Menu na wigilijny stół

Myśląc o dekoracji wigilijnego stołu, warto przygotować dla każdego nakrycia karteczkę z menu, które będzie w czasie Wigilii serwowane.

menu_wigilijne_kola

To może mało popularny zwyczaj, jak na domowe przyjęcia, ale wiem z własnego doświadczenia, że bardzo mile jest przyjmowany. No i pozwala rozłożyć swoje siły i apetyt na poszczególne potrawy:) wiemy z góry ile czego możemy i jesteśmy w stanie zjeść, na jaką dokładkę można sobie pozwolić….

W którymś roku kupiłam nawet gotowe „okładki” na menu, z myślą, że będę tylko co roku wymieniać kartki z wydrukiem dań

Ale tak się spodobały, że wszyscy postanowili wziąć je sobie na pamiątkę, a niektórzy nawet od razu spakowali je do torebek, żeby nie zapomnieć:)

I tak powstał zwyczaj tworzenia wigilijnego menu co roku w innej formie. Raz przyklejałam wydruk menu na upieczonym własnoręcznie pierniczku, to znów przyklejałam menu na kartoniku w gwiazdki wraz z malutka szopką. Każdy rok przynosi inny pomysł.

Podobnie zaczęły ewoluować malutkie stroiki przy każdym nakryciu: najpierw były to tylko gałązki jodełki z kokardą, potem pojawiły się bombki w różnych kształtach i kolorach, pierniczki, figurki aniołków.

anioek_na_stole

I wszystko do zabrania na pamiątkę tego uroczystego dnia (a właściwie wieczoru).

Poszukiwanie wigilijnego smaku – sałatka śledziowa

saatka_sledziowa_haliny

Są takie dania, takie smaki, które zapadły nam na zawsze w pamięć, a których już nie ma, bo odeszły wraz z odejściem kochanych osób.

Czy nie uda się ich jednak przywołać?

Zbliża się Wigilia, na której nie będzie już mojej siostry Haliny i nie będzie jej sałatki śledziowej, którą zawsze robiła, na którą zawsze się czekało. Na wigilijnym stole pojawiała się wielka salaterka, a w kuchni czekały przygotowane słoiczki z tą sałatką „na wynos” i obdarowani pilnie patrzyli, czy aby ktoś nie dostał jej więcej od drugich. Miało być po równo, sprawiedliwie.

Kiedy planowałyśmy w rodzinie tegoroczną wigilijną wieczerzę, wypłynął temat sałatki.

Powiedziałam, że spróbuję ją zrobić. Na szczęście parę lat temu zaczęłam spisywać nasze rodzinne receptury i siostra zostawiła mi przepis na tę sałatkę.

Wtedy nie studiowałam zbyt pilnie jej przepisu, wpisałam go i tyle, bo przecież nie miałam w planie jej robić, to ona zawsze ją robiła.

Teraz zdziwiłam się. Myślałam zawsze, że daje się do sałatki jajka na twardo, a tu okazało się, że nie.

Cóż, najwyższy czas przetestować przepis. Zrobiłam dwie wersje: według siostry i drugą – moją, z jajkami. Okazało się, że siostra miała rację. Żadnych jajek! Zaczynają dominować w sałatce, przytłumiają smak śledzi.

 

Receptura siostry jest prościutka:

(podaję ilość niewielką, na 2-3 osoby, na większą ilość osób trzeba po prostu zwiększyć proporcjonalnie ilość składników)

 

garstka drobniutkiej białej fasolki (absolutnie wykluczona fasolka z puszki)

2 ziemniaki ugotowane w mundurkach

opakowanie śledzi marynowanych z cebulką w occie – ok. 100-120 mg – wypróbowałam, że najlepsze są Liesnera, te: „śledzik na raz”

mała cebula pokrojona drobniuteńko

sól, pieprz, szczypta majeranku, szczypta papryki

2-3 łyżki majonezu niezbyt gęstego (wg mnie najlepszy okazał się kielecki)

 

Dzień wcześniej należy namoczyć fasolkę.

Następnie gotujemy ją do miękkości w lekko osolonej, ze szczyptą cukru wodzie (dodałam jeszcze do wody małą gałązkę suszonego tymianku). Odcedzamy i studzimy.

