Właściwie, to nigdy się nie rozczytywałam w twórczości Umberto Eco; jasne, znam „Imię Róży” i jeszcze „Baudolino”.
To Zet szaleje za każdym nowym jego tytułem i właśnie on zachęcił mnie do lektury nowości: „Cmentarza w Pradze”:
– To dość pokrętna, freudowska powieść, ale jest tam mnóstwo przepisów kulinarnych.
– Ooooo … to czytaj szybciej! pożyczysz mi, co?
I jestem właśnie mniej więcej w połowie lektury.

To dość ryzykowne i nietypowe, pisać recenzję książki, nie przeczytawszy jej do końca:)
Ale miłośnicy historii, zwłaszcza burzliwego wieku XIX we Włoszech i Francji będą zachwyceni.
Wyznawcy psychoanalizy znajdą wiele materiału do studiów.
A smakoszom można polecać tę książkę już od strony 28 – tu znajdziemy pierwszy przepis na côtes de veau Foyot – danie z cielęciny.
Zaznaczam sobie strony, do których wrócę:) już w swojej kuchni.
Ot, choćby strona 109 – agnolotti alla piemontese – uszka po piemoncku
„wypełnione farszem z pieczonego mięsa białego i czerwonego, gotowanej wołowiny, gotowanej kury bez kości, kapusty zapiekanej wraz z pieczenią, czterech jajek, parmezanu z Reggio, gałki muszkatołowej, soli i pieprzu, do tego sos z pieczeni wzbogacony masłem, ząbkiem czosnku i liśćmi rozmarynu…”
Czy to nie brzmi doskonale?
Takich zarysów przepisów jest mnóstwo! Są i bardziej dokładne:)
To świetny materiał do stworzenia książki kulinarnej Umberto Eco:)