W lodówce pustki (tak to jest jak się od
2 tygodni nie robi zakupów – bardzo byłam zajęta!), a jakąś zupę trzeba by
ugotować:)
Na szczęście znalazł się jeden por, są też ziemniaki i 2 cebule, resztki podsuszonej nieco szynki i śmietana. Wystarczające, aby przygotować klasyk: przepyszną zupę z porów.
Składniki na półtora litrowy rondel:
1 mały por
1 mała cebula
2 spore ziemniaki
kawałek szynki wędzonej
2-3 łyżki gęstej śmietany
łyżka oleju, łyżka masła
sól, pieprz, szczypta czosnku mielonego
Por kroimy w krążki, cebulę w pół plasterki,
szynkę w kosteczkę.
W rondlu rozgrzewamy łyżkę oleju i łyżkę
masła, wrzucamy szynkę, por i cebulę, chwilę wszystko przesmażamy, po czym
zalewamy wodą.
Gotujemy do miękkości warzyw, lekko
soląc.
Doprawiamy do smaku pieprzem i
czosnkiem, dodajemy śmietanę.
Po zagotowaniu odstawiamy, by smaki się
przegryzły.
Jako, że jestem tutaj, na WordPressie nowa, trochę niepewnie się czuję, ale mam nadzieję, że poznamy się i zaprzyjaźnimy:)
To moja kuchnia, w Tarnowie; w globalnej
wiosce świata to małe miasteczko, ale świetne miejsce do smakowania życia:) To
stąd do Was piszę.
Moje blogowe imię to Negresca – pochodzi
od fascynacji Prowansją, Lazurowym Wybrzeżem, i hotelem Negresco w Nicei, o
którym wiele słyszałam, zanim go wreszcie zobaczyłam.
Piszę od 2007 roku, mój blog na Agorze
nosił nazwę „Prowincja w globalnej wiosce” (kiedy Agora zamknęła
swoje podwoje, udało się go tutaj przenieść w całości).
Przy okazji przeprowadzki trochę uporządkowałam
swój blog. Cóż, od czasu kiedy został założony, trochę czasu upłynęło, trochę
ewoluowały i skonkretyzowały się moje zainteresowania, nadszedł czas na zmianę
tagów, kategorii, wyglądu bloga, jego nazwy.
Nowe życie w nowej szacie:)
Obecna nazwa to: Garstka smaku, szczypta
literatury.
I to mówi już dużo, o czym głównie piszę
i chcę pisać. Na pewno o związkach kuchni z literaturą – zapraszam na
odkrywanie wszelkich tropów kulinarnych w przeczytanych lekturach (kategoria:
Kuchnia w literaturze).
Fascynują mnie również kulinarne ślady w filmach (kategoria: Kuchnia filmowa). Pojawią się również relacje z przyjęć, które przygotowuję z okazji spotkań naszego lokalnego, małego klubu filmowego; tematem przewodnim przyjęcia jest kuchnia kraju, gdzie toczy się akcja filmu; na takie spotkania przygotowuję również wydrukowane menu dla każdego uczestnika – już całe pudełko tych kart się uzbierało (Kategoria: Przyjęcia, Tag: Menu).
Dużo tu będzie o kuchni regionalnej, głównie świętokrzyskiej i małopolskiej – moich rodzinnych.
Najwięcej wpisów pojawia się w kategorii: Poszukiwania smaku; mam duszę eksperymentatora i kiedy tylko napotkam na ciekawy kulinarny trop – muszę go w swojej kuchni wypróbować.
Zdjęcie prezentujące mój blog pochodzi z mojej podróży do Torunia; zachwycił mnie wystrój kawiarni na Starym Mieście (nie pamiętam już nazwy i nie wiem czy jeszcze jest), a zwłaszcza filiżanki wiszące w oknie. To już było dobrych kilka lat temu, ale ciągle je pamiętam; odszukałam zrobione wówczas zdjęcie i jest moją wizytówką.
W mojej kuchni wiernie towarzyszą mi
koty; obecnie jest to Bajeczka – kot syjamski, bardzo ciekawy wszystkiego i
niezmiernie zainteresowany kuchnią:)
To bardzo kruche i delikatne ciasteczka argentyńskie, przekładane kajmakiem (dulce de leche), coś w rodzaju naszych markiz. Swoją kruchość zawdzięczają mące kukurydzianej. I bardzo szybko się je robi.
Kuchnia argentyńska zdominowała nasze ostatnie spotkanie filmowe; w filmie, który oglądaliśmy (Gdzie mieszka Bóg) wystąpił papież Franciszek, pochodzący z Argentyny, wyszukałam więc garść informacji o potrawach, które lubi najbardziej.
