Rogale świętomarcińskie – niepodległościowa tradycja smaku

Biegnę ze swoimi rogalami!

Robię je tylko raz w roku, na świętego Marcina, w Dzień Niepodległości.

Oto tegoroczne, zapraszam!

rogale marcińskie

rogal marciński listkowanie

Z roku na rok doskonaliłam przepis, zwłaszcza nadzienie, i to już chyba jest ten ostateczny, najbardziej mi smakujący, pewny.

Nadzienie w proporcjach, które podaję poniżej, wystarcza na 2 porcje ciasta. Kiedy zaczynałam przygodę z rogalami, zostawało mi zwykle nadzienie, a rogali było za mało w stosunku do chętnych:) więc teraz robię od razu podwójną ilość ciasta, tyle że nie podwajam proporcji składników na ciasto, tylko przygotowuję 2 jego porcje; tak jest lepiej, bo ciasto francusko-drożdżowe, z tym procesem składania i wałkowania, ma swoje wymogi, i trudno byłoby wałkować naraz tak duży płat ciasta. Lepiej robić każdą porcję osobno.

A że zaopatrzenie mamy w sklepach coraz lepsze, to i ze zdobyciem białego maku nie jest źle. To fakt, że jeszcze nie pojawił się on, ot tak, po prostu na półkach, nawet w dużych sieciówkach, ale w sklepach internetowych już nie ma z nim problemu.

To zapraszam

 

Ciasto:

1 szklanka ciepłego mleka

4 dag świeżych drożdży

1 jajko

1łyżeczka ekstraktu z wanilii

3 i 1/2 szklanki mąki

3 łyżki cukru

szczypta soli

225g masła

Do miski wsypać łyżkę mąki i łyżeczkę cukru, wkruszyć drożdże, zalać szklanką ciepłego mleka. Zostawić na kilka minut aby drożdże urosły. Dodać jajko i wanilię i lekko wszystko wymieszać.

Mąkę, cukier i sól wymieszać razem w dużej misce, dodać 2 łyżki masła, rozcierając je palcami razem z mąką.

Dodać rozczyn mieszając łyżką, lekko i krótko ciasto wyrobić (najlepiej robotem, końcówką do wyrabiania ciasta). Uformować ciasto w prostokąt, przykryć folią i schłodzić w lodówce około 1 godziny.

Schłodzone ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x15cm, tak aby krótsze strony stanowiły górę i dół. Zimne masło zetrzeć na grubej tarce, rozkładając je równomiernie na cieście (zostawić ½ cm margines dookoła). Złożyć 1/3 ciasta od góry, następnie złożyć dolną część tak aby przykryła to złożenie (tak jak składamy kartkę papieru). Obrócić ciasto o 90 stopni, po czym rozwałkować je i znów złożyć na trzy. Schłodzić przez 45 minut. Powtórzyć proces wałkowania i składania ciasta 3 razy, chłodząc ciasto miedzy wałkowaniami przez 30 minut. Po zakończeniu procesu wałkowania ciasto dobrze zawinąć i włożyć do lodówki na co najmniej 5 godzin, a najlepiej na całą noc.

Przygotować nadzienie:

30 dag białego maku

10 dag marcepanu (pasty migdałowej)

2 żółtka

1 szklanka cukru pudru

5 dag orzechów włoskich

5 dag migdałów

1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej

2-3 łyżki gęstej śmietany

2 łyżki likieru pomarańczowego

Do posmarowania:

1 rozbełtane jajko

Lukier:

Ok. 2 szklanek cukru pudru

1 białko

Kandyzowana skórka pomarańczowa do posypania

 Mak sparzyć gorącą wodą (w ilości takiej, by mak przykryty był całkowicie), wymieszać, po 15 minutach odcedzić i dobrze odsączyć. Zmielić trzykrotnie w maszynce mak. Zmielić orzechy i migdały w maszynce do mielenia orzechów. Żółtka utrzeć z cukrem pudrem w mikserze, dodać masę marcepanową, rozetrzeć, dodać zmielony mak, orzechy, migdały,  skórkę pomarańczową, likier, wymieszać. Dodać śmietanę – ale tylko tyle by uzyskać dość zwartą ale plastyczną masę. Masa nie może być zbyt płynna, ani za twarda i właśnie świetnie reguluje się jej konsystencję dodając śmietanę stopniowo.

