Czas jarzynowego raju

Idę przez targ i wdycham ten niepowtarzalny, cudowny zapach jarzynowego raju.

Są nowalijki! I to już nasze, krajowe, przywożone często prosto z okolicznych pól i ogrodów.

Wszystko chciałabym kupić, na wszystko mam ochotę, ale miarkuję się:) Jest już takie bogactwo jarzyn, że nie przeje się tego. Trzeba sobie dawkować.

Ale to już ten czas, czas sałatek z niczego, przygotowywanych ad hoc, z tego, co tam akurat wpadnie nam w ręce. Możliwości są praktycznie nieograniczone.

Dziś sałatka z kapusty (oczywiście młodej) i liści szpinaku.

Proporcje na 1-2 osoby

Ćwiartka młodej kapusty (takiej, gdzie główka jeszcze jest miękka)

1 marchewka

1 mała cebula słodka

Garść liści szpinaku

Łyżka łagodnego majonezu

Sól, pieprz

Kapustę szatkujemy, leciutko solimy i ugniatamy ręką. Odstawiamy na parę minut.

Marchewkę ścieramy na paseczki julienne, cebule kroimy na cieniutkie półkrążki, liście szpinaku rwiemy na kawałki.

Mieszamy wszystkie warzywa razem, jeszcze parę obrotów młynka z pieprzem, łyżka majonezu, mieszamy i odstawiamy do lodówki na jakieś pół godziny.

I gotowe:)

Zerwij orzechy w Noc Świętojańską

Pamiętacie, że dziś Noc Świętojańska? Kiedy to wije się wianki i puszcza na wodę, wróży, i takie tam… Ale kuchenna czarodziejka winna pamiętać, że w tę właśnie noc zrywa się zielone orzechy na orzechówkę, domową nalewkę z orzechów włoskich.

Podobno w dawnej Polsce nie było domu, w którym by jej nie robiono. Znana jest ze swych rewelacyjnych właściwości leczniczych. Wystarczy 1 kieliszeczek na zakończenie przyjęcia, aby wszystko w żołądku świetnie się ułożyło.

zielone orzechy

6 szt zielonych niedojrzałych orzechów włoskich

1 l wódki

10 dag cukru

Umyte orzechy kroimy na kawałki (nie obieramy, kroimy razem z zieloną łupką), wrzucamy do słoika i zalewamy butelką wódki (1/2 litra). Zamykamy słoik i zostawiamy na 6 tygodni na nasłonecznionym oknie. W tym czasie 2-3 razy w tygodniu trzeba zawartość słoika wymieszać. Początkowo kolor nalewki będzie zielony, potem zacznie brązowieć.

Po 6 tygodniach zlewamy płyn znad orzechów (ma on w tej chwili ciemnobrązową barwę).

Robimy syrop z cukru i wody: zalewamy cukier minimalną ilością gorącej wody, podgrzewamy do całkowitego rozpuszczenia się cukru. Następnie mieszamy wszystko: brązową nalewkę, syrop i pozostałe pół litra wódki. Rozlewamy do butelek i znów zostawiamy, tym razem na 3-4 miesiące.

Po tym czasie można się już delektować, choć oczywiście im dłużej nalewka leżakuje, tym jest smaczniejsza.

Rosyjska pascha nie tylko na Wielkanoc

Zwykle paschę z białego sera przygotowywałam tylko na Wielkanoc, jako kulinarną, rosyjska ciekawostkę.

Ale kiedyś, w restauracyjnym menu, zobaczyłam ją w wykazie deserów. Pomyślałam sobie: fajny trop, wart wykorzystania, zwłaszcza, że jeden z moich stałych gości jest jej wielkim fanem.

