„Ugotowani” w moim mieście

Kto uczestniczył w zmaganiach, gdzie one dokładnie były i kto zwyciężył? – przeczytać można na stronie http://ugotowani.tvn.pl/aktualnosci,893,n/uczestnicy-sezon-5-tarnow,106674.html

 A tu moi faworyci: potrawy, które chętnie bym spróbowała (suflet i zupa dyniowa z nutą pomarańczy) i stoły, które bardzo mi się podobały:

ugotowani w Tarnowie

Nie przepadam za formułą tego programu. Ale…. Oglądam go dość często, bo…. po prostu ciekawa jestem wystroju mieszkań, uczestników, propozycji menu, które serwują.

W „naszym”, tarnowskim odcinku zaskoczyło mnie, że tylko panowie byli z naszego miasta; panie natomiast są z miejscowości znacznie od Tarnowa odległych.

Jeśli chodzi o mieszkania, to zdecydowanie mam jednego faworyta: absolutnie fantastyczne, niebanalne mieszkanie ma p. Tomasz, urządzone pięknie, nowocześnie, z żelazną konsekwencją, bez mieszanki stylów, niezagracone.

Ale wróćmy do kulinariów.

W programie każdy gości pozostałych uczestników trzema daniami: przystawką, daniem głównym i deserem. U „nas” piętą achillesową gospodarzy były desery. Chyba tylko p. Tomasz się obronił, podając suflet czekoladowy z musem malinowym i lodami miętowymi. Odważnie! Bo wiadomo, jak to z sufletami bywa: kapryśne, lubią opadać. Ten smakował wszystkim. Wpisałam go sobie do wypróbowania.

Trzy osoby przygotowały spójne, jednorodne (w miarę) menu, z przewodnią nutą smakową lub choćby tylko wiodącym motywem w nazwie potrawy. I tak:

– mieliśmy menu inspirowane klimatami kuchni hinduskiej – pani Agnieszki – zupa dyniowa, cukinia nadziewana mieloną polędwicą wołową z kaszą jaglaną i duszonymi warzywami oraz bakalie z ryżem polane zmiksowanymi malinami

– pan Grzegorz – aktor – przedstawił menu inspirowane literaturą: naleśniki ze szpinakiem (a`la Pinokio),  polędwicę wieprzową z kurkami z pieczonymi ziemniakami (trylogia smaku) oraz sekret Balladyny – warstwa pokruszonych ciastek przykryta mascarpone z bitą śmietaną i polane zmiksowanymi malinami

– pani Krystyna – z wykształcenia śpiewaczka – przygotowała dania, którym nadała muzyczne nazwy: błękitna rapsodia (mix sałat z niebieskim serem pleśniowym), przysmak wirtuoza (duszony królik z drożdżowymi kluchami) oraz pikantne wariacje (lody w syropie i likierze).

W menu p. Tomasza trudno było doszukać się motywu przewodniego, choć potrawy były interesujące:  śledź marynowany z farszem kurkowym, złoty but generała czyli polędwica Wellington zapiekana w cieście francuskim z sosem szpinakowym oraz gorzki wulkan – suflet, o którym pisałam wyżej.

Patrzyłam tez pilnie na sposób podania. Ciekawe, że najpiękniej nakryte stoły zaprezentowali panowie.

Stół p. Grzegorza przykryty był czerwono-rdzawym obrusem, na którym położono w poprzek dwa białe bieżniki, które wyznaczały miejsca na 4 nakrycia, po dwa naprzeciw siebie. Serwetki , zwinięte w rulon, były związane rafią w kolorze obrusa. Talerze były białe, trójkątne. Potrawy, pięknie na nich ułożone, kusiły…. Najmniej podobały mi się kieliszki do wina, o zielonkawych czarach, co zdecydowanie zniekształca kolor wina.

Przepiękne nakrycie było w domu p. Tomasza; stół przykryty ciemnym, miało się wrażenie, że wręcz czarnym czy grafitowym w kolorze obrusem, z jaśniejszymi o ton serwetkami, na tym ciemnym tle świetnie grały rozrzucone jako dekoracja owoce gruszek i śliwek. Deser był podany na białych, owalno-trójkątnych porcelanowych tacach, w pięknych kształtem kokilkach, a kieliszki do wina były czarne. Nie jest to korzystne dla wina, ale prezentuje się, trzeba przyznać, świetnie.

