Rozbrykana owca z food trucka

Organizowany od wielu lat przez Marszałka Województwa Małopolskiego Festiwal Smaku zmienił w tym roku oblicze.

Postawiono na tak modne ostatnio food trucki.

Festiwal ma swoje przystanki w kilkunastu miastach Małopolski w ciągu lata. Do Tarnowa dotarł już jesienią, 25 września. Tak prawdę powiedziawszy, to przyjechało do nas tych food trucków niezbyt dużo, właściwie tylko pięć: z hamburgerami, z pizzą, z pulled pork, z jagnięciną i frytkami belgijskimi. Do każdego ustawiły się długie kolejki. Postawiłam na tę najdłuższą, w myśl zasady, że tłum bezbłędnie wie, co najlepsze. I było to stoisko „Rozbrykanej owcy”.

Nazwa wszystkich elektryzowała i bawiła – i to zadziałało, przełożyło się na popularność.

Można było mieć „owcę w biegu” – kotleciki jagnięce, soczewicę w sosie, kawałki chrupiącej pity i sałatkę, bądź „owcę na wypasie” – do owcy w biegu dodano kotleciki falafelowe.

Była jeszcze „owca vege”, która owcą jednak nie była, bo z zasady nie mogła:) ta propozycja to były falafele, soczewica, sałatka i pita.

Miłe były te kotleciki.

 

Skusiłam się jeszcze na frytki – dobrze upieczone, ale za słone.

Miałam ochotę na pulled pork – ale nie na tyle, żeby stać w kolejnej kolejce:)

Pan Wicermarszałek rozdawał porcje karpia po zatorsku – ale karp to już nie moja bajka, odpuściłam.

Na zakończenie jeszcze scenka ze stoiska z oscypkami: wybrałam owczy ser i mówię:

– To jeszcze poproszę do tego redykołkę.

A sprzedawczyni, ubrana stosownie na ludowo:

– Proszę? Co mam podać?

Cóż, wyjaśniłam jej, co sprzedaje; redykołka to niewielki serek owczy w kształcie zwierzątka, ptaka, serduszka lub wrzeciona. Tutaj pani miała jelonki.

Regionalny garus z gruszek

Zapraszam na świętokrzyską regionalną jesienną zupę z gruszek: nazywa się garus.

garus

To jedna z zup, które robi się prawie z niczego: 4-5 szt małych dojrzałych
gruszek, ziemniaki, cukier, 2 łyżki śmietany, przyda się goździk, sól, pieprz,
papryka.

Gruszki obieramy ze skórek, wycinamy gniazda nasienne, odcinamy ogonki. Wrzucamy
pokrojone do rondla na rozgrzaną czubatą łyżkę masła. Kiedy tylko zaskwierczą, zalewamy
wodą (ok. 2 l), dodajemy 1 goździk, jakieś 3 łyżki cukru i pod przykryciem
gotujemy na wolnym ogniu kilkanaście minut, aż gruszki rozpadną się.

Miksujemy.
 Dodajemy 2 łyżki gęstej śmietany,
doprawiamy szczyptą soli, cynamonu, pieprzu i sproszkowanej papryki

Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie, po czym odcedzamy i kroimy na ćwiartki
lub tłuczemy na puree, zależy co kto lubi.

Na łyżce masła podsmażamy na rumiano małą cebulę, drobno posiekaną, okraszamy nią
ziemniaki, posypujemy koperkiem.

Ziemniaki układamy w środku na talerzu, wlewamy wokół zupę.

I smacznego!

Świnia w Prowansji. Recenzja

Są takie książki, które zawsze wzbudzą zainteresowanie. Wystarczy, że w tytule pojawi się magiczne słowo: Toskania czy też Prowansja. Te miejsca są ostatnio bardzo popularnym celem wakacyjnych wyjazdów i zorganizowanych wycieczek. Kulinarnie te tereny są również bardzo atrakcyjne.

Więc czy trzeba się dziwić, że sięgnęłam po tę książkę? Zwłaszcza, że trafiłam na nią w wyprzedażowym koszu?

Oto „Świnia w Prowansji. Dobre jedzenie i proste przyjemności w południowej Francji” autorstwa Amerykanki, Georgeanne Brennan.

(książka leży na rękawicach kuchennych przywiezionych parę lat temu z Prowansji)

Aczkolwiek trzeba przyznać, że tytuł nie brzmi dla Polaka najlepiej; słowo: świnia niesie trochę pejoratywnych skojarzeń. Cóż, jest to dosłowne tłumaczenie z języka angielskiego.