Menu rosyjskie, które ostatnio serwowałam, było dobrą okazją do zaprezentowania tego deseru. Podałam go w szklanych pucharkach, na musie truskawkowym

pascha jako deser

Przepis:

50 dag sera twarogowego trzykrotnie zmielonego

25 dag masła (najlepszego, jakie można kupić)

4 żółtka

szklanka cukru pudru

1 cukier waniliowy

bakalie: rodzynki, suszona żurawina, orzechy włoskie dość drobno posiekane, posiekana słodkie galaretki

Do dekoracji: owoce kandyzowane,

Na mus truskawkowy: 20 dag truskawek, szklanka cukru pudru

Żółtka utrzeć w mikserze z cukrem na białą masę, dodawać po trochu miękkie masło. Do tej masy dodawać ser cały czas miksując (małe obroty).

Do wymieszanej dobrze masy dodać bakalie.

Gazę pociąć na tyle części, ile chcemy mieć porcji, zmoczyć i dobrze odcisnąć.

Na wilgotną gazę wyłożyć masę serową, zawinąć rogi gazy. Przełożyć na sitko, wstawić na 12 godzin do lodówki.

Truskawki zmiksować z cukrem pudrem.

Na dno pucharków wlać mus truskawkowy, włożyć paschę rozwiniętą z gazy, ozdobić kandyzowanymi owocami

Sękacz z tortownicy

Na imprezie rosyjskiej do kawy podałam sękacz. Wprawdzie jest to raczej wypiek charakterystyczny dla kuchni kresowej, i to tej północnej, litewskiej (przepis znalazłam w atlasie kulinarnym Gazety Wyborczej, właśnie w kuchni litewskiej), ale to tereny graniczne z Rosją, wzajemne wpływy kulinarne zawsze były. Spodobał mi się sposób wykonania; wiadomo, że w domu trudno o rożen, ale kolejne nakładanie i wypiekanie warstw ciasta brzmiało interesująco.

Po pierwszej próbie, troszkę zmodyfikowałam przepis, dodając do ciasta drobniutko posiekane bakalie, ciasto zyskało na tym bardzo.

sękacz

25 dag masła

1 szklanka cukru

¾ szklanki mąki krupczatki

½ szklanki mąki ziemniaczanej

6 jajek

5 dag zmielonych migdałów

1 łyżka rumu

1 łyżeczka esencji waniliowej

Masło do wysmarowania tortownicy

10 dag bakalii drobniutko posiekanych (rodzynki, orzechy, skórka pomarańczowa kandyzowana)

Na lukier: 1 białko, cukier puder

Masło ucieramy z cukrem na puszysto.

Ucierając nadal, dodajemy po 1 jajku, potem rum, esencję waniliową, zmielone migdały oraz oba rodzaje mąki i bakalie.

Z białek ubijamy sztywną pianę i delikatnie mieszamy ją z ciastem.

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C.

Dno tortownicy wykładamy pergaminem, boki smarujemy masłem.

Na dnie rozsmarowujemy równo 2 łyżki ciasta, wkładamy do pieca na ok. 5 minut.

Gdy ciasto się lekko zrumieni wyjmujemy, po czym na upieczonej warstwie rozsmarowujemy kolejne 2 łyżki ciasta i znów pieczemy 5 minut.

Czynności te powtarzamy, aż wyczerpie się ciasto.

Sękacz studzimy i lukrujemy (ucieramy białko z cukrem pudrem, dosypując go aż lukier będzie odpowiednio gęsty; jakieś 20 dag będzie go potrzebne na pewno).

Kroimy ciasto jak tort.

Smacznego!

Republika smaku

Mamy taką sytuację: jadę autobusem, patrzę w okno, rzuca mi się w oczy nowy baner reklamowy, jakiś nietypowy, mignęło mi słowo: wolność, było tam popiersie kobiecej sylwetki dziwnie ubranej, jakiś kapelusz, jakby pani wybierała się na wyścigi w Ascott, …… czego to reklama? Nie zdążyłam zobaczyć i pomyślałam sobie, że reklama jest marna, skoro nie od razu wiadomo czego dotyczy.

