Zupełnie niesponsorowana ciekawostka KAMIS

Bardzo fajna nowość pojawiła się na rynku: przepis na potrawę oraz zestaw ziół i przypraw do niej konieczny, w małych pojemniczkach, w takiej ilości, ile potrzeba na jeden raz.

zestaw ziół

I to jest super! zwłaszcza jeśli w potrawie jest potrzebny składnik, którego nie używamy na codzień, a kupić trzeba było całą paczkę, która potem leżała zapomniana w kącie szuflady przez długie miesiące i wietrzała. 
Mnie ten pomysł bardzo się podoba. 
A cena zestawu – 5,50 zł. Może jednak trochę za drogo? 
 

Bliski Wschód na talerzu – przepisy

przepisy

Przepisy na dania z mojego ostatniego przyjęcia:)

Libijska zupa z kuskusem według brytyjskiej gwiazdy TV, Deli Smith

20 dag drobno posiekanej wołowiny (lub jagnięciny jeśli uda się ją zdobyć)
łyżka stołowa oleju do smażenia
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
czubata łyżeczka nasion kolendry
czubata łyżeczka kminu rzymskiego
sproszkowane chilli
mielone ziele angielskie
mała puszeczka przecieru pomidorowego
2 łyżeczki drobnego cukru
500 ml bulionu
850 ml wody
10 dag ciecierzycy
5 dag kuskus
łyżka stołowa posiekanej pietruszki
łyżka stołowa posiekanej mięty
Podsmażamy mięso na oleju. Na tej samej patelni zrumieniamy drobno posiekaną cebulę i czosnek. Kolendrę i kmin prażymy na sucho, kruszymy w moździerzu, dodajemy do cebuli z pozostałymi przyprawami. Z powrotem wrzucamy mięso, dodajemy przecier i cukier. Wlewamy bulion, oraz wodę. Dodajemy namoczoną przez noc w zimnej wodzie i osączoną ciecierzycę. Zupę mieszamy i gotujemy pod przykryciem na małym ogniu aż mięso i ciecierzyca będą miękkie. Teraz zostawiamy zupę na co najmniej godzinę, aż smaki się przegryzę. Potem wsypujemy kuskus, dodajemy pietruszkę oraz miętę i odstawiamy na kilkanaście minut.

Falafel Nigela Slatera

Składniki:
450 g suchej ciecierzycy, namoczonej w wodzie przez noc
2 duże ząbki czosnku, drobniutko posiekane
garść posiekanych listków natki pietruszki
1 mała cebula, drobno posiekana
2 średnie ziemniaki, ugotowane i obrane
sól i świeżo mielony czarny pieprz
¼ łyżeczki sody oczyszczonej, wymieszanej z małą ilością zimnej wody
suszona chili w płatkach, do smaku
1-2 łyżeczki mielonego kminu
olej słonecznikowy, do smażenia
Przygotowanie:
Ciecierzycę moczymy przez noc. Następnie osączamy, płuczemy i osuszamy ją. Wsypujemy do malaksera, dodajemy czosnek oraz natkę pietruszki i mielimy na grudkowatą masę. Dodajemy cebulę, ziemniaki, sól oraz pieprz do smaku i miksujemy ponownie na grudkowatą pastę. Mieszamy sodę z wodą i dodajemy do masy, odstawiamy na około 30 minut. Posypujemy całość płatkami chili oraz kminem i lekko mieszamy. Formujemy kulki, przykrywamy i wstawiamy do lodówki na pół godziny. Rozgrzewamy olej w głębokim garnku o grubym dnie. Ostrożnie wkładamy po kilka kulek z ciecierzycy do gorącego oleju i smażymy 1-2 minuty obracając, aż się zrumienią i będą chrupiące. Odławiamy je łyżką cedzakową i osączamy na papierowych ręcznikach.

Egipska sałatka chłopska z Cairo Shoarma
Przyprawa Cairo Shoarma firmy Kotanyi to bardzo dobra propozycja; w skład mieszanki wchodzą: kurkuma, sól jodowana, pietruszka, kolendra, cukier brązowy, fenkuł, pieprz, mięta.

    1 zielony ogórek
    1 mały słoiczek oliwek
    200 g sera feta
    5 pomidorów
    2 pęczki cebuli dymki
    1 główka sałaty,
    1 mała puszka zielonego groszku
    4 łyżki oleju, 2 łyżki octu, 3 łyżki wody
    2 łyzki przyprawy Cairo Shoarma KOTANYI
    sól wg uznania

Warzywa umyć i pokroić, sałatę umyć i porwać na kawałki. Wszystko wymieszać z zielonym groszkiem, oliwkami i fetą.
Z octu, oleju i 2 łyżek przyprawy oraz wody przygotować marynatę i polać sałatkę na krótko przed podaniem.

