Przyznam, że zaraz na drugi dzień po zakończeniu finału Top Chef, pobiegłam na blogi i internetowe fora, szukając relacji i jakichś podsumowań – a tu Cisza! Na Fb było trochę wpisów, ale raczej typu: to nie ten powinien wygrać, kto inny był najlepszy, itp.
To prawda, że ja też nie od razu miałam coś do powiedzenia. Ale już to sobie wszystko przemyślałam, poukładałam w głowie, fragmenty obejrzałam sobie ponownie.
To co? Pogadajmy o stronie stricte kulinarnej finału, co? O menu degustacyjnym.

(zdjęcie z sieci)
Mnie osobiście bardzo takie coś się podoba, taka możliwość spróbowania po troszku wszystkiego, co kuchnia ma do zaproponowania.
Gdybym miała wybierać, czyje menu degustacyjne z finału chciałabym spróbować, to wizualnie na pewno wybrałabym Przemka; jego talerze były pięknymi obrazami, o cudownie zestawionych kolorach, pięknej kompozycji, a już jego fiołkowa wata cukrowa była rozczulająca – przenosiła w odpustowo-jarmarczny świat dzieciństwa:)
Przypomnijmy menu Przemka:
Tatar z żubra z żółtkiem przepiórczym i emulsją z czosnku niedźwiedziego, łosoś bałtycki z lodami chrzanowymi na ziemi z pumpernikla, grasica cielęca z galaretkami z zielonych szparagów i pomidorów, sandacz ze skorzonerą, sałatką z ogórka z rakami i pianą rakową, mus czekoladowy z kaczą krwią, bezami porzeczkowymi i fiołkową watą cukrową
Ale wyobrażając sobie spodziewane smaki potraw – wybrałabym menu Adama; bardziej przemawiają do mnie jego tradycyjne propozycje.
Menu Adama: młodziki opolskie (gołąbki) z kaszą i jajkiem, łosoś z tatarem z morskiej kaczki i granitą ogórkową, żubr z grzybami i sufletem serowym, pierś z kaczki ze skorzonerą, praliną orzechową, kaczymi sercami i foie gras z wędzonym węgorzem, tarta czekoladowa z wiśnią molekularną.
Adaś poszedł w ciekawe, molekularne formy; „Harry Potter kuchni nam wyrósł” – to ładne określenie.
Menu finalisty, Sebastiana było takie:
Burak z kozim serem, miodem i roszponką, smażone foie gras z rzepą, kalarepą i chrzanem, halibut z koprem włoskim, kalafiorem i orzechem laskowym, zając marynowany z jałowcem, skorzonerą i owocami leśnymi, ravioli z ananasa z musem z mango, pure malinowym i pomarańczą
Najmniej przypadł mi do gustu deser Sebastiana; pierożki na słodko. Takie w sumie mało efektowne, niezbyt dekoracyjne.
Przyjrzałam się dokładnie kompozycjom na talerzach. Taki np. Adam był kilkakrotnie krytykowany za rozczłonkowanie składników potrawy po talerzu. A z kolei u Sebastiana to właśnie się jury podobało. Nie umiem, niestety, ocenić w czym tkwi błąd takiej kompozycji, w czym jej siła, i kiedy można sobie na to pozwolić, a kiedy nie.
Ciekawe, że żaden z szefów nie podał w swoim menu zupy. Dla mnie, która jestem ich fanką, to zdecydowany brak. Może nadeszła taka moda, że zupę uważa się za mało wykwintną? I jest zdradliwa, to fakt; były tu w top chefie wpadki z nią.
Jednak te propozycje stoją o niebo wyżej (jeśli chodzi o kunsztowność i wyrafinowanie) w stosunku do propozycji finalisty I edycji top chef, Martina. Bo menu Martina było bardzo tradycyjne: homar z marakują i sałatką, grillowane ośmiornice z sosem chrzanowym i ziemniakami, agnolotti (pierożki) z łososiem, polędwica wołowa z foie gras, bazyliowa pana cotta.
A finaliści II edycji nie bali się eksperymentów, zestawień smakowych i nowoczesnych technik.
Jeszcze sprawa zakupów. „Alma” się przygotowała, prawda? Ależ oferta była do dyspozycji: młode gołąbki, mięso z żubra, grasica, foie gras….. nic dziwnego, że szefowie rzucili się na te tak nietypowe i trudne do zdobycia produkty.