Ławeczki poetów i takie tam…. lubicie?

W Tarnowie, na ulicy Wałowej, jest ławeczka poetów, na której przysiedli Zbigniew Herbert, Agnieszka Osiecka i Jan Brzechwa.
Dużo tu ostatnio o Herbercie, w związku z moim wypadem do Torunia; jak pisał niejednokrotnie Kamil w komentarzach wiele nasze miasta łączy:) ta ławeczka to taka kolejna nić łącząca Toruń z Tarnowem; popatrzcie

Ostatnimi laty ławeczki poetów powstają jak grzyby po deszczu:)
Oczywiście turyści szaleją, fotografując się z nimi, wręcz kolejki ustawiają się do zdjęcia!
Zastanawiałam się, czy mi się ta idea podoba… i wyszło mi, że tak. Jednak tak. Miła jest materialna świadomość czyjejś obecności kiedyś tam w danym miejscu. Biegnąc co dzień obok do swoich zajęć, powtarzam w myśli jakiś fragment wiersza, który on (czy ona) napisał… żyje się zanurzonym w historii dziejów, pamięta się o tym. Dla mnie to cenne.
Nie mówiąc już o tym, że jest to jakiś oddech po monotoni betonowych kostek naszych bloków.

A w Toruniu znalazłam ślad po grafiku, Zbigniewie Lengrenie, popatrzcie to Filutek z „Przekroju”! jest tam też złoty osioł, który dawniej pełnił rolę pręgierza.

Filutek

I jeszcze legendarny flisak, który grą na skrzypcach wyprowadził z miasta zbyt rozpanoszone tam żaby

flisak i żaby

Zbigniew Herbert w Toruniu – pomocy!

„A wystarczy dzień, dwa, aby je poznać i poznawszy zaprzyjaźnić się, a może nawet pokochać…”
– tak pisał Zbigniew Herbert o Toruniu.

Lubię szukać literackich śladów w miejscach, które zwiedzam. Jadąc do Torunia, wiedziałam, że poeta Zbigniew Herbert związany był z tym miastem. Miałam jednak zbyt mało czasu, by dobrze się do tych tropów przygotować.
Dopiero po powrocie więcej nieco poczytałam i już tylko we wspomnieniach i zdjęciach mogłam odnaleźć jego ślady.
Czytając napisaną przez Halinę Misiołek historię jej długoletniego związku z Herbertem, trafiłam na słowa poety: „Byłem w kościele NMP i na chórze napisałem wiersz”.
Znawcy twierdzą, (a zwłaszcza Cezary Dobies, autor książki „Herbert w Toruniu. Przewodnik po latach 1947-1951 dla turystów poezjojęzycznych”), że chodzi o toruński kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, a wiersz nosi tytuł „Kościół”.
Byłam w tym kościele! nawiasem mówiąc był to jedyny kościół, w którym nie było remontu i do którego dało się wejść:)
Ale nie mogę znaleźć tego wiersza:(((
W tomikach Herberta, które posiadam, go nie ma, w internecie (w którym ponoć jest wszystko) też go nie znalazłam. Owszem, wszyscy o nim piszą, ale samego tekstu nie ma. To wczesny wiersz poety, zaliczany do juveniliów. 
Proszę, może ktoś zna ten wiersz, spotkał się z nim? Proszę o pomoc. Bardzo chciałabym ten wiersz przeczytać.

Zapraszam na kawę!

Setki kroków po toruńskiej Starówce:) długi wieczór przed nami i perspektywa nocy w pociągu – to wystarczające chyba powody, żeby przycupnąć gdzieś na kawę?
Z bitą śmietaną i irlandzką whiskey – smakowała jak ambrozja:)


irish coffee

A przycupnęłam nie tak znowuż gdziekolwiek; jadąc do Torunia, wiedziałam, że chcę wpaść do Atmosphery na ulicy Panny Marii 3.


atmosphera

wystrój kawiarni

Atmosphera jest laureatem markowego lokalu miasta w tym roku. Jest pastelowa i pełna filiżanek.
Zauroczyły mnie wprost filiżanki powieszone na drążku okiennej zazdrostki i bardzo się ucieszyłam, że stolik przy tym oknie był akurat wolny.


filiżanki w Atmospherze

O deserach w tej kawiarence nic wam nie powiem, bo rzadko jadam desery; wiecie, ciągle ta dbałość o linię:)))) ale kawa była pyszna!

