Wszyscy kochamy zupy z porów

Proponuję andaluzyjską wersję zupy z porów.
To zupa-krem, miksowana, z dodatkiem pomidorów i ryżu, przypomina nieco pomidorową.

zupa z porów

Na dwie osoby potrzebne będą:
1 litr bulionu warzywnego
1 duży por
2 pomidory
3 łyżki ryżu
2 łyżki śmietany
łyżka oliwy
Przyprawy: sól, pieprz, papryka ostra wędzona, zioła prowansalskie
natka pietruszki

Por przekroić wzdłuż na pół, dobrze wypłukać, pokroić w półkrążki. Wrzucić na rozgrzaną w rondlu oliwę, przesmażyć.
Zalać gorącym bulionem i gotować do miękkości.
W tym czasie osobno, w dużej ilości lekko osolonej wody, ugotowac ryż. Odcedzić.
Obrać ze skórki pomidory, pokroić w małe cząstki.
Kiedy pory będą już miękkie, zmiksować zupę.
Dodać do niej ryż i pomidory, doprawić przyprawami, chwilę jeszcze pogotować.
Posypać natką pietruszki.
Smacznego!

Czy wasza obieraczka to potrafi?

Nigdy jakoś nie pomyślałam, że mogłabym obrać pomidora obieraczką do jarzyn, bez sparzania go wrzątkiem.
Dopiero dyskusja na forum kulinarnym www.mniammniam.pl o wadach i zaletach obieraczek, otworzyła mi oczy:)
I okazało się, że moje obieraczki bez problemu radzą sobie z takim zadaniem

obieraczki

Co prawda, tylko te które mają ząbkowane, ruchome ostrza.
Nareszcie! dosyć papraniny z wrzątkiem, dosyć ugotowanych na wpół pomidorów!

Zupa z cukinii Hildegardy z Bingen

Właśnie obejrzałam film o średniowiecznej mniszce benedyktyńskiej, świętej Hildegardzie z Bingen. Fascynująca kobieta! Mistyczka, gruntownie wykształcona, kompozytorka, zielarka i znawczyni kuchni. Po filmie sięgnęłam po jej książkę kucharską, która już od pewnego czasu leżała u mnie na półce czekając na swój czas. Muszę przyznać, że wskazówki Hildegardy dot. jedzenia czyta się momentami jak bajkę o żelaznym wilku:) Nam, wychowanym w kulcie witamin, wartości surowych jarzyn i owoców, trudno przyjąć tezę Hildegardy, że wszelkie surowizny to fatalne obciążenie organizmu człowieka.
Ale przepisy ma ciekawe. Od razu wpadła mi w oko zupa z cukinii; dodatek białego wina nadaje jej niezwykły, wykwintny smak:

zupa z cukinii Hildegardy

1 mała cukinia
1 cebula
ząbek czosnku
pół litra bulionu warzywnego
lampka białego wina
2 łyżki kwaśnej śmietany
sól, pieprz, przyprawa śródziemnomorska
łyżka masła

Obraną cebulę posiekać i zeszklić na roztopionym w rondlu maśle.
Dodać obraną i pokrojoną w kostkę cukinię, przesmażyć, po czym zalać gorącym bulionem warzywnym.
Dodać wino i gotować, aż warzywa będą miękkie.
Pod koniec gotowania dodać przeciśnięty czosnek.
Całość zmiksować.
Dodać śmietanę i przyprawy.

Ponieważ Hildegarda nie wypowiadała się negatywnie na temat grzybów, pozwoliłam sobie dodać do tej zupy graść podsmażonych na maśle kurek.

Bawarskie precle

Kiedy w zeszłym roku oglądałam bajkowe zamki Ludwika Szalonego w Bawarii, zajadałam się ich wspaniałymi preclami.
Ale nie próbowałam ich nigdy samodzielnie zrobić; wyrób precli to czasochłonna bardzo sprawa, a mój czas, który mogę poświęcić na kuchnię ciągle nie jest tak duży, jak bym sobie tego życzyła.
Ale w niemieckiej sieci Lidl pokazał się półprodukt: precle bawarskie mrożone, gotowe do pieczenia.
No, spróbujmy:

bawarskie precle

Ależ pyszne wyszły:)

Różowe wina na wakacje

Przedstawiam kolejne testowane wino różowe: Dornfelder z rejonu Rheinhessen w Niemczech

różowe Dornfelder

Wino jest zaliczane do półwytrawnych, ale moim zdaniem, jest raczej zdecydowanie wytrawne, owocowe, o smaku wiśni – tak mi się wydaje.
Podałam go do gulaszu hiszpańskiego, zrobionego ze schabu, z owocowo paprykową nutą, z kostkami ananasa. W tym zestawieniu różowe, lekkie, wytrawne Dornfelder pasowało jak najbardziej.

