starej, drewnianej tacy, która pełniła rolę żłóbka.

Nadszedł czas na szopkę.

Pojawiła się bardzo solidna chatka, z dwuspadowym dachem, stryszkiem, drabiną, z drewnianym ogrodzeniem; ba! nawet i studzienki nie zabrakło!

Chatę wyścielono własnoręcznie suszonym sianem z najpiękniejszych traw i wonnych ziół. Dorzuciło się trochę mchu.

Pojawiły się ledowe światełka, które rozświetliły stajenkę.

Wszystko wydawało się gotowe, by zrobić zdjęcia i odbitki dla odwiedzających dom, na pamiątkę. Co też zostało uczynione.

Ale nie był to jeszcze koniec historii.

Gdzieś tam …. czekał anioł, który był przypisany do tej właśnie szopki.

Duży, z pięknymi, złotymi skrzydłami, z trąbą, czekający, by zagrać wezwanie do stajenki.

Coś go zatrzymało.

Może kwarantanna, obowiązkowa dla przybyszów w czasie pandemii?

Czekał bardzo niecierpliwie.

Wysyłał sygnały.

Twórczyni tej szopki, wybierając się wczesnym, grudniowym rankiem za zakupy, usłyszała:

– Nie idź na przystanek tam za rondo, idź na górę Lwowskiej, tuż za ulicą Szeroką. Czekając na autobus, obejrzysz sobie wystawy….

– Czemu nie?

Tak zrobiła.

I kiedy dotarła na ten przystanek, anioł stojący na sklepowej wystawie zawołał:

– To ja! Słuchaj, to ja tu czekam na ciebie!

Od razu wiedziała, że trzeba go zabrać do tej już niby gotowej szopki.

Tyle, że sklep był jeszcze zamknięty.

Powiedziała sobie:

– Jeśli to anioł dla nas, to jeszcze te kilka godzin na mnie zaczeka.

Zaczekał.

I jest już. Spóźnił się troszkę, więc już nie wszedł do środka szopki, ale czuwa przy wejściu.

Czuwa i jednocześnie zaprasza.

Taki Anioł Stróż szopki.

Widocznie taka mu była przeznaczona rola.

2 uwagi do wpisu “Adwent III. Spóźniony Anioł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s