Niedzielne gotowanie

Moje typowe niedzielne przedpołudnie

Asystuje mi w kuchni kot: wygrzewając się na parapecie okna, leniwie mruży oczy, zwieszając w dół jedną łapę, ale czujny jest na każdy ruch, i żaden smakołyk nie ujdzie jego uwadze. W każdej chwili gotów jest zerwać się i przymilać o jakiś kęs.

leniwy kot

Na kuchence dusi się mięso, w piekarniku pieką się warzywa.

niedzielne gotowanie

A ja – doglądając potraw – mam czas na kawę i lekturę.

niedzielna kawa

Bardzo, bardzo lubię te niedzielne przedpołudnia, ich powtarzalny rytm i piękno

A garnku była pierś z indyka z kurkami.

Pół kilograma piersi indyczej pocięłam w paski, posypałam przyprawą do drobiu i podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju wymieszanego z łyżką masła.

Dodałam pokrojone w piórka cebulę i szalotkę oraz wymytą garść drobnych kurek.

Przesmażywszy wszystko, dolałam do rondla nieco wody i dusiłam pod przykryciem do miękkości mięsa. Później zdjęłam pokrywkę i odparowałam wodę, aż zmieniła się do konsystencji dość gęstego sosu. Wtedy dodałam jeszcze łyżkę masła i doprawiłam nieco solą i pieprzem.

I już gotowe. Zostawiłam pod przykryciem, żeby smaki się zbilansowały.

Podałam z pieczonymi młodymi warzywami: ziemniakami, marchewką, cebulą i kapustą.

Smacznego!

Grzybobranie

Dla mnie tylko na targu, ale grzyby naprawdę już są.

Są już i kurki i prawdziwki i kozaczki.

Ponieważ moje zapasy już się kończą, wyznaczyłam sobie plan minimum, jeśli chodzi o suszenie prawdziwków: to pudełeczko obowiązkowo do pełna.

grzyby 2014

Ale myślę, znając swoją słabość do grzybów, że nie skończy się na tym.

Nie mam najlepszego okresu obecnie, jeśli chodzi o kuchenne zajęcia, ale zapasy robić trzeba. Nie ma uproś:)





O co chciałabym zapytać W.M. Amaro?

Wiem, że nie lubi on blogerów kulinarnych. Słyszałam jego wypowiedź na ten temat w tv.

Bo się wymądrzają, choć ich zdolności i doświadczenie kulinarne nie dają ku temu żadnych podstaw.

Bo zdarza się, że zamieszczają zdjęcia potraw wzięte nie wiadomo skąd .

Bo tylko krytykują, krytykują, krytykują….

Oh, la, la!

Nie brzmi to dobrze.

Pewnie też znalazłabym się w którymś z tych kręgów, upchanych oceniającymi, kłapiącymi blogerami. Trochę tu ciasno…. Próbuje się wychylić, macham notką posta…. Hop, hop! Panie Amaro! Coś się zapytam!

p. Amaro

Z tego, co czytam i widzę, to p. Amaro próbuje stworzyć nowe oblicze polskiej kuchni. Świeże, sezonowe, najwyższej jakości polskie produkty, również te dawno zapomniane, innowatorski sposób obróbki (często określany jako molekularny), artystyczny sposób podania. To bardzo atrakcyjne propozycje. „Atelier Amaro” to wisienka na torcie; ładna, jedyna, piękna. To łakoć.

Ale są to propozycje naprawdę elitarne i określiłabym je jako wzorzec, ale  dla restauratorów.

A ja jestem zwykłym żołnierzem frontowym, przedzierającym się przez fast foodowe zasieki, przez przetworzone i modyfikowane produkty, muszę walczyć z utrwalonym przez PRL-owską gastronomię spaczonym smakiem, a do dyspozycji mam zwykłą kuchenkę gazowo-elektryczną i mikser. Z tego co robię, jestem oceniana na co dzień, przy zwykłym domowym stole, widząc, czy potrawa znika z talerzy, czy też sztućce gmerają niemrawo.

Jestem pod wrażeniem wiedzy i osiągnięć Atelier Amaro, spójnej i konsekwentnej koncepcji restauracyjnego menu, próbowałam odtworzyć niektóre potrawy (wielki plus za to, że p. Amaro dzieli się swoimi przepisami!).

