Jak tworzyć menu na domowe przyjęcie? dylematy!

Zwykle moje cykliczne domowe przyjęcia towarzyszą filmowi, wspólnie oglądanemu.

Staram się dobrać menu nawiązujące do tego filmu. Czasem zdarza się, że znam film, który mamy oglądać, i jeśli jest tam jakaś potrawa, zwykle pojawia się ona również u nas. Często nawiązuję do kuchni narodowej akcji filmu, wybierając najbardziej znane i charakterystyczne potrawy danego kraju.

przykładowe menu

(przykładowe moje menu)

I tu już zaczynają się schody, bo nie zawsze obowiązuje schemat znany z naszej kuchni: przystawka-zupa-danie główne-deser (jest to zresztą schemat europejski, przejęty jako wzorzec z kuchni francuskiej). Różnie to jest w różnych kuchniach. W kuchni chińskiej na przykład stawia się w centralnym punkcie stołu misę z ryżem, a wokół niej miseczki z przeróżnymi dodatkami, i wszystko to od razu. Gdzie indziej obowiązują zasady, że  pewnych składników nie łączy się z innymi, jak u nas. Miałam raz taką ewidentną wpadkę z kuchnią włoską, kiedy jako dodatek do mięsa w daniu głównym podałam makaron. Oj, wytknięto mi to bezlitośnie – w sumie słusznie (nie zrobili tego goście!) Od tamtego czasu studiuję dokładnie zwyczaje kulinarne danego kraju, który chcę zaprezentować.

Czasem kieruję się narodowością reżysera. Raczej jest to jednak bezpośredni związek menu z filmem.

Ale ostatnio namącił mi nieco w głowie przeczytany wywiad z p. W.M. Amaro, który został poproszony o stworzenie menu do festiwalu filmów kulinarnych.

Powiedział: „Za wszelką cenę starałem się uniknąć oczywistości wynikających z filmu. Nie sugeruję się tytułem, krajem, w którym wyprodukowano film, wątkiem przewodnim. Staram się znaleźć coś ciekawego, detal, który mógłbym wyeksponować. W przypadku filmu „The Recipe” – „Przepis” tym punktem zahaczenia była sól, która w filmie zmienia smak gulaszu, a także – zmienia oblicze głównego bohatera, reportera poszukującego receptury perfekcyjnej potrawki (…) pobawiliśmy się różnymi solami. Co prawda nie udało nam się zamrozić łez ciekłym azotem, by udekorować takimi słonymi kryształkami talerze, jednak to chyba byłaby już ta oczywistość, której starałem się unikać. (…) Sól to wiele różnych odmian, kolorów, smaków. W menu pojawiła się m.in. sól waniliowa, sól wędzona czy sól limonkowo-kokosowa, którą wykończyliśmy deser z czekolady i mrożonego ciekłym azotem jogurtowego musu”

No tak…. Ale on jest artystą…

I dla niego dania flagowe danego kraju – to przedszkole.

A ja – idąc dalej tym tokiem obrazowania – ciągle nadal jestem w przedszkolu, ot, co. I pewnie jeszcze długo będę.

 Dodam, że właśnie studiuję kuchnię nowojorską – bo we wrześniu mamy w planie obejrzeć film „Sunset Limited”, który dzieje się właśnie w N.Y.

 



Warszawskie menu dla B. Obamy

Póki co, mało jest zdjęć potraw i wystroju stołów w czasie wizyty w Polsce amerykańskiego prezydenta.

 Obama w arkadach

Wiadomo, jak wyglądał stół w Zamku Królewskim, w arkadach Kubickiego: śnieżnobiały obrus, wizytówki w rameczce dla każdego z gości, przy każdym nakryciu 3 kieliszki i kieliszek do wody, talerzyk z kromką chleba, bułeczką i nożykiem do smarowania. Grube, proste białe świece na podstawce równo z poziomem stołu – bez żadnych osłonek, bez świecznika – niezbyt mi się podobały, takie przaśne były. Kwiaty – centralna kompozycja przed prezydentami i mniejsze bukiety wzdłuż stołu. Wydaje się, patrząc na zdjęcia, że tam ciemnawo nieco było; ale to może jednak złudzenie.

miejsce dla B. Obamy

Z lunchu przygotowanego przez W. Amaro nie znalazłam nigdzie zdjęć.

