
Dlaczego nie?
Spróbuję krótko podsumować
1) Tytuł – dlaczego nie polski? globalizacja globalizacją, ale póki co żyjemy w Polsce, posługujemy się językiem polskim. Nie widzę powodu, dla którego tytuł pisma, którego treść jest w języku polskim, ma być w innym języku. Taki zabieg powoduje, że zawęża się z góry krąg odbiorców, do których pismo jest kierowane. Ja z reguły omijam polskie pisma, polskie blogi, których tytuł jest w innym niż polski, język. Uważam, że nie są do mnie kierowane.
2) Dwumiesięcznik – zbyt długi okres czekania na nowy numer; wolę 10 stron co tydzień, niż grubą książkę co 2 miesiące.
3) Forma – jest za duży i za ciężki; nie sposób go wrzucić do torebki, by czytać go np. w autobusie czy tramwaju.
4) Mało czytelny rozkład – spis treści wymieszany z reklamami, długo szukałam stopki redakcyjnej; numeracja stron zaczyna się dopiero od strony 18, jedne strony są numerowane, inne nie
5) Nie przedstawiono idei pisma – samo stwierdzenie redaktorki naczelnej, że jest to magazyn, jakiego jeszcze nie było… to trochę mało … zdecydowanie mało konkretów. Owszem, struktura: śniadanie-obiad-kolacja – bardzo ciekawa, ale czy to tylko w pierwszym numerze? Czy też to stała struktura? Być może pismo dopiero tworzy się i samo jeszcze nie wie, czym chce być, ale może można było to po prostu czytelnikom powiedzieć.
6) Rozczarowały mnie niektóre artykuły, po których wiele się spodziewałam i zajrzałam do nich w pierwszej kolejności, na przykład.:
– bento – biegnę co dzień do pracy i propozycje niebanalnego śniadania zawsze są mile widziane; ale te kukbukowe są pracochłonne w przygotowaniu, kto by miał na to czas, tak dzień w dzień
– danie+film – spodziewałam się propozycji menu – sama przygotowuję takie kulinarne imprezki towarzyszące filmowi, więc aż podskoczyłam przeczytawszy wstęp artykułu. Ale okazało się, że zaproponowano tylko przegryzkę do filmu (do „Hobbita”)
– trzy propozycje wystroju świątecznego stołu – żadna nie przyniosła mi jakiejś inspiracji; niewiele tam elementów kojarzących się tradycyjnie z Bożym Narodzeniem – a dla mnie tradycja, zwłaszcza w takie dni jest bardzo ważna. Poza tym maniera robienia zdjęć z góry nie podoba mi się, nie oddaje ani wyglądu, ani klimatu
– propozycja lektur kulinarnych – głównie anglojęzycznych; dlaczego nie polskich??? Znów rodzi się pytanie: do kogo ten magazyn jest adresowany????
Trochę dużo tych subiektywnych „nie” uzbierało się.