Ale …. To nie jest kuchnia na co dzień, choć wiele pomysłów można sobie przyswoić i wprowadzić u siebie.

Ciekawa jestem, czy p. Amaro, propagując taki model kuchni polskiej, myśli też o tej domowej kuchni „frontowej”? Nie piszę tego, broń Boże, z ironią! Naprawdę interesuje mnie jego zdanie na temat powszedniej, codziennej kuchni polskiej. Jak jego zdaniem powinna być?

Odpowiedzi szukam – między innymi – w kulinarnych programach telewizyjnych.

Dla mnie – głównym przesłaniem takich programów jak: Top Chef, Hell`s Kitchen czy Master Chef nie jest reality show (ten ich aspekt średnio mnie interesuje, choć może stanowić znakomite pole psychologiczno-socjologicznych obserwacji), ale wiedza kulinarna. W końcu większość z nas, domowych kucharzy, nie ma żadnego wykształcenia kulinarnego, a często miewamy ambicje robienia tego, co robimy, w sposób bardziej profesjonalny i mniej przypadkowy.:)

Ale walka o smak nie jest łatwa….





Podobał się wam finał hell`s kitchen?

Nie dziwię się, że wygrał profesjonalista Łukasz. Ponieważ nagrodą, oprócz 100 tys. zł, była praca w Atelier Amaro, myślę, że p. Wojciech wolał nie ryzykować, by w jego restauracji zaczęła pracować osoba, która może potknąć się na najprostszych nawet daniach i technikach kulinarnych (Sylwia – przeciwniczka Łukasza – jest amatorką i na początku programu dużo miała braków).

Ale nie ten pojedynek wzbudził moje największe emocje.

Poważny problem powstał niespodziewanie na styku Sylwia – Paulina.

paulina

Paulina to narzeczona Łukasza, która odpadła z programu kilka odcinków temu. Teraz jednak, w finale, została wybrana przez Sylwię do jej ekipy (finaliści kompletowali sobie zespół do finału z uczestników, którzy odpadli). Zwykle w takich przypadkach każdy wybrany poczytywał sobie to za zaszczyt i deklarował, że zrobi wszystko, by pomóc „swojemu” szefowi.

A Paulina w bardzo nieprzyjemnym stylu odmówiła (!)

I była oburzona, że Sylwia mogła jej coś takiego zaproponować. Ona chce pomóc Łukaszowi, a nie jego rywalce.

Konsternacja była ogromna.

W końcu szef Amaro podjął decyzję, że Paulina ma natychmiast opuścić program, bo w pracy, w restauracji, której celem jest przede wszystkim zadowolenie gości, na takie zachowania nie ma miejsca.

Co o tym myślicie?

Ja – przyznam – nie kibicowałam Paulinie. Nie była sympatyczna. Za wszelką cenę usiłowała być pierwsza i perfekcyjna; to było jej maską, która nigdy nie pozwoliła zobaczyć jej prawdziwej twarzy. Tak to odbierałam. A tutaj opowiedziała się wyraźnie jako zwolenniczka bezwzględnej walki szczurów. No tak. Tutaj walczono przecież nie tylko o tytuł, ale i o 100 tysięcy i o pracę w prestiżowej restauracji. I wszystkie chwyty dozwolone. Co dla mnie – patrząc od strony moralnej – jest nie do przyjęcia. Gdzie jest miejsce na szlachetność, na wielkoduszność? Na zwykłe, ludzkie odruchy?

No i przecież to nie ona miała walczyć o to wszystko, tylko jej Łukasz. Godząc się na wspólny z Łukaszem udział w programie, musiała brać pod uwagę nawet  taki scenariusz, że staną w walce przeciwko sobie.

W ogóle w tym związku to raczej ona gra pierwsze skrzypce i ustawia zachowanie biernego raczej, wycofanego Łukasza. Co może się podobać albo nie, ale takie są fakty.

I wiecie, ciekawa jestem, jak dalej potoczą się ich losy. Czy Paulina da sobie radę z nową codziennością, z tym, że to on jest tym wybranym, tym lepszym, że bez niej będzie się doskonalił w tak wspaniałym miejscu, a ona tylko będzie mogła ciągle czekać i słuchać, jak było świetnie i ciekawie…..

Ot, takie tam hipotetyczne rozważania na kanwie sytuacji…..