Klimaty Bliskiego Wschodu

Zapraszam:)
A oto menu:
przystawki: kebab, falafel i sałatka egipska
zupa: libijska gulaszowa
danie główne: tagine z kurczaka z ryżem sezamowym
do kawy: arabskie ciasto miodowe i sezamowe ciasteczka szczęścia
przystawka

Wiem, że najlepszy kebab byłby z jagnięciny, ale to nieosiągalne u mnie raczej; był z bardzo dobrej wołowiny
falafel

Falafel zrobiłam z przepisu Nigela Slatera; wyszedł najlepszy, jaki do tej pory jadłam, mięciutki, wilgotny, pyszny!


sałatka egipska

Przepis na sałatkę egipską znalazłam na stronie firmy Kotanyi, z propozycją wykorzystania ich przyprawy Cairo Shoarma – bardzo wszystkim smakowała


zupa libijska

Hitem dnia była zupa libijska gulaszowa z kuskusem, według przepisu z programu: Delia na zimę. Zawsze zupy były moją mocną stroną i tym razem też się udało:)


tagine

Tagine też wyszło świetne smakowo, ale goście ledwo mieli siłę je jeść, bo chyba jednak przesadziłam z ilością i sytością poprzednich dań:) Przystawka w zasadzie powinna być jedna, ale nie mogłam się zdecydować, a wszystko chciałam wypróbować:)

arabskie ciasto miodowe

ciasteczka sezamowe

Ciasto jest rewelacyjne (z przepisu krążącego po necie, trudno by ustalić autorstwo, bo każdy podaje według kogoś tam), a ciasteczek sezamowych Agusi z „Kuchni nad Atlantykiem” nie trzeba juz nawet reklamować, są przepyszne:)

wino

menu

Walka o smak mojej grochówki

Każdy lubi grochówkę, co nie? Pytam mamy: zjadłabyś?
– O tak, dawno już jej nie było.
Super.
Podejmuję rękawicę i zaczynam walkę o dobry, domowy smak moich potraw. Żeby i mamie smakował.
Na wszelki wypadek sprawdzam w kilku książkach sposób przygotowywania grochówki. Przypominam sobie tradycje naszego domu. Nie rezygnuję ze swoich metod.
To zaczynamy.
grochówka

niepełna szklanka grochu (obtłukiwanego, w połówkach)
1 cebula
5 dag chudego boczku
1 marchewka
1 duży ziemniak
kawałek selera bulwiastego
mała pietruszka
2 ząbki czosnku
przyprawy: sól, pieprz grubo mielony, majeranek, szczypta papryki (najlepiej wędzonej), 2 ziarnka ziela angielskiego, listek laurowy
zielona pietruszka i szczypiorek
2 łyżki masła, łyżka oliwy
łyżka mąki

Rano zalewam groch zimną wodą (dużo tej wody, aby pęczniejący groch jej nie wypił).
Po kilku godzinach odcedzam groch, zalewam świeżą, zimną wodą, lekko solę, wrzucam ziele angielskie, liść laurowy i gotują na wolnym ogniu, do miękkości grochu (kiedy używamy grochu w połówkach, jakąś godzinę będzie to trwało).
W tym czasie boczek kroję w drobną kostkę, cebulę w piórka. W rondlu rozgrzewam łyżkę oliwy, dodaję łyżkę masła, na to wrzucam boczek i cebulę, chwilę podsmażam. Zalewam gorącą wodą (tak z litr na pewno). Gotuję na małym ogniu, dodając pokrojone w kostkę: marchewkę, pietruszkę, seler i ziemniaka oraz ząbek czosnku drobno pokrojony. Lekko solę. Dodaję ciut pieprzu i ciut majeranku.
Ostrożnie z przyprawami! To mój grzech główny w kuchni chyba; mam tendencje do ich nadużywania.
Kiedy warzywa zmiękną, dodaję do nich zawartość garnka z grochem; gotuję razem jeszcze z 20 minut.
Z łyżki masła i łyżki mąki robię zasmażkę, dodaję do zupy. Przeciskam ząbek czosnku przez praskę, dodaję do zupy.
Wyłączam gaz, doprawiam przyprawami, przykrywam zupę pokrywką i odstawiam na jakieś pół godziny (to konieczne! dopiero po tym czasie będzie można coś powiedzieć o smaku zupy). Po tym czasie próbuję, ewentualnie dosmaczam.
Już na talerzach dodaję posiekaną natkę pietruszki i szczypiorek.