Smakowało nam.
Wino ma piękną, wysmukłą butelkę, z wypukłym wzorem kiści wionogronowej, zamknięte jest naturalnym korkiem.
Można je kupić w Lidlu.

Na deszczowe dni trzeba też coś mieć…

Kiedyś taką piosenkę śpiewała Zdzisława Sośnicka.
Z deszczem przyszedł też i smutek….
Akurat gotowałam gulasz hiszpański. Może jego piękny, słoneczny kolor, z czerwonymi akcentami, będzie tym czymś na deszczowe, smutne chwile?

gulasz hiszpański

Na gulasz potrzebne będzie:
pół kilograma schabu
2 cebule
2 pomidory
1 czerwona papryka
puszka ananasa
2 ząbki czosnku
łyżeczka startego imbiru
sól, pieprz, curry
oliwa
Na rozgrzanej oliwie (jakieś 2 łyżki) zeszklić pokrojoną w półkrążki cebulę.
Dodać pokrojone w kostkę mięso, obsmażyć, podlać niewielką ilością wody.
Dodać obrane ze skórki i pokrojone w cząstki pomidory, dodać paprykę pokrojoną w paski oraz przeciśnięty czosnek.
Dusić na małym ogniu do miękkości, ok. 45 minut.
W połowie duszenia dodać do garnka pokrojony w kostę ananas i część zalewy.
Dodać imbir, doprawić solą, pieprzem i curry.
Podawać z pieczywem lub ryżem.

Sałata mesclun za oknem

Po powrocie z Lazurowego Wybrzeża, po moich zachwytach jedzoną tam sałatą mesclun, dostałam jej nasiona (aż z USA).
Wysiałam je w skrzynkach za oknem i już jest sałata!!!
Już można ją jeść. Pyszna!

mesclun

mesclun

mesclun na talerzu

A to, dla przypomnienia, sałata mesclun z francuskiego targu

mesclun z Francji

Tylko jeden prawdziwek

Tylko jeden prawdziwek, a jaka mi zupa wyszła, ho, ho!!!
Przepyszna:)

zupa z prawdziwkiem

Wszyscy w moim otoczeniu wiedzą, że jestem wielką fanką grzybów:) I właśnie mój kolega z pracy, przy okazji służbowego wyjazdu, trafił na skraju lasu na prawdziwka. Ot, rósł sobie taki jeden, dość spory. Kolega zaraz pomyślał o mnie. I przywiózł mi go:)))
Postanowiłam zrobić zupę.
Pokroiłam w półkrążki cebulę, zeszkliłam ją na łyżce smalcu ze skwarkami. Dodałam pokrojonego w paski prawdziwka.
Dorzuciłam łyżkę suchej kiełbasy krakowskiej pokrojonej w kosteczkę. Lekko osoliłam i popieprzyłam.
Dolałam wody, tak na dwie porcje zupy.
Dorzuciłam garść kluseczek typu spaetzle (gotowych, z Lidla), kilka plasterków marchewki i kawałek selera bulwiastego, pokrojonego w paski.
Gotowało się to wszystko do miękkości, jakieś pół godziny.
Dodałam na końcu 2 łyżki śmietany i doprawiłam ziołami prowansalskimi i papryką.
Wkroiłam trochę szczypiorku.
Zupa wyszła – paluszki lizać!
Przy okazji, tak sobie myślę, że nie nadawałabym się do pracy w restauracji, czy pensjonacie, o czym  kiedyś marzyłam.
Bo moje potrawy są za każdym razem trochę inne.
Weźmy takie zupy; choćby tę z grzybami. Niby każdą zaczynam tak samo, ale zawsze wyjdzie mi coś trochę innego; to dodam jakiś inny składnik, to inaczej przyprawię.
I zawsze jestem skora do eksperymentów. A te czasami różnie się kończą…. :))))

Wawelskie ciasto, wieże i baszty

Zanim poczęstuję was plackiem wawelskim, zapraszam na spacer po wawelskim wzgórzu.

plan wawelu

Czemu raptem? Było to tak:
Jakiś miesiąc temu, w Plus-Minus Rzeczpospolitej, Jarosław Marek Rymkiewicz, opowiadając o swojej nowej książce „Samuel Zborowski”, powiedział:

Wolność była na początku życia pojmowanego jako droga, a Jezus Chrystus na końcu. Wolność prowadziła do Jezusa Chrystusa. Dlatego Samuel, klękając na szkarłatnej delii pod wawelską basztą, która nazywa się Lubranka, mówi do kata: „Ja powiem trzy razy – Jezus, Jezus, Jezus – a kiedy powiem po raz trzeci, ty uderzysz”.