Ale trochę mnie zaintrygowała, i przyznam, że zaczęłam jej wypatrywać na murach. Kiedyś mignął mi z tej samej serii Murzyn z piórami we włosach – i napis: król ketchupu.

Aaaa… więc to reklama kulinarna. Trzeba by się zainteresować. Dopadłam na murze paniusię w kapeluszu, proszę bardzo:

I wszystko już jasne.

Mimo, że nie oczywista na pierwszy rzut oka, to jednak jest to bardzo ciekawa kampania reklamowa p. M. Roleskiego, producenta majonezów, musztard, ketchupów z miejscowości Zbylitowska Góra (rzut beretem od mojego miasta, Tarnowa). Znamy tu jego produkty, polecam zwłaszcza musztardy.

A twórcą reklamy jest Olivier Toscani – wizjoner branży, to on promował np. markę Benetton – pamiętam sprzed laty tę nietypową kampanię United Colors of Benetton, mam w oczach te nasycone kolory na tle szarości.

Dla produktów p. Roleskiego – artysta stworzył opowieść o Republice Smaku.

Republika – ale królewska, na jej czele stoi Królowa Ketchupu, Katarzyna Wyśmienita, Zwierzchnik Sił Zbrojnych Fantazji, u jej boku Król Ketchupu, Karol Pikantny (to właśnie ten Murzyn z piórami), Specjalny Ambasador ds. Hamburgerów. W teju grupie mamy jeszcze Królewnę i Królewicza Majonezów: Małgorzatę Kremową (Nadwornego Strażnika Przepisów) i Henryka Tradycyjnego (komisarza ds. Przyjęć i Bankietów)

I to mówi wszystko o tym, jakie produkty są u Roleskiego wiodące: ketchupy i majonezy.

Druga grupa to książęta Musztard:

Elżbieta Słodko-Łagodna (ta z kapeluszem z Ascott) – Minister Smaku

Ryszard Angielski – Minister Świeżości

Dressingi i sosy reprezentują:

Baronowa Matylda Smakosz – Ambasador Tysiąca Wysp

Baron Kazimierz Dolny – Minister Środowiska

Markiza Anna Szerokousta – Dyrektor ds. Badań i Rozwoju Kanapek

Markiza Wiktoria Tatarska – Minister Nowych Smaków

Hrabia Albert Pieprzny – Minister Edukacji Podniebienia

Hrabia Fryderyk Łakomy – Strażnik Królewskiego Grilla

 

Brzmi smakowicie.

To co? Zapraszam do Republiki Smaku. Na weekend kupiłam Henryka Tradycyjnego, Karola Pikantnego i Elżbietę Słodko-Łagodną:)

Opowieść o czenaki – rosyjskim garnuszku

Szukałam przepisów na dania z kuchni rosyjskiej, która miała towarzyszyć oglądaniu oskarowego filmu „Lewiatan” w reżyserii A. Zwiagincewa (to właśnie rosyjskiego „Lewiatana” pokonała nasza polska „Ida”).

Wiadomo było, że powinny to być dania proste, z dalekiej północnej nadmorskiej prowincji, bo tam dzieje się akcja filmu. Ale jednak nie ryby – bo raczej nie cieszą się u mnie popularnością. I morze wódki też odpadało:)

Przypomniałam sobie książkę Tadeusza Olszańskiego, sprawozdawcy sportowego, który oprócz zawodowych zainteresowań sportowych, pasjonował się kuchnią odwiedzanych krajów, i świetnie, gawędziarsko, o tym pisał. Pamiętam, jak zachwycał się jednogarnkowym daniem, które zrobiło furorę na olimpiadzie w Moskwie w 1980 roku.

Sięgnijmy zatem na półkę z książkami kulinarnymi…. O, jest!