Ale wiadomo już jakie było menu głównych, reprezentacyjnych posiłków: wtorkowego obiadu wg W.M. Amaro i kolacji wg p.p. Kręglickich.

Zapiszę je tu sobie, dla pamięci i szkoleniowo:), dla porównania:

W.M. Amaro:

1. chłodnik z zielonych truskawek, zielonych szparagów i szczawiu, białe szparagi, olej bukowy, krwawnik, zioła, kwiaty nasturcji, słynne czarne pieczywo Atelier Amaro z czarnuszką i palonym sianem łąkowym, do chleba masło kurkowe

2. jagnięcina podhalańska podwędzana igłami modrzewiowymi, kasza gryczana niepalona, karmelizowana maślanka, małe chrupiące kurki, seler pieczony z trawą żubrową, olej z dzikiego czosnku niedźwiedziego

3. Deser: truskawki – czerwone oraz twarde, zielone z kwiatami czarnego bzu, do tego odrobina rabarbaru i czereśni z werbeną cytrynową, lody z natki pietruszki.

pp. Kręgliccy

1. Wędzony jesiotr warmińsko-mazurski w postaci musu, płatków ryby i ikry, z emulsją z rokitnika oraz sałatka z rzodkiewki, kalarepki i trybuli

2. Zupa krem z białych szparagów z pokruszonym serem korycińskim, olejem rzepakowym z Góry św. Wawrzyńca i płatkami bratków

3. Jagnięcina pieczona z trawą żubrową, ziemniaki zapiekane ze śmietanką, czerwoną kapustą i żurawiną

4. Deser: mus chałwowy (czyli bita śmietana z chałwą i białą czekoladą) obsypana truskawkami i listkami werbeny, udekorowany sezamkami i karmelową siateczką

Jest dużo punktów stycznych i podobieństw w tych jadłospisach, prawda?

Wykorzystanie produktów sezonowych: te truskawki, szparagi, płatki kwiatów, zioła, w obu przypadkach jako danie główne jagnięcina.

Obydwie ekipy deklarowały i stawiały na produkty polskie, regionalne.

Ale preferowały kuchnię lekką, nietłustą, nie zawiesistą.

Na pewno było bardzo dekoracyjnie. Czy smacznie? I czy zaspokoiły te dania głód? Pewnie tak:)

Zdziwiła mnie ta jagnięcina. Oczekiwałam raczej jakiejś dziczyzny, czy dzikiego ptactwa.

Nic nie wiemy o doborze win i napoi do potraw, a szkoda.

P. A. Kręglicka zapowiadała, że poda przepisy na dania przez nią serwowane; będę to śledzić.

Kolejność i łączenie potraw było w zasadzie tradycyjnie polskie: przystawka, zupa, danie główne, deser. W daniu głównym: mięso, ziemniaki u Kręglickich, kasza u Amaro, plus dodatek warzyw; Kręgliccy poszli w typowo polską kapustę.

W deserze (i chłodniku) intrygują mnie najbardziej zielone niedojrzałe truskawki Amaro; ciekawe, jak to smakowało! On jednak naprawdę ma duszę eksperymentatora i łowcy smaku!

Menu filmowe do „Grawitacji”

Jak dobrać menu do filmu, który ogląda się wspólnie, a potem zasiada się do stołu?

Do tej pory nie miałam z tym specjalnych trudności, ale ostatnio namieszała mi nieco w głowie wypowiedź na ten temat W.M. Amaro; o tym wkrótce napiszę szerzej.

A póki co moje ostatnie przyjęcie, towarzyszące filmowi „Grawitacja”: szafirowy (jak niebo) wystrój stołu, granatowe, z orbitami kartoniki menu

Film opowiada o niespodziewanej katastrofie w kosmosie, kiedy szczątki zestrzelonego satelity szpiegowskiego uderzają w stację kosmiczną na orbicie ziemskiej, niszcząc i zabijając w reakcji łańcuchowej niemalże wszystkich, poza parą astronautów, którzy walczą o przetrwanie i powrót do domu. Film zdobył w tym roku aż 7 oskarów: za najlepszą reżyserię (Alfonso Cuaron), najlepsze zdjęcia, najlepszy montaż, muzykę, dźwięk, montaż dźwięku i najlepsze efekty specjalne.

