Domowy kot uważa, że jest niezbędnym elementem świątecznych dekoracji.
Pewnie ma rację…

Kilka zdjęć na pamiątkę, jak w tym roku u mnie w domu było na święta








Domowy kot uważa, że jest niezbędnym elementem świątecznych dekoracji.
Pewnie ma rację…

Kilka zdjęć na pamiątkę, jak w tym roku u mnie w domu było na święta








Jakoś nie mam ostatnio zapału do zajęć w kuchni, nie testuję nowych przepisów, mało cieszy mnie gotowanie. Taki czas; oby minął jak najprędzej!
Ale idą święta i bez klasyki kulinarnych hitów rodzinnych ani rusz!
Zapraszam na pasztet. W zasadzie jest u nas pieczony tylko na święta. Smakuje każdemu.
Dodam tylko, że również mój kot za nim przepada! Kiedy jest już gotowy, kot ociera się o nogi, wskakuje na krzesło, wspina się łapami, nieomal z zębów mi wydziera kawałki. To coś znaczy, zwłaszcza, że ten kot jest bardzo wybredny:)

Sposób przygotowania:
Wszystkie rodzaje mięsa (oprócz wątróbki) i cebulę pokroić na dość małe kawałki, wrzucić do rondla na rozgrzany tłuszcz, na samo dno dać podgardle, osolić, dusić na tłuszczu na malutkim ogniu do miękkości. W zasadzie nie trzeba podlewać wodą, gdyż podgardle jest tłuste i ładnie się topi. Gdy mięso będzie miękkie (tj. po ok. 1-1i 1/2godz.), wtedy dopiero dodać wątróbkę, poddusić jeszcze 10-15 min. Odstawić do ostudzenia.
Wyjąć z rondla wszystkie składniki, w sosie z duszenia namoczyć 2 bułki.
Wszystko łącznie z namoczoną bułką przekręcić przez maszynkę 3 razy.
Dodać 4 całe jajka, pieprz, wymieszać dokładnie.
Rozłożyć masę do blaszek, wyłożonych papierem pergaminowym, posypać na wierzchu bułką tartą, ponakłuwać w kilku miejscach patyczkiem.
Piec w nagrzanym do 200 st.C piekarniku ok. 50 min.
Zarzucajka – czyli zupa z kiszonej kapusty.
Idealnie rozgrzewająca i sycąca.
No i pełna witamin.
W sam raz na mróz i śnieg.
Dziś, w środę popielcową, wersja postna (bo robi się ją u nas również z kiełbasą, boczkiem, skwarkami itp.)
Zupa jest gęsta i zawiesista. Lepsza, jak trochę odpocznie. A jeszcze lepsza na drugi czy trzeci dzień.

Porcja na 2-litrowy garnek
Ziemniaka i cebulę kroimy w kostkę, dodajemy pół marchewki startej na grubych oczkach tarki, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości, lekko soląc.
Do drugiego garnka dodajemy pokrojoną kapustę (jeśli jest kwaśna trzeba ja przepłukać i odcisnąć z wody) oraz startą drugą połowę marchewki, suszone grzybki, zalewamy wodą i gotujemy do miękkości. Dodajemy kminek, ziele angielskie i liść laurowy, doprawiamy solą, pieprzem i szczyptą cukru. Kiedy już większość wody się wygotuje, dodajemy ok. 2 łyżki masła.
Łączymy zawartość obu garnków, gotujemy całość jeszcze przez ok. 20 minut, robimy zasmażkę z łyżki masła i łyżki mąki. Jeszcze chwilę pogotujemy całość i odstawiamy na jakąś godzinę.
I gotowe.
Zapraszam!
Ostatnia moja pasja to efekt mozaiki w potrawach, zwłaszcza mięsnych. Nadziewane mięsa, zwijane rolady, klopsy z nadzieniem. Kiedy się rozkroi, widać kolorowe kropki, prostokąty czy koła warzyw, owoców itp.
Dziś zapraszam na pulpety w kolorowe kropki

Wyjąć z mrożonki garść groszku i marchewki, włożyć do miseczki, niech się rozmraża.
Mięso przełożyć do salaterki, dodać posiekaną drobniutko cebulkę, jajko, sól, pieprz, dobrze wyrobić, aż jajko zostanie wchłonięte przez mięso. Dodać groszek i marchewkę, wymieszać.
Uformować małe pulpeciki, otaczając je lekko w bułce tartej.
W szerokim rondlu podgrzać bulion, dodać łyżkę masła, wkładać pulpety i dusić pod przykryciem, obracając je kilka razy.
Podawać z ziemniakami pure lub grubymi rurami makaronowymi.
Są małe, tak na dwa kęsy, miło chrupią, mają świetny chałwowo-sezamowy smak. Czego więcej chcieć od ciasteczek?
Ot, takie małe co nieco na zakończenie okresu świątecznego.

Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia oraz sól i mieszamy dokładnie. Następnie dodajemy pokruszoną chałwę oraz zimne masło posiekane na małe kawałeczki. Wbijamy jajko. Zagniatamy ciasto.
Do niewielkiej miseczki wysypujemy sezam. Z ciasta odrywamy po kawałeczku i w dłoniach formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego. Obtaczamy je dokładnie sezamem, delikatnie spłaszczamy i układamy na blasze.
Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni C piekarniku, przez ok. 15-17 minut, aż ciasteczka zezłocą się. Trzeba uważać, aby ich nie przesuszyć.
Święta się skończyły i pomału wyjadamy z lodówki pozostałości z wigilijnego menu (zawsze jakoś wychodzi tego jedzenia za dużo).
Dziś proponuję zupę, przygotowaną na bazie wigilijnego, grzybowego barszczu (który się ostał, choć uszka do niego „wyszły”)
Będą w tej zupie ziemniaki, makaronowa zacierka i dużo śmietany.

Ziemniaka i cebulę kroimy w kostkę, zalewamy zimną wodą, dodajemy suszone grzybki i zagotowujemy. Dodajemy makaronową zacierkę i gotujemy, aż wszystkie składniki będą miękkie.
Wlewamy barszcz.
Kiedy się zagotuje, dodajemy śmietanę i przyprawiamy solą i pieprzem.
Smacznego!
Kiedy kilka lat temu pojawiły się na rynku, od razu mi się spodobały.
Ale niełatwo je ubrać; inaczej rozkładają się im gałęzie, trudno zachować właściwe proporcje, bo nagle ze smukłego pnia wyrasta rozłożysta choina. Już nie mówiąc o tym, że niełatwo choinki fotografować.
To moje tegoroczne próby.


Wesołych Świąt wokół choinki dla wszystkich!

„Zamiast stajni – mógł być pałac
Zamiast Maryi i Józefa, ludzi prostych i ubogich – mogli być ludzie wykształceni i bogaci, nawet milionerzy.
Zamiast pasterzy – Anioł mógł powiadomić możnych i wpływowych czy polityków.
Dlaczego było zwykle, prosto i ubogo?
Może dlatego, żebyśmy wiedzieli, że Bóg narodził się dla wszystkich?
Aby nadal rok w rok, dzień po dniu, mógł rodzić się w sercach wszystkich ludzi, także naszych.”

Ta szopka, nazywana w domu małą – bo rzeczywiście jest malutka, to mój tegoroczny nabytek. Z drzewa oliwnego, kupiona na stronie „Kościoła w potrzebie” https://pkwp.org/sklep
Pięknie wpisała się w półkę domowej biblioteczki.
Wesołych Świąt!
Kiedyś wysyłało się z życzeniami kartki papierowe, tradycyjną pocztą.
Kiedyś znani artyści dostawali zlecenia na opracowanie serii świątecznych kartek.
Znalazłam kartki Bożonarodzeniowe grafika Jana Marcina Szancera, mojego ulubionego ilustratora dziecięcych bajek.
Wraz z najlepszymi życzeniami przesyłam je wszystkim, którzy do mnie zaglądają!


W opisie wigilijnych wieczerzy przenosimy się do czasów nam współczesnych, do pięknego opisu Wigilii w Opactwie Cystersów w Wąchocku