I tak: do kawy w trakcie filmu zrobiłam ciasteczka alfajores (rodzaj naszych markizów) przekładanych masą krówkową (dulce de leche). Te ciasteczka, popularne również w Hiszpanii, są wizytówką Argentyny; są wszechobecne i wszędzie można je kupić, a dulce de leche skradło serce Papieża Franciszka
Jako przystawkę podałam sałatkę argentyńską (bardzo oryginalne zestawienie składników) i pieczone pierożki empanadas
Danie główne to bardzo sycąca zupa puchero – rodzaj zupy gulaszowej z wszelkimi fasolkami, ciecierzycą, kukurydzą, batatem…. dużo tam jest składników; zupa codziennie podgrzewana z każdym dniem staje się lepsza. Papież, kiedy jeszcze był kardynałem, sam przyrządzał tę zupę; prosta jest bardzo, tyle tylko, że wymaga trochę czasu
Daniom towarzyszyło argentyńskie czerwone wino wytrawne Malbec. Na deser: galaretka owocowa z owocami tropikalnymi.
Planując menu, pomyślałam oczywiście o stekach, ale nie mam
doświadczenia w ich smażeniu, a łatwo je zepsuć. Nie odważyłam się,
zwłaszcza, że jeden z uczestników był w Argentynie i rozpoznałby od razu
wszelką fuszerkę:)
Wyszukałam też informacje o tym jak jada obecnie papież Franciszek;
stołuje się w jadalni Domu św. Marty w Watykanie (jest to rodzaj hotelu
dla kardynałów). Jadalnia utrzymana jest w kolorystyce nasyconej zieleni
szmaragdowej, stoły są okrągłe, przykryte białymi obrusami. Dania są
głównie włoskie, lekkie.
A film – skierowany raczej do młodzieży – potrafi wzruszyć również
dorosłych. Przypomina o młodzieńczych ideałach, prawdziwej przyjaźni
oraz o tym, że możliwa jest osobowa relacja z Bogiem.
Gdyby ktoś był kiedyś w Tarnowie, to polecam klimatyczną restauracyjkę „U Młynarzy” przy ul. Kołłątaja (przecznica ulicy Lwowskiej). A zimą to już koniecznie trzeba tam wpaść na czarną herbatę z plastrami pomarańczy, cytryny i limonki z dodatkiem angostury (angostura to gorzka, ciemnoczerwona wódka lub destylat na bazie rumu, skórek pomarańczowych i ziół). Pyszna i rozgrzewająca.
Siedziba restauracji mieści się w historycznym dworku wybudowanym w 1859 roku, który był rodzinną siedzibą tarnowianina Henryka Szancera, który w sąsiedztwie dworku nad potokiem Wątok, wybudował pierwszy w Tarnowie młyn parowy. W przewodniku tak pisano o Szancerach:
„Rodzina ta znana była z wielu akcji filantropijnych i charytatywnych. Szancerowie lubili się bawić, jeść i kochać. Rodzina ich była liczna i znana w wielu europejskich krajach. Szybko zdobywali fortunę i równie szybko ją tracili. Kobiety z tego rodu wyróżniały się inteligencją, urodą i temperamentem.”
Dużą popularnością cieszy się tutaj pizza, ale można również zjeść bardziej tradycyjny obiad: na przykład żurek, grzybową, schabowego czy pierogi.
Moje śniadania – to kanapki. Nic nie może się z nimi równać.
I powiem, że jednym z najwspanialszych aspektów życia emeryta – tak, tak, już nadszedł ten wytęskniony czas! – jest magia nieśpiesznych poranków, z codziennym rytuałem śniadaniowych kanapek. Kolorowych, wieloskładnikowych, układanych na desce. Kiedyś takie właśnie robiła mi mama.
Dziś piątek – a więc kanapka postna, ze szprotką
puszka wędzonych szprotek
jajko gotowane na twardo
pół cebuli drobniutko posiekanej
łyżka majonezu
sól, pieprz
Szprotki odcedzamy z oleju, rozgniatamy widelcem, dodajemy posiekane jajko i cebulę oraz majonez, doprawiamy i wszystko dobrze rozcieramy widelcem.
Kromkę weki smarujemy masłem, przykrywamy plastrem żółtego łagodnego sera (np. goudy), obkładamy pastą ze szprotek, dodajemy plaster ogórka kiszonego, oprószamy świeżo mielonym pieprzem.
Po świętach i Nowym Roku w mojej kuchni zapanował pewien przestój; nie ma póki co żadnych eksperymentów, posiłki są standardowe i klasyczne. To zwykła reakcja obronna organizmu domowej kucharki, która po świątecznych wyszukanych potrawach musi odpocząć i na nowo naładować swoje kulinarne baterie:)
Dziś, kiedy za oknem śnieg, zapraszam na gęsty, gorący i sycący kapuśniak.
pół kilograma kiszonej kapusty (takiej z marchewką w środku)
Kapustę trzeba lekko posiekać (jeśli jest zbyt kwaśna przepłukać wodą), przesmażyć na łyżce oleju, dodając pokrojoną w kostkę kiełbasę lub boczek, zalać wodą, tyle, żeby przykryła kapustę, wrzucić ziele angielskie, listek laurowy i kminek i gotować aż do miękkości, jakieś 30 minut.
W osobnym rondlu zalewamy zimną wodą pokrojone w kostkę ziemniaki i cebule, lekko solimy i gotujemy do miękkości ziemniaków.
Następnie łączymy kapustę z zupą, dodajemy pieprz. Gotujemy razem jakieś 15 minut.
Na patelni roztapiamy masło, wsypujemy mąkę i robimy rumianą zasmażkę, którą dodajemy do zupy.