Wywałkować ciasto na prostokąt o wymiarach mniej więcej 65x34cm i przeciąć wzdłuż długiego boku na 2 części. Każdy powstały w ten sposób pasek pokroić na 12 trójkątów.

Rozsmarować nadzienie zostawiając mały margines na wszystkich bokach trójkąta – zwijać w rogaliki zaczynając od najszerszego boku. Ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze, przykryć i zostawić do wyrośnięcia aż podwoją objętość, około 1 i 1/2 godziny.

Rozgrzać piekarnik do 180ºC, wyrośnięte rogale posmarować rozbełtanym jajkiem i piec około 20 minut aż się ładnie zezłocą.

Utrzeć lukier z białka i cukru pudru. Wyjąć rogale na drucianą siateczkę i jeszcze ciepłe posmarować lukrem. Posypać skórką pomarańczową.

Szarlotka gaździny z Jamnej

Moi goście byli nią zachwyceni!

 szarlotka gaździny

Jest to przepis kuchni regionalnej, z okolic Zakliczyna nad Dunajcem. A Jamna to nazwa wioski i wzgórza (530 m n.p.m.) na pograniczu Pogórza Rożnowskiego i Ciężkowickiego. Jest tam bacówka nosząca nazwę „Chatka Włóczykija” i serwująca lokalne przysmaki, między innymi właśnie szarlotkę gaździny. Przepis na nią był prezentowany w którymś programie telewizyjnym i jest również zamieszczony na kulinarnej stronie p. Ewy Wachowicz.

Robiąc ją, zmniejszyłam proporcje i pominęłam rodzynki (nie przepadam za nimi w szarlotce)

10  kwaśnych  jabłek

1 szklanka cukru

2 szklanki  mąki

1 łyżka proszku do pieczenia

1 łyżka cynamonu

3 jajka

Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę i przesypać cukrem i cynamonem. Odstawić na 10 minut do lodówki.

Jajka roztrzepać w misce, dodać mąkę i proszek do pieczenia, wymieszać. Dodać do masy jajecznej jabłka.

Blaszkę wyłożyć pergaminem, przełożyć ciasto, włożyć do nagrzanego do 180 st. C piekarnika. Piec ok. godziny.

List królowej Elżbiety II z przepisem na babeczki

Prawdę powiedziawszy, kupiłam tę książkę: „Listy niezapomniane” – red. Shaun Usher,  z uwagi na pierwszy list, w niej zamieszczony, czyli list obecnej królowej brytyjskiej, Elżbiety, do prezydenta USA, Eisenhowera, w którym podaje mu przepis na ciasteczka, którymi częstowała go w swojej szkockiej siedzibie, w Balmoral.

list królowej Elżbiety

Oczywiście, w książce zebrano mnóstwo niezwykłych listów, wartych przeczytania, parę kulinariów również tam się jeszcze znajdzie:)

Póki co, poczytajmy sobie razem ten pierwszy, o babeczkach:

24 stycznia 1960

Pałac Buckingham

Drogi Panie Prezydencie,

Kiedy w dzisiejszej gazecie zobaczyłam zdjęcie przedstawiające Pana przy grillu z przepiórkami, przypomniało mi się, że nie przesłałam Panu przepisu na babeczki, co obiecałam uczynić podczas Państwa wizyty w Balmoral.

Spieszę więc, by naprawić to niedopatrzenie, i żywię nadzieję, że wypieki okażą się udane.

Jest to porcja przeznaczona dla 16 osób, jednak jeśli gości jest mniej, dodaję po prostu nieco mniejsze ilości mleka i mąki, natomiast pozostałe składniki pozostawiam w niezmienionych proporcjach.

