Kwiaty – zaklęte w porcelanie

Wkładam Ci do bukietu kwiaty:

  •                Uśmiechy – konwalijki swawolne
  •                Oczy błękitne – bławaty
  •                Intencje – lilie polne
  •                Zapewnienia – niezapominajki
  •                Zadumy – kalie białe
  •                Marzenia – kwiat paproci z bajki
  •                Radości – stokrotki małe
  •                Kłopoty zmartwienia – wierzby płaczącej gałązka
  •                Cienie własnych słabości – kiść szparagusa

I wstążka

  • Tylko w bukiecie
  • Róży brak
  • Co kolce ma
  • Kłujące
  • Lecz za to
  • Czerwieni się
  • Mak – serce
  • Kochające

Kuchnia marzeń?

Kiedy ktoś wkroczył jakoś w świat kuchni, zawsze już będzie miał tę jakąś wyczuloną uwagę, związaną z wszystkim, co kuchenne. Zakupy w galerii czy na targu, wystawa w muzeum, oglądany film, czytana książka – wszystko to może zaowocować zachwytem, inspiracją, chęcią przeniesienia „do siebie” obejrzanych wnętrzy czy gadżetów. Znacie to, prawda?

Dziś fragment letniej lektury autorstwa S.J. Bennett Zbrodnia w pałacu Buckingham. Jej Królewska Mość prowadzi śledztwo.

Książka, jak dla mnie urocza, z dość leniwie toczącą się akcją, ale pełna cudownych szczegółów, opisów (ale nie bójcie się, zwięzłych!); jak to określił wydawca: połączenie panny Marple i The Crown.

Co to ma wspólnego z kuchnią?

Otóż asystentka królowej jedzie na wieś, do byłego pracownika Jej Wysokości, historyka sztuki, by wypytać go o pewne szczegóły królewskiej kolekcji obrazów. Historyk okaże się z czasem bardzo podejrzanym typem, ale póki co, jest uroczy i ma cudowną, wiejską posiadłość, co zachwyciło asystentkę, no i mnie, rzecz jasna. Poczytajmy co nieco o jego kuchni:

Powoli stawało się jasne, że przyjechała tu nie do pracy, lecz aby odebrać mistrzowską lekcję sztuki dobrego życia. Gotowa była chłonąć każdą naukę, jaką Sholto Harvie zechce jej przekazać.

Kiedy zajęty był smażeniem jajek i kiełbasek, Rozie rozejrza­ła się po kuchni. Było to przestronne pomieszczenie na planie kwadratu. Do okien zaglądał wybujały wiciokrzew, za którym rozpościerał się widok na dziedziniec z ogrodem. Z dębowych belek stropowych zwisały miedziane garnczki i pęczki lawen­dy. W szafkach w kolorze kremowym pyszniła się poustawiana z artystycznym wyczuciem porcelana. Otwarte na oścież drzwi pozwalały zajrzeć do pełnej przysmaków spiżarni. Było jasne, że to królestwo urodzonego kucharza, z drugiej strony czuć tu było rękę artysty.

Owszem, połyskujący półmisek cytryn ustawiony w rogu pomieszczenia mógł się przydać, gdy domownika naszła ochota na lemoniadę, lecz jego głównym zadaniem było po prostu fantastycznie wyglądać – i wywiązywał się z niego znakomicie.

Rozie z całego serca zapragnęła tego całego splendoru dla sie­bie – i to w niezmienionej formie. Po cichu liczyła, że nie widać tego po niej.

(przykładowy, znaleziony w necie widok kuchni z wiszącymi garnkami)

Swego czasu bardzo mnie zachwycał pomysł wiszących garnków, koniecznie miedzianych! Ale …. Ale wyobrażacie to sobie w małej kuchence w bloku? Albo czy wyobrażacie sobie jak te garnki pokrywają się tłustym kurzem (jak to w kuchni)? Kto to będzie sprzątał i jak często? I tak moja praktyczna natura rozprawiła się z marzeniami.

Inna sprawa, że takie opisy i widoki nadal mnie zachwycają!

Lato pełne filiżanek

Raczej mało oryginalne hobby, ale zaliczam się do klubu miłośników porcelany.

Od dawna marzył mi się Ćmielów i jego muzeum porcelany (pewnie dlatego, że w domu mamy porcelana zawsze była z Ćmielowa).

I udało się; przytrafił mi się „dzień dobroci dla siostry” i brat zabrał mnie na wycieczkę do Ćmielowa. Tam to tylko samochodem można dotrzeć, bo niby jeżdżą jakieś autobusy, ale zsynchronizować takie połączenia z mojego miasta, to byłby jakiś cud.

Muzeum ćmielowskie jest super, ale popatrzcie jaki serwis ustawiono na ćmielowskim rynku!

Fontanna w kształcie imbryka i ławki-filiżanki, cudo!

Kiedy myślę o filiżankach, to zawsze też przede wszystkim o kawie. I przypomniały mi się sceny „kawowe” z Pana Tadeusza. A. Wajda, kręcąc ten film, bardzo dbał o szczegóły i o eksponaty „z epoki”. Pamiętacie panią kawiarkę i filiżanki, w których podawała kawę? Były trochę inne. Chodzi zwłaszcza o spodeczki pod filiżanki. Nie były takie płaskie, jak teraz, ale znacznie głębsze, prawie jak miseczki. Bardzo urokliwe. Aż włączyłam sobie film, by je sobie przypomnieć. I tak, dobrze zapamiętałam: Telimena w takiej właśnie filiżance pije poranną kawę, siedząc w przezroczystym peniuarze, gawędząc z białym pudelkiem, podjadając drożdżówkę z owocami.

Ciekawe było również to, że kawiarka podawała kawę w różnych filiżankach, nie z jednego serwisu, ale takiej trochę zbierance. Pewnie dlatego, że i tak każdą z filiżanek niesiono do innego pokoju, więc nie było właściwie powodu, by wszystkie były jednakowe. Zresztą może każdy miał swoją ulubioną filiżankę?

Takie głębokie spodeczki miała w swojej ofercie wytwórnia porcelany w Miśni. Okazało się, że można jeszcze kupić te cuda.

Ta już cieszy moje oko:

A ta, z XIX wieku, z charakterystycznym uszkiem w postaci łabędziej szyi oraz głębokim spodkiem, czeka na dzień moich imienin😊

I jeszcze jedna filiżankowa ciekawostka: parę dni temu byłam w niedawno otwartej restauracji, gdzie podają herbatę w szklanych filiżankach. Dużych, podobnