Kto uczestniczył w zmaganiach, gdzie one dokładnie były i kto zwyciężył? – przeczytać można na stronie http://ugotowani.tvn.pl/aktualnosci,893,n/uczestnicy-sezon-5-tarnow,106674.html
A tu moi faworyci: potrawy, które chętnie bym spróbowała (suflet i zupa dyniowa z nutą pomarańczy) i stoły, które bardzo mi się podobały:

Nie przepadam za formułą tego programu. Ale…. Oglądam go dość często, bo…. po prostu ciekawa jestem wystroju mieszkań, uczestników, propozycji menu, które serwują.
W „naszym”, tarnowskim odcinku zaskoczyło mnie, że tylko panowie byli z naszego miasta; panie natomiast są z miejscowości znacznie od Tarnowa odległych.
Jeśli chodzi o mieszkania, to zdecydowanie mam jednego faworyta: absolutnie fantastyczne, niebanalne mieszkanie ma p. Tomasz, urządzone pięknie, nowocześnie, z żelazną konsekwencją, bez mieszanki stylów, niezagracone.
Ale wróćmy do kulinariów.
W programie każdy gości pozostałych uczestników trzema daniami: przystawką, daniem głównym i deserem. U „nas” piętą achillesową gospodarzy były desery. Chyba tylko p. Tomasz się obronił, podając suflet czekoladowy z musem malinowym i lodami miętowymi. Odważnie! Bo wiadomo, jak to z sufletami bywa: kapryśne, lubią opadać. Ten smakował wszystkim. Wpisałam go sobie do wypróbowania.
Trzy osoby przygotowały spójne, jednorodne (w miarę) menu, z przewodnią nutą smakową lub choćby tylko wiodącym motywem w nazwie potrawy. I tak:
– mieliśmy menu inspirowane klimatami kuchni hinduskiej – pani Agnieszki – zupa dyniowa, cukinia nadziewana mieloną polędwicą wołową z kaszą jaglaną i duszonymi warzywami oraz bakalie z ryżem polane zmiksowanymi malinami
– pan Grzegorz – aktor – przedstawił menu inspirowane literaturą: naleśniki ze szpinakiem (a`la Pinokio), polędwicę wieprzową z kurkami z pieczonymi ziemniakami (trylogia smaku) oraz sekret Balladyny – warstwa pokruszonych ciastek przykryta mascarpone z bitą śmietaną i polane zmiksowanymi malinami
– pani Krystyna – z wykształcenia śpiewaczka – przygotowała dania, którym nadała muzyczne nazwy: błękitna rapsodia (mix sałat z niebieskim serem pleśniowym), przysmak wirtuoza (duszony królik z drożdżowymi kluchami) oraz pikantne wariacje (lody w syropie i likierze).
W menu p. Tomasza trudno było doszukać się motywu przewodniego, choć potrawy były interesujące: śledź marynowany z farszem kurkowym, złoty but generała czyli polędwica Wellington zapiekana w cieście francuskim z sosem szpinakowym oraz gorzki wulkan – suflet, o którym pisałam wyżej.
Patrzyłam tez pilnie na sposób podania. Ciekawe, że najpiękniej nakryte stoły zaprezentowali panowie.
Stół p. Grzegorza przykryty był czerwono-rdzawym obrusem, na którym położono w poprzek dwa białe bieżniki, które wyznaczały miejsca na 4 nakrycia, po dwa naprzeciw siebie. Serwetki , zwinięte w rulon, były związane rafią w kolorze obrusa. Talerze były białe, trójkątne. Potrawy, pięknie na nich ułożone, kusiły…. Najmniej podobały mi się kieliszki do wina, o zielonkawych czarach, co zdecydowanie zniekształca kolor wina.
Przepiękne nakrycie było w domu p. Tomasza; stół przykryty ciemnym, miało się wrażenie, że wręcz czarnym czy grafitowym w kolorze obrusem, z jaśniejszymi o ton serwetkami, na tym ciemnym tle świetnie grały rozrzucone jako dekoracja owoce gruszek i śliwek. Deser był podany na białych, owalno-trójkątnych porcelanowych tacach, w pięknych kształtem kokilkach, a kieliszki do wina były czarne. Nie jest to korzystne dla wina, ale prezentuje się, trzeba przyznać, świetnie.
Przystawkę i danie główne p. Tomasz podał w swoim pubie, który nawiązuje wystrojem do czasów PRL-u: obrus w biało-czerwoną kratkę, aluminiowe łyżki i widelce na łańcuchach jak w „Misiu”, kwiaty w butelce, oczywiście goździki, dyżurne kwiaty Polski Ludowej.
Zdecydowanie najmniej ciekawy był stół p. Agnieszki. Biały obrus, przykryty mniejszym, złotawym, ale o nierozprasowanych zagięciach, a talerze były raczej małe (zbyt małe do ilości potraw) i w dodatku we wzory – na takich talerzach bardzo trudno stworzyć kompozycję potrawy. Wystrój tego stołu zupełnie nie oddawał klimatu Indii, założonego w menu.
Moim faworytem zdecydowanie został p. Tomasz, który miał najbardziej dopracowane szczegóły swojego przyjęcia i jego program był chyba najciekawszy. Ale to nie on wygrał…..


















































