Przystawkę i danie główne p. Tomasz podał w swoim pubie, który nawiązuje wystrojem do czasów PRL-u: obrus w biało-czerwoną kratkę, aluminiowe łyżki i widelce na łańcuchach jak w „Misiu”, kwiaty w butelce, oczywiście goździki, dyżurne kwiaty Polski Ludowej.

Zdecydowanie najmniej ciekawy był stół p. Agnieszki. Biały obrus, przykryty mniejszym, złotawym, ale o nierozprasowanych zagięciach, a talerze były raczej małe (zbyt małe do ilości potraw) i w dodatku we wzory – na takich talerzach bardzo trudno stworzyć kompozycję potrawy. Wystrój tego stołu zupełnie nie oddawał klimatu Indii, założonego w menu.

Moim faworytem zdecydowanie został p. Tomasz, który miał najbardziej dopracowane szczegóły swojego przyjęcia i jego program był chyba najciekawszy. Ale to nie on wygrał…..

Kuchnia indyjska – taką ją poznałam

Po lekturach, po degustacjach w bardziej czy mniej indyjskich lokalach (o czym wcześniej tu już pisałam) – przyszedł czas na indyjskie party mojego autorstwa.

Jak mi wyszło?

Och, potrawy na pewno były grzeczne (!) nie za ostre, nie za pikantne. Spójrzmy na menu:

menu indyjskie

Menu jest na żagielku, żagielek na łódce z papryki, a na niej siedzi tygrysek. Łódka płynie sobie po lazurowym obrusie.

stół indyjski

Czemu tak?

Bo towarzyszył nam film: Życie PI

Młody Hindus, przez niefortunny zbieg okoliczności, po katastrofie statku, odkrywa, że na łódce, dzięki której ocalał, znajduje się zebra, hiena, szczur, i …. No właśnie. I tygrys.

Och, nie będzie to takie proste przeżyć w tych okolicznościach.

Ale wróćmy do menu:

Najpierw samosy: z rewelacyjnego ciasta wyszperanego w necie (wkrótce podam przepis), nadziewane farszem ziemniaczanym z zielonym groszkiem

samosy

samosy

Kolejna potrawa to dal z soczewicy, coś pośredniego między gęstą zupą a duszoną potrawką

dal z soczewicy

Z dalu najmniej byłam zadowolona, jakoś bardzo źle mi się komponowały smaki przypraw, a tu okazało się, że właśnie dal był przez gości bardzo chwalony. Do tego podałam chlebki chapati (kupne! bo te, które sama upiekłam po kilku godzinach robiły się zbyt twarde).

Danie główne to kurczak tikka masala, z ryżem szafranowym i raitą. Raita była tak pyszna, że ledwie się opanowałam, żeby samej wszystkiego nie zjeść:)

tikka masala

Na zakończenie – zielona herbata

Nie piszę nic o napojach, bo wszelki alkohol w kuchni indyjskiej ze względów religijnych jest wykluczony, ale u nas jednak alkohol był – wino, o którym napiszę osobno, bo warte jest tego:)

A! i zapomniałam zapalić kadzidełka!

Kolacja na toskańskiej prowincji

Kuchnia toskańska to temat główny mojego kolejnego przyjęcia tematycznego. Dlaczego kuchnia toskańska? Towarzyszyła oglądanemu filmowi Andrieja Tarkowskiego „Nostalgia”, a tam główna akcja toczy się na toskańskiej prowincji, w miejscowości Bagno Vignone, koło Sieny, w centrum Toskanii. Pewnie wiele osób ma w oczach toskańskie krajobrazy: soczystą zieleń rozległych pól, obramowaną ciemną zielenią stojących równym rządkiem cyprysów, domy w kolorze sieny palonej, ochry, żółci i wyblakłej bieli. Na początku jesieni zieleń Toskanii nabiera coraz więcej żółtych, spłowiałych nut, dlatego też ten kolor był bazą wystroju stołu.

stół toskański

Do kawy, towarzyszącej filmowi wybrałam najsławniejszy sieneński smakołyk: panforte – ciasto korzenne z migdałów, orzechów laskowych, skórki pomarańczowej, miodu i mąki. Jest to w zasadzie ciasto jedzone w Boże Narodzenie, ale z uwagi na turystów – do kupienia o każdej porze roku.