Jakie menu mogłoby być na stacji kosmicznej??? Tubki, plastikowe woreczki, mrożonki na tackach?

Poszłam w innym kierunku, zwłaszcza, że główna bohaterka (Sandra Bullock) nie miała ani czasu, ani możliwości próbować cokolwiek. Tematu jedzenia w tym filmie nie ma.

Ale pomyślałam sobie, że spróbuję przygotować coś odlotowego. I przyszła mi do głowy niezwykła, molekularna kuchnia Wojciecha Modesta Amaro. Oczywiście, moja propozycja to tylko luźna dość inspiracja jego kuchnią, bo i składniki oryginalne trudno byłoby zdobyć, i nowoczesne techniki kulinarne są dla mnie niedostępne.

Poszperałam w necie i w jego książce „Natura kuchni polskiej” i wyszukałam jego przepisy, które da się dość dokładnie odtworzyć w warunkach domowych.

I oto moje menu:

Jako przystawkę podałam pieczone warzywa z rukolą, pestkami

i kozim serem

Pierwsze danie to filiżanka czystego barszczu z paluchem drożdżowym i kolorowymi jajkami na listkach młodego szpinaku

Danie główne to rolada z piersi kaczki (z nadzieniem morelowym, zawinięta w liść botwiny), pure z kalafiora z plastrem buraka, plastrem batata i śliwką suszoną

Deser nie był już kosmiczny, po prostu zaczął się sezon truskawek, więc podałam Eton mess

A do kawy w czasie filmu było ciasto „Leśny mech” – odlotowe z uwagi na kolor:)

Menu degustacyjne z finału Top Chef

Przyznam, że zaraz na drugi dzień po zakończeniu finału Top Chef, pobiegłam na blogi i internetowe fora, szukając relacji i jakichś podsumowań – a tu Cisza! Na Fb było trochę wpisów, ale raczej typu: to nie ten powinien wygrać, kto inny był najlepszy, itp.

To prawda, że ja też nie od razu miałam coś do powiedzenia. Ale już to sobie wszystko przemyślałam, poukładałam w głowie, fragmenty obejrzałam sobie ponownie.

To co? Pogadajmy o stronie stricte kulinarnej finału, co? O menu degustacyjnym.

menu degustacyjne

(zdjęcie z sieci)

Mnie osobiście bardzo takie coś się podoba, taka możliwość spróbowania po troszku wszystkiego, co kuchnia ma do zaproponowania.

Gdybym miała wybierać, czyje menu degustacyjne z finału chciałabym spróbować, to wizualnie na pewno wybrałabym Przemka; jego talerze były pięknymi obrazami, o cudownie zestawionych kolorach, pięknej kompozycji, a już jego fiołkowa wata cukrowa była rozczulająca – przenosiła w odpustowo-jarmarczny świat dzieciństwa:)

Przypomnijmy menu Przemka:

Tatar z żubra z żółtkiem przepiórczym i emulsją z czosnku niedźwiedziego, łosoś bałtycki z lodami chrzanowymi na ziemi z pumpernikla, grasica cielęca z galaretkami z zielonych szparagów i pomidorów, sandacz ze skorzonerą, sałatką z ogórka z rakami i pianą rakową, mus czekoladowy z kaczą krwią, bezami porzeczkowymi i fiołkową watą cukrową

Ale wyobrażając sobie spodziewane smaki potraw – wybrałabym menu Adama; bardziej przemawiają do mnie jego tradycyjne propozycje.

Menu Adama: młodziki opolskie (gołąbki) z kaszą i jajkiem, łosoś z tatarem z morskiej kaczki i granitą ogórkową, żubr z grzybami i sufletem serowym, pierś z kaczki ze skorzonerą, praliną orzechową, kaczymi sercami i foie gras z wędzonym węgorzem, tarta czekoladowa z wiśnią molekularną.

Adaś poszedł w ciekawe, molekularne formy; „Harry Potter kuchni nam wyrósł” – to ładne określenie.