Dla mnie to także świetny temat i rewelacyjny wstęp do powieści psychologiczno-obyczajowej. A jaki film z tego by mógł powstać!

Cielęcina wg M. Gessler – ale kto będzie chciał czytać wpis bez zdjęcia!

Cielęcina wyszła pyszna a zdjęcie przepadło! Taki układ, uuuu!

A było tak: kupiłam pół kilo pieczeni cielęcej i chciałam zrobić coś delikatnego na obiad.

Zaczęłam przeglądać przepisy i trafiłam na potrawy z kuchennych rewolucji Magdy Gessler, która przestrzegała, aby nie przekombinować z tak delikatnym mięsem, jakim jest cielęcina.

Słusznie. Prostota tego przepisu wyszła potrawie tylko na dobre.

Mięso myjemy, osuszamy, nacieramy solą i pieprzem.

W żeliwnym rondlu roztapiamy ok. 5 dag masła, obsmażamy mięso ze wszystkich stron, po czym obkładamy go gałązkami kopru, przykrywamy pokrywą i wkładamy do nagrzanego do 180 st. C piekarnika. Pieczemy ok. 1 godziny.

Jeśli jest już miękkie, odkrywamy pokrywę i rumienimy mięso, piekąc jeszcze ok. 10-15 minut.

Wyjmujemy, usuwamy koper, kroimy na plastry, podajemy z młodymi ziemniakami.

Niby nic takiego, ale jakie dobre!

P. Gessler proponowała pieczenie cielęciny z zieloną dymką – ale akurat nie miałam jej w domu i dlatego dodałam koper. Moim zdaniem – też świetne połączenie.

Warszawskie menu dla B. Obamy

Póki co, mało jest zdjęć potraw i wystroju stołów w czasie wizyty w Polsce amerykańskiego prezydenta.

 Obama w arkadach

Wiadomo, jak wyglądał stół w Zamku Królewskim, w arkadach Kubickiego: śnieżnobiały obrus, wizytówki w rameczce dla każdego z gości, przy każdym nakryciu 3 kieliszki i kieliszek do wody, talerzyk z kromką chleba, bułeczką i nożykiem do smarowania. Grube, proste białe świece na podstawce równo z poziomem stołu – bez żadnych osłonek, bez świecznika – niezbyt mi się podobały, takie przaśne były. Kwiaty – centralna kompozycja przed prezydentami i mniejsze bukiety wzdłuż stołu. Wydaje się, patrząc na zdjęcia, że tam ciemnawo nieco było; ale to może jednak złudzenie.

miejsce dla B. Obamy

Z lunchu przygotowanego przez W. Amaro nie znalazłam nigdzie zdjęć.

Ale wiadomo już jakie było menu głównych, reprezentacyjnych posiłków: wtorkowego obiadu wg W.M. Amaro i kolacji wg p.p. Kręglickich.

Zapiszę je tu sobie, dla pamięci i szkoleniowo:), dla porównania:

W.M. Amaro:

1. chłodnik z zielonych truskawek, zielonych szparagów i szczawiu, białe szparagi, olej bukowy, krwawnik, zioła, kwiaty nasturcji, słynne czarne pieczywo Atelier Amaro z czarnuszką i palonym sianem łąkowym, do chleba masło kurkowe

2. jagnięcina podhalańska podwędzana igłami modrzewiowymi, kasza gryczana niepalona, karmelizowana maślanka, małe chrupiące kurki, seler pieczony z trawą żubrową, olej z dzikiego czosnku niedźwiedziego

3. Deser: truskawki – czerwone oraz twarde, zielone z kwiatami czarnego bzu, do tego odrobina rabarbaru i czereśni z werbeną cytrynową, lody z natki pietruszki.

pp. Kręgliccy

1. Wędzony jesiotr warmińsko-mazurski w postaci musu, płatków ryby i ikry, z emulsją z rokitnika oraz sałatka z rzodkiewki, kalarepki i trybuli

2. Zupa krem z białych szparagów z pokruszonym serem korycińskim, olejem rzepakowym z Góry św. Wawrzyńca i płatkami bratków

3. Jagnięcina pieczona z trawą żubrową, ziemniaki zapiekane ze śmietanką, czerwoną kapustą i żurawiną

4. Deser: mus chałwowy (czyli bita śmietana z chałwą i białą czekoladą) obsypana truskawkami i listkami werbeny, udekorowany sezamkami i karmelową siateczką

Jest dużo punktów stycznych i podobieństw w tych jadłospisach, prawda?