Toruń pod opieką anioła

„Tarczę herbową trzyma klęczący anioł w szacie błękitnej ze skrzydłami srebrnemi…”
Wyczytawszy to, pilnie wypatrywałam śladów anioła na toruńskiej Starówce.
Strzeże on miasta od XV wieku, także i dziś:


herb Torunia

 

fresk z aniołem

I jeszcze specjalnie dla Zet (który darzy wielką estymą anioły) wiersz Zbigniewa Herberta „Siódmy anioł” (Herbert przez pewien czas mieszkał i studiował w Toruniu)

Siódmy anioł
jest zupełnie inny
nazywa się nawet inaczej
Szemkel

to nie co Gabriel
złocisty
podpora tronu
i baldachim

ani to co Rafael
stroiciel chórów

ani także
Azrael
kierowca planet
geometra nieskończoności
doskonały znawca fizyki teoretycznej

Szemkel
jest czarny i nerwowy
i był wielokrotnie karany
za przemyt grzeszników

między otchłanią
a niebem
jego tupot nieustanny

nic nie ceni swojej godności
i utrzymują go w zastępie tylko ze względu na liczbę siedem

ale nie jest taki jak inni

nie to co hetman zastępów
Michał
cały w łuskach i pióropuszach

ani to co Azrafael
dekorator świata
opiekun bujnej wegetacji
ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące

ani nawet to co
Dedrael
apologeta i kabalista

Szemkel Szemkel
– sarkają aniołowie
dlaczego nie jesteś doskonały

malarze bizantyjscy
kiedy malują siedmiu
odtwarzają Szemkela
podobnego do tamtych

sądzą bowiem
że popadliby w herezję
gdyby wymalowali go
takim jak jest
czarny nerwowy
w starej wyleniałej aureoli

Toruń Herberta

Pasta&Basta

Ouuu! nachodziliśmy się już po toruńskiej Starówce, że ho, ho! Warto by gdzieś przysiąść i może coś zjeść?
Zapraszam na Rynek Staromiejski, do lokalu Pasta&Basta. W rankingu „Markowy Lokal Torunia” – bardzo wysoka lokata!
Pasta&Basta

Jest tu pomarańczowo, przytulnie, miło. I smacznie:) Dodam, że niedrogo.
Bardzo sympatyczne, młodziutkie kelnerki. To było naprawdę miłe, kiedy przyszła do nas i przedstawiła się: jestem Kasia; będę czuwać nad Państwa pobytem tutaj. I rzeczywiście czuwała:) Właściwie to pierwszy raz się spotkałam z tak spersonalizowanym przyjęciem.
lokal wewnątrz

W karcie menu mamy „instrukcję” zamawiania:

1. Wybierz swój ulubiony makaron
2. Zadecyduj, który sos dodamy do wybranego prze ciebie makaronu.
3 Jeśli to za mało lub masz ochotę na coś innego, zapraszamy do skosztowania naszych świeżych sałat, zup, deserów lub innych potraw z naszego menu.
4. Smacznego!
 Wybrałam linguine i sos zielony: szpinak, cebula, czosnek, ser lazur, śmietana. Do tego białe wino Villa Albius – Chardonnay.
linguine ze szpinakiem

Można sobie było wybrać czy sos ma być na bazie śmietany czy tez może oliwy. Szkoda, że nie wybrałam oliwy, bo śmietanowy szybko stygnie, a porcja – jak dla mnie – wymagała sporo czasu, żeby ja zjeść:))))

Jeszcze po cichutku zdradzę wam pewną dyskretną tajemnicę:) w toalecie (pomarańczowo-czarnej, jak cały lokal) drzwi są z przeźroczystego szkła! Szok! prawda? Ale spoko! kiedy przekręci się zamek – szyba robi się matowa:)))
Zabawne to było:)

Toruń kocha koty

Jest taka legenda toruńska: O kocie, który bronił miasta. Czy rzeczywiście tak było? Kto wie… Faktem jest, że w wystroju kamieniczek pamięta się o kocie, popatrzcie:

koty na murach

kamienica koci ogon

A oto legenda:

„Przed wiekami, kiedy toruńskie spichrze były pełne zboża, w mieście zadomowiły się wielkie ilości myszy. Burmistrz nakazał więc sprowadzić koty, których zadaniem miała być walka z dokuczliwymi gryzoniami. Wśród sprowadzonych do miasta kotów znajdował się jeden wyjątkowo leniwy kocur. Niezbyt chętnie uganiał się za myszami, za to wieczorami, kiedy inne koty wyruszały na łowy, ten przechadzał się po miejskich murach szukając przyjaciół wśród miejskich strażników. Toruńscy strażnicy polubili go. Często dostawał od nich odpadki po posiłkach, a niekiedy nawet spory kawał mięsa.

 W ten sposób mijały mu spokojnie dni, aż nastał dzień 16 lutego 1629 roku. Pod mury miejskie zbliżali się Szwedzi, pragnący zdobyć miasto. Mieszczanie z trudem odpierali ataki nieprzyjaciela. Dochodziło do krwawych walk wręcz. Wtedy nasz leniwy kocur pokazał na co go stać. Mężnie bronił toruńskiego grodu stojąc w pierwszym rzędzie walczących. Swymi pazurami naznaczył niejednego nieprzyjaciela.