Menu finalisty, Sebastiana było takie:

Burak z kozim serem, miodem i roszponką, smażone foie gras z rzepą, kalarepą i chrzanem, halibut z koprem włoskim, kalafiorem i orzechem laskowym, zając marynowany z jałowcem, skorzonerą i owocami leśnymi, ravioli z ananasa z musem z mango, pure malinowym i pomarańczą

Najmniej przypadł mi do gustu deser Sebastiana; pierożki na słodko. Takie w sumie mało efektowne, niezbyt dekoracyjne.

Przyjrzałam się dokładnie kompozycjom na talerzach. Taki np. Adam był kilkakrotnie krytykowany za rozczłonkowanie składników potrawy po talerzu. A z kolei u Sebastiana to właśnie się jury podobało. Nie umiem, niestety, ocenić w czym tkwi błąd takiej kompozycji, w czym jej siła, i kiedy można sobie na to pozwolić, a kiedy nie.

Ciekawe, że żaden z szefów nie podał w swoim menu zupy. Dla mnie, która jestem ich fanką, to zdecydowany brak. Może nadeszła taka moda, że zupę uważa się za mało wykwintną? I jest zdradliwa, to fakt; były tu w top chefie wpadki z nią.

Jednak te propozycje stoją o niebo wyżej (jeśli chodzi o kunsztowność i wyrafinowanie) w stosunku do propozycji finalisty I edycji top chef, Martina. Bo menu Martina było bardzo tradycyjne: homar z marakują i sałatką, grillowane ośmiornice z sosem chrzanowym i ziemniakami, agnolotti (pierożki) z łososiem, polędwica wołowa z foie gras, bazyliowa pana cotta.

A finaliści II edycji nie bali się eksperymentów, zestawień smakowych i nowoczesnych technik.

Jeszcze sprawa zakupów. „Alma” się przygotowała, prawda? Ależ oferta była do dyspozycji: młode gołąbki, mięso z żubra, grasica, foie gras….. nic dziwnego, że szefowie rzucili się na te tak nietypowe i trudne do zdobycia produkty.

Podsumowanie świątecznego menu

1)      W zasadzie jestem zadowolona.

Ale jednak było tego wszystkiego za dużo. Robi się jak dla pułku wojska, a potem nie ma kto tego jeść. Co roku historia się powtarza – kiedy zaczynam czytać propozycje innych na święta – dopada mnie maksymalizm i obawa, żeby nie było za mało. Zapisz sobie, dziewczyno, dużymi literami na zaś: NIE BĘDZIE za mało.

2)      Z wypróbowanych nowości średnio sprawdziła się rolada z jajek, z szynką, groszkiem i brokułami – przepis z gazety. W smaku była o.k., ale wizualnie to trzeba by nad nią popracować. Myślę, że sobie to zmodyfikuję i wprowadzę do moich domowych przepisów, ale żelatynę rozpuszczę w śmietance, no i na pewno dodanie jajek na twardo w całości nie sprawdza się, bo przy krojeniu konstrukcja galarety rozpada się. Myślę, że jajka po prostu grubo posiekam. I brokuły zrobiłam zbyt jędrne, tutaj powinno się je ugotować do miękkości.

3)      Nie wypróbowałam przepisu na nowy mazurek.

Właściwie, to jakbym się sprężyła w Wielką Sobotę, to bym jeszcze zdążyła go zrobić, ale… patrz punkt 1) – kto by to zjadł? Jednak on mnie kusi i przy okazji go wypróbuję.

4)      Chcę mieć foremkę na mazurek w kształcie jajka, taką owalną. I to najlepiej, żeby nie była duża, bo zaczynają mi się marzyć malutkie mazurki.

5)      Dostałam w prezencie mazurek czekoladowy

mazurek czekoladowy

Piękny, prawda?

Może uda mi się zdobyć przepis, jest możliwość, tyle że okrężną trochę drogą. Mazurek jest bardzo smaczny; jest w nim cieniutka warstwa ciasta kruchego, przykryta powidłem, na to ciasto ucierane, może biszkoptowe (???) z bakaliami w środku i orzechami, przykryte wszystko polewą czekoladową.