Ziemniaki obieramy z łupinek i kroimy w drobną kostkę (wielkości ziaren fasoli).

Filety śledzika również kroimy i dodajemy wraz z cebulą i zalewą do sałatki.

Posiekaną dodatkową cebulę zalewamy wrzątkiem i po ostudzeniu odcedzamy i dodajemy do sałatki.

Dodajemy (próbując) przyprawy, dodajemy majonez, mieszamy.

Wkładamy do lodówki, by smaki się przegryzły.

Smacznego!

Kulinarne tropy w filmowej „Chacie”

Najpierw była książka: „Chata” W.P. Younga. Potem pojawił się film.

chata_ksika_i_film

Na ogół zarówno ci, co czytali, jak i ci, co oglądali, przeżywali szok.

Ojciec zamordowanej małej Missy, który nie umie poradzić sobie z przeogromnym smutkiem i wyrzutami sumienia, zostaje zaproszony do starej chaty. O.k. adres chaty zna. Ale kto jest nadawcą? Okazuje się, że Bóg, który używa imienia Tata. Szok!

Kolejny szok przeżywa na miejscu. Tata czeka na niego w kuchni. I jest nim pulchna, ciepła Murzynka. Ho, ho!

Będzie się działo!

Ale tu skupimy się na kuchni i potrawach podawanych w „Chacie”. Były niezwykle smaczne.

Przygotowując menu kolacji, która towarzyszyła oglądaniu filmu, spróbowałam podążyć tropami opisanymi w książce.

Zaczynamy jak zwykle od filmu, do którego nieodmiennie podawana jest kawa. Do tego koniecznie coś słodkiego.

„Kiedy Mack zbliżył się do chaty, poczuł zapach babeczek, rogalików albo jakiegoś innego smakołyku. (…) na małym stoliku stała taca pełna kalorycznych wypieków, świeżego masła, dżemów i galaretek.

– O rany, ale pachnie! – wykrzyknął Mack.                            

– Bierz się do jedzenia. Ten przepis pożyczyłam od twojej prapraprababci.

(…) Mack wziął jeszcze ciepłe ciastko i zatopił w nim zęby; rozpływało sie w ustach.”

 

Amerykańskie ciasteczka praprababci? Postanowiłam zrobić najbardziej amerykańskie chyba ciasteczka: chocolat chips cookies, z niebieskimi (koloru nieba) chipsami:

ciasteczka

Dania główne były na ciepło, więc żeby biesiadnikom sie nie nudziło czekając, podałam czekadełko: pieczywo z masłem i awanturką z białego sera i sardynek:

awanturka

A co podano w chacie na kolację? Poczytajmy:

„Kolacja, choć prosta, okazała się prawdziwą ucztą. Pieczony drób w pomarańczowo-mangowym sosie. Świeże warzywa przyprawione Bóg wie czym, pieprzne, wonne, pikantne, soczyste. Ryż, jakiego Mack nigdy wcześniej nie próbował, mógłby sam wystarczyć za cały posiłek.

– Hm, mógłbym dostać trochę tego ryżu?

– Jasne. Miał być do niego niesamowity japoński sos, ale pewien niezgrabiasz – Tata wskazał skinieniem głowy na Jezusa – uparł się, że go wymiesza.

– Daj spokój, miałem śliskie ręce. – Jezus udawał, że sie broni. – Cóż więcej mogę powiedzieć?

– Tata mrugnęła do Macka, podając mu ryż.

– Trudno tutaj o dobrą pomoc domową.

Wszyscy się roześmieli.”

 

U mnie podanie kurczaka odpadało, bo wyjątkowo spotkaliśmy się w piątek, więc menu było postne.

Ale ryż? warzywa? O, jak najbardziej!