Książkę dobrze się czytało, choć trzeba od razu zaznaczyć, że pokazano nam Prowansję, która dziś już nie istnieje. Autorka zamieszkała tam w latach 70-tych, a samą książkę o tym wydała dopiero w roku 2007 (polskie tłumaczenie ukazało się w 2010 roku). Jeden z domów, w których zamieszkała we Francji, był bez kanalizacji i bez światła. Żyli tam wówczas ludzie, którzy prowadzili tradycyjne, samowystarczalne niemal gospodarstwa, wielu z nich pamiętało II wojnę światową. Gotowanie było rzetelne i bez półproduktowych skrótów. Zajmowało dużo czasu.

Może dlatego ta książka jest taka ciekawa?

Przepisy kulinarne tam zamieszczone są dobre. Wypróbowałam soup au pistou – wyszła świetnie.

Znajdziemy tam jeszcze: sałatkę z koziego sera z grzankami, duszoną karkówkę z musztardą i kaparami, kurczaka nacieranego jałowcem i nadziewanego grzybami, bouillabaisse w stylu tulońskim, aioli, udziec jagnięcy z ziołami prowansalskimi i tartę z pomidorami.

Czasami opowieści w książce są nieco szokujące, na przykład: rozdział poświęcony ubojowi świń w wiosce jest bardzo sugestywny (choć nie drastyczny). Cóż, to po prostu samo życie, bez upiększeń.

Soup au pistou z Prowansji

Klasyczny przepis na klasyczną prowansalską zupę fasolową, gotowaną na przełomie lata i jesieni, kiedy fasola jest jeszcze miękka i świeża.

Dodatek pistou (sosu z czosnku i bazylii) wyróżnia tę fasolówkę spośród innych.

Przepis z książki „Świnia w Prowansji”, która akurat czytam

 b_pistou

Składniki zupy:

Półlitrowy garnuszek świeżej fasoli typu Jaś

2 garście zielonej fasoli szparagowej

(we Francji można bez problemu kupić cieniutką delikatną zieloną fasolkę szparagową, u nas o to trudniej, ale bywa na targach, a Lidl miewa ją w postaci mrożonek)

1 marchewka

1 duży ziemniak

1 cebula

2 małe cukinie

Garść makaronu (połamanego spaghetti lub nitki)

Gałązka świeżego tymianku

Liść laurowy

Szczypta ziół prowansalskich, sól, pieprz

Do dużego szerokiego rondla wlewamy 2 litry wody, lekko solimy i kolejno wrzucamy Jarzyny: fasole Jaś, pokrojoną na kawałki fasolkę szparagową, pokrojone w kostkę: ziemniaki, cukinie, cebule i marchew. Dodajemy gałązkę świeżego tymianku, liść laurowy, a kiedy już zupa się zagotuje dodajemy pieprz i zioła prowansalskie. Gotujemy na wolnym ogniu aż warzywa zmiękną. Wtedy dodajemy makaron i gotujemy aż i on będzie miękki.

 

I to jest koniec I etapu gotowania zupy. Na tym etapie jest ona smaczną fasolówką, ale dość przeciętną; właściwie to wymagałaby doprawienia, ale nie należy tego robić. Bo teraz nadszedł czas zrobienia pistou i dodania go do zupy.

Właśnie pistou decyduje o smaku i wyjątkowości tej zupy.

 

Składniki na pistou

3 ząbki czosnku

Szczypta soli

Garść listków bazylii

Oliwa extra vergin

Czosnek grubo siekamy i wraz ze szczyptą soli wrzucamy do moździerza i rozcieramy na gęstą papkę. Dorzucamy listki bazylii i dalej ucieramy. Kiedy masa będzie już w miarę jednolita, zaczynamy dodawać po troszku oliwę, cały czas ucierając. Powstaje nam zielony sos o konsystencji majonezu, który dodajemy do gotowej zupy.

Czosnek powoduje, że pistou jest bardzo ostre, więc dodając go do zupy należy uważać; lepiej dodać mniej i postawić miseczkę z pistou na stole, żeby każdy mógł doprawić zupę według swego uznania.

 Dodam, że zupa jest gęsta i sycąca.

Jesienny pucharek deserowy. Inspiracja Top Chef

W ostatnim odcinku Top Chef uczestnicy dogrywki, w czarnych skrzynkach, zamiast jakiegoś wiodącego produktu, znaleźli szklany deserowy pucharek. Czyli ich zadaniem było przygotować deser. Większość propozycji było tradycyjnych: mieszanka owoców, ale zachwyt wzbudził pucharek, w którym owoce połączono z pancettą.

I to zainspirowało mnie do stworzenia własnego, jesiennego, pucharku deserowego. Śliwki, winogrona, ale i kuskus, i drobniutko krojona, sparzona cebula. Zapraszam!