Zamiast cukru używam czasami słodkiego syropu – z nim babeczki są równie wyśmienite.

Ciasto należy dobrze ugnieść i nie odstawiać go na zbyt długo przed pieczeniem.

(…) Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami dla Pana i Pani Eisenhower,

Elżbieta R

Babeczki

Składniki:

4 szklanki mąki

4 łyżki stołowe cukru pudru

2 szklanki mleka

2 całe jaja

2 łyżeczki proszku do pieczenia

3 łyżeczki cream of tartar

2 łyżki stołowe roztopionego masła

 Ubić jaja z cukrem i jedną szklanką mleka, następnie  dosypać mąkę i mieszać dokładnie, dodając drugą szklankę mleka oraz proszek do pieczenia, cream of tartar i roztopione masło.

Królowa nie podała, co robić dalej z przygotowanym ciastem. Sądzę, że przygotowuje się je w formie muffinkowej, i należą one chyba do grupy tak bardzo popularnych cupcakes, a więc powinny być jeszcze ozdobione, może jakimiś elementami monarchii brytyjskiej.

Zaskakujący jest w tym przepisie dodatek cream of tartar, czyli wodorowinianu potasu, który dodawany jest zwykle w celu usztywnienia piany z białek, a tu przecież nie ma w przepisie takiego procesu. Ale cream of tartar nadaje również kwaskowaty smak, więc może to byłby dobry trop, gdyby chcieć szukać zamiennika. Ale cream of tartar można już kupić w sklepach internetowych, choć trzeba przyznać, że jest drogi.

Recepturę wpisuję na listę przepisów do przetestowania:)

Rosyjska pascha nie tylko na Wielkanoc

Zwykle paschę z białego sera przygotowywałam tylko na Wielkanoc, jako kulinarną, rosyjska ciekawostkę.

Ale kiedyś, w restauracyjnym menu, zobaczyłam ją w wykazie deserów. Pomyślałam sobie: fajny trop, wart wykorzystania, zwłaszcza, że jeden z moich stałych gości jest jej wielkim fanem.

Menu rosyjskie, które ostatnio serwowałam, było dobrą okazją do zaprezentowania tego deseru. Podałam go w szklanych pucharkach, na musie truskawkowym

pascha jako deser

Przepis:

50 dag sera twarogowego trzykrotnie zmielonego

25 dag masła (najlepszego, jakie można kupić)

4 żółtka

szklanka cukru pudru

1 cukier waniliowy

bakalie: rodzynki, suszona żurawina, orzechy włoskie dość drobno posiekane, posiekana słodkie galaretki

Do dekoracji: owoce kandyzowane,

Na mus truskawkowy: 20 dag truskawek, szklanka cukru pudru

Żółtka utrzeć w mikserze z cukrem na białą masę, dodawać po trochu miękkie masło. Do tej masy dodawać ser cały czas miksując (małe obroty).

Do wymieszanej dobrze masy dodać bakalie.

Gazę pociąć na tyle części, ile chcemy mieć porcji, zmoczyć i dobrze odcisnąć.

Na wilgotną gazę wyłożyć masę serową, zawinąć rogi gazy. Przełożyć na sitko, wstawić na 12 godzin do lodówki.

Truskawki zmiksować z cukrem pudrem.

Na dno pucharków wlać mus truskawkowy, włożyć paschę rozwiniętą z gazy, ozdobić kandyzowanymi owocami

Sękacz z tortownicy

Na imprezie rosyjskiej do kawy podałam sękacz. Wprawdzie jest to raczej wypiek charakterystyczny dla kuchni kresowej, i to tej północnej, litewskiej (przepis znalazłam w atlasie kulinarnym Gazety Wyborczej, właśnie w kuchni litewskiej), ale to tereny graniczne z Rosją, wzajemne wpływy kulinarne zawsze były. Spodobał mi się sposób wykonania; wiadomo, że w domu trudno o rożen, ale kolejne nakładanie i wypiekanie warstw ciasta brzmiało interesująco.

