Ciasto ze śliwkami (najlepsze na świecie)

Zwykle u schyłku lata, kiedy na targu dominują wszystkie odcienie fioletu wszechobecnych śliwek, wygrzebuję z kajetu przepis Anusiaczka (http://www.mniammniam.com/Ciasto_ze_sliwkami__najlepsze_na_swiecie_-2093p.html) i piekę ciasto ze śliwkami. Nie szukam, nie eksperymentuję, nie kombinuję, to jest rzeczywiście najlepszy na świecie przepis na placek śliwkowy.

ciasto ze śliwkami

4 jajka
20 dag masła
20 dag cukru
20 dag mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sok z 1 cytryny
śliwki (zwykle wystarcza mi pół kilograma)
cukier puder do posypania
Ze śliwek trzeba wyjąć pestki.       
Masło ucieramy na puszysto w mikserze, po czym  cały czas ucierając, dodajemy po 1 żółtku na przemian z cukrem.
Z białek ubijamy sztywną pianę.
Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia.
Do utartej masy dodajemy po łyżce piany i mąki z proszkiem, cały czas mieszając
Na końcu mieszamy ciasto z sokiem cytrynowym.
Ciasto przekładamy na wyłożoną pergaminem blachę, na wierzchu układamy połówki śliwek. Ja posypuję je wtedy łyżką cukru.
Wstawiamy do pieca nagrzanego do 200 stopni i pieczemy ok. 40 minut.
Po wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem.

Zrazy ole! Magdy Gessler

Potrawa (i jej nazwa – zrazy naturalne bite z czerwonymi kozakami ole!) jest autorstwa Magdy Gessler, zamieszczonego w książce, o której wczoraj pisałam. Z części purpurowej (pożądanie).
Powiem wam, że… smakowała nam! O, tak! Zarówno farsz do zrazów, jak i sos są świetne, pikantne, o złożonym, ale bardzo zharmonizowanym smaku.
Ten przepis jest nieco skomplikowany, wymaga trochę zachodu, ale o! warto, ole! 🙂

0,5 kg polędwicy (zrobiłam z polędwiczek wieprzowych, choć oryginalnie powinna to być polędwica wołowa, ale taka jest droga teraz!)
3 cebule
4-5 ziaren grubo tłuczonego ziela angielskiego
ocet (użyłam balsamicznego)
pół selera korzeniowego
12 grzybów kozaków
2 łyżki tartej bułki
1 łyżka masła
pół pęczka koperku
musztarda rosyjska
sól i pieprz
4 suszone prawdziwki
4 gożdziki
4 liście laurowe
nać dużego selera
1/2 cytryny
500 mi bulionu wołowego

Mięso kroimy w plastry 2 cm grubości, 1 cebulę ścieramy na tarce, doprawiamy solą i pieprzem. Nacieramy cebula mięso, wcieramy pieprz i ziele angielskie, skrapiamy octem i obkładamy startym selerem. Zostawiamy na noc.
Następnego dnia mięso trzeba rozbić ręką na cienkie płaty.
Nóżki kozaków przesmażamy na maśle, odstawiamy.
Na maśle smażymy posiekaną drobno cebulę, dodajemy 2 łyżki bułki tartej, wsypujemy posiekany koper. Mieszamy, odstawiamy.
Zrazy solimy, smarujemy musztardą oraz farszem, nakładamy nóżkę kozczka, rolujemy, spinamy wykałaczką, obsmażamy na złoto. Wkładamy do rondla.
Smażymy osobno kapelusze kozaków, dodajemy sok z pół cytryny, solimy, pieprzymy. Przekładamy do rondla ze zrazami.
Dodajemy suszone prawdziwki, goździki, liście laurowe, nać selera, cebulę, zalewamy gorącym bulionem.
Dusimy pod przykryciem ok. godziny.
Podajemy z kaszą lub tylko z chlebem.

Tęczowa kuchnia Magdy Gessler

Kupiłam nową książkę kulinarną:)
No, skoro mam nowe regały, to mogę sobie na to pozwolić:)
Książka ma rok wydania – 2011, więc taka nowa to już nie jest, ale ja dopiero teraz ją zobaczyłam.
Ma tytuł: „Kocham gotować. Przepis na życie” Magdy Gessler
kuchnia Magdy Gessler

Przyznam uczciwie, że nie darzę p. Gessler i jej medialnego zachowania sympatią, ale mam już jedną jej książkę („Kuchnia moja pasja”) i uważam, że jej przepisy są świetne.
Ta książka też zapowiada się znakomicie i jest kolorowa jak tęcza.
Posłuchajcie, co sama mówi:

„W zależności od tego jak ugotujemy, z jakim humorem, z jakim nastawieniem, dla kogo – takie właśnie będzie to jedzenie.
Jest ono przekazywaniem uczuć – jak kogoś kochamy, tak dajemy mu jeść.
Każde uczucie ma swój kolor, każda emocja kojarzy mi się z aurą w określonej barwie. Piszę o swoich przeżyciach związanych z kolorami, opisuję, co te kolory ze mną robią, jak wpływają na mnie i na moje otoczenie. Gdy dotykam kolorów i tworzę z nich jedzenie, to wiem, że ono działa na osobę, dla której gotuję, w bardzo konkretny sposób. Czaruję kolorem, smakiem i zapachem.”