Zrobiłam ryż jaśminowy z sezamem białym i czarnym, do tego glazurowane marchewki baby (dwa rodzaje: jedne pikantne, drugie słodkie) i surówkę z fenkułu z pomarańczą

ry_i_marchewka

Kurczaka zastąpiła ryba (filet dorsza atlantyckiego) i mix owoców morza podane na sałacie rzymskiej w towarzystwie szpinaku, z sosem kardynalskim

ryba_i_owoce_morza

Teraz trochę się pochwalę:) Dania znikały z talerzy błyskawicznie; padł nawet wniosek formalny, że moglibyśmy już zawsze spotykać sie w piątki, skoro potrawy jarskie są tak pyszne:)

 Na zakończenie podałam misę owoców i serów – klasyk, który nie może się nie udać

owce_i_ser

Ponieważ tydzień temu pojawiło się młode wino z tegorocznych zbiorów – bożole nowo – zdecydowałam, że właśnie ono będzie towarzyszyć kolacji. Zwykle kupuję to wino tego samego producenta, takie z kogutem na etykiecie, mogę więc porównać kolejne roczniki. Wydaje mi się, że w tym roku wino było dość ostre, trudno było doszukać się w nim konkretnej owocowej nuty.

bozole

Wystrój stołu był niebieski – no wiecie, taki „niebiański” w zamyśle: ciemnoniebieski obrus, serwetki w niebieskie kwiaty, aniołki… Manu wypisałam na kartoniku wyciętym w kształt chaty

st_do_chatymenu_do_chaty

Marchewkowa klęska w Masterchefie

Ta edycja Masterchef obfituje w nieoczekiwane zmiany. Ledwo przełknęliśmy odejście Grażyny Kuroń (wiele osób – także i ja – uważa, że to jednak jej przeciwnik, Matteo, powinien odejść), a tu wycofał sie Lorek, wróciła Grażyna, ona i Matteo znów stanęli na przeciw siebie i znów Grażyna musiała odejść. Czy słusznie?

Zmierzyli się w konkurencji asiet – czyli trzy dania z jednego głównego składnika. Grażyna wylosowała marchew, Matteo – gruszkę. Gość programu, Matt Preston, skrytykował propozycję Matteo, mówiąc, że nie przedstawił żadnego konkretnego dania. Grażyna zaprezentowała trzy dania o ciekawej, różnorodnej strukturze i fakturze, ładnie podane. Ale to jednak ona musiała odejść.

asiet_w_masterchef

Dlaczego? może zadecydował smak, którego widzowie ocenić nie są w stanie?

Zaraz po programie sprawdziłam w książce, którą niedawno kupiłam – Leksykon smaków Niki Segnit – połączenia smakowe dla marchwi. To świetna książka, która nie tylko podaje proste wyliczanki, co z czym łączyć, ale też krótkie historyjki, przygody autorki z konkretnymi składnikami, krótkie przepisy. W temacie marchwi przeczytamy na przykład:

Guy Savoy proponuje zupę marchewkową z anyżem gwiazdkowym w formie amuse-bouche. Jest to kombinacja doskonała – anyż gwiazdkowy schlebia świeżemu smakowi marchwi o lekkiej nucie drewnianej, a ta pod jego wpływem rozkwita.

Szef kuchni John Tovey przyrządza dodatek do dań głównych z 450 g ugotowanej marchwi, utłuczonej z 20 g masła i 1 łyżką pernodu.

Wydaje się, że przynajmniej 2 dania Grażyny spełniają klasyczne zasady łączenia:

Tatar z marchewki

Marchewkę pokrojoną w kostkę, dusimy na patelni z masłem, sokiem z pomarańczy, whisky z imbirem, cukrem, solą papryką. Dusimy do miękkości. Dodajemy ocet balsamiczny. Zdobimy chipsami z marchewek baby, suszonych w piekarniku przez 20 minut w 180 stopniach.

Surówka z marchewki i jabłka w galaretce

Sok z marchwi wyciskamy razem z jabłkiem. Zagotowujemy, dodajemy elastan i chłodzimy w płaskim naczyniu. Ringiem wycinamy koła i na to ścieramy białą marchew. Zdobimy natką pietruszki.

 Pewne wątpliwości budzi trzecia propozycja, jako że wykorzystano ser kozi, który, bardzo przecież ostry, mógł zdominować marchew:

Grillowana gruszka i marchew z palonym kozim serem

Plastry marchewki i plastry gruszki grillujemy. Z soku z pomarańczy, wina, octu, oliwy sporządzamy sos, blendujemy. Smarujemy owoce i warzywa. Na to kładziemy plaster koziego sera przypalonego palnikiem. Zdobimy natką pietruszki.