panforte

Do tego wspaniały toskański cytrynowy likier: limoncello i kawa Lavazza (nieodmiennie uważam, że to najlepsza kawa na świecie! Oczywiście ta 100-procentowa arabica)

limoncello

Wino, które najczęściej kojarzone jest z Toskanią – to czerwone wytrawne chianti (te najlepsze mają znak czarnego koguta na etykiecie), ale tak naprawdę najlepsze jest tutaj Brunello di Montalcino, dojrzewające nie krócej niż 4 lata, wytwarzane ze szczepu Sangiovese. I to właśnie wino wybrałam do naszej kolacji.

brunello

Jak wyglądało menu:

toskańskie menu

Najbardziej charakterystyczna przystawką kuchni toskańskiej jest panzanella: czyli sałatka z pomidorów, cebuli, bazylii, oliwy i suchego namoczonego chleba. Podawałam ją jednak już kiedyś na naszym party, więc tym razem zrezygnowałam z niej, na rzecz pinzimonio – chrupiących świeżych kawałków warzyw podanych z dipem do maczania (u mnie była to odmiana vinegretu z sokiem pomarańczowym).

pinzimonio

I nie oparłam się pokusie kanapki; a tych we Włoszech jest mnóstwo: prostokątna pannini z ciabatty, grzanka bruschetta z pomidorem i mozarellą, grzanka crostini z pastą z wątróbek drobiowych, trójkatny sandwich tramezzini z majonezowym nadzieniem z kurczaka. Wybrałam tramezzini:

tramezzini

Tramezzini podano po raz pierwszy w 1925 roku w Caffe Mulassano w Turynie; do dziś kawiarnia istnieje i oferuje ponad 40 rodzajów kanapek, a twórcą ich nazwy jest pisarz Gabriele D`Annunzio.

Następnie podałam zupę – wybrałam ribollitę, chyba najsłynniejszą zupę toskańską; jej nazwa znaczy – ponownie gotowana; gotuje się ją jak polski bigos, kilka dni, codziennie podgrzewając, by smaki doskonale sharmonizowały się. Podstawowe składniki ribollity to fasola, kapusta i pomidory, ale obowiązkowo musi być też obecny czerstwy chleb, najlepiej ten toskański, pieczony bez soli. Najczęściej turyści uważają że ten chleb jest wstrętny, bez smaku, i nie przyjmują do wiadomości, że robi się go głównie jako neutralne tło do sosów i zup. W naszej zupie był zwykły, polski chleb

ribollita

Nie ma Italii, w tym także i Toskanii, bez pasty (makaronu). Na party przygotowałam tagliatelle (oryginalne, toskańskie) z pancettą (dojrzewający w soli i przyprawach suszony boczek) oraz grzybami (prawdziwkami) – bo Toskania to prawdziwy raj dla grzybiarzy. Dodatkiem do sosu były orzeszki pinii, smakołyk, z uwagi na cenę trudno dostępny, ale też nie ma się co dziwić, bo te drobinki, kremowe perełki, są po prostu obranymi z łusek, jadalnymi nasionami sosny, więc dość to pracochłonne jest, a poza tym, ile szyszek trzeba na kilka deko nasionek! Ale trzeba przyznać, że pini są pyszne.

tagliatelle

Jako główne danie wybrałam schab w sosie jabłkowo-porowym, według przepisu Leonardo da Vinci. Wykorzystałam tu książkę autorstwa Dave’a DeWitta Kuchnia Leonarda da Vinci, rozpatrującą tematykę historii włoskiej od renesansu po czasy współczesne od strony kulinarnej.

 Mięsa we włoskiej kuchni powinny być ugarnirowane jarzynami, przy czym raczej nie wchodzą tu w grę ziemniaki; często jest to cukinia, fasolka, bakłażan, groszek. Zdecydowałam się na fasolkę szparagową i smażone płatki cukinii.

schab Leonarda

Właściwie najbardziej charakterystycznym mięsem jadanym w Toskanii są bistecci alla fiorentina – solidny plater wołowiny rasy Chianina, z chrupiąca skórką, opiekany na rozżarzonym węglu drzewnym. Ale u nas trudno kupić wołowinę na steki, a próby podróbek z twardego mięsa naszych krów kończą się porażką.

Do zobaczenia na przyjęciu za miesiąc! Tym razem w kuchni indyjskiej.

