To mój ulubiony mazurek, z przepisu niezapomnianej Hanny Szymanderskiej. Od wielu, wielu lat obecny na moim wielkanocnym stole.
Ciasto jest migdałowe, o dominującym smaku konfitury z płatków róży. Robi się go naprawdę błyskawicznie, a i ozdabianie z wykorzystaniem lukru plastycznego i pisaków też nie zajmie dużo czasu.
3 jajka
1 szklanka cukru
2 łyżki konfitury z płatków róży
10 dag mielonych migdałów
8 dag tartej bułki
Całe jajka utrzeć z cukrem i 2 łyżkami konfitury z róży.
Dodać mielone migdały i tartą bułkę, wymieszać.
Nagrzać piekarnik do 180 st. C.
Wyłożyć blaszkę papierem pergaminowym, rozłożyć równo ciasto, włożyć do nagrzanego piekarnika, piec ok. 20 minut, sprawdzić patyczkiem czy jest upieczone (wbity patyczek powinien być suchy). Trzeba tutaj uważać, żeby nie przesuszyć zbytnio ciasta.
Przestudzić upieczone ciasto. Delikatnie zdjąć pergamin, przełożyć ciasto na deseczkę czy paterę, na której będzie podawane.
Są małe, tak na dwa kęsy, miło chrupią, mają świetny chałwowo-sezamowy smak. Czego więcej chcieć od ciasteczek?
Ot, takie małe co nieco na zakończenie okresu świątecznego.
250g mąki
8 łyżek cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
1 jajko
100g masła
100g chałwy sezamowej
sezam do obtaczania ciasteczek
Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia oraz sól i mieszamy dokładnie. Następnie dodajemy pokruszoną chałwę oraz zimne masło posiekane na małe kawałeczki. Wbijamy jajko. Zagniatamy ciasto.
Do niewielkiej miseczki wysypujemy sezam. Z ciasta odrywamy po kawałeczku i w dłoniach formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego. Obtaczamy je dokładnie sezamem, delikatnie spłaszczamy i układamy na blasze.
Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni C piekarniku, przez ok. 15-17 minut, aż ciasteczka zezłocą się. Trzeba uważać, aby ich nie przesuszyć.
Robione raz do roku, na Święto Niepodległości Polski, z białym makiem
W tym roku dzień 11. listopada był bardzo pochmurny, szary, trochę smutny, bo pandemia ciągle szaleje – to i zdjęcie wyszło nie najlepiej. Ale rogale bardzo smaczne.
Wiosna przyszła niezależnie od pandemii i wszystkie nowalijkowe smaki pojawiły się jak zawsze. Życie toczy się dalej.
Mamy tu dziś wiosenne ciasto do popołudniowej kawy czy herbaty. Cisto jest bardzo delikatne, a kwaskowy smak rabarbaru jest świetnym kontrapunktem dla słodkiej bezowej pianki.
ok. 1/2 kg rabarbaru (2 łodygi)
1/2 szklanki cukru kryształu
20 dag mąki
8 dag cukru pudru
10 dag margaryny
2 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka kwaśnej śmietany
2 białka
10 dag cukru pudru
wiórki kokosowe do posypania
Rabarbar obieramy, kroimy w kostkę, zasypujemy cukrem kryształem, odstawiamy na 1 godzinę.
Mąkę przesiewamy na stolnicę, siekamy z margaryną, dodajemy cukier puder (8 dag), proszek do pieczenia, żółtka, śmietanę, zagniatamy ciasto (będzie bardzo miękkie i plastyczne).
Blaszkę wykładamy pergaminem, układamy w niej 3/4 rozpłaszczonego ciasta, palcami rozciągamy je na całą blaszkę. Nakłuwamy ciasto widelcem i wkładamy na 10 minut do piekarnika, nagrzanego do 180 stopni.
Z białek ubijamy pianę, dodając pod koniec stopniowo 10 dag cukru pudru. Na podpieczony placek rozsypujemy wiórki kokosowe, układamy odciśnięte kawałki rabarbaru, na nich rozprowadzamy pianę, a na wierzch układamy kawałki pozostałego ciasta.