Wykorzystanie produktów sezonowych: te truskawki, szparagi, płatki kwiatów, zioła, w obu przypadkach jako danie główne jagnięcina.

Obydwie ekipy deklarowały i stawiały na produkty polskie, regionalne.

Ale preferowały kuchnię lekką, nietłustą, nie zawiesistą.

Na pewno było bardzo dekoracyjnie. Czy smacznie? I czy zaspokoiły te dania głód? Pewnie tak:)

Zdziwiła mnie ta jagnięcina. Oczekiwałam raczej jakiejś dziczyzny, czy dzikiego ptactwa.

Nic nie wiemy o doborze win i napoi do potraw, a szkoda.

P. A. Kręglicka zapowiadała, że poda przepisy na dania przez nią serwowane; będę to śledzić.

Kolejność i łączenie potraw było w zasadzie tradycyjnie polskie: przystawka, zupa, danie główne, deser. W daniu głównym: mięso, ziemniaki u Kręglickich, kasza u Amaro, plus dodatek warzyw; Kręgliccy poszli w typowo polską kapustę.

W deserze (i chłodniku) intrygują mnie najbardziej zielone niedojrzałe truskawki Amaro; ciekawe, jak to smakowało! On jednak naprawdę ma duszę eksperymentatora i łowcy smaku!

Menu filmowe do „Grawitacji”

Jak dobrać menu do filmu, który ogląda się wspólnie, a potem zasiada się do stołu?

Do tej pory nie miałam z tym specjalnych trudności, ale ostatnio namieszała mi nieco w głowie wypowiedź na ten temat W.M. Amaro; o tym wkrótce napiszę szerzej.

A póki co moje ostatnie przyjęcie, towarzyszące filmowi „Grawitacja”: szafirowy (jak niebo) wystrój stołu, granatowe, z orbitami kartoniki menu

Film opowiada o niespodziewanej katastrofie w kosmosie, kiedy szczątki zestrzelonego satelity szpiegowskiego uderzają w stację kosmiczną na orbicie ziemskiej, niszcząc i zabijając w reakcji łańcuchowej niemalże wszystkich, poza parą astronautów, którzy walczą o przetrwanie i powrót do domu. Film zdobył w tym roku aż 7 oskarów: za najlepszą reżyserię (Alfonso Cuaron), najlepsze zdjęcia, najlepszy montaż, muzykę, dźwięk, montaż dźwięku i najlepsze efekty specjalne.

Jakie menu mogłoby być na stacji kosmicznej??? Tubki, plastikowe woreczki, mrożonki na tackach?

Poszłam w innym kierunku, zwłaszcza, że główna bohaterka (Sandra Bullock) nie miała ani czasu, ani możliwości próbować cokolwiek. Tematu jedzenia w tym filmie nie ma.

Ale pomyślałam sobie, że spróbuję przygotować coś odlotowego. I przyszła mi do głowy niezwykła, molekularna kuchnia Wojciecha Modesta Amaro. Oczywiście, moja propozycja to tylko luźna dość inspiracja jego kuchnią, bo i składniki oryginalne trudno byłoby zdobyć, i nowoczesne techniki kulinarne są dla mnie niedostępne.

Poszperałam w necie i w jego książce „Natura kuchni polskiej” i wyszukałam jego przepisy, które da się dość dokładnie odtworzyć w warunkach domowych.

I oto moje menu:

Jako przystawkę podałam pieczone warzywa z rukolą, pestkami

i kozim serem

Pierwsze danie to filiżanka czystego barszczu z paluchem drożdżowym i kolorowymi jajkami na listkach młodego szpinaku

Danie główne to rolada z piersi kaczki (z nadzieniem morelowym, zawinięta w liść botwiny), pure z kalafiora z plastrem buraka, plastrem batata i śliwką suszoną

Deser nie był już kosmiczny, po prostu zaczął się sezon truskawek, więc podałam Eton mess

A do kawy w czasie filmu było ciasto „Leśny mech” – odlotowe z uwagi na kolor:)

Menu degustacyjne z finału Top Chef

Przyznam, że zaraz na drugi dzień po zakończeniu finału Top Chef, pobiegłam na blogi i internetowe fora, szukając relacji i jakichś podsumowań – a tu Cisza! Na Fb było trochę wpisów, ale raczej typu: to nie ten powinien wygrać, kto inny był najlepszy, itp.