Edycyjnie książka jest piękna:) I do czytania, i do oglądania, i zdjęcia zachęcają do kulinarnych eksperymentów.
Polecam.

Tak się ten sos u nas robi

Mowa o sosie z grzybów leśnych; tym razem miałam maślaczki i kurki.
Sos jest świetny jako dodatek do klusek, placków ziemniaczanych czy z cukinii, do ziemniaków, frytek, itp.


sos z grzybów leśnych

30 dag świeżych grzybów leśnych (pieczarki też mogą być)
1 cebula, 1 szalotka
4 łyżki masła
czubata łyżka gęstej kwaśnej śmietany
pieprz grubo mielony
sól, czosnek granulowany

Oczyszczone grzyby pokroić grubo na kawałki.
Zalać je gotującą się wodą (ok. 1l), blanszować przez 1 minutę, odcedzić.
Ponownie zalać gotującą się wodą i blanszować 1 minutę, odcedzić.
Przełożyć je do rondla, dodać 2 łyżki masła, podlać niewielką ilością wrzącej wody, lekko osolić, dusić kilka minut.
Na patelni rozpuścić 2 łyżki masła, dodać pokrojoną w kostkę cebulę i szalotkę, przesmażyć na szklisto (nie rumienić).
Przełożyć zawartość patelni do rondla z grzybami, doprawić solą, pieprzem i czosnkiem, dodać śmietanę, wymieszać i chwilę jeszcze dusić.
Ostawić z gazu, przykryć i po ok. 10 minutach sprawdzić smak, ewentualnie jeszcze doprawić.

Prince Polo – nieznana kariera słodkiego wafelka

Znamy wszyscy wafelek Prince Polo, prawda?
Miły, ale nikt chyba nie uważa go za coś nadzwyczajnego.


prince polo

A tu proszę: w „Plus-Minus” Rzeczpospolitej czytam, jak niezwykłą karierę zrobił w Islandii. Eksportujemy go tam niemal od początku jego produkcji i cieszy się tam niezwykłą popularnością. Ponoć właśnie tymi wafelkami Polska spłacała dług wobec Islandii. I stały się tam tak ulubione, że nawet ich noblista, H. Laxness, umieścił go w swojej książce.


kariera prince polo

Ha! może trzeba by przyjrzeć się wafelkowi bliżej? posmakować go lepiej? może sami nie wiemy, jaki skarb mamy?

Młody jasiek

Mało jem teraz zup – wiecie, są nieco tuczące:) – ale kiedy mama przyniosła z targu młodą fasolę jasiek, wszystkie moje postanowienia ulotniły się. Młody jasiek będzie młody tylko kilka tygodni, trzeba korzystać z sezonu!  Zrobiłam zupę z młodego:)
Teraz ta fasolka jest mięciutka, w jasno seledynowym kolorze, nie wymaga moczenia, szybko się gotuje.
zupa z młodego jaśka

Potrzebne nam będą:
szklanka młodego jaśka
cebula
marchewka
pietruszka
gruby plaster szynki lub boczku
garść zacierki makaronowej
łyżka masła
garść małych kurek
sól, pieprz, papryka ostra, majeranek
posiekana zielenina (koperek, natka, szczypiorek)

Fasolę zalać w rondlu wodą, lekko osolić i wsypać nieco grubo mielonego pieprzu, gotować ok. godziny.
W tym czasie obrać jarzyny, pokroić w kostkę, również w kostkę pokroić szynkę.
Szynkę i cebulę przesmażyć na łyżce masła.
Grzyby wypłukać.
Dodać do garnka z fasolą jarzyny, szynkę, cebulę i grzyby oraz zacierkę makaronową.
Gotować razem jeszcze ok. 40 minut, aż wszystkie składniki będą miękkie.
Doprawić papryką i majerankiem, ew. dodać jeszcze soli i pieprzu.
Wsypać na końcu zieleninę.
Smacznego!

Oranżada w proszku

Pamiętacie?

Ten cudowny smak dzieciństwa?

Tak, tak:) bywała pomarańczowa lub cytrynowa. Zawsze wolałam pomarańczową.

oranżada w proszku

Oczywiście, nikt nie rozpuszczał jej w wodzie. Zlizywało się proszek, prosto z torebki, zanurzając palec. Mamy nie lubiły kiedy to jadłyśmy, chyba był tam jakiś składnik, niezbyt dobry dla zdrowia. Więc tym bardziej nam smakowało; wiadomo, owoc zakazany:)

Widzę, że znowu jest w sklepach.