Nadszedł czas próby. Siadamy do stołu. Pełna stresu pytam mamy: i jak zupa? nie za ostra?
– Pyszna!
Zjada cały talerz:)
O rany, kamień spada mi z serca:)



Rozterki codziennego gotowania

Przygotowanie menu na imprezę to zupełnie coś innego niż zwykłe, codzienne gotowanie.
Myślałam jednak, że jestem dobra i w jednym, i w drugim.
A tu tymczasem czuję się jak ptak, któremu podcięto skrzydła.

Złamana jesienią ręka mamy ciągle jeszcze nie wróciła do dawnej sprawności i to zwykłe, codzienne gotowanie spadło na mnie. Bynajmniej mnie to nie martwiło; gotowanie, krzątanie się w kuchni, sprawia mi przyjemność, lubię to robić.
Ale okazuje się, że efekty nie wszystkim przypadły do gustu. Na moje pytania, czy jej smakuje, mama często (za często!) odpowiada:
– nie bardzo; no, może być; tak sobie.

To jak mam gotować, żeby jej smakowało?
Mnie smakują moje potrawy.
Co prawda, wydaje mi się, że mama ostatnimi czasy, odkrywszy wygody półproduktów i gotowych dań garmażeryjnych i fastfoodowych, nie docenia już domowej kuchni i smaku naturalnych przypraw. Przyzwyczaiła się do innych smaków.
A ja zaczynam wpadać w panikę. JAK gotować? Nie chcę ulec tej niezbyt zdrowej, pełnej chemii kuchni. Ale też chciałabym, żeby mamie smakowało.
Co robić????

Tost. Historia chłopięcego głodu.

Kim jest Nigel Slater – w Wielkiej Brytanii wie każdy. No, ja do jesieni ub. roku, nie miałam pojęcia, nigdy o nim nie słyszałam. Co raczej chluby mi nie przynosi (!)
Usłyszałam o nim przy okazji festiwalu Slow Food, na którym był prezentowany film „Tost. Historia chłopięcego głodu”. Była zapowiedź, że Canal+ i Kuchnia.Tv pokażą ten film, więc byłam czujna:) i czekałam.
A w paczce od św. Mikołaja dostałam autobiograficzną książkę Nigela, na podstawie której nakręcono film.


tost

W ubiegłym tygodniu Canal+ spełnił obietnicę i wyemitował film. Obejrzałam go, a nawet nagrałam.
I teraz tak: książka a film – to zupełnie inaczej rozłożone akcenty tego samego życia.
Jeśli interesuje was przede wszystkim biografia Nigela, to jak trudne było życie małego chłopca z chorą matką, a potem z wrogo nastawioną macochą – to obejrzyjcie najpierw film.
Ale jeśli ciekawi was, jak rodziło się poczucie smaku Nigela, co zapamiętał ze smaków dzieciństwa, co uwielbiał, a czego nienawidził – sięgnijcie po książkę.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, ze książka jest momentami brutalnie szczera, nie unika żadnych aspektów chłopięcego i nastolatkowego życia i doświadczenia. W filmie te aspekty są dość stonowane.
Cóż, czas chyba teraz na parę słów o tym, kim jest Nigel Slater.
Popularny brytyjski kucharz, autor, dziennikarz i krytyk kulinarny. Jest autorem wielu książek i artykułów o tematyce kulinarnej. Przez 18 lat pisał felietony do The Observer. Jest uwielbianym prezenterem telewizyjnym (programy: Proste dania i Smak mojego życia). Od najmłodszych lat interesował się gotowaniem. Pracę jako kucharz rozpoczął w wieku 17 lat w londyńskim hotelu Savoy.

Czytając książkę zdziwiona byłam, że tak wiele szczegółów kulinarnych potrafił Nigel zapamiętać ze swego dzieciństwa i że aż tyle można o tym napisać; chociażby na przykład o ulubionych cukierkach.
A z filmu jedną rzecz zapamiętacie na pewno: tartę cytrynową z puchatą bezą.
Przyznam się, że nigdy jej nie robiłam, i postanowiłam sobie, że najwyższy czas to nadrobić. Już zaczęłam szukać dobrego przepisu.:)
Dodam, że w książce (ani tym bardziej w filmie) przepisów nie ma. Nigel ma jednak swoją stronę internetową i tam można znaleźć sporo jego dań. Przepisu na tartę tam jednak nie znalazłam. W jednym z wywiadów z nim przeczytałam, że do tej pory nie udało mu się przygotować tarty takiej, jaką robiła jego macocha….