To prawda, że ja też nie od razu miałam coś do powiedzenia. Ale już to sobie wszystko przemyślałam, poukładałam w głowie, fragmenty obejrzałam sobie ponownie.

To co? Pogadajmy o stronie stricte kulinarnej finału, co? O menu degustacyjnym.

menu degustacyjne

(zdjęcie z sieci)

Mnie osobiście bardzo takie coś się podoba, taka możliwość spróbowania po troszku wszystkiego, co kuchnia ma do zaproponowania.

Gdybym miała wybierać, czyje menu degustacyjne z finału chciałabym spróbować, to wizualnie na pewno wybrałabym Przemka; jego talerze były pięknymi obrazami, o cudownie zestawionych kolorach, pięknej kompozycji, a już jego fiołkowa wata cukrowa była rozczulająca – przenosiła w odpustowo-jarmarczny świat dzieciństwa:)

Przypomnijmy menu Przemka:

Tatar z żubra z żółtkiem przepiórczym i emulsją z czosnku niedźwiedziego, łosoś bałtycki z lodami chrzanowymi na ziemi z pumpernikla, grasica cielęca z galaretkami z zielonych szparagów i pomidorów, sandacz ze skorzonerą, sałatką z ogórka z rakami i pianą rakową, mus czekoladowy z kaczą krwią, bezami porzeczkowymi i fiołkową watą cukrową

Ale wyobrażając sobie spodziewane smaki potraw – wybrałabym menu Adama; bardziej przemawiają do mnie jego tradycyjne propozycje.

Menu Adama: młodziki opolskie (gołąbki) z kaszą i jajkiem, łosoś z tatarem z morskiej kaczki i granitą ogórkową, żubr z grzybami i sufletem serowym, pierś z kaczki ze skorzonerą, praliną orzechową, kaczymi sercami i foie gras z wędzonym węgorzem, tarta czekoladowa z wiśnią molekularną.

Adaś poszedł w ciekawe, molekularne formy; „Harry Potter kuchni nam wyrósł” – to ładne określenie.

Menu finalisty, Sebastiana było takie:

Burak z kozim serem, miodem i roszponką, smażone foie gras z rzepą, kalarepą i chrzanem, halibut z koprem włoskim, kalafiorem i orzechem laskowym, zając marynowany z jałowcem, skorzonerą i owocami leśnymi, ravioli z ananasa z musem z mango, pure malinowym i pomarańczą

Najmniej przypadł mi do gustu deser Sebastiana; pierożki na słodko. Takie w sumie mało efektowne, niezbyt dekoracyjne.

Przyjrzałam się dokładnie kompozycjom na talerzach. Taki np. Adam był kilkakrotnie krytykowany za rozczłonkowanie składników potrawy po talerzu. A z kolei u Sebastiana to właśnie się jury podobało. Nie umiem, niestety, ocenić w czym tkwi błąd takiej kompozycji, w czym jej siła, i kiedy można sobie na to pozwolić, a kiedy nie.

Ciekawe, że żaden z szefów nie podał w swoim menu zupy. Dla mnie, która jestem ich fanką, to zdecydowany brak. Może nadeszła taka moda, że zupę uważa się za mało wykwintną? I jest zdradliwa, to fakt; były tu w top chefie wpadki z nią.

Jednak te propozycje stoją o niebo wyżej (jeśli chodzi o kunsztowność i wyrafinowanie) w stosunku do propozycji finalisty I edycji top chef, Martina. Bo menu Martina było bardzo tradycyjne: homar z marakują i sałatką, grillowane ośmiornice z sosem chrzanowym i ziemniakami, agnolotti (pierożki) z łososiem, polędwica wołowa z foie gras, bazyliowa pana cotta.

A finaliści II edycji nie bali się eksperymentów, zestawień smakowych i nowoczesnych technik.

Jeszcze sprawa zakupów. „Alma” się przygotowała, prawda? Ależ oferta była do dyspozycji: młode gołąbki, mięso z żubra, grasica, foie gras….. nic dziwnego, że szefowie rzucili się na te tak nietypowe i trudne do zdobycia produkty.