Elżbieta II obchodzi w tym roku 94. urodziny. Jednak, z uwagi na pandemię i izolację, nie będzie w Wielkiej Brytanii hucznego świętowania. Ale smakosze otrzymali niezwykły prezent od królewskiego dworu. Opublikowano przepis kucharzy królowej na oryginalne czekoladowe babeczki – The Royal Pastry Chefs – ofiarowane jej w dniu urodzin.
Czemu by nie spróbować? są bardzo proste i pyszne. Może trochę za słodkie.
Te królewskie były ozdobione lukrem i emblematami królewskimi. Moje są zwykłe takie, domowe.
250 g mąki
300 g cukru
75 g kakao
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
2 jajka
300 ml mleka
1 łyżka octu
50 ml oleju
60 g masła rozpuszczonego i ostudzonego
5 ml ekstraktu waniliowego
100 g wiórków czekoladowych
Na polewę:
90 g czekolady 90 %
10 g masła
125 g cukru pudru
posiekane orzechy do ozdoby
W jednej misce wymieszać mąkę, cukier, kakao, proszek do pieczenia i sodę
W drugiej misce wymieszać jajka, masło, olej, mleko, ocet i ekstrakt z wanilii.
Połączyć składniki obu mis, aż uzyskana masa będzie gładka.
Dodać wiórki czekoladowe.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami, nałożyć do otworów masę.
Piec w piecu nagrzanym do 160 st. C przez ok. 15-18 minut, aż będą złote i sprężyste.
Zostawić do ostygnięcia.
Zrobić polewę: stopić czekoladę i lekko ostudzić. Rozetrzeć masło i cukier puder do gładkości, dodać stopiona czekoladę, wymieszać.
Kiedy widzę w cukierni chrust (faworki, jak mówią niektórzy), nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym miała ochotę go kupić. Zdarzyło mi się natomiast parę razy, że się jednak skusiłam i kupiłam gotowy chrust. Zawsze tego żałowałam. Nigdy nie byłam zadowolona z zakupu. Ciasto było za grube, za tłuste, cukier puder był nasiąknięty tym tłuszczem, nieapetyczny, i w dodatku chrusty były za jasne i nie chrupały.
Do robienia chrustu trzeba naprawdę się przyłożyć.
Jest sporo dobrych przepisów, ale tak naprawdę dwie rzeczy są tu najważniejsze:
ciasto musi być cieniutko wywałkowane
temperatura tłuszczu, na które wrzucamy chrust musi być taka, że faworki wypływają na wierzch NATYCHMIAST
Kiedyś robiłyśmy z mamą chrust z przepisu z dodatkiem octu, ale kiedy przetestowałam przepis Yenulki z Forum MniamMniam, z dodatkiem piwa, wszedł już na stałe do naszych rodzinnych przepisów. (P.S. było kiedyś w sieci takie forum kulinarne MniamMniam – do dziś wspominam je z wielkim sentymentem a ich uczestnicy ciągle żyją w mojej pamięci).
To teraz przepis:
ok. 3 szklanek mąki
4 duże żółtka
pół szklanki jasnego piwa
1 łyżeczka masła
szczypta soli
Do smażenia – ok 1 kg smalcu
cukier puder do posypania faworków
Do misy miksera wrzucić mąkę, żółtka, piwo, sól i masło. Wyrabiać ciasto aż się przestanie kleić (dobrze jest zacząć od wsypania 2,5 szklanek mąki a potem dodawać w miarę potrzeby). Po zagnieceniu ciasto włożyć na godzinę do lodówki. Potem wyjąć, przegnieść, podzielić na kawałki i wałkować cienkie placki. Wykrawać z nich radełkiem prostokąty, na środku zrobić nacięcie i przepleść żeby powstał kształt faworka. Gotowe faworki przykryć ściereczką, żeby nie obsychały.
W szerokim rondlu roztopić smalec. Zacząć smażenie dopiero wtedy, kiedy tłuszcz jest rozgrzany tak, że wrzucony faworek natychmiast puszy się i wypływa.
Smaży się faworki z obu stron na złoty kolor. Następnie wyjmuje się je na ręcznik papierowy, żeby ten wchłonął nadmiar tłuszczu. Ja obracam je i wyjmuję przy pomocy dwóch widelców. Następnie przekłada się usmażone i odsączone faworki na paterę i posypuje cukrem pudrem, przesiewając go przez siteczko.
Zanim zacznie się szaleństwo świątecznego gotowania i pieczenia, akurat jest dobry czas na pierniczki. Te tutaj to cienkie pierniczki, chrupiące, ale jednocześnie miękkie, od razu gotowe do jedzenia, nie muszą leżakować. Aczkolwiek kilka dni w zamkniętej puszce sprawi, że będą jeszcze bardziej kruche. Świetne są do powieszenia na choinkę. Na razie są jeszcze łyse, czekają na polukrowanie
1/2 kostki masła
1/2 kostki margaryny
3/4 szklanki brązowego cukru jasnego
1/2 szklanki cukru pudru
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka przyprawy do pierników
szczypta soli
1 duże jajko
2 łyżki miodu
3 szklanki mąki
3 łyżki mąki ziemniaczanej
Masło i margarynę zmiksować z cukrem, solą i przyprawami na lekką i puszystą masę. Dodać jajko i miód i dobrze zmiksować. Wsypywać porcjami mąkę do masy i dalej ucierać, dodać mąkę ziemniaczaną i wymieszać. Podzielić ciasto na pół (ciasto będzie bardzo miękkie), każdą połowę spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę. Rozgrzać piekarnik do 180ºC. Na lekko posypanej mąką stolnicy wywałkować cienko ciasto i wycinać gwiazdki, serca, aniołki…. wszystkie kształty, na jakie mamy ochotę. Układać na wyłożonej pergaminem blasze. Zrobić dziurkę na wstążkę do powieszenia na choinkę. Piec 10-12 minut, aż zaczną się lekko rumienić na brzegach. Wystudzić i polukrować.
Wszystkim się wydaje, że ciasto
marchewkowe to amerykański wynalazek. A ja, przy okazji poszukiwań
genealogicznych, w pamiętniku Zofii Anny z Marcinkowa (k. Wąchocka), z czasów
głębokiego PRL-u, kiedy nie śniło się nikomu o żadnych kontaktach ze „światem”,
znalazłam kartkę z przepisem na placek z marchwi. Wtedy, gdy praktycznie w
sklepach nic nie można było kupić, robiło się takie potrawy, z nietypowych składników, choćby tort
fasolowy.
Zrobiłam to ciasto marchewkowe. Jest pyszne. I takie proste.
2 szklanki utartej marchewki
2 szklanki mąki
1 i 1/2 szklanki cukru
pół szklanki oleju
2 jajka
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
przyprawa do pierników
rodzynki
2 łyżki gęstej śmietany do posmarowania placka
garść posiekanych drobno orzechów do posypania
Roztrzepać jajka z olejem, dodać do pozostałych
składników, dodać rodzynki, wymieszać wszystko razem.
Przełożyć masę do formy keksowej,
wyłożonej pergaminem.
Piec w nagrzanym do 180 st. C
piekarniku, ok. 45 minut, aż włożony w ciasto patyczek będzie suchy.
Wyjąć ciasto, posmarować śmietaną,
posypać orzechami, zostawić do ostygnięcia.
Na rogale świętomarcińskie, z białym makiem, czeka się cały rok, bo tradycja mówi, że są przysmakiem związanym z dniem św. Marcina, który w dniu 11 listopada przybywa na białym koniu (stąd ten biały mak).
Te domowe rogale, bez żadnych substytutów, uczciwe, z masłem, marcepanem, orzechami i białym makiem, z listkowanego ciasta francusko-drożdżowego, mają niepowtarzalny smak.