I stało się; właśnie zaczęła się moja kolejna, tematyczna podróż. Jedna z tych, które tak bardzo lubię.
Owładnęła mną chęć zidentyfikowania Lubranki. Lubię znać topografię miejsc, o których czytam.
A właśnie uświadomiłam sobie, że zupełnie nie wiem, o której baszcie on mówi. Gorzej! nie mam żadnego pojęcia o wawelskich basztach i wieżach, o ich nazwach i umiejscowieniu.
Przyszedł czas na studia tematyczne (przewodniki, mapy) i na wyprawę.
Baszty są trzy. Z ich identyfikacją pozornie nie ma problemu; każdy przewodnik je wymienia: Senatorska, Sandomierska i Złodziejska. Idąc od wykuszu Kurza Stopka w lewo, widzimy je kolejno.

3 baszty

(na moim zdjęciu kolejno: Senatorska, Sandomierska, Złodziejska)

Baszty służyły przede wszystkim (oprócz celów obronnych) jako więzienia dla poszczególnych grup społecznych – stąd ich nazwy. Wydaje się, że Samuel Zborowski był więziony w baszcie Senatorskiej.
Ale co z tą Lubranką? Niektóre źródła podają: baszta Senatorska CZYLI Lubranka. Jej najstarsza nazwa, Lubranka, pochodzi od nazwiska prokuratora generalnego zamku, Grzegorza z Lubrańca.
Ale znalazłam też plan Wzgórza, gdzie Lubrankę utożsamia się z wieżą Jordanką, umiejscowioną obok baszty Senatorskiej. A w dodatku elewacja wschodniej strony kompleksu wawelskiego (gdzie Lubranka chyba się mieści) jest w remoncie i nic nie można sobie obejrzeć.
Póki co, nauczyłam się rozróżniać baszty.
Złodziejska jest zupełnie inna niż pozostałe; zbudowana na planie czworokąta, czy nawet kwadratu, wyróżnia się swoją kanciastością.
Senatorska jest podobna właściwie do Sandomierskiej, ale różni je wykończenie górnej czapy budowli, tuz pod kopułą: Sandomierska ma tam okienka, zaś Senatorska tylko murarskie ozdoby.
Jeszcze popatrzmy na wieże: Sobieskiego i Zygmuntowską (widok od ul. Podzamcze)

wieża Sobieskiego

Zaś na wieże wschodnie trzeba będzie poczekać do zakończenia remontu: na złotą Kurzą Stopkę, w której urzędowała królowa Jadwiga, a później tak bardzo ja lubił Zygmunt Stary. I na wieżę Duńską, gdzie swoje doświadczenia alchemiczne prowadził król Zygmunt III Waza.
I na wieżę Jordankę, która być może jest Lubranką.

Czas na małe co nieco:)
Pomyślałam sobie, że ta wyprawa to dobra okazja do wypróbowania ciasta zwanego wawelskim. Juz jakiś czas temu wpadł mi w oko ten przepis.

http://mistrzkuchni.pl/przepis-ciasto-wawelskie-2615.html

ciasto wawelskie

Ciasto jest sympatyczne i smaczne, choć przepis wymaga nieco modyfikacji, zwłaszcza jeśli chodzi o proporcje, ilośc ciasta wystarcza raczej tylko na 1 blachę, krem jest zbyt mało słodki, bakalie na wierzchu mają tendencję do przypalania się.
Ale dopracuję sobie ten przepis, bo placek podoba mi się, i taki regionalny jest małopolsko-krakowski – z moich stron:)

Letnie weekendowe to i owo

Czas leci jak tkackie czółenko…
Wydaje mi się, że coraz prędzej.
Dobrze, że wreszcie jest weekend i jest czas na różowe wino z przyjaciółmi

wino Blossom Hill

Różowe schłodzone wino to znakomita propozycja na lato. Tym razem zdecydowałam się na kalifornijskie Blossom Hill; półwytrawne, bardzo lekkie

Były pierogi ruskie; ulubione przez solenizanta Jacka

pierogi ruskie

I jeszcze sielski obrazek z centrum mojego miasta; kawałek zaniedbanej niegdyś, niczyjej ziemi między blokami, pasja starszego pana zmieniła w urokliwy staroświecki ogródek

ogródek na Mickiewicza