Po pierwszej próbie, troszkę zmodyfikowałam przepis, dodając do ciasta drobniutko posiekane bakalie, ciasto zyskało na tym bardzo.

sękacz

25 dag masła

1 szklanka cukru

¾ szklanki mąki krupczatki

½ szklanki mąki ziemniaczanej

6 jajek

5 dag zmielonych migdałów

1 łyżka rumu

1 łyżeczka esencji waniliowej

Masło do wysmarowania tortownicy

10 dag bakalii drobniutko posiekanych (rodzynki, orzechy, skórka pomarańczowa kandyzowana)

Na lukier: 1 białko, cukier puder

Masło ucieramy z cukrem na puszysto.

Ucierając nadal, dodajemy po 1 jajku, potem rum, esencję waniliową, zmielone migdały oraz oba rodzaje mąki i bakalie.

Z białek ubijamy sztywną pianę i delikatnie mieszamy ją z ciastem.

Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C.

Dno tortownicy wykładamy pergaminem, boki smarujemy masłem.

Na dnie rozsmarowujemy równo 2 łyżki ciasta, wkładamy do pieca na ok. 5 minut.

Gdy ciasto się lekko zrumieni wyjmujemy, po czym na upieczonej warstwie rozsmarowujemy kolejne 2 łyżki ciasta i znów pieczemy 5 minut.

Czynności te powtarzamy, aż wyczerpie się ciasto.

Sękacz studzimy i lukrujemy (ucieramy białko z cukrem pudrem, dosypując go aż lukier będzie odpowiednio gęsty; jakieś 20 dag będzie go potrzebne na pewno).

Kroimy ciasto jak tort.

Smacznego!

Przewrotne brownie z białą czekoladą

Brownie – typowe dla kuchni amerykańskiej ciasto czekoladowe, powinno być ciemnobrązowe (jak sama nazwa wskazuje). Ale tym razem proponuję brownie jasne, robione z dodatkiem białej czekolady (według przepisu p. Nestora Grojewskiego – Polaka-Rzymianina, właściciela rzymskiej restauracji Cru.Dop). Czasami te jasne brownie nazywane bywają blondie:)

Moim gościom ten blondasek smakował bardzo!

brownie z białą czekoladą

300 g białej czekolady

330 g masła

4 jajka

200 g cukru

160 g mąki

100 g orzechów włoskich

1 płaska łyżeczka mielonej ostrej papryki

Połowę czekolady (150 g) rozpuszczamy z masłem, odstawiamy do przestygnięcia.

Orzechy i pozostałą czekoladę (150 g) siekamy na drobne kawałki.

Jajka z cukrem miksujemy aż zbieleją i staną się puszystym koglem-moglem.

Do ubitych jajek dodajemy partiami mąkę, cały czas miksując, ale na wolnych obrotach, dodajemy rozpuszczoną czekoladę z masłem, paprykę, kawałki orzechów i czekolady. Mieszamy.

Masę wlewamy do blachy wyłożonej pergaminem.

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 st. C i pieczemy ok. 25 minut.

Po tym czasie ciasto będzie lekko wilgotne w środku i takie ma być:)

Pierniczki w Pałacu

 Czas na małą przerwę w świątecznym zabieganiu:)

Pierniczki upieczone, czekają na lukrowanie, można zrobić małą kawę, pachnącą wanilią i czekoladą i poczytać smakowity tekst o pieczeniu pierniczków w świetnej książce Krystyny Uniechowskiej-Dembińskiej pt. „Był pałac” (opisującej życie polskiego dworu na początku II wojny światowej, kiedy jeszcze próbowano ocalić dawny czas, i wszystkie obrzędy, przygotowania i zwyczaje świąt Bożego Narodzenia)

pierniczki w pałacu

 

„Ciasto na małe pierniczki, mniej atrakcyjne smakowo, bo przezna­czone do powieszenia na choince, było już zaczynione. Panna podkuchenna wałkowała je, pani naczelna kucharka sprawdzała grubość placka palcem: – Mają być na pół paznokcia – a ja wycinałam szklan­ką kółka, potem w kółku dziurkę wąskim kieliszkiem do rumu.