Smak taki sam jak dawniej:)

Osobisty kanon lektur obowiązkowych

Książki otaczały mnie zawsze. Ale dzieciństwo przypadło mi na czasy, kiedy książki (jak i wszystko inne) były towarem deficytowym, zdobywanym spod lady. Na szczęście biblioteki były wtedy zaopatrzone dobrze; to, co trafiało na rynek, trafiało też obowiązkowo do bibliotek.
Byłam więc tam stałym klientem.
Ale szybko okazało się, że mijał miesiąc, może dwa od przeczytania choćby takiej „Ani z Zielonego Wzgórza” czy „Dzieci z Bullerbyn” i ja zaczynałam tęsknić do świata tamtych bohaterów. Gnałam do biblioteki i prosiłam panią o wymarzony tytuł ponownie.
Sprawa stała się jasna: trzeba zdobyć niektóre książki na własność.
Zdobyć – to jest dobrze powiedziane. Niektórych książek nie wydawano już od lat, w księgarniach ich nie było, no i jeszcze była kwestia finansowa: jak tu zaoszczędzić te niemałe jednak kwoty?
Powoli jednak gromadził się zbiór książek, które chcę mieć.
moje książki

Rozmawiałam niedawno ze znajomym; cieszył się otrzymaną właśnie przesyłką z Allegro; paczka dość pokaźna, pełna była książek. Okazało się, że on teraz, już jako dorosły, kompletuje biblioteczkę książek swojego dzieciństwa i młodości.
Jak to miło było odkryć bratnią duszę! zaczęliśmy naprędce porównywać swoje wykazy lektur obowiązkowych; nie miał raczej książek dziewczyńskich, ale trochę pozycji wspólnych się znalazło:)
Ależ miło było razem się wybrać na spacer w światy naszych ulubionych bohaterów:)
Też postanowiłam sobie odtworzyć swój dawny ulubiony księgozbiór, bo niektóre pozycje jakoś poznikały:(
Właśnie również do mnie przyszła paczka z Allegro; z książką, którą kiedyś bardzo lubiłam – „Zielone pióro” Miry Jaworczakowej: urokliwy klimat uliczek w Krakowie, niezwykłe losy wiecznego pióra, w które zostali wplątani Agatka, Zygmunt i Kajtek, spotkanie z poetą – którym??? o rany, do dziś nie wiem, którym? i czy on był postacią rzeczywistą czy fikcyjną??? Zawsze też marzyłam, by znaleźć kamienicę, na której wisi miedziany smok.
Krakusy, to książka dla was!

Pierogi na cześć św. Jacka

A oto mój pomysł na pierogi, zrobione by uczcić dzień św. Jacka: nadziewane kaszą gryczaną i wątróbką drobiową

Farsz:
30 dag wątróbki drobiowej
1 cebula
2 łyżki ugotowanej kaszy gryczanej
1 jajko
1 łyżka smalcu
1 łyżka brandy
1 łyżka świeżych ziół: rozmarynu i tymianku
sól, pieprz, papryka ostra, czosnek
Wątróbkę pokroić na kawałki i dobrze wysmażyć na łyżce smalcu, a następnie przełożyć ją na deskę i drobno posiekać.
Bardzo drobno posiekać cebulę.
Wymieszać w rondlu wątróbkę, kaszę, cebulę, rozcierając widelcem farsz, żeby stał się jednolity. Dodać jajko i brandy.
Doprawić ziołami i przyprawami.
Odstawić na godzinę do lodówki (lub np. na całą noc).

Ciasto na pierogi:
ok. 25-35 dag mąki
szczypta soli
1 jajko
2 łyżki oleju
pół szklanki wrzącej wody
25 dag mąki zalać wrzącą wodą, wymieszać, odstawić, by nieco ostygło.
Dodać sól, jajko i olej, wyrabiać ciasto, w miarę potrzeby dolewając nieco wody lub dosypując mąki.
Uformować wałek i kroić nożem małe plasterki, które następnie rozwałkować na krążki.
Napełnić farszem, wrzucać partiami na gorącą osoloną wodę (do której proponuję dodać również nieco pieprzu), gotować 2 minuty od wypłynięcia.
Podawać okraszone, a jeszcze lepiej smakują odgrzewane

Święty Jacku, z pierogami!

Dziś, 17 sierpnia – wspomnienie świętego Jacka, dominikanina z Krakowa, żyjącego w XII wieku.
Z jego imieniem kojarzone są pierogi, którymi karmił biednych.
Mówi się, że pierogi św. Jacka to pierogi ruskie, bo ewangelizował Ruś, doszedł aż do Kijowa. Ale – jak przypominają dominikanie – wtedy nie znano jeszcze ziemniaków, więc pewnie były z kaszą czy innym farszem. Jest nawet taka modlitwa, stare wezwanie: „św. Jacku z pierogami, módl się za nami”
W Krakowie trwa festiwal pierogów; na zwycięzcę czeka statuetka św. Jacka, o taka:


św Jacek z pierogami

Ja – jako wielki pierogożerca i ich smakosz:) chcę uczcić ten dzień nowym pomysłem na pierogi:)
Farsz już zrobiłam; po południu będę lepić.
Zapraszam wieczorem na degustację:)