Konfitura z płatków róży

Krzewy róży cukrowej już przepięknie rozkwitły, słodko i amarantowo.

Na stołach targowych pojawiły się charakterystyczne reklamówki wypełnione główkami róż, pakowanymi (teoretycznie) po 1 kopie. Myślę, że jest ich tam mniej, ale niech tam, 3 złote to przyzwoita cena, a wychodzi z tego 2 małe słoiczki konfitury. A dodam, że przed Wielkanocą, za taki mały słoiczek róży płaciłam w sklepie ok. 15 zł (były i droższe!); musiałam kupić, bo w ubiegłym roku nie miałam głowy do żadnych przetworów, a koniecznie chciałam zrobić mazurek różany.

płatki róży

Wielkiej filozofii w robieniu konfitury z róży nie ma:

Waży się suche, przebrane z listków i środków płatki róży i bierze się 2 razy tyle cukru pudru.

Płatki zalewa się wrząca wodą, po chwili odcedza i odciska.

Wrzuca się do makutry z cukrem i uciera aż powstanie zadawalająca nas konsystencja masy. Mogą być płatki bardziej lub mnie rozdrobnione, jak tam lubimy.

Dodaje się trochę soku z cytryny, żeby przełamać tę szaloną dość słodycz.

Pakuje się w wyparzone słoiczki typu twist, na wierzch można położyć kółko z pergaminu posmarowane spirytusem, zakręca się szczelnie.

Nie trzeba pasteryzować, tyle że powinny stać w ciemnym chłodnym w miarę miejscu.

Ja po prostu trzymam je w kącie, na najcieplejszej półce lodówki. Nie robię róży dużo, więc mogę sobie na to pozwolić.

Dużo czytałam o tym, że trzeba najpierw odciąć białe końcówki płatków, bo mają w sobie gorycz. Eeee, tam! Od wielu, wielu lat robię tę konfiturę, nigdy nie bawiłam się w żadne odcinanie końcówek, i nigdy konfitura gorzka nie była.

Moim zdaniem – co innego jest ważne.

Otóż w pączkach kwiatowych lubią sobie siedzieć robaczki, czasem wyglądające jak zwykły okruszek ziemi. I trzeba się naprawdę przyłożyć do dokładnego przebrania płatków, żeby nie trafiła się nam taka niemiła niespodzianka w makutrze.

Ach, i oczywiście, można zamiast ucierania ręcznego zmiksować płatki z cukrem, jednak przy ręcznym ucieraniu łatwiej uzyskać strukturę konfitury taką, jaką się lubi. A poza tym, czasem tęsknię do dawnych staroświeckich technik kulinarnych.

Przepis W.M. Amaro, który możesz zrobić w swojej kuchni

Znalazłam taki, w jednej z kolorowych gazet: jaja z barszczu z kozim serem

przystawka z jajek W.M. Amaro

Smakowała mi bardzo ta przystawka i na pewno będzie ładnym, kolorowym akcentem w zimnym bufecie.

Przepis podaję w oryginalnym brzmieniu, z tym, że ja wzięłam rukolę zamiast szpinaku i nie miałam chałkiL

4 jajka

1 l czerwonego barszczu

5 ml soku z cytryny

15 ml oleju z orzechów laskowych

Sól, czarnuszka

100 g listków z młodego szpinaku

100 g czerstwej chałki

200 g koziego sera

Jajka włożyć do rondelka, zalać zimną wodą, postawić na ogniu i zagotować. Zdjąć z ognia i odstawić na 10 minut. Obrać je, gdy będą jeszcze gorące, i od razu włożyć do barszczu. Zostawić w lodówce na 8 godzin.

Do miski wlać sok z cytryny i olej z orzechów laskowych. Doprawić solą, zmieloną czarnuszką, dodać opłukane i osączone listki szpinaku i delikatnie wymieszać.

Chałkę porwać na małe kawałki i upiec nad płomieniem tak, żeby delikatnie nabrała koloru i palonego aromatu. Jajka odcedzić z barszczu.

Ułożyć sałatkę ze szpinaku, na niej położyć jajo, obłożyć kawałkami sera i posypać podpieczoną chałką.