–    Nie na nitki, bo plączą się w igłach – tłumaczono – przez dziur­ki przewlecze się kolorowe wstą­żeczki…

Pierniki choinkowe po upiecze­niu pozostawały łyse, natomiast ogromna ilość przeznaczona do za­gryzania kaw, słodkiego wina, de­serów, miała zostać polukrowana.

Już w trzech garnuszkach bul­gotały trzy rodzaje lukrów: żółty cytrynowy, pewnie podbarwiony szafranem, różowy z sokiem wiś­niowym i spécialité de la maison – lukier anyżkowy zabarwiony ta­jemniczą miksturą na niebiesko. W czasie robienia wypieków druga kuchnia zmieniała się w jaskinię czarownic. Jak z Makbeta. To po­chylanie się kobiet nad garnkami i lukrem, wwąchiwanie się w nie, doprawianie szczyptami tego i owego, poszeptywania niby zaklęcia, porozumiewawcze spojrzenia, sprawdzanie, czy wystarczająco gęsta iź ciągnie się za łyżką… Trzecim rodzajem pierniczków była miętowa krajanka. Pozwolono mi kroić ukośne romby z ciasta, które własnoręcznie wałkowała pani naczelna kucharka.

–             Mają być równiusieńkie jak nie przymierzając, kołki w płocie – przykazała.

Układa się je na paterze w gwiazdy, jedna warstwa na drugiej, artystycznie.

Do tych pierniczków w specjalnym płaskim rondlu przygotowano miętowy lukier barwiony na zielono wywarem ze szpinaku. Po upieczeniu ułożone w drucianym koszyku zanurzano partiami w pachnącej miętowej mazi. Zwykłe, płaskie, nieprzeznaczone na artystyczne ułożenia, których stosy miały stać po wszystkich kątach Pałacu, aby w każdej chwili można było sięgnąć po pierniczka, wycinałyśmy blaszanymi foremkami. W serduszka, romby, trójkąty. Cała geometria do wglądu. Rozłożone na arkuszach woskowanego papieru czekały na lukrowanie. Kucharki, uzgodniwszy gęstość i barwę lukrów, pędzelkami malowały szeregi geometrycznych figur.”

 

A oto mój przepis na pierniczki, właśnie takie do chrupania, cienkie, przepyszne!

1/2 kostki masła
1/2 kostki margaryny
3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
1/2 szklanki cukru pudru
1 łyżka przyprawy do pierników
szczypta soli
1 duże jajko
2 łyżki miodu
3 szklanki mąki
3 łyżki mąki ziemniaczanej

sposób przygotowania
Masło i margarynę utrzeć z cukrem, solą i przyprawą do pierników na lekką i puszystą masę. Dodać jajko i miód i dobrze rozetrzeć. Wsypać połowę mąki do masy i dokładnie utrzeć, wsypać pozostałą mąkę i mąkę ziemniaczaną i wymieszać. Podzielić ciasto na pół, każdą połowę spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę.
Rozgrzać piekarnik do 180ºC. Na lekko posypanej mąką stolnicy wywałkować ciasto (grubość jest dowolna – im cieńsze ciasto, tym kruchsze i delikatniejsze ciasteczka) i wycinać pierniczki. Układać na wyłożonej pergaminem blasze. Piec 10-12 minut, aż zaczną się lekko rumienić na brzegach. Wystudzić na drucianej siateczce.
Polukrować.

Z białym makiem, marcińskie…

… i domowe, świeżutkie, prawie ciepłe.

Tradycyjnie, na św. Marcina. Mimo, że to Galicja, a nie Wielkopolska, tradycja ta nam się podoba!