Zapraszam do czytania i oglądania:)



Przedsmak „Smaku”

Podczytuję kolejne nowe pismo kulinarne: „Smak”.
Póki co, na razie zachwycił mnie i zafascynował artykuł o niezwykłym, czerwonym barszczu nazwanym „purpura kardynalska”.
Jego autor, profesor SGGW, Wojciech Paraska, przez wiele lat opracowywał recepturę ziół, które dodane do barszczu tworzą z niego poemat. Ziół jest 37 (!)


zioła do barszczu

Od kiedy o tych ziołach przeczytałam, marzy mi się taka mieszanka i taki barszcz. Z uzyskaniem niektórych składników chyba jednak nie będzie łatwo.
Uwaga – zaczynamy:

owoc anyżku
świeży korzeń imbiru
nasiona kozieradki
nasiona czarnuszki
cynamon (pokruszona kora)
liście selera
koper ogrodowy
jaskółcze ziele
szyszki chmielu
pieprz czarny
pieprz biały
gorczyca czarna
gorczyca biała
goździki
liście tymianku
liście oregano
nasiona kolendry
owoc kminku
liście bazyli
liście piołunu
owoc dzikiej róży
owoc głogu
ziele angielskie
owoce jałowca
liście pokrzywy
liście laurowe
liście senesu
korzeń rozpłodowca
korzeń biedrzenia
korzeń mniszka
liście mięty
liście melisy
ziele macierzanki
ziele majeranku
ziele rumianku

A przepis na purpurę kardynalską jest taki:
(na 40 porcji po 250 ml)
10 l wody
5 kg buraków czerwonych
0,4 kg marchwi
0,6 kg selera
0,2 kg pietruszki
0,4 kg cebuli
0,5 kg kwaśnych jabłek
0,4 l octu 10%
0,4-0,6 kg cukru
4 czubate łyżki mieszanki przypraw
sól
Buraki obrać. Nieobrane jabłka, warzywa korzeniowe i cebulę pokroić na małe kawałki, dodać przyprawy, wymieszać, zalać zimną wodą i zagotować. Doprawić solą, cukrem i octem aż smak będzie winno-słodki.
Ponownie zagotować i odstawić w chłodne miejsce na kilka dni.
Przed podaniem przecedzić i podgrzać do temp. 65-70 st. C.
Nie gotować gdyż straci kolor.

Mam w planie zgromadzić z ziół, co się da i wypróbować czym prędzej recepturę:)

A o „Smaku” wkrótce napiszę.

Lubicie podroby?

Ja właściwie – tak, choć najczęściej jem z tych rzeczy wątróbkę drobiową.
Tym razem wypróbowałam przepis Magdy Gessler na szynkę cielęcą z nerką. P. Gessler zapewnia, że to prawdziwy sekret jej rodzinnego domu.
Smakowała mi, choć przyznam, że z tym smakiem trzeba się oswoić.
szynka cielęca

ok. pół  kilograma szynki cielęcej
1 nerka cielęca z tłuszczykiem
pół kostki masła
pęczek cebulki dymki
3 ząbki czosnku
Szynkę obsmażamy na maśle. Mięso przekładamy do rondla, a na tym samym maśle szklimy posiekaną dymkę i czosnek.
Na drugiej patelni obsmażamy nerkę.
Do rondla z mięsem dodajemy dymkę i czosnek z masłem oraz nerkę. Podlewamy połową filiżanki wody, lekko solimy.
Dusimy na bardzo małym ogniu.
Gdy mięso będzie miękkie, wyjmujemy je, a resztę miksujemy. Sosem polewamy pieczeń.
Smacznego!

Kukbuk? – jednak – nie

kukbuk

Dlaczego nie?

Spróbuję krótko podsumować

1) Tytuł – dlaczego nie polski? globalizacja globalizacją, ale póki co żyjemy w Polsce, posługujemy się językiem polskim. Nie widzę powodu, dla którego tytuł pisma, którego treść jest w języku polskim, ma być w innym języku. Taki zabieg powoduje, że zawęża się z góry krąg odbiorców, do których pismo jest kierowane. Ja z reguły omijam polskie pisma, polskie blogi, których tytuł jest w innym niż polski, język. Uważam, że nie są do mnie kierowane.

