Cielęcina Marengo

Marengo to miejscowość w północnych Włoszech, znana ze zwycięskiej bitwy Napoleona z armią austriacką w 1800 roku.
A kucharzom i smakoszom znana jest z potrawy, która występuje w dwóch wariantach: kurczaka Marengo lub cielęciny Marengo.
Kurczaka już kiedyś robiłam, przyszedł czas na cielęcinę.
Bardzo pasowała do wina Beaujolais nouveau:)

50 dag cielęciny
cebula
20 dag pieczarek
2-3 łyżki sosu pomidorowego (może być koncentrat pomidorowy lub po prostu pomidory bez skórki)
kieliszek białego wytrawnego wina
pół litra bulionu cielęcego (np. z kostki)
2 łyżki oliwy
łyżka mąki
sól, pieprz
płatki cebuli suszonej

Cebulę obieramy, kroimy w półplasterki i szklimy na oliwie.
Dodajemy do rondla pokrojoną w kostkę i oprószoną mąką cielęcinę, obsmażamy.
Dodajemy pokrojone pieczarki, mieszamy całość, lekko solimy i smażymy jakieś 5 minut.
Zalewamy całość gorącym bulionem, dodajemy kieliszek wina i dusimy aż mięso będzie miękkie, ok. 1 godziny, w razie potrzeby uzupełniając płyn wodą lub bulionem. Całość jednakże ma być raczej gęsta.
Po tym czasie dodajemy do potrawy sos pomidorowy, płatki suszonej cebuli, doprawiamy pieprzem i ewentualnie solą. Dusimy ok. 10 minut, aż sos będzie gęsty.
Zostawiamy na jakieś pół godziny, aż smaki się połączą.
Na drugi dzień potrawa jest równie znakomita, a może nawet lepsza:)
Smacznego!

Bożole 2011:))

Beaujolais nouveau 2011 est arrivé!
Jak co roku, w trzeci czwartek listopada, przybyło! młode, francuskie wino z tegorocznych zbiorów
Jak dla mnie – bardzo dobre.
Ma piękny, nasycony malinowy kolor, jest przyjemnie owocowe, niezbyt cierpkie i bardzo szybko uderza do głowy:)


bożole 2011

bożole 2011

A do wina przygotowałam cielęcinę marengo, ale to już jutro wklepię przepis; jak nieco bożole wywietrzeje mi z głowy:))))


Świętokrzyskie – cebula w cieście

Pojawiły się kalendarze na 2012 rok, a wraz z nimi seria książeczek kulinarnych, które bardzo lubię; poszczególne tomiki prezentują polskie kuchnie regionalne. W tym roku udało mi się dopaść długo już poszukiwaną kuchnię regionu świętokrzyskiego. Autorka, Małgorzata Pawelec, dziennikarka kieleckiego „Echa Dnia”, zebrała w niej przepisy gospodyń wiejskich i gospodarstw agroturystycznych.
Ta książeczka to dla mnie skarb, bo moje korzenie są właśnie tam, w świętokrzyskich Starachowicach.
Pozaznaczałam już przepisy do przetestowania, a na pierwszy ogień poszła błyskawiczna przekąska: krążki cebuli smażone w cieście:
cebula w cieście

3 średnie cebule
4 łyżki gęstej śmietany
1 jajko
5 dag mąki
szczypta proszku do pieczenia, sól
olej do smażenia

Śmietanę rozmącić z jajkiem. Dodać mąkę, proszek do pieczenia, osolić, wymieszać.
Ciasto powinno być dość gęste, bardziej gęste niż na naleśniki. Gdyby było zbyt gęste, rozcieńczyć nieco wodą mineralną.
Cebulę obrać, pokroić w grube krążki.
Zanurzać cebulę w cieście, smażyć na rozgrzanym oleju na złoty kolor, z obu stron.

Gęsina na św. Marcina

Pamiętam z dzieciństwa, że kiedyś jadało się u nas w domu gęś, na święta Bożego Narodzenia. Później jakoś zaprzestano tego; myślę, że chyba m. in. dlatego, że gęś przestała być w sklepach dostępna.
Teraz czas reaktywować tradycję. Gęsi mrożone mozna kupić, aczkolwiek ich cena jest porażająca.
Ale raz na jakiś czas….
W tym roku na św. Marcina zrobiłam gęś po krakowsku: częściowo luzowana z kości, z nadzieniem z kaszy gryczanej, wątróbki i grzybów suszonych.
Dobra, ale nie mam jeszcze wprawy w dzieleniu całego ptaszyska na porcje, nie jest to takie proste:)
gęsina

1 gęś
wątróbka gęsia
garść suszonych grzybów
cebula
włoszczyzna
10 dag kaszy gryczanej (1 woreczek)
natka pietruszki
2 jajka
sól, pieprz, majeranek
smalec

Gęś rozmrozić, natrzeć solą i majerankiem, zostawić na noc w lodówce.
Później tuszkę ułożyć grzbietem do góry, rozciąć ostrym nożem przez cały grzbiet, oddzielić mięso ze skórą od kości. Obciąć szyję i skrzydła przy drugim stawie. Natrzeć wnętrze majerankiem i włożyć do lodówki.
W tym czasie grzyby namoczyć i ugotować.
Na kościach, skrzydłach i szyi oraz włoszczyźnie ugotować rosół, ugotować w nim woreczek kaszy.
Wątróbkę i cebulę drobno posiekać, przesmażyć na smalcu, dodać kaszę i posiekane grzyby oraz natkę pietruszki, wymieszać, doprawić solą i pieprzem. Dodać jajka i ponownie wymieszać.
Gęś nadziać kaszą, zszyć lub spiąć szpilkami.
Włożyć do gęsiarki wysmarowanej smalcem, przykryć i wstawić do nagrzanego do 200 st. C piekarnika.
Piec ok. 2,5 godzin. Przed końcem pieczenia zdjąć pokrywkę, aby gęś ładnie się zrumieniła.
Gotowe. I teraz tylko zostało jej krojenie.

Piemoncka kolacja singielki

Niedzielny program TV Roberta Makłowicza pokazywał piękno i smak Turynu, stolicy włoskiego Piemontu. Spodobała mi się potrawa, którą przyrządzał: papardelle z grzybami w sosie barbaresco i pomyślałam sobie, że to byłaby miła kolacyjka. Trochę zmodyfikowana i dla singielki, bo niektóre składniki (np rodzaj wina i makaronu) trzeba było zastąpić podobnymi, a ilości składników, którymi dysponowałam w niedzielne popołudnie były śladowe wręcz, w sam raz dla odchudzającej się singielki:)
Ale wyszło pysznie.
Voilà! – jak mawia pan Robert:


piemoncka kolacja singielki

garść makaronu
kromka chleba na grzanki
4 łyżki masła
1 mała cebulka
2 podgrzybki
100 ml pulpy pomidorowej
lampka czerwonego wina wytrawnego
sól, pieprz

Z kromki chleba odciąć twardą skórkę, pokroić ją na drobne grzanki, zrumienić na łyżce masła, odstawić.
Na patelni rozgrzać dwie łyżki masła, dodać posiekaną bardzo drobno cebulkę i zeszklić ją. Oczyszczone grzyby pokroić w plasterki i dodać na patelnię. Posolić i popieprzyć całość, tak aby grzyby puściły sok. Dusić ok. 5 min.
Wlać pulpę pomidorową i wino na patelnię. Doprowadzić do wrzenia i ponownie dusić na małym ogniu ok. 20 min. aż sos zgęstnieje.
Na koniec rozjaśnić sos łyżką masła, zdjąć z ognia.
Ugotowany makaron wymieszać dokładnie z sosem na patelni, przełożyć na talerz i posypać chrupiącymi grzankami.

Kaczka na św. Huberta

Ponieważ św. Hubert to patron myśliwych, zawsze na początku listopada, kiedy przypada jego wspomnienie, mam poczucie, że powinnam przygotować do jedzenia coś z dziczyzny. Tym razem miałam w lodówce piersi kaczki. Nie wiem, czy to była dzika kaczka:) ale mogła być:) Kaczka to ptak, na który myśliwi polują:)
Zrobiłam pierś kaczki na liściach sałaty z sosem vinegret.

pierś kaczki

filety z piersi kaczki
sól, pieprz
oliwa
różne rodzaje sałaty (lodowa, roszponka, rucola, lolo rosso)
pomidorki koktailowe
oliwki
cebula
plastry szynki parmeńskiej
sos: oliwa, sok pomarańczowy, musztarda dijon, cukier, ząbek czosnku

Pierś kaczki od strony skóry ponacinać nożem w kratkę, natrzeć ją solą i pieprzem, upiec na oliwie, podlewając nieco w trakcie pieczenia gorącą wodą.
Wystudzić, pokroić na cienkie plastry.
Zrobić sos: ząbek czosnku posiekać drobniutko, wrzucić do słoiczka twist, dodać łyżkę cukru, 2 łyżki musztardy, 2 łyżki soku pomarańczowego, szczyptę soli i dokładnie wymieszać potrząsając zakręconym słoikiem. Dodać 4-5 łyżek oliwy. Roztrzepać.
Sałatę polać niewielka ilością sosu, dobrze wymieszać, liście rozłożyć na talerzach, ułożyć na liściach plastry kaczki, ozdobić pomidorami, oliwkami, plastrami cebuli i zwiniętą szynką. Polać całość sosem. Podawać od razu.

Mięso kaczki jest niesamowicie pyszne!