Kuchnia filmowa – tym razem sycylijska

Nie będzie to opowieść o kuchni mafijnej:) nie, nie.

Kuchnia sycylijska towarzyszyła nam przy oglądaniu innego rodzaju filmu: oskarowego Cinema Paradiso w reżyserii Giuseppe Tornatore z muzyką Ennio Morricone. To opowieść o fascynacji kinem małego Totta (późniejszego reżysera filmowego) i jego przyjaźni z kinooperatorem Alfredo.

Film przeniósł nas na Sycylię, do małego miasteczka Giancaldo. Studia tematu wykazały jednak, że takiej miejscowości w rzeczywistości nie ma. Film był kręcony w Palazzo Adriano, nieopodal Palermo. Gdyby więc ktoś chciał w czasie wakacyjnych wędrówek zobaczyć miasteczko Totta i Alfreda, musi udać się na północny cypel Sycylii, do malutkiego Palazzo Adriano.

menu sycylijskie

film cinema paradiso

Dla kuchni nie ma to jednak znaczenia. Kuchnia sycylijska jest dość jednorodna, nie ma terytorialnego zróżnicowania. Nie odbiega też zbytnio od kuchni południowej Italii; może tylko więcej tu naleciałości i zapożyczeń arabskich. Ale i to nie do końca ja charakteryzuje. Bo na przykład je się tu sporo wieprzowiny, co dla Arabów, w większości przecież wyznawców Islamu, jest nie do pomyślenia.

         W filmie początkowa scena pokazuje wielką misę pełną żółtych, dorodnych cytryn – Sycylia jest największym ich producentem w basenie Morza Śródziemnego. Właśnie kolor żółty jest kolorem wyspy: żółte, palące słońce, żółty piasek plaż, żółte cytryny…. Dlatego taki właśnie kolor zaproponowałam w wystroju naszego kolacyjnego stołu.

stół sycylijski

Tak jak owocem Sycylii są cytryny (obok cytryn także pomarańcze, te z czerwonym miąższem), tak jej warzywem jest bakłażan – fioletowa gruszka miłosna, melanzane. Pięknie błyszczące, wypolerowane, w obróbce kulinarnej bakłażany tracą wiele na wyglądzie, robią się bure i nijakie, ale – zaskakują cudownym, dojrzałym smakiem. Bakłażan jest podstawowym składnikiem caponaty – potrawy z duszonych warzyw; obok niego dodaje się tu jeszcze cebulę, seler naciowy, pomidory i kapary.

To potrawa o wielowiekowej tradycji, istnieją niezliczone jej wersje, ale każdy Sycylijczyk zapewni was, że najlepszą caponatę przyrządza jego mamaJ  Ja zrobiłam caponatę według przepisu „Mafijnej książki kucharskiej” autorstwa Joe Cipolla.  Caponata była u nas warzywem towarzyszącym kotletom schabowym po sycylijsku; do ich panierki dodaje się ser Pecorino Siciliano (znany również pod nazwą tuma lub tumazzu, którego wyrazisty smak jest dodatkowo zaostrzany poprzez nadziewanie go ziarenkami pieprzu. Po poddaniu procesowi dojrzewania, ser Pecorino twardnieje i jest używany głównie do tarcia).

caponata

Bakłażan jest też podstawowym składnikiem sosu do sycylijskiej specjalności: pasta a`la Norma, nazwanej tak na cześć sycylijskiego kompozytora Vincenzo Belliniego, autora opery „Norma”; rola tytułowa jest jedną z najtrudniejszych partii sopranowych w całym repertuarze operowym. Jedną z najsłynniejszych jej wykonawczyń była Maria Callas. Spaghetti a`la Norma posypywane jest ostrą, solankową, twardą odmianą sera ricotta – okazało się, że bez problemu ją można u nas kupić, w Almie.

spaghetti a la Norma

W sycylijskim menu nie powinno zabraknąć arancini di riso (ryżowe pomarańczki) –  to ulepione z gotowanego  ryżu kule z mięsnym lub mięsno-serowym nadzieniem. Usmażone na złoto rzeczywiście wyglądają jak pomarańcze.