2) Dwumiesięcznik  – zbyt długi okres czekania na nowy numer; wolę 10 stron co tydzień, niż grubą książkę co 2 miesiące.

3) Forma – jest za duży i za ciężki; nie sposób go wrzucić do torebki, by czytać go np. w autobusie czy tramwaju.

4) Mało czytelny rozkład – spis treści wymieszany z reklamami, długo szukałam stopki redakcyjnej; numeracja stron zaczyna się dopiero od strony 18, jedne strony są numerowane, inne nie

5) Nie przedstawiono idei pisma – samo stwierdzenie redaktorki naczelnej, że jest to magazyn, jakiego jeszcze nie było… to trochę mało … zdecydowanie mało konkretów.  Owszem, struktura: śniadanie-obiad-kolacja – bardzo ciekawa, ale czy to tylko w pierwszym numerze? Czy też to stała struktura? Być może pismo dopiero tworzy się i samo jeszcze nie wie, czym chce być, ale może można było to po prostu czytelnikom powiedzieć.

6) Rozczarowały mnie niektóre artykuły, po których wiele się spodziewałam i zajrzałam do nich w pierwszej kolejności, na przykład.:

– bento – biegnę co dzień do pracy i propozycje niebanalnego śniadania zawsze są mile widziane; ale te kukbukowe są pracochłonne w przygotowaniu, kto by miał na to czas, tak dzień w dzień

– danie+film – spodziewałam się propozycji menu – sama przygotowuję takie kulinarne imprezki towarzyszące filmowi, więc aż podskoczyłam przeczytawszy wstęp artykułu. Ale okazało się, że zaproponowano tylko przegryzkę do filmu (do „Hobbita”)

– trzy propozycje wystroju świątecznego stołu – żadna nie przyniosła mi jakiejś inspiracji; niewiele tam elementów kojarzących się tradycyjnie z Bożym Narodzeniem – a dla mnie tradycja, zwłaszcza w takie dni jest bardzo ważna. Poza tym maniera robienia zdjęć z góry nie podoba mi się, nie oddaje ani wyglądu, ani klimatu

– propozycja lektur kulinarnych – głównie anglojęzycznych; dlaczego nie polskich??? Znów rodzi się pytanie: do kogo ten magazyn jest adresowany????

Trochę dużo tych subiektywnych „nie” uzbierało się.

Testuję kukbukowy barszcz

Odważna jestem!:)
Na sylwestrową imprezkę postanowiłam zrobić barszcz czerwony z tego nowego magazynu „Kukbuk”. Pomyślałam sobie, że przepis brzmi dobrze, więc powinien wyjść:)
Mam już swoje zdanie na temat tego czasopisma (wkrótce napiszę), ale w przypadku recenzji związanych z kulinariami, zawsze staram się przetestować jakiś przepis; sama teoria w kulinariach nie wystarcza. Padło na barszcz (przepis Elizy Mórawskiej).
I powiem wam, że przepis jest świetny!barszcz jest leciutki, nietłusty, aromatyczny – polecam:)
barszcz kukbuka

 Składniki:
    1kg buraków (obranych i startych na średniej tarce)
    2 jabłka ze skórką, pokrojone na ćwiartki i pozbawione gniazd nasiennych
    1 włoszczyzna
    5 ziarenek ziela angielskiego
    1 liść laurowy
    5 ziarenek czarnego pieprzu
    2 ząbki czosnku
    5 suszonych grzybków
    2 łyżki octu
    2 goździki
   pół łyżeczki suszonego majeranku
    200 ml soku z czarnej porzeczki
    sól, pieprz

Do dużego garnka (4 l) wkładamy buraki, jabłka, włoszczyznę obraną lecz nie pokrojoną. Zalewamy wszystko wodą, tak aby sięgała 3-4 cm powyżej warzyw. Dodajemy ziele angielskie, liść laurowy, pieprz, czosnek, grzyby, ocet i goździki. Zagotowujemy. Potem trzeba zmniejszyć ogień i gotować tak długo, aż buraki puszczą dużo soku a warzywa będą miękkie. Wyłączamy gaz, dodajemy majeranek i zostawiamy na kilka godzin. Następnie barszcz trzeba przecedzić, lekko podgrzać, dodać sok z czarnej porzeczki, doprawić solą, pieprzem, ewentualnie majerankiem.
Do tego przygotowałam krokieciki z pieczarkami.
Wszystkim życzę wesołej, szampańskiej zabawy sylwestrowej i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku!