Zapraszam na film: „Sunset Limited”(z 2011 roku, reż. Tommy Lee Jones), którego akcja dzieje się w Nowym Jorku, i towarzyszącą mu nowojorską kuchnię.

Sunset Limited to nazwa nowojorskiego pociągu ekspresowego, pod którego koła zamierza rzucić się biały profesor. Ratuje go przed tym desperackim krokiem prosty Murzyn, jak się później dowiadujemy, były więzień. Spotykamy ich w mieszkaniu Czarnego, w slumsowej nowojorskiej kamienicy, gdzie w błyskotliwej, kipiącej od emocji rozmowie, Czarny usiłuje powstrzymać Białego od ponownej próby samobójstwa. Trwa dyskusja na tematy kluczowe: sensu życia, wiary, Boga. Jaki będzie jej wynik?
Trzeba to zobaczyć.
Ale ważne w tym jest przede wszystkim to, czego dowiemy się po drodze. Liczy się droga.
Układając menu do tego filmowego spotkania, szukałam kulinarnego oblicza Nowego Jorku. Przypomniałam sobie wszystko co wiem na ten temat, przywołałam wszystkie skojarzenia, typu wielkie jabłko, sernik nowojorski, bajgle, hamburgery, hot-dogi, donuty, sławne drinki, puddingi, zupa z małżami clam chowder, zupa vichy z hotelu Ritz-Carlton, itp.
Menu wypisałam na czerwonym jabłku – które jest symbolem N.Y.

Uważa się (wiadomości z wszechwiedzącego netu), że symbol ten stworzył dziennikarz, który usłyszawszy, że dżokeje mówią o torze wyścigowym w Nowym Jorku “big apple”, wykorzystał ten zwrot do nazwy redagowanej przez siebie kolumny w poczytnym dzienniku: “Dookoła Wielkiego Jabłka”. Nazwa przyjęła się, a niedługo potem termin ten zaczęli stosować na oznaczenie Nowego Jorku muzycy jazzowi, mówiąc: “Wiele jest jabłek na drzewie sukcesu, ale jeśli osiągniesz Nowy Jork, oznacza to, że zdobyłeś Wielkie Jabłko”. Mówi się też, że plan N.Y. wygląda z góry jak wielkie jabłko.
Jabłko stało się symbolem obfitości i dobrobytu; przypomnijmy choćby sukces kalifornijskiej korporacji komputerów osobistych Apple, Mac, iPod i ich logo nadgryzionego jabłka.
A więc jabłka w wystroju, co w obecnie ma dla nas dodatkowe znaczenie: jemy jabłka protestując przeciw embargu Putina.

Jako drink, rozpoczynający nasze spotkanie podałam Cosmopolitan (wódka, likier pomarańczowy, sok żurawinowy, sok z limonki i lód), znany powszechnie od czasu filmu „O seksie w wielkim mieście”, w którym czwórka głównych bohaterek zawsze zamawia go, spotykając się w restauracji. Uważa się, że dobrego barmana można poznać po tym, że zna i potrafi sporządzić ten drink.

Zdecydowałam się podać do kawy w trakcie filmu sernik nowojorski, bardzo aksamitny, z serka śmietankowego, pieczony w kąpieli wodnej, z chrupiącym spodem herbatnikowym i śmietanową polewą na wierzchu.

A teraz kolacja:
Przystawki:
Sałata Cobb – amerkański klasyk, wykreowany w latach dwudziestych XX wieku przez Boba Cobb, menadżera restauracji Hollywood. Jej składniki to: sałata rzymska, sałata lodowa, pierś kurczaka, bekon, jajka na twardo, ser pleśniowy, pomidory, avocado, no i dressing na bazie octu balsamicznego. Zdecydowałam się na tę sałatkę również dlatego, że ma swoje filmowe odniesienia. Otóż w filmie „Julia&Julie”, kiedy Julie spotyka się z przyjaciółkami na lunchu, wszystkie zamawiają sałatkę Cobb, ale każda prosi o wersję bez jakiegoś składnika (bez bekonu, bez jajka, bez kurczaka). To bardzo zabawna scena:)
U mnie starałam się, by było klasycznie:

Druga przystawką był bajgel, z plastrem łososia i kremowym serkiem Philadelfia – klasyczna nowojorska kanapka.

Zupa to temat na osobny wpis; postanowiłam stworzyć zupę, wykorzystując fragmenty rozmowy bohaterów filmu, którzy jedzą miskę odgrzewanej zupy. Zapraszam w najbliższym czasie!
A danie główne to mięso od szynki pieczone w coca-coli (swego czasu coca-cola była dla nas symbolem wielkiego amerykańskiego świata!) w towarzystwie frytek i słodkich batatów. Te słodkawe smaki dobrze puentuje rukola z sosem rancherskim.

A jako deser podałam pudding jabłkowy z lodami – pyszny, ale zdjęcie słabo mi wyszło.