 Po długich walkach nieprzyjaciel został pokonany. Uwadze władz miasta nie uszły wyczyny kocura. Na ratuszowych salach sporo czasu zastanawiano się, jak wynagrodzić jego męstwo. Postanowiono w końcu, że odtąd nazwy niektórych toruńskich baszt będą przypominały o jego wyczynach. Baszty broniące miasta od strony północnej nazwano więc: Kocim Łbem, Kocim Ogonem, Kocimi Łapami, a barbakan broniący Bramę Chełmińską nazwano Kocim Brzuchem. Do dziś niewiele zachowało się z miejskich baszt i murów, po których przechadzał się waleczny kot. Pozostała tylko jedna okrągła baszta przy ulicy Podmurnej, zwana Kocim Łbem”

(cyt. Za stroną miasta Torunia)

baszta Koci łeb

baszta na Podmurnej

Ale Toruń to nie tylko miasto kota; Toruniem opiekują się Anioły….. o czym wkrótce

Piernikowe kamieniczki

Kiedy pierwszy raz widzi się Toruń, dostrzega się przede wszystkim malutkie, wąskie, kolorowe kamieniczki, wycinane w ceglane łuki – zupełnie jak pierniczki wieszane na bożonarodzeniowej choince.
A kiedy jeszcze oświetli je słońce, człowiek staje jak oczarowany. Jakby znalazł się w pięknej, kolorowej bajce.
Popatrzcie!:)


toruńskie kamieniczki

łuk kamieniczek

kamienica Kopernika

A panorama miasta? Marzenie!


panorama Torunia

Tak opisywała ją Małgorzata Musierowicz (w książce „Tygrys i Róża”)

„Autobus jechał długim mostem przez Wisłę.
Za rzeką, na wzniesionym wdzięcznie brzegu, piętrzyła się harmonijna panorama Starego Miasta – czerwonawa i rdzawa za przyczyną dachów, a cynamonowa i piernikowa tam, gdzie widniały bajkowe wieże, mury obronne i wąskie kamieniczki albo potężne spichrze. Cały ten ceglany poemat tańczył z wolna w przestrzeni, podczas gdy autobus przebywał Wisłę i osiągał jej drugi brzeg.”

A wiecie, że Toruń to miasto, które kocha koty? Już przygotowuję o tym relację:)


Nowa Chmielewska – przeczytałam:)

Taaak… to już mam za sobą „Krwawą zemstę”:)
Pamiętacie książkę i film A. Grocholi „Nigdy w życiu”? porzucona żona, rady przyjaciółek, perypetie rywalki? to ta tematyka. Ciekawa byłam jak Chmielewska wybrnie z tego trójkąta.
A ona, jak to ona, przedziera się przez niego absurdalnie, do tego krzyżują się różne wątki, do końca właściwie nic nie jest oczywiste i jasne.
W pewnym momencie (przy mieczu) zaczęłam się głośno śmiać:) A to znaczy, że książka jest dobra.
Te absurdalne dialogi Majki z Bożenką! Cudne! takie, wiecie, kiedy po lampce wina myśl biegnie sobie luzem, bez rameczek logiki, poczucia rzeczywistości, a jednocześnie jest pełna erudycji i inteligencji.

Więc jednak: tak. Polecam tę książkę:)

Nowa Chmielewska

Wiecie, że właśnie pokazała się nowa książka Joanny Chmielewskiej? „Krwawa zemsta”.
nowa Chmielewska

No, kupiłam. Kupuję jednak każdą nową jej pozycję, mimo rozczarowań poprzednią, z nadzieją, że będzie tak śmieszna jak choćby „Lesio” i pasjonująca jak „Całe zdanie nieboszczyka”. O! albo takie jak „Wszystko czerwone” czy „Wszyscy jesteśmy podejrzani”. Wiecie, o co mi chodzi; tamte pierwsze jej książki to było COŚ.
Kupuję więc, kupuję, i… ciągle czekam na to coś.
Zobaczymy, co będzie teraz.
Tutaj trup pojawił się już na drugiej stronie książki.
Teraz jestem na stronie 150 i chyba jeszcze nie wszystkie wątki zostały zarysowane, ale wiadomo już że będzie o zdradzie, ogłuszonej nią żonie, o rozwodzie, o tym co on w niej widzi. O! a widzi…. no, to trzeba przeczytać:)
Kulinarnie książka póki co rozczarowuje. Zwykle Chmielewska wplatała w swoje książki kolacyjki, obiadki, małe danka robione mimochodem, fajne pomysły kulinarne. Tu – jak na razie – mamy tylko przegryzki kupowane w sklepie:(

Na tym kończę pierwszy raport czytelniczy:)