Logistyka świąt

Najpierw jest etap, który bardzo lubię – planowanie menu świątecznego: śniadania wielkanocnego, obiadu, wypieków, wędlin i mięs. Przeglądanie rodzinnych przepisów, szperanie po książkach, podczytywanie forów kulinarnych i blogów – to etap szukania inspiracji, pomysłów, co zrobić. Zwykle kupuję jedną – dwie gazety, żeby podpatrzyć dekoracje. To trzeba zrobić w miarę wcześnie, żeby zdążyć zgromadzić wszystkie potrzebne składniki.

O.k. mam już menu.

Zakładam skoroszyt i drukuję przepisy, lub przynajmniej piszę numery stron książek, z których pochodzą. Wolę się zabezpieczyć: bo może zawieść internet, lub będzie chodził jak zepsuty traktor (przed świętami łącza lubią być przeciążone), bo skończy się tusz w drukarce, bo zapomnę z której książki pochodzi interesujący mnie przepis.

O.k. to już jest!

Teraz następuje etap, którego nie cierpię: żmudne wypisywanie listy zakupów i ułożenie ich kategoriami: ile jajek (wiecie że wyszło mi 79????), ile kostek masła, ile cukru, śmietany, jarzyn…. Itp.

Wypisuję wszystko, nawet tak banalne rzeczy jak sól, pieprz czy listek laurowy – bo teoretycznie to te produkty powinnam w domu mieć, ale …. Diabeł nie śpi. I w dodatku nie mam kogo wysłać w ostatniej chwili na awaryjne zakupy.

Zmobilizowałam się. Lista zakupów jest!

 PLAN ŚWIĄT

To jeszcze opowiem o menu:

Wypieki: piegusek specjalnie dla mamy, sernik wiedeński, babeczki marcepanowe do koszyka, pascha, mazurek różany i nowość – ślizgoński mazurek czekoladowy

Do śniadania: karkówka, pasztet drobiowy z żurawiną, pasztet z jajek, brokuła i szynki, sałatka jarzynowa z dodatkiem buraczków, chrzan do szynki z jajkiem i ananasem. Wiejskie kiełbasa i szynka – kupne

Obiad:

Żurek wg Magdy Gessler z dodatkiem grzybów

jajka faszerowane od Fukiera i barszcz czerwony czysty

gulasz ochmistrzyni, knedel Radziwiłłów i zielona sałata z winegretem i całym mixem dodatków

Tyle. Mam nadzieję, że wystarczy

Teraz czeka mnie jeszcze gorszy etap: podjęcie decyzji, w który dzień co zrobić. Większość chciałabym robić w ostatniej chwili, żeby było świeże, ale to niemożliwe, nie zdążyłabym. Dlatego te decyzje są zawsze takie trudne.

Menu filmowego party

stół na party

Oglądaliśmy film „Celestyn V”, którego każdy z nas był ciekaw, bo okazało się, że papież Benedykt XVI nie był wcale pierwszym papieżem, który zrezygnował z urzędu. Dość dawno temu, u schyłku XIII wieku, taką samą decyzję podjął papież Celestyn V – Włoch, pustelnik, zamieszkujący przed wyborem u podnóża góry Morrone k. Neapolu.

film Celestyn V

Miałam właściwie łatwe zadanie przy konstruowaniu menu do kolacji towarzyszącej filmowi: włoska i papieska. Dużo o tym pisano, mam kilka książek na ten temat, ale …. zawsze jest jakieś ale, prawda?

Otóż na naszych spotkaniach już kilkakrotnie ta właśnie kuchnia występowała, a nie chciałabym się powtarzać. Potrawy z uczt koronacyjnych papieży, ulubione papieskie – wszystko to już było.

Ostatecznie wyszukałam z potraw włoskich głównie te z rejonu Neapolu (region Kampanii) i menu było następujące:

menu papieskie

Przystawka: zielona, z sałaty lodowej i rzymskiej, z winogronami i mozarellą z winegretem, z bagietką wiejską, na zakwasie (mozarella to w Kampanii klasyk Nr 1)

sałata

chleb i sztućce

Danie pierwsze – we Włoszech jest to zwykle jakaś pasta (makaron) – u mnie były tortellinii alla pappalina, z sosem grzybowym. Tu poszłam troszkę na łatwiznę; różnego rodzaju pierożki kupiłam gotowe (tortellini, cappeletti, ravioli), a własnoręcznie przygotowałam jedynie sos grzybowy (z suszonych prawdziwków i świeżych pieczarek)