Przyznam się, że kiedy padło hasło: marchew – ja pomyślałam od razu o cieście marchewkowym, surówce z marchwi i jabłka oraz o glazurowanych marchewkach Vichy – pewnie banalne, ale to jednak klasyka:)

Co macie na obiad? u mnie barszcz ukraiński

Robiła u mnie kiedyś ten barszcz Ukrainka (Irina); zasmakował mi bardzo i często go gotuję. Tyle tylko, że ona dodawała do niego jeszcze kapustę. Ja jednak wolę go bez kapusty. A wiosną dodaję jeszcze do niego liście botwinki. I przyprawy: to już bardzo indywidualna sprawa i praktycznie nie do odtworzenia; każdy przyprawia inaczej, choć niby tak samo:)

 barszcz_ukraiski

2 duże buraki

4 ziemniaki

pół dużej marchewki

pół pietruszki

kawałek selera

2 cebule

szklanka zakwasu żurkowego

3-4 łyżki śmietany

2 łyżki octu

2 ząbki czosnku

2-3 suszone grzyby

przyprawy: sól, pieprz, papryka, majeranek, szczypta cukru, liść laurowy, ziele angielskie

 

Warzywa kroimy w zapałkę, cebulę w cieniutkie półplasterki. Wkładamy do dużego rondla i zalewamy wszystko zimną wodą, dodajemy grzyby, liść laurowy i ziele angielskie, lekko solimy gotujemy do miękkości.

Dodajemy zakwas, gotujemy jeszcze przez ok. 10 minut. Dodajemy ocet.

Przeciskamy do zupy przez praskę ząbki czosnku.

Śmietanę hartujemy łyżką barszczu, wlewamy do zupy, roztrzepujemy trzepaczką i zaczynamy doprawiać do smaku.

Zostawiamy na jakieś pół godziny, by smaki się połączyły.

Regionalna zarzucajka

Zapraszam na zarzucajkę – gęstą zupę z kiszonej kapusty

zarzucajka_na_blog

pół kilograma kiszonej kapusty (takiej z marchewką w środku; jeśli w kapuście nie ma marchewki – to 1 marchewkę surową)

kawałek boczku wędzonego

kawałek wiejskiej kiełbasy
2 cebule
2 duże ziemniaki
sól, pieprz, szczypta ziarenek kminku, liść laurowy, kilka ziarenek ziela angielskiego
łyżka masła
2 łyżki mąki

Boczek, kiełbasę i  1 cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy w rondlu (nie trzeba żadnego tłuszczu, bo wytopi się on z boczku). Oprószamy łyżką mąki. Dodajemy lekko przesiekaną kapustę i zalewamy zimną wodą, tyle, żeby przykryła kapustę, wrzucamy ziele angielskie i listek laurowy i gotować aż do miękkości, jakieś 40 minut.
W osobnym rondlu zalewamy zimną wodą pokrojone w kostkę ziemniaki i drugą cebulę, lekko solimy i gotujemy do miękkości ziemniaków.
Następnie łączymy kapustę z zupą, dodajemy pieprz i kminek (uwaga z kminkiem! Jak będzie go za dużo, zepsuje smak zupy). Gotujemy razem jakieś 15 minut.
Na patelni roztapiamy masło, wsypujemy mąkę i robimy rumianą zasmażkę, którą dodajemy do zupy.
Całość gotujemy jeszcze jakieś 10 minut.
Ostawiamy. Najlepsza jest po kilku godzinach.

Robert Makłowicz powraca

Pamiętacie programy kulinarne telewizyjnej Dwójki: „Podróże kulinarne Roberta Makłowicza” i „Makłowicz w podróży”?

Tych programów juz nie zobaczymy, ale zobaczyć można p. Roberta w nowym programie „Makłowicz w drodze”, na kanale Food Network (sporo operatorów ma ten kanał w swojej ofercie, m.in. nc+)

food_network

Program wystartował 11 listopada br z emisją od razu trzech odcinków (nie doczytałam się jeszcze w które dni będzie stale emitowany). Te pierwsze odcinki poświęcone są kuchni Tyrolu.

