
Ludzie listy piszą… Zwłaszcza przed świętami. Kolorowe kartki z życzeniami, kawałek opłatka, czasami jeszcze mała karteczka z garścią wiadomości. Lubimy je znaleźć w naszych skrzynkach pocztowych.
Czy jednak znajdzie się w tym roku choćby jedna kolorowa koperta w naszej skrzynce na listy?
Czy są one potrzebne, kiedy można wysłać e-maila lub smsa lub po prostu zadzwonić? Bo przecież wszyscy mamy telefony, darmowe minuty czy pakiety rozmów bez limitu.
I o czym tu pisać, skoro mija dzień za dniem, jeden podobny do drugiego, a czasu ciągle brak….
Rzecz dyskusyjna.
A jednak wielką popularnością cieszą się wydawane z wielką pieczołowitością listy i korespondencja znanych osób.
Umiała ubrać w słowa swoje życzenia i uczucia Maria Konopnicka. Jej listy do stryja, Ignacego Wasiłowskiego, to dobra lektura przed świętami.

Warszawa, d. 18 XII [18]85
Drogi Stryju!
Chciej przyjąć moje serdeczne, z szczerych uczuć płynące życzenia, i oby się one spełniły! Nie było nam dano żadnej takiej rodzinnej uroczystości, jak jest Wigilia, spędzić razem. Z oddalenia też tylko łamię się z Tobą, mój najdroższy Stryju, tym opłatkiem, i proszę o trochę pamięci. Wyobrażam sobie, jakie to niegdyś miewałeś Wigilie, drogi, tam, daleko. Jaka to była tęsknota do naszej kolędy, do naszego stołu zasłanego sianem, do naszych świateł jarzących tego wieczora, do gwiazdki, której tak wszyscy wyglądają z nieba. I tam były gwiazdy, sine gwiazdy Sybiru, ale jakież inne, jakie mroźne! Jakie to tam myśli, jakie dumania przechodziły przez głowę wygnańców; jak im się ta oddalona ojczyzna wydawała piękną, drogą; jak się ten dom rodzinny, marzony, zdawał ciepłym, jasnym, serdecznym…
Od tej pory, niejedną już znowu Wigilię spędziłeś, drogi mój Stryju, na tej upragnionej ziemi polskiej, a wiem przecież, czuję, że było Ci znów smutno i tęskno. Nie wszystko dotrzymało tu słowa sercu i przeczuciom, nie wszystko takie na jawie, jak było we śnie…
I znów ku czemuś innemu unosi się dusza spragniona światła i ciepła, znów chroni się myśl tęskna w jakieś lepsze kraje wspomnień i nadziei. Gdzie one? Może za tymi gwiazdami wieczoru wigilijnego, może za tą całą wigilią życia, która poprzedza jakieś wielkie Narodzenie ducha…
O drogi, drogi mój Stryju! Ty zawsze jesteś dla mnie duchem dobrym i pokrewnym, kocham Cię gorąco i często myślę o Tobie!
Maria
Warszawa, d. 22 XII [18]86
Mój Najdroższy Stryju!
Oto cząsteczka opłatka, którym chciałabym kiedykolwiek osobiście przełamać się z Tobą, drogi Stryju, i życzyć Ci słowem, tak jak to teraz w sercu czynię, choć tej odrobiny szczęścia, jaka się dostać może człowiekowi każdemu: zdrowia i spokoju.
Całuję Cię serdecznie, drogi Stryju, i pragnę, aby Ci było dobrze i błogo na ziemi!
Jakże ze zdrowiem Twoim tej zimy? Ufam w to całym sercem, że lepiej niż dawniej. Oszczędzaj się, drogi Stryju, nie toń tak w ciągłej pracy, daj spoczynek swoim nerwom, pozwól odpocząć mózgowi, a i trawienie będzie dobre i sen posilniejszy. Mój drogi Stryju! I tego jeszcze życzyć bym Ci chciała, abyś mnie zachował w swym sercu, gdyby to nadto egoistycznym nie było.
Zima u nas rozpoczęła się od dwu dni śnieżna i wietrzna, prawdziwa zima. Na Święta oczekuję niektórych z dzieci moich, a mianowicie Tadeusza, Janka, który jest mi od kilku miesięcy słaby, ale pracuje jak dawniej, i Lorki. Zosia ma tam swoje chwile tryumfów naukowych w Paryżu, skąd niedawno księżna Czartoryska, a potem wdowa po Janie Działyńskim, z wielkimi o niej pochwałami do mnie pisze. Stasiek zamieszkał w Lubelskiem, gdzie u Epszteinów, w Pilaszkowicach, ma praktykę w gospodarstwie rozwiniętym przemysłowo i fabrycznie.
Co do mnie, smutno mi dość życie upływa, zabija mnie zwłaszcza to trzecie piętro, na które sto razy na dzień wbiegać muszę dając lekcje. Ale na lepsze mieszkanie teraz mnie nie stać, kiedy jeszcze trzeba na dzieci wykładać.
Maria
Abacja, 8 I [18]96
Mój drogi Stryju!
Choć parę stów z zapytaniem o zdrowie Twoje, i z ucałowaniem rąk Twoich! A ot nam się zaczął rok nowy – oby szczęśliwy. Obyś w nim nie cierpiał ani fizycznie, ani moralnie, tyle, co w upłynionym, najdroższy mój Stryju! A co tam słychać u Ciebie? Jak zdrowie Twoje, jaka tam zima, i czy nie bardzo się przykrzy? Tutaj były długie słoty, potem nieco pięknej pogody, słońca, ciepła, a teraz przyszedł wiatr wschodni przykry, przenikliwy. Ludzi też to odstrasza, więc jest dość pusto, a zatem przyjemniej.
Czytałam tu przez święta wstrząsającą książkę Wacława Sirka: Na kresach lasów, opowieść wygnańca żyjącego na tundrach między Jakutami. Przy takich dopiero cierpieniach – jakże się blado wydają wszelcy Płoszowscy i inni bohaterowie nowożytnej powieści. Tu się widzi, jak te przerafinowane analizy psychologiczne są mdłe, i sztuczne, i bezcelowe. Nieszczęście, – to chodzi w prostej szacie, a ból prawdziwy nie dysekuje swoich subtelności.
Wigilię spędziłam sama, dzieląc się w myśli opłatkiem z moimi ukochanymi: z dziećmi, z Tobą, z więźniami, z wygnańcami, z unitami, z rodakami. Miałam też chwilę radości jedną i drugą. Z Litwy przysłała mi rodzina Machwiców album z kory brzóz litewskich, a w nim widoki Ostrej Bramy – Obrazu tamtejszego, Katedry, Antokola, kaplicy królewicza Kazimierza, kościoła Ś[więt]ej Anny, Góry Zamkowej, Śnipiszek (gdzie w 1863. tracił Murawiew naszych), tudzież Trockiego jeziora i ruin.
A inny rodak, też Litwin, Michał Hruszwicki, którego nie znam, przysłał mi piękną pieśń przez siebie skomponowaną do moich wierszy; a jest on już, jak z litewska pisze: „w zesześćdsziesiątych latach”. Więc gdy tak nieco ojczyzny przyszło tu do mnie, było mi raźniej i weselej.
M. Konopnicka