pierożki

Daniem głównym  powinno być mięso (lub ryba) otoczone warzywami; zdecydowałam się na warkocz z polędwiczek wieprzowych, ułożonych na fasolce szparagowej, z dodatkiem zoppoli z kalafiora i plastrami batatów

warkocz z polędwiczki

Zoppoli (zeppole) to typowa neapolitańska przekąska z warzyw smażonych w cieście drożdżowym (zoppoli z kalafiorem smaży się w Neapolu zawsze na Wigilię)

 Towarzyszyło temu wino Châteauneuf-du-Pape; jest to wprawdzie wino francuskie, z okolic Awinionu, ale do kolacji papieskiej (choć włoskiej) aż się prosiło

wino

Wina te rozsławił na przełomie XII  i XIII w. zachwycony nimi papież Jan XXII, w czasach tzw. Niewoli awiniońskiej papieży. Nazwę Châteauneuf-du-Pape (Nowy Zamek Papieża) usankcjonowano w 1893 roku. Nawiązanie do nazwy widoczne jest też na butelce – znajdziemy na niej papieską tiarę nad dwoma kluczami świętego Piotra. Wokół tego emblematu, wytłoczone są gotyckie litery tworzące napis: Châteauneuf-du-Pape.

 Postanowiłam podać po kolacji deser (mimo, że osobiście tego nie lubię; psuje mi wspomnienie smaku), ale uczestnicy byli z tego bardzo zadowoleni. Podałam lody czekoladowe z sorbetem z pomarańczy.

Dominującym kolorem był kolor papieski, żółty.

żółty tulipan

Menu kuchni marokańskiej

Tak wyglądało menu naszego filmowego party (ciągle jeszcze z elementami wystroju świąteczno-choinkowego)

nakrycie stołu

menu marokańskie

motywy świąteczne

Przystawka: żydowskie holiszkies – czyli gołąbki, wegetariańskie, z kaszy gryczanej z kawałeczkami papryki, w słodko-pikantnym pomidorowym sosie

holiszkies

Zupa: harira, będąca typową, bliskowschodnią zupą strączkową (ciecierzyca, soczewica) z mięsem (najczęściej z jagnięciny) i zwykle z dodatkiem pomidorów. Robiłam ten typ zupy już wielokrotnie (zawsze troszkę inaczej) i nieodmiennie cieszy się olbrzymią popularnością. Te, tutaj, zrobiłam z zielonej soczewicy, ciecierzycy, mięsa wołowego, pomidorów z dodatkiem przyprawy ras-el-hanut

harira

Danie główne to tażin z indyka z kuskusem (z dodatkiem zeszklonej cukinii) i surówką z marchewki. Surówka wzbudziła sensację, dopytywano się co w niej jest; a były tam cząstki pomarańczy, sok z cytryny i cynamon. Tażin winien być przygotowany w specjalnym naczyniu z pokrywą w kształcie wysokiego komina; nie mam takiego, więc dusiłam go w stalowym garnku ze szczelnie dopasowaną pękatą pokrywką, umożliwiającą warunki gotowania podobne do oryginalnego garnka

tażin z indyka

Zakończyliśmy biesiadowanie filiżanką mocnej herbaty (African tunda londyńskiej firmy Twinings)

Party filmowe – pierwsze w tym roku

Zapraszam karnawałowo, na musical: Józef i cudowny płaszcz snów.
Jest to lekko, z przymrużeniem oka potraktowany temat biblijnego Józefa, znanego z umiejętności interpretacji snów, a sprzedanego przez braci do Egiptu.