Zrobiłam je według książki Krzysztofa Mazurka „Podróż na liściu bazylii”  (pisałam już o tym kiedyś na blogu).

arancini

Drugą przystawką była sałatka sycylijska z fenkułu i pomarańczy.

sałatka sycylijska

Przystawkom i daniom głównym towarzyszyło wino Nero d’Avola (dosłowne tłumaczenie: Czerń z Avoli) – to czerwona sycylijska odmiana będąca najbardziej popularnym szczepem Sycylii. Miejscowość Avola położona jest w południowo-wschodniej części Sycylii i tu właśnie szczep się rozwinął wieki temu i stąd rozprzestrzenił się po całej wyspie. Nero d’Avola często porównywany jest z Syrah. To wino o aromatach roślinnych, smaku czarnych porzeczek, wiśni i dżemów owocowych. Wino jest przeważnie intensywnie ciemnoczerwone, niemal przechodzące w czerń. Dostępne w Almie

wina sycylijskie

Co do wyboru deseru – nie było wątpliwości – najsłynniejszy sycylijski deser to ciasto cassate. Upstrzony kandyzowanymi owocami tort, którego głównym komponentem jest delikatny serek ricotta. Jego powstanie zawdzięcza wyspa prawdopodobnie cukiernikom arabskim. Legenda mówi, że w haremie w mieście Kalat el Nissa (dzisiejsza Caltanisetta) żony emira broniły się przed nudą, wymyślając słodycze:)

A do cassaty nie można było nie podać wina Marsala. To najsłynniejsze tradycyjne wino Sycylii, wzmacniane, podobnie jak porto czy sherry; stworzone zostało przed dwoma wiekami przez angielskiego kupca.

 cassate

Następne filmowe spotkanie – po wakacjach; zapraszam!

W orkiszowej kuchni Hildegardy z Bingen

Niezwykłe życie niezwykłej niemieckiej zakonnicy z XII wieku – to kanwa filmowego i kulinarnego (!) spotkania. Oglądaliśmy niemiecko-francuski film z 2009 roku w reżyserii Margarethe von Trotta: „Wizja – z życia Hildegardy z Bingen”
W ostatnich latach obserwuje się, zwłaszcza w Niemczech, duży wzrost zainteresowania życiem, poglądami i dorobkiem naukowym Hildegardy. Ceni ją bardzo papież Benedykt XVI (ogłosił ją świętą), a zwolennicy zdrowego stylu życia chętnie obierają ją za swoją patronkę i mistrzynię. W jej kuchni królował orkisz – pra-pszenica, mająca wiele cennych właściwości.
Istnieje dość pokaźna literatura przedmiotu, nie miałam więc kłopotu przy ustalaniu menu na przyjęcie
menu Hildegardy

wygląd stołu

literatura przedmiotu

Jako dekorację stołu wybrałam zioła, które Hildegarda bardzo ceniła
A potrawom towarzyszyło wino riesling, którym (słusznie) szczycą się Niemcy
zioła

riesling

Jako czekadełko i przystawkę podałam ciemne, pełnoziarniste pieczywo, masło i twarożek oraz sałatkę z fenkułu z pomarańczami (tu juz ukłon w stronę współczesności, bo Hildegarda nie zalecała spożywania surowych warzyw i owoców)
pieczywo

fenkuł i pomarańcza

Potem zupa z dyniowa z płatkami orkiszowymi
zupa dyniowa

Następnie makaron orkiszowy z sosem z grzybów leśnych (prawdziwki i kozaczki)
makaron orkiszowy

I danie główne: duszony indyk z fasolką szparagową

indyk z fasolką

Do kawy były ciasteczka orkiszowe; mało efektowne, ale pyszne

ciasteczka orkiszowe

Filmowe party

Obejrzeliśmy głośny, aczkolwiek dziwny nieco w pomyśle, film francusko-włoski „Habemus papam”, z dużą rolą Jerzego Stuhra – jako rzecznika prasowego Watykanu.
Menu kolacji było więc oczywiste: ulubione potrawy papieży i prałatów.
menu watykańskie

film

stół wystrój

Pojawiło się trochę pozycji książkowych na ten temat, więc nie było problemu z przepisami. Korzystałam głównie z dwóch książek: Sekrety kuchni Watykanu i Przysmaki papieży i prałatów

sekrety kuchni Watykanu

Przysmaki papieży

W czasie filmu podałam tartę tiramisu, truskawki i popcorn:)))))))
tarta tiramisu

popcorn

A to już dania kolacyjne:
Przystawki: marynowane cukinie i karczochy, pomidorki koktailowe, sałatka fasolowa z tuńczykiem
antipasti