T. Olszański : Podróże z łyżką i widelcem” – 1994 rok (niezapomniane wydawnictwo Watra)

… i posłuchajmy:

 

„W Moskwie zawsze były świetne restauracje z typowo rosyjską kuchnią, takie jak choćby w hotelu :Metropol” – czy też w Stowarzyszeniu Dziennikarzy, ale też zawsze trudno było się do nich dostać. W czasie igrzysk olimpijskich zaś jeszcze trudniej. Sportowcy mieli swoją olimpijską stołówkę, natomiast dziennikarze stołowali się w restauracji największego w Związku Radzieckim hotelu „Rossija” (8.000 miejsc) oraz w Restauracji Biura Prasowego na prospekcie Zubowskim. Jeśli ktoś chciał biesiadować (przekąska, zupa, drugie danie) to już nie miał czasu na olimpiadę!

Brać dziennikarska z sobie właściwym zmysłem szybko odkryła jednak danie, na które nie trzeba było godzinami czekać. I okazało się ono rewelacyjne. Był to garnuszek z zapiekaną wołowiną i grzybami. Trzeba zresztą wiedzieć, że również zapiekanki są mocną stroną rosyjskiej kuchni.

Otóż ten garnuszek trzeba odpowiednio wcześniej zrobić i wstawić do pieca. Tak więc kelner otrzymywał potem w kuchni garnuszek prosto z pieca i od ręki, niósł tez szybko, bo parzyło w dłonie. Była to świetna zapiekanka podawana rzeczywiście w glinianym garnuszku, takim samym, w jakim u nas nastawia się kwaśne mleko.

Na dnie były pokrojone w talarki ziemniaki, na nich plastry cienko skrojonej wołowiny, potem warstwa grzybów, znów ziemniaki, wszystko zalane śmietaną, posypane tartym serem i tartą bułką tak, aby od wierzchu zapiekło się na skorupę.”

Tyle p. Olszański.

 

Dziś jesteśmy bardziej wykształceni kulinarnie (no, przynajmniej ja jestem bardziej wykształcona!) i wiemy, że ta potrawa to czenaki i że jest sporo jej wersji i sporo dowolności w jej przygotowaniu.

Przećwiczyłam sobie przed przyjęciem to danie i wypracowałam swoją propozycję; wyszło przepysznie.

Proszę bardzo, przepis na 4 garnuszki (mam garnuszki z żaroodpornej kamionki Le Creuset):

 

½ kg mięsa mielonego wołowo-wieprzowego

2 duże ziemniaki

1 słodka cebula

1 spora marchewka

20 dag pieczarek

Kilka grzybów suszonych

½ l bulionu z kurczaka

Po 1 łyżce śmietany na garnuszek

Kilka łyżek wywaru z ugotowanych suszonych grzybów

Sól, pieprz, trochę masła

 

Suszone grzyby namoczyć i ugotować, zachować wywar.

Mięso przesmażyć na patelni, lekko doprawić solą i pieprzem.

Marchew zetrzeć na cienkie plastry.

Cebulę posiekać w kostkę, pieczarki w półplasterki i zeszklić je na maśle.

Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę, wrzucić na osolony wrzątek, ugotować na wpół miękko, odcedzić.

Piekarnik rozgrzać do 180 st C.

Garnuszki wysmarować masłem, układać warstwami ziemniaki, mięso, marchew, pieczarki z cebulą, grzyby.

Zalać bulionem wymieszanym z wywarem grzybowym.

Zapiekać ok. 1,5 h.

Przed podaniem do każdego garnuszka dodać łyżkę gęstej śmietany.

Filmowe party miało bałkański smak

Był początek kwietnia.

Trochę za wcześnie na prawdziwy bałkański smak, bo młode jarzyny, nowalijki jeszcze nie miały pełnej głębi smaku, jeszcze nie były przesycone słońcem, tak jak to powinno być w kuchni bałkańskiej.

Ale o tematyce kuchni decyduje u nas tematyka filmu, a ten: „Mary`s Land”, prowadził nas na Bałkany, do Medjugorje w Bośni.