 

garstka kuskusu

Kiść bezpestkowych winogron

pół kg śliwek węgierek

pół małej cebuli

1  łyżka majonezu

kilka łyżek koniaku

Sól, grubo mielony pieprz, papryka,

kilka listków sałaty

 Suche ziarenka kuskusu wymieszać z odrobiną soli, pieprzem i mieloną papryką, zalać wrzątkiem (tyle tylko by przykryć ziarenka), przykryć pokrywką i poczekać jakieś 5 minut. Po tym czasie rozdzielić widelcem ziarenka.

Cebulę bardzo drobniutko posiekać i zalać wrzątkiem, po ok. 5 minutach odcedzić.

Zrobić dressing: wymieszać majonez z częścią koniaku i przyprawami.

Śliwki pokroić, skropić koniakiem.

Przełożyć do salaterki kuskus, cebulę, winogrona i śliwki. Wymieszać z dressingiem.

Rozkładać do pucharków, ozdobić sałatą i śliwkami.

Marchewka Vichy

Idealny dodatek do mięs – duszona marchewka, chrupiąca, pełna słodyczy, kolorowa

Marchewka – po1szt na osobę (najlepsze są młode, ale ze starych też będzie pysznie)

2 łyżki masła

1 łyżka miodu

Szczypta soli, szczypta pieprzu

Półtorej szklanki wody mineralnej

Listki rozmarynu

 

Marchewki obieramy, kroimy wzdłuż na pół, i każdą połówkę znów wzdłuż na pół.

W szerokim rondlu (takim, aby marchewki zmieściły się w całości) rozgrzewamy masło, wrzucamy marchewki, dodajemy miód, szczyptę soli i szczyptę pieprzu. Smażymy ok. 5 minut. Po tym czasie zalewamy marchewki bardzo zimną wodą mineralną. Gotujemy pod przykryciem aż będą al dente.

Podajemy posypane listkami rozmarynu, polane sosem, który się wytworzył.

 

Coq au vin ale mniej klasycznie

 Coq au vin powinien być duszony w czerwonym burgundzie. Ale znalazłam też wersję z różowym winem prowansalskim i to akurat bardzo pasowało mi do przygotowywanego party.

Zapraszam więc:

Na 1 osobę bierzemy: po 1 udku kurczaka + po 2 polędwiczki kurczakowe

5 dag boczku wędzonego

Kilka szalotek

Kilka ząbków czosnku

4-5 świeżych prawdziwków

2-3 gałązki tymianku

Ok. 500 ml różowego wina prowansalskiego

Oliwa

Pół szklanki śmietanki kremowej 30%

Sól, pieprz

Najpierw kawałki kurczaka trzeba zamarynować: natrzeć solą i pieprzem, włożyć do salaterki, przełożyć gałązką tymianku, skropić oliwą i różowym winem. Zafoliować i odstawić do lodówki na co najmniej 12 godzin.

Na drugi dzień: boczek pokroić w kostkę i przesmażyć do zrumienienia na patelni. Wyjąć boczek, odsączyć z tłuszczu na papierowym ręczniku.

Na patelni przesmażyć wyjęte z marynaty kawałki kurczaka z obu stron, przełożyć je do szerokiego rondla, w którym będą się dusić.

Na patelnię dodać obrane i pokrojone na pół szalotki, ząbki czosnku oraz pokrojone w grubą kostkę grzyby. Przesmażyć, po czym wlać połowę wina. Wymieszać, odrywając wszystko z patelni, co tam przywarło. Całość przelać do rondla z kurczakiem.

Dodać pozostałe gałązki tymianku, wrzucić boczek, wlać pozostałe wino. Uzupełnić wodą, by mięso było przykryte. Zagotować na dużym ogniu, po czym zmniejszyć płomień i dusić pomaleńku pod przykryciem ok. 2 godzin.

Wyjąć mięso, sos doprawić śmietanką, ewentualnie przyprawami (sól, pieprz), ale ostrożnie, bo boczek jest słony. Włożyć mięso z powrotem do sosu, podgrzać.

Gotowe.

Fasolowa z Doliny Dunajca

Właśnie jest już za nami coroczne święto fasoli „Piękny Jaś”, obchodzone w Zakliczynie nad Dunajcem. Właściwie to nigdy nie udało mi się tam dotrzeć w dniach tego święta (zawsze jest na początku września), ale przynajmniej jakąś fasolową potrawę co roku wtedy przyrządzam.

W tym roku zapraszam na „fasolową gospodyń z Doliny Dunajca” – taki przepis znalazłam w swoich notatkach sprzed lat.