Zupa: minestrone – koronacyjna zupa Benedykta XVI; zdziwiłam się, że tak prostą zupę podano w czasie inauguracji jego pontyfikatu, zawsze myślałam, że to jest coś znacznie bardziej wyrafinowanego:)
zupa Benedykta

I danie: strangolapreti z duszonymi młodymi prawdziwkami i kurkami; strangolapreti to dusiciel kapłanów; ta dziwna nazwa oznacza po prostu knedle ze szpinakiem. Etymologia słowa nie jest zbyt pewna; Makłowicz przypuszcza, że jakiś kapłan mógł się zadławić, połknąwszy zbyt dużą kluskę, i tak już ta nazwa została:)
strangolapreti

Danie główne: roladki cielęce w sosie marsala z zapiekanym fenkułem i pieczonymi cebulami.

danie główne

roladki cielęce

fenkuł

A towarzyszyło temu wino Châteauneuf-du-Pape, z Prowansji, białe wytrawne (rzadko w Polsce spotykane, najczęściej można kupić czerwone). Białe bardzo nam smakowało:)

wino

Chłopskie jadło

Jan Jakub Kolski bardzo często osadza swoje filmy w realiach polskiej wsi, takiej niemal pierwotnej, nierzadko szorstkiej, trochę baśniowej, trochę nierealnej… klimatycznej.
Lubimy tutaj jego filmy.
Jego „Cudowne miejsce”, które oglądaliśmy, kręcone było w dolnośląskim Czeszowie, niedaleko Trzebnicy, stąd też postanowiłam podać dania kuchni chłopskiej, z rejonu Dolnego Śląska.
Zastawa stołowa też nawiązywała do wiejskiej chaty: menu na desce do krojenia, przewiązanej sznurkiem, gliniane kusztyczki do miodu, gliniane miski i kokilki, rumianki i pasiak na stole, obrus lniany z mereżką, ludowe serwetki (no – motyw serwetek był wprawdzie kurpiowski, ale nie zawsze kupi sie to, co się chce kupić)
menu na desce

sztućce na desce

rumianki

kufelki do miodu

Jako przekąskę podałam pasztet z selera – duma i oryginalny wyrób gospodyń z trzebnickich wzgórz – wszystkim smakował
pasztet z selera

Potem bigos wrocławski z czerwonej kapusty
bigos wrocławski

Zalewajka – której w filmie trudno nie zauważyć:)
zalewajka

chleb

Jako główne danie – zrazy piastowskie z polędwicy wołowej z nadzieniem z wątróbki z pomidorowym sosem, a do tego prażoki – swego rodzaju ziemniaczane pure
zrazy piastowskie

prażoki

Do tego miód pitny dwójniak „Staropolski”
miód dwójniak

A do kawy mieliśmy ciasto miodowe z masa grysikową
ciasto grysikowe

Jubileuszowo….

To już ładny kawałek czasu:) filmowe spotkania i towarzyszące im przyjęcia zaczęły się w 2004 roku i właśnie mieliśmy 50. spotkanie
torcik jubileuszowy

Do mnie należy oprawa kulinarna i każde spotkanie to indywidualny, autorski projekt tematyczny, często eksperymentalny:)
Uwielbiam ten czas studiowania regionalnych, narodowych kuchni, wyszukiwanie i wcześniejsze testowanie przepisów, gromadzenie akcesoriów wystroju stołu i produktów kulinarnych, czasami aż z zagranicy.
To także opracowywanie pamiątkowych kart menu o różnych formach i kształtach
menu

Jubileuszowym filmem było „Pi” w reżyserii Aronofskiego, mający wiele odniesień żydowskich. Kuchnia była więc żydowska.
Głównym źródłem przepisów były książki: „Kuchnia żydowska według Rebeki Wolff” w opracowaniu Barbary Adamczewskiej i „Cymes czyli kuchnia żydowska” Katarzyny Pospieszyńskiej

oglądamy film

Mieliśmy więc:
Jako przystawkę: gałki drobiowe w galarecie i pierożki kreplach (2 rodzaje: z wątróbką i białym serem)
gałki drobiowe w galarecie

pierożki kreplach

Były też jabłka, ale okazały się ostaecznie tylko elementem dekoracyjnym; każdy z gości rezygnował skwapliwie z możliwości ich degustacji:) nawet tych zielonych, kupowanych na sztuki!
jabłka