Przypomniałam sobie wszystko, co wiedziałam o kuchni z pobytu w dawnej Jugosławii, oczywiście sporo lektury, i jeszcze – przy okazji wyjazdu do Krakowa – lunch w bałkańskim lokalu o nazwie Balkan Express Grill.

krakowski Balkan Grill



Kiedy słyszysz: kuchnia bałkańska – myślisz zwykle: grill, owoce morza, rewelacyjny jogurt, burek, sałatka szopska i jarzyny, jarzyny przede wszystkim, na czele z cudownie słodkimi, pachnącymi pomidorami.

Zdecydowałam się podać:

Burek ze szpinakiem i serem

burek

 Zupę bałkańską z bakłażana, pomidorów, cebuli i papryki 

zaupa bałkańska

Pljeskawicę z sałatką szopską

pljeskawica

Wszystko to w towarzystwie wina Macednia (semi dry red wine)

wino macedońskie

 Do kawy:  baklawa i nugat. 

baklawa i nugat



A wizyta w krakowskim Balkan Express Grill przy ul. Floriańskiej nie zachwyciła. Owszem, pljeskawica smaczna, ale sałatka szopska nijaka – tu też było za wcześnie na prawdziwy smak południowych warzyw. I jeszcze to wspinanie się na piętro po wąskich krętych schodach!

 

Jeszcze słówko o filmie. „Mary`s Land” porusza problematykę objawień Maryi w Medjugorje. Konwencją filmu jest pokazanie faktów przeżywania wiary z punktu widzenia obserwatora (w stylu Bonda), raczej mocno zlaicyzowanego, przynajmniej na początku. A siłą filmu są osobiste świadectwa ludzi, do których dotarł obserwator – są przejmujące.



Mamusiu, to ja, pamiętasz?

Ja i mama

Pamiętasz, byłyśmy w parku. Ileż to razy tam chodziliśmy.

Najpierw Ty i Tato z moją siostrą.

Potem dołączyłam ja.

A potem jeszcze mój brat.

Huśtawki, zjeżdżalnia, karuzela, odpoczynek pod wielkim czerwonym muchomorem.

Karmienie łabędzi w stawie, respekt przed kamiennymi lwami, czasem trafiała się cukrowa wata na patyku.

A czasem małe tragedie, kiedy zjeżdżając ze ślizgawki, upadło się prosto w błoto i białe, śliczne rajtuzki … no, przestały być białe.

Ten świat dziecka ciągle we mnie jest. Mimo upływu lat.

Mamusiu, to ciągle ja, ta sama.

Powtarzająca od lat ten sam wiersz o cudownym świecie dziecka i jego mamy:

Było kiedyś tak dobrze w długie fałdy sukienki schować głowę.

Wiedzieć, że mnie nie ma.

Mocno, głośno śpiewało we mnie serce maleńkie

Ogromnego szczęścia poemat.

Dni były pełne ciebie

I sny jak ty ciepłe

I każda radość miała twój głos, twoje imię

(E. Szymański)

Wydrukowałam zdjęcia, żeby nie zapomnieć Twojej twarzy, włożyłam w ramki.

I proszę Cię, bardzo Cię proszę, nie pamiętaj mi złych chwil, wiesz, których….

Moja mama odeszła

Wydawało się, że wszystko po operacji tak dobrze idzie, choć pomalutku, a tu nagle pojawiła się gorączka, jakaś infekcja i już nic nie dało się zrobić:(

A taka była dzielna, tak dzielnie walczyła…

W moim sercu i pamięci będzie żyła zawsze.

Wieczne odpoczywanie racz jej dać Panie!

Dobre wieści ze szpitala

Mama trzyma się dzielnie!

Już jest prawie na wylocie z OIOM-u; jest przytomna, dobrze samodzielnie oddycha, stabilna krążeniowo, rana operacyjna goi się, zaczyna się pomalutku ograniczanie żywienia pozajelitowego.

A ja, już z nieco spokojniejszą głową, szykuję planowany od dawna obiad dla przyjaciół, w stylu kuchni bałkańskiej. Opowiem wkrótce jak wyszedł.