Zapraszam na rogale:)

rogale marcińskie

Już od kilku lat (chyba sześciu) robię te rogale by uczcić dzień św. Marcina i Dzień Niepodległości; przepis powstawał na forum kulinarnym www.mniammniam.com (w czym również i ja miałam swój udział), porównywany był z kupionymi w Poznaniu rogalami i uznany został za znakomity:)

Trochę on u mnie z roku na rok ewoluował, zwłaszcza jeśli chodzi o ilość nadzienia i drobiazgi w wykonawstwie. Nadszedł czas na podsumowanie swoich doświadczeń i napisanie przepisu na nowo – różnice w stosunku do początkowego przepisu są niewielkie, ale właśnie dokładnie tak teraz robię te rogale:

ROGALE ŚW. MARCINA – MOJE

Ciasto:

1 szklanka ciepłego mleka

4 dag świeżych drożdży

1 jajko

1łyżeczka ekstraktu z wanilii

3 i 1/2 szklanki mąki

3 łyżki cukru

szczypta soli

225g masła

Do miski wsypać łyżkę mąki i łyżeczkę cukru, wkruszyć drożdże, zalać szklanką ciepłego mleka. Zostawić na kilka minut aby drożdże urosły. Dodać jajko i wanilię i lekko wszystko wymieszać.

Mąkę, cukier i sól wymieszać razem w dużej misce, dodać 2 łyżki masła, rozcierając je palcami razem z mąką.

Dodać rozczyn mieszając łyżką, lekko i krótko ciasto wyrobić (najlepiej robotem, końcówką do wyrabiania ciasta). Uformować ciasto w prostokąt, przykryć folią i schłodzić w lodówce około 1 godziny.

Schłodzone ciasto przełożyć na stolnicę i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x15cm, tak aby krótsze strony stanowiły górę i dół. Zimne masło zetrzeć na grubej tarce, rozkładając je równomiernie na cieście (zostawić ½ cm margines dookoła). Złożyć 1/3 ciasta od góry, następnie złożyć dolną część tak aby przykryła to złożenie (tak jak składamy kartkę papieru). Obrócić ciasto o 90 stopni, po czym rozwałkować je i znów złożyć na trzy. Schłodzić przez 45 minut. Powtórzyć proces wałkowania i składania ciasta 3 razy, chłodząc ciasto miedzy wałkowaniami przez 30 minut. Po zakończeniu procesu wałkowania ciasto dobrze zawinąć i włożyć do lodówki na co najmniej 5 godzin, a najlepiej na całą noc.

Przygotować nadzienie:

30 dag białego maku

10 dag marcepanu (pasty migdałowej)

2 żółtka

1 szklanka cukru pudru

5 dag orzechów włoskich

5 dag migdałów

1 łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej

2-3 łyżki gęstej śmietany

3 podłużne biszkopty, pokruszone na okruszki

2 łyżki likieru pomarańczowego

Do posmarowania:

1 rozbełtane jajko

Lukier:

Ok. 2 szklanek cukru pudru

1 białko

Kandyzowana skórka pomarańczowa do posypania

 Mak sparzyć gorącą wodą (w ilości takiej, by mak przykryty był całkowicie), wymieszać, po 15 minutach odcedzić i dobrze odsączyć. Zmielić trzykrotnie w maszynce mak. Zmielić orzechy i migdały w maszynce do mielenia orzechów. Żółtka utrzeć z cukrem pudrem w mikserze, dodać masę marcepanową, rozetrzeć, dodać zmielony mak, orzechy, migdały, okruszki biszkoptowe, skórkę pomarańczową, likier, wymieszać. Dodać śmietanę – ale tylko tyle by uzyskać dość zwartą ale plastyczną masę. Masa nie może być zbyt płynna, ani za twarda i właśnie świetnie reguluje się jej konsystencję dodając śmietanę stopniowo.

Wywałkować ciasto na prostokąt o wymiarach mniej więcej 65x34cm i przeciąć wzdłuż długiego boku na 2 części. Każdy powstały w ten sposób pasek pokroić na 12 trójkątów.