Garnuszek świeżej fasoli Jasiek

Cebula

Marchew

Mała pietruszka

Kawałek selera (bulwy)

Spory ziemniak

Pomidor

Nieduży kawałek boczku wędzonego

Łodyżka tymianku

Szczypior

Sól, pieprz

15 dag mięsa mielonego wieprzowo-wołowego

Łyżka bułki tartej

 

Młoda fasola nie wymaga moczenia, w związku z czym zalewamy ją wodą i gotujemy do miękkości w osobnym rondelku (lekko solimy, kiedy woda się zagotuje).

W garnku na zupę przesmażamy na łyżce oleju pokrojony w kostkę boczek oraz pokrojone drobno warzywa (cebulę, marchewkę, pietruszkę, seler). Zalewamy zimną wodą, dodajemy pokrojonego w kostkę ziemniaka, wkładamy gałązkę świeżego tymianku, gotujemy całość do miękkości warzyw. Dokładamy pokrojonego pomidora.

Przygotowujemy pulpeciki: mięso mielone doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z bułką tartą i zwilżonymi dłońmi formujemy malutkie pulpeciki. Obsmażamy je na oleju z obu stron. Przekładamy na ręcznik kuchenny, żeby odcedzić z tłuszczu.

Teraz do garnka z zupą dodajemy fasolę razem z wodą, w której się gotowała oraz pulpeciki. Gotujemy razem jeszcze ok. 15 minut.

Na talerzach posypujemy zupę szczypiorkiem.

I smacznego!

 

Ciekawostka – to są ogórki!

Niezwykłe, prawda?

W życiu bym nie powiedziała, że takie coś to może być ogórek.

Dostałam je od rodziny, która lubi takie ciekawostki mieć w ogródku.

Smak mają ciekawy: ogórkowy, ale z nutką ostrości, jakby chili. Ponoć dlatego funkcjonuje również nazwa: ogórki meksykańskie.

Wadą jest dość twarda skórka, no a trudno obierać takie maleństwa.

Mam w planie zrobić je jako konserwowe.

Menu filmowe do „Małego Księcia”

To już drugie kulinarne podejście do tego filmu. Poprzednie (w czerwcu br) się nie odbyło:(((

Tym razem się udało.

Mała dziewczynka, wychowywana na perfekcjonistkę w atmosferze wyścigu szczurów, przez przypadek poznaje starego już Pilota, Małego Księcia, jego kapryśną, ale ukochaną różę, oswaja liska.

Fabuła filmu szykuje nam trochę niespodzianek w stosunku do znanej opowieści Antoina de Saint-Exupery`ego: król, próżny, bankier stworzyli własny totalitarny świat, w który zaplątał się dorastający Mr Prince. Czy naprawdę zapomniał o Pilocie, Róży i Lisie?

Przygotowałam, tak jak poprzednio, francuskie menu (z uwagi na autora książki). Ale inne niż poprzednio.

Ty razem zaczęłam od aperitifu: był to kir – drink z likieru cassis z czarnej porzeczki (1/3) i białego wina (2/3). Kiedy pierwszy raz byłam w Paryżu, jadaliśmy w bistro, gdzie właśnie od kiru zaczynały się obiady.

Potem była przystawka: sałatka śródziemnomorska z dodatkiem kuskusu – to takie nawiązanie do Sahary, na której rozbił się Pilot, a jak wiadomo, kuchnia francuska ma wiele zapożyczeń marokańsko-tunezyjskich.

Jeden z moich gości w pewnym momencie mruknął wyraźnie zaskoczony:

– Słuchaj, dobre to!

Jako zupę podałam prowansalską cukiniową, której siła tkwi w wielkiej prostocie: cukinia, cebula, wino, przyprawy.

Danie główne to coq au vin, ale nie w wersji klasycznej, z czerwonym burgundem, lecz marynowane i duszone w prowansalskim winie różowym. Do tego dodatki: fasolka szparagowa (złota wstęga, zielona wstęga, drobna żółta) oraz marchewka vichy.

I typowe zakończenie francuskiego obiadu: deska serów

Był to strzał w dziesiątkę! Szalenie się wszystkim podobało i smakowało.

Sery, które ułożyłam: cheddar, kozi, manchego, camembert, oscypek, kulki twarożku otoczone natką pietruszki, cienkie plastry goudy z oliwką. Do tego winogrona, orzechy i migdały.

Wystrojowi stołu towarzyszyły róże: na serwetkach, we flakonie, w kartach menu, każdy dostał też zakładkę do książki w kształcie róży (Matras ma takie w ofercie). Kawa była podana w kubeczkach w róże.

Dodam, że moja bluzeczka też była w róże:)