Patrz: tej nocy cichej dziecię się zrodziło
I co Adam stracił, szczodrze nadrobiło:
Gdy cicha jest twa dusza i spoczywa nocą,
I w tobie się człowiekiem stanie Bóg z ochotą.
Angelus Silesius
Święta, grudniowa noc z majestatyczną powagą spowijała wąchockie zabudowania klasztorne. Żwawe, okruszki białego puchu przyklejały się do kamiennych murów romańskiej świątyni, znajdując schronienie w głębszych glifach przeźroczy okiennych oraz wypełniając pustki między piaskowcowym licem murów. Przybyły one z popielatego nieboskłonu, którego firmament powoli czerniał, aby ukazać wyhaftowany wzór z gwiazd. Tradycyjne, gdy pierwsza z nich rozbłysła – cysterscy mnisi zasiedli do wigilijnej wieczerzy.
Przygotowania przedświąteczne trwały w najlepsze od kilku dni. W kaplicy bł. Wincentego Kadłubka bracia dzielnie wznosili szopkę. Ciszę w świątyni przerywał dźwięk wkrętarki, łączącej ze sobą drewniane deseczki; czy metaliczne drżenia drabiny, gdy na kilku metrach wymieniano oświetlenie na bardziej nastrojowe. Podobnie i bliżej prezbiterium, ku pozycji wertykalnej wyrastały zielone, iglaste drzewka, ozdabiane biało – niebieskimi żaróweczkami. Nie inaczej pracowano w refektarzu – gdzie choinka została okraszona także i czerwienią bombek i srebrnym łańcuchem. Tak starej tradycji stało się zadość – gdyż zielona choinka symbolizuje rajskie drzewo, czerwone bombki – jabłka, a srebrny łańcuch – inteligentnego węża.
Długie korytarze konwentu spowijała ostra woń detergentów; w kuchni mieszały się przeróżne zapachy potraw, a prace przerywał tylko dźwięczny hałas dzwonka, wzywający na liturgię godzin. W niej podniosłą atmosferę oczekiwania, już od IX w. podkreślą „Wielkie antyfony O!” Są to antyfony podczas nieszporów, otwierające Magnificat, a ich nazwa wywodzi się z tego, że każda rozpoczyna się właśnie od wykrzyknienia z literą ”O”. Ostatnia z nich – ,,O Emmanuelu, nasz Królu i Prawodawco, oczekiwany Zbawicielu narodów, przyjdź, aby nas zbawić, nasz Panie i Boże” rozległa się 23 grudnia, gdyż pierwsze nieszpory dnia następnego są już z oficjum Narodzenia Pańskiego. Uciszona jest już adwentowa tęsknota – a majestatycznym spokojem tchną hymny, antyfony i psalmy. Oczekiwanie zamieniało się w radość przyjścia, co szczególne uderza w antyfonie, którą Kościół śpiewa tego dnia o zachodzie słońca: ,,Kiedy wzejdzie słońce na niebie, ujrzycie Króla królów, który wychodzi od Ojca, jak oblubieniec ze swojej komnaty”.
Również starą tradycją jest, tego dnia, czytanie fragmentu Martyrologium, zawierającego starożytne daty:
,,W roku 5119 od stworzenia świata, gdy Bóg stworzył na początku niebo i ziemię;
w roku 2759 po potopie;
w roku 2015 po narodzeniu Abrahama;
w roku 1510 po wyprowadzeniu ludu izraelskiego pod wodzą Mojżesza z niewoli egipskiej;
w roku 1032 od czasu, gdy Dawid został pomazany na króla;
w 65 tygodniu według proroctwa Daniela;
w 194 olimpiadzie, w roku 752 po zbudowaniu miasta Rzymu;
w 42 roku panowania Oktawiana Augusta, gdy na całym świecie pokój zapanował;
w 6 okresie historii świata,
Jezus Chrystus, Przedwieczny Bóg i Przedwiecznego Ojca Syn, chcąc uświęcić świat swoim miłościwym najświętszym Przybyciem,
począł się z Ducha Świętego i po upływie dziewięciu miesięcy
w Betlejem Judzkim rodzi się z Maryi Dziewicy jako człowiek.
Narodzenie Pana naszego Jezusa Chrystusa podług ciała”.
O godz. 18 rozpoczęła się w wąchockim klasztorze wigilijna wieczerza. Naturalnie, jej wstępem był zwyczaj łamania się opłatkiem i składania życzeń. Po nich, mnisi zasiedli do stołów, aby spożyć 12 potraw. Na dębowych blatach pojawiały się ryby na przeróżny sposób przyrządzone, uszka, zupa grzybowa, kompot z suszu i inne dania, znane z każdego polskiego domu.

Po posiłku – oczekiwanie na wigilię liturgiczną. Tak bowiem dawniej nazywano Godzinę czytań, która tej nocy została wyznaczona na godzinę przed północą. Noc bowiem przeznaczona jest nie tylko na sen, ale także i na rozmyślanie i modlitwę. Przygotowywała ona do Eucharystii o północy – Pasterki.
Wielkie czyny historii świata dzieją się zazwyczaj za dnia, a pamiątkę ich obchodzi świat w świetle dziennym. Kościół jednak wybrał uroczystą ciszę nocy i w dawnych czasach wszelkie święta swoje obchodził w nocy. Wielkie wydarzenia w dziejach odkupienia odbywały się z dala od oczu ludzkich, w cieniach nocy – wyprowadzanie z niewoli egipskiej, czy zabicie i spożywanie baranka wielkanocnego. Eucharystię ustanowił Chrystus o wieczornej porze, a właściwie już w nocy. Oddał On ducha wprawdzie za dnia, ale słońce wówczas zaćmiło się i świat opanowały ciemności. Zmartwychwstał zaś w mroku świtającego poranka wielkanocnego.
Gdy zaś na świat przychodził, również wybrał noc – jak wspaniale śpiewa liturgia: ,,Gdy wszystko spoczywało w głębokim milczeniu, a noc połowę swej drogi przebiegła – Wszechmocne Słowo Twoje, Panie, przybyło z nieba królewskiego tronu”.