Rozsmarować nadzienie zostawiając mały margines na wszystkich bokach trójkąta – zwijać w rogaliki zaczynając od najszerszego boku. Ułożyć na wyłożonej pergaminem blasze, przykryć i zostawić do wyrośnięcia aż podwoją objętość, około 1 1/2 godziny.

Rozgrzać piekarnik do 180ºC, wyrośnięte rogale posmarować rozbełtanym jajkiem i piec około 20 minut aż się ładnie zezłocą.

Utrzeć lukier z białka i cukru pudru. Wyjąć rogale na drucianą siateczkę i jeszcze ciepłe posmarować lukrem. Posypać skórką pomarańczową.

Kto nie kocha muffinek

Są na ich przyrządzenie tysiące przepisów.

Te są przepyszne, kawowe, z czekoladą. Najbardziej je lubię z mocną, ciemną herbatą

muffinki cappucino

Muffinki cappuccino

2 szklanki mąki

¾ szklanki cukru

2 łyżki kawy rozpuszczalnej

¼ łyżeczki soli

¼ łyżeczki cynamonu

2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 szklanka mleka

½ kostki rozpuszczonego masła (125 g)

1 rozbełtane jajko

kilka kropli olejku waniliowego

½ tabliczki gorzkiej czekolady (lub czekoladowe chipsy)

Nagrzać piekarnik do 190 stopni. Foremki wysmarować olejem lub masłem. Czekoladę drobno posiekać lub zetrzeć na tarce.

Mąkę, cukier, kawę, sól i cynamon i proszek do pieczenia wymieszać. Mleko, masło,  jajko, olejek wymieszać w drugiej misce. Do suchych składników dodać płynne  i krótko wymieszać. Dodać czekoladę i wymieszać. Przełożyć od foremek. Piec 20 min. Sprawdzić patyczkiem czy ciasteczka się upiekły.

Ciasto „Leśny mech”

Dużo go było ostatnio w internecie. Takie było ładne, że i ja się skusiłam. Tyle, że użyłam rozdrobnionego szpinaku ze śmietaną, bo taki tylko akurat był w Lidlu. A nie miałam już czasu biegać za szpinakiem gdzie indziej.

Wyszło smacznie i ciekawie.

ciasto leśny mech

Ciasto:

3 szklanki mąki

1,5 szklanki cukru

1,5 szklanki oleju

5 jajek

4 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

400 g mrożonego szpinaku rozdrobnionego ze śmietaną (np. z Lidla lub Almy)

Masa:

500 ml śmietanki 36%

1 torebeczka śmietan-fixu

4 łyżki cukru pudru

1 galaretka cytrynowa

1 galaretka agrestowa

Ciasto:

Szpinak rozmrozić i odsączyć.

Jajka zmiksować dobrze z cukrem, dodawać olej i mąkę wymieszaną z proszkiem cały czas miksując.

Dodać szpinak, wymieszać.

Piekarnik rozgrzać do temp. 170 st. C

Ciasto przełożyć do prostokątnej dużej foremki wyłożonej pergaminem.

Piec ok. 1 godziny.

Wystudzić.

Ściąć wierzch i spód ciasta i drobniutko pokroić ścięte kawałki na kruszonkę.

Masa:

Galaretkę agrestową rozpuścić w szklance wrzącej wody, zostawić do całkowitego stężenia, po czym pokroić ją w kostkę.

Galaretkę cytrynową rozpuścić w 2 szklankach wrzącej wody, zostawić do stanu kiedy zaczyna zastygać.

Śmietanę ubić na sztywno, dodając śmietan-fix, dodać cukier puder, po czym wlać galaretkę cytrynową. Wymieszać, dodać pokrojoną w kostkę galaretkę agrestową, wymieszać.

Na ciasto nałożyć śmietanową masę, na niej rozsypać kruszonkę z ciasta.

Wstawić do lodówki na kilka godzin.