Mamy tu dynamiczne, kolorowe, głośne i piękne cudeńko kompilacyjne: kompilacja różnych stylów muzyki, kompilacja kostiumów, kompilacja choreografii.
Pamiętacie piktogramy z egipskich piramid, pokazujące postaci w profilu, poruszające się jak gdyby zawsze bokiem? Genialnie wykorzystał to tutaj, w scenach na dworze faraona, twórca choreografii.
A kostiumy? moja ulubiona stylizacja to gruby bankier Putyfar z liczydłem i stosem monet.
Chyba każdemu spodoba się faraon, stylizowany na Elvisa Presleya, a niezrównana Joan Collins (tak, tak, to Alexis z „Dynastii”) jak zawsze piękna, jak zawsze uwodzicielska i … niebezpieczna.
Oprócz zauroczenia muzyką, bawimy się świetnie, odczytując analogie i ukryte znaczenia (w tym kierunku, co ów musical, poszedł na przykład później film „Asterix i Kleopatra”).
Do filmu zrobiłam znane wam już malutkie marokańskie ciasteczka, rożki gazeli

rożki gazeli

A jaką kuchnię dobrać do po-filmowej kolacji?
Szukajmy: Józef – a więc żydowska, faraon – egipska…. skończyło się na północno-afrykańskiej, sefardyjskiej (tj. żydowskiej z basenu Morza Śródziemnego), z inspiracjami marokańskimi, jako że wszystkie te kuchnie przenikały się nawzajem. A kuchnia marokańska, od czasu drugiej edycji Masterchefa (odcinki wyjazdowe kręcone były właśnie w Maroku), kusiła mnie ogromnie:)

Prezentacja menu w następnym wpisie, zapraszam!

Wspomnienie z Wigilii

stół wigilijny

Dwanaście potraw na wigilijnym stole – czy to nie za dużo?
Oczywiście, że za dużo!

W tym roku to ja przygotowywałam Wigilię dla najbliższej rodziny. I było moją ambicją, aby wszystko było zgodnie z Tradycją – a więc przede wszystkim 12 dań.
Były! Oto menu:

menu wigilijne

Nie dało się tego przejeść, mimo, że jedliśmy nieśpiesznie, z przerwami, a dania były serwowane w malutkich porcjach, jako coś w rodzaju menu degustacyjnego.
Najbardziej dumna jestem z dań rybnych; niespecjalnie są u nas lubiane, ale wyszukałam przepisy, które naprawdę były smaczne:)
Pasztecik z dorsza z żurawiną

pasztecik z dorsza
Rolada z sandacza w galarecie

rolada z sandacza

Śledzie po łowicku

śledzie po łowicku

Sola pieczona w porach z pure ziemniaczanym

sola w porach

I sałatka śledziowa mojej siostry, z fasolką, zawsze przez nią robiona w większej ilości, żeby każdy chętny mógł sobie ją zabrać również do domu i by nie było kłótni, kto ile weźmie:))))

sałatka śledziowa

Był ciemny barszcz grzybowy z uszkami

barszcz wigilijny z uszkami

Była kapusta z grochem (podana na chrupkiej macy)

kapusta z grochem

Jako zupełną nowość u nas wprowadziłam kluski z makiem i pierożki z suszonymi śliwkami

kluski z makiem

Niektóre z dań w ogóle nie pojawiły się na stole, zwłaszcza te z końca listy menu:) Ale spróbować je każdy miał szansę, bo każdy wychodzący dostał na drogę paczkę z prowiantem – to nasza stara rodzinna tradycja – i przyznać trzeba, że każdy lubi te żywnościowe paczuszki:)
Były, rzecz jasna również ciasta, w tym makowa gwiazda z białego i niebieskiego maku, ale ich nie wliczam do wigilijnego menu. To dodatki spoza kanonu:)

Był biały obrus z wytłaczanym motywem srebrnej choinki, na nim szyfonowy bieżnik ze złotymi gwiazdkami.
Było nakrycie dla niespodziewanego gościa – kolorowe, żeby odróżniało się od innych. Dodam, że w czasie którejś z Wigilii przedyskutowaliśmy w naszej rodzinie taką możliwość; gdyby ktoś zapukał – przyjęlibyśmy go, choćby to był podchmielony bezdomny (!)

miejsce dla zamorskiego pana

Były gałązeczki jodełki i pierniczki przy każdym nakryciu

stroik do nakrycia

Było obłędnie pachnące, z podtarnowskiej wsi siano, na nim opłatki

siano i opłatki

Były świąteczne świece i aniołki

aniołek na wigilijnym stole

 I co najważniejsze, wszyscy najbliżsi wokół stołu, wszyscy w komplecie:) !!!