Zupa Jankiela, która zrobiła furorę:) gulaszowa, z rodzynkami, podprawiona dżemem
Długo czekałam, ale wreszcie udało mi się kupić do zupy nowe bulionówki, kremowe Le Creuset; są takie piękne i bardzo pasują do mojej zastawy stołowej (właściwie nigdy nie używam talerzy głębokich do podawania zup, wolę bulionówki lub miseczki).
zupa Jankiela

Danie główne: wołowina duszona po sefardyjsku z farfelkami i mixem sałat

wołowina po sefardyjsku

Pod znakiem papryki

Paprykowo, pomidorowo, pikantnie, węgiersko. W kolorze czerwonym. I jesiennie.
Takie było moje niedzielne popołudnie, na pierwszym powakacyjnym spotkaniu klubowiczów-miłośników dobrego kina.
kosz jesienny

stół jesienny

Kolacja była węgierska, tym razem nie związana tematycznie z oglądanym filmem (oskarowy „Becket”), ale chciałam pochwalić się kulinarnymi wrażeniami z wakacyjnego wyjazdu i przywiezionymi przysmakami.
menu

film becket

Wszędzie na Węgrzech ucztowanie zaczyna się od palinki i pogaczy. Palinka to dość mocna nalewka owocowa (przywiozłam gruszkową), a pogacze to rodzaj pikantnych ciasteczek do pogryzania.
alkohole

pogacze

Jako przystawkę podałam naleśniki Hortobagy, z pikantnym mięsnym nadzieniem, zapiekane z sosem pomidorowym
naleśniki Hortobagy

Zupa: bogracz gulasz – jak potem mi mówiono, to chyba właśnie ona najbardziej smakowała gościom
bograczgulasz

Główne danie to tokany siedmiu wodzów – rodzaj pikantnego gulaszu z kilku rodzajów mięs, z kluseczkami i paparyką.
Do tego podałam wino cabernet sauvignon, barykowane (czyli przechowywane w specjalnych beczułkach), czerwone wytrawne, o pięknie skomponowanym bukiecie; kupiłam go na degustacji na Węgrzech.
tokany 7 wodzów

Do kawy zrobiłam strudel z jabłkami (wykorzystałam ciasto filo).

strudel

Straszny czwartek w domu pastora

Według opowiadania Karola Ludwika Konińskiego „Straszny czwartek w domu pastora” powstał film Stanisława Różewicza „Samotni we dwoje” (1968). Nie spodobał mi się scenariusz, bo zbytnio upraszczał tematykę opowiadania, i pomijał istotne dość wątki, ale generalnie film jest świetny, i w dodatku z gwiazdorską obsadą: Horawianka, Voit, Gogolewski, Feldman, Kłosiński.
Film polski – to i menu kolacji, którą przygotowałam dla moich gości, było polskie:)
menu 1

menu 2

Chciałam przygotować kuchnię taką trochę ludową, z daniami nieco zapomnianymi, a jednak polskimi.
Stąd zupa nowalijkowa z botwinki, pieczona jagnięcina, młode ziemniaki, młoda kapusta (ale w formie surówki z młodą marchewką)
zupa z botwinki

jagnięcina

Podałam jednak (mimo pewnych obaw, jak goście przyjmą to danie) ozór w szarym sosie; ale jako danie dodatkowe:) nazwałam je daniem dla konesera; oprócz jednej osoby, goście chętnie go próbowali:)
ozór

Jako przystawki była deska polskich serów zagrodowych (oscypek – w plastrach i warkoczykach, bryndza, sekret mnicha, koryciński, twarożek tyniecki) z dodatkiem ogórków małosolnych oraz sałatka serowa (ser solankowy, oscypek, cebula, pomidory, kuskus)
deska serów

oscypek

sałatka serowa

Do tego węgrzyn (dawniej w Polsce bardzo popularny); wybrałam czerwone wytrawne Badacsony; bardzo nam smakowało
węgrzyn

Wystrój stołu tez taki stylizowany trochę na ludowo: żółto-pomarańczowy pasiak, serwetki z łowicką wycinanką, margerytki w wazonie, gliniane miski
wygląd stołu

pasiak

margerytki

gliniane miski

A do kawy – biszkopt z truskawkami
biszkopt z truskawkami

Następna impreza – zapraszam po wakacjach:)