Krem jarzynowy

Jak powstają nasze obiady? No, choćby w wyniku takich rozmów między koleżankami:
– Sama nie wiem, co by tu ugotować na obiad…. A ty, co gotujesz?
– Mam jeszcze z wczoraj jarzynówkę, tyle, że zmiksowałam ją na krem i podałam z grzankami.
– Oooo! to jest pomysł:)
I tak powstał mój rozgrzewający, gęsty, kolorowy i niesamowicie smaczny krem jarzynowy

krem jarzynowy

składniki:
jarzyny, jakie tam się ma w lodówce;
ja miałam: marchewkę, pietruszkę, cebulę, por, ziemniak, paprykę, pomidor, kawałek selera, ząbek czosnku
przyprawy: sól, pieprz, mielona papryka, nieco pasty paprykowej, przyprawa prowansalska
oliwa, masło
lampka białego wytrawnego wina
2-3 łyżki gęstej śmietany

Cebulę, czosnek i por posiekać i przesmażyć na rozgrzanej oliwie z dodatkiem masła.
Zalać gorącą wodą i dodać pokrojonego w kostkę ziemniaka oraz utarte na grubej tarce marchewkę, pietruszkę i seler.
Doprawić solą i pieprzem i gotować do miękkości warzyw, w miarę potrzeby uzupełniając wodą.
Pod koniec gotowania dodać pokrojoną paprykę i pomidora, dodać wino, jeszcze z jakieś 15 minut pogotować.
Doprawić przyprawami i pastą paprykową.
Zmiksować zupę na krem, jeśli będzie zbyt gęsta rozcieńczyć nieco gorącą wodą.
Dodać śmietanę, wymieszać.
Podałam ją bez niczego, do picia w bulionówkach.

Wołowina z gruszką

Propozycja z kuchni francuskiej; sos pomarańczowo-gruszkowy jest obłędny! i nadaje mięsu bardzo wykwintnego charakteru:)
wołowina z gruszką

pół kg pieczeni wołowej
2 gruszki
pół szklanki soku pomarańczowego
ząbek czosnku
łyżka musztardy Dijon
łyżka brandy
płaska łyżka mąki ziemniaczanej
sól, pieprz, oliwa

Mięso natrzeć solą, obsmażyć ze wszystkich stron na gorącej oliwie, przełożyć do brytfanny i upieć w piekarniku (200 st. C) aż będzie miękkie, co będzie trwało jakieś 1,5 do 2 godzin.
W tym czasie przygotować gruszki i sos.
Gruszki obrać, pokroić na ćwiartki.
Do rondelka wlać sok pomarańczowy, rozcieńczyć nieco wodą, włożyć gruszki i zagotować. Od zagotowania gotować jeszcze 5 minut.
Wyjąć gruszki. Odlać nieco płynu, dodać do niego mąkę ziemniaczaną i wymieszać.
Do pozostałego soku dodać posiekany czosnek i musztardę. Zagotować.
Dodać wymieszany sok z mąką i mieszając, gotować, aż zgęstnieje. Dodać brandy, doprawić pieprzem i ewentualnie solą.
Mięso pokroić na plastry, obłożyć gruszkami, polać sosem.

Restauracje II Rzeczpospolitej

Od kilku lat na rynku księgarskim zauważyć można fascynację okresem Polski międzywojennej, zwanym II Rzeczpospolitą.
W tych dniach pokazała się kolejna pozycja, ciekawa zarówno dla kulinarnych blogerów i ich sympatyków, jak i dla historyków, czy socjologów: „Restauracje w II Rzeczpospolitej”
restauracje II Rzeczpospolitej

Książka ma charakter nostalgicznego albumu w kolorze sepii, i obok prezentacji najbardziej liczących się w tamtym czasie lokali, przybliża ich klimat, anegdotki o sławnych ludziach tam bywających, opisuje wydarzenia historyczne, które tam miały miejsce. Nawet i garść archiwalnych przepisów się tam znalazła.
Książkę autorstwa Łukasza Fiedoruka wydało wydawnictwo Dragon.
Dodam, że cena, jak na album jest przystępna: 19,99 🙂

Kłopoty z kolorami

Kupiłam sobie bluzeczkę; bardzo mi się spodobała, jest taka słodka i grzeczna:)
Ale mam duże problemy, żeby określić jej kolor; popatrzcie:
bluzeczka

Ani różowa, ani czerwona, ani brązowa…. jedyne określenie, jakie przychodzi mi do głowy to rozbielona cegła:)
Z tego, co zauważyłam, czytając na przykład o modzie, to w nazewnictwie kolorów panuje duże zamieszanie, pod konkretną nazwą koloru różne osoby rozumieją zupełnie inne barwy. Na przykład róż wenecki. Mnie uczono, że jest to kolor ciemnobrązowy z odcieniem różu; o, taki, jak budynek po prawej stronie obrazka:

róż wenecki

A tymczasem niektórzy uważają, że róż wenecki to przypudrowany blady róż
blady róż

Totalne zamieszanie!
Kiedy byłam mała, mama kupowała mi kredki, których kolory miały konkretne nazwy, używane w malarstwie: ugier, siena, cynober, właśnie róż wenecki…. Wtedy nauczyłam się nazywać kolory.

Ale teraz tyle jest odcieni, że człowiek się w tym gubi i nie umie ich nazwać. I przyznam, że jest to dla mnie dyskomfort. Chciałabym umieć rozmawiać o kolorach.