Pojawienie się, pod koniec ubiegłego roku polskiego tłumaczenia książki „Yerusalem” Yotama Ottolenghi i Sami Tamimi, było wydarzeniem na rynku książek kulinarnych.
Podczytywałam sobie tę książkę po troszku (bo świąteczny czas przygotowań i przełom roku nie sprzyjał lekturom); dobrze się czytało, ale dopiero obejrzany kilka dni temu program „Jerozolima – kulinarna podróż z Yotamem Ottolenhgi” w Telewizji Kuchnia Plus, zdopingował mnie do pilniejszej lektury.

Yotam przypomina i pokazuje klimaty i smaki Jerozolimy – miasta swojej młodości. A ponieważ też tam byłam, dreptałam wąskimi uliczkami starego miasta, chłonęłam egzotykę arabskich i żydowskich dzielnic, wdychałam zapach targów i ulicznego jedzenia – książka ożyła.
Teraz, kiedy czytam przepisy i opowieści o nich, ot, choćby na pszenicę z boćwiną i syropem z owoców granatu, autorstwa pani Anat Teitelbaum, widzę jej ciemne, krótkie włosy, okulary na nosie, jej małą kuchnię, w której krząta się, kroi warzywa tak zwykle, po domowemu, mało profesjonalnie, co sama żartobliwie podkreśla, widzę jak pomaga jej Yotam, przymilając się – i czuję, że chciałabym zaraz, teraz, zrobić tę potrawę.
Wiele potraw, zamieszczonych w książce, można było zobaczyć na filmie.
A jak pachnie Jerozolima?
Kiedy poznałam smak i zapach cuminu (kminu rzymskiego), wydawało mi się, że Jerozolima pachnie cuminem. Już kiedyś o tym pisałam (w 2007 roku na blogu):
„Kiedy dostałam słoiczek z tą przyprawą, pierwsze wrażenie było takie, że jest ona jakaś dusząca… jakby coś przypalonego… zakurzonego…. Ma ostry smak, bardzo wyraźny, z lekką goryczką. Uzależnia! Najpierw się myśli, że to taki dziwny smak, i chyba nie, nie dla nas…. a potem się tęskni za tym smakiem i ciągle eksperymentuje, do czego by tu jeszcze cuminu sypnąć:)))
Ale to nie było moje pierwsze spotkanie z cuminem. Na pewno już wcześniej zetknęłam się z tym smakiem i zapachem, znam go, ale jakoś nie umiem sobie skojarzyć gdzie i kiedy. Jedno ze skojarzeń, jakie sobie przypomniałam:
Jest późne popołudnie w Jerozolimie, pełne słońca. Wracamy do domu ciasnymi uliczkami i zaułkami dzielnicy arabskiej wokół Bramy Damasceńskiej. Przy ulicznej smażalni spora gromada owiniętych w turbany mężczyzn. Otacza nas zapach przypalonej oliwy i czegoś gorzkiego nieco… tak, to jest ten zapach, to cumin. Przyprawa Bliskiego Wschodu.”
A teraz Yotam, który przecież tam się wychował, mówi, że to miasto pachnie zaa`tarem, dziko rosnącą na wzgórzach otaczających miasto, rośliną. Tak dosłownie o tym pisze:
Zaa`tar – „ostry, ciepły, lekko cierpki, pachnie jak kozi obornik, dym z dalekiego pożaru, spieczona słońcem ziemia i – nie bójmy się tego słowa – pot.”
Jakie podobne skojarzenia, prawda?
Więc cumin? Czy zaa`tar?
Czy to nie jest dobry powód, by ponownie znaleźć się w murach Yerusalem, i zweryfikować te doznania?