Formuła programu jest właściwie taka sama, jak w poprzednich cyklach. R. Makłowicz odbywa podróże, wynajduje różne lokalne ciekawostki, próbuje lokalnej kuchni w jakimś lokalu, wreszcie gotuje jakąś znaną lokalną potrawę. Wszystko to opatrzone jest jego barwnym komentarzem,

Ta formuła bardzo się dawniej podobała.

Tylko czy nie czekaliśmy jednak teraz na coś nowego?

I drastycznie skurczyły się miejsca, których jeszcze w jego programach nie było…

Żołnierska grochówka

11 listopada to nie tylko dzień św. Marcina, jego rogale i polska gęsina.

To także Dzień Niepodległości i żołnierskie święto. Wiele jest imprez plenerowych, a że zwykle jest zimno, to i coś rozgrzewającego organizatorzy przygotowują. Cóż może być lepszego niż polska, żołnierska, gęsta grochówka? Zapraszam!

onierska_grochwka

30 dag żółtego omielanego grochu

2 duże ziemniaki

1 marchew

1 pietruszka

kawałek selera

duża cebula

kawałek wiejskiej kiełbasy (lub boczku)

jakaś kość (ja miałam akurat kość z piersi gęsiej)

garść zacierki makaronowej

2-3 ząbki czosnku

przyprawy: sól, pieprz, papryka, majeranek, suszona gałązka tymianku

 

Cebulę i kiełbasę kroimy w kostkę, podsmażamy w rondlu na 2 łyżkach oleju, dodajemy pokrojone w kostkę marchewkę, pietruszkę i seler, oprószamy łyżką mąki, chwilę przesmażamy. Zalewamy całość wodą. Dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki. Dodajemy kość. Kiedy całość się zagotuje, dodajemy wypłukany groch, lekko solimy, dodajemy gałązkę tymianku. Gotujemy do miękkości, dodając pod koniec gotowania zacierkę makaronową.

Przeciskamy do zupy czosnek, doprawiamy przyprawami.

Robimy zasmażkę z łyżki masła i łyżki mąki. Dodajemy do zupy. Zagotowujemy i odstawiamy na 1-2 godziny.

Potem jeszcze raz próbujemy i ewentualnie doprawiamy, nie żałując majeranku.

Kalendarium na listopad

XI 2017

Najbliższy kulinarny listopadowy termin to 11 – sobota – dzień św. Marcina, a w nim dwie tradycyjne potrawy, które wpisały się w polski pejzaż: gęsina i rogale świętomarcińskie.

 Zapraszam na mój blog: gęś pieczona, gęś luzowana, udka gęsie pieczone w cydrze

Rogale z białym makiem, mimo iż to produkt poznański, w Małopolsce też są kochane, zapraszam na cudownie listkowany, domowy wypiek: moje rogale świętomarcińskie

W trzeci czwartek miesiąca – 16 listopada – witamy wraz z całą Europą młode wino, z tegorocznych zbiorów, beaujolais nouveau. Ciekawe, jaki będzie mieć w tym roku smak?

Czas pomyśleć już o świętach Bożego Narodzenia. Warto już nastawić nalewkę Bożonarodzeniową, która właściwie nie jest nalewką, ale bakaliami i owocami w alkoholu. Jest przepyszna!

To również dobry czas na upieczenie i polukrowanie pierniczków na choinkę

A 20 listopada w TVP2 o godz. 21.50 „Bake off – ale ciacho” – FINAŁ; ciekawa jestem bardzo, kto zwycięży; stawiam na Tomka, ma fantastyczne, ciekawe aranżacje swoich wypieków i umie o nich opowiadać. Ostatnia jego opowieść o trzech damach na herbatce była wspaniała. A jak one wyglądały! Nieprędko się zapomni o uroczej pannie Ptysiównie, dostojnej  pani Biszkoptowej i trochę smutnej wdowie Bezowej!

Dla miłośników trylogii Paulliny Simons o drugiej wojnie światowej w Leningradzie, o skomplikowanych losach Tatiany i Aleksandra – dobra wiadomość, 22 listopada – będzie wznowienie książki „Przepisy Tatiany”

Listopad to ciągle jeszcze dobry czas na kolorowe liście opadające z drzew, tak wspaniale wyglądające w dekoracyjnych aranżacjach domu; moja Bajeczka też je lubi:)

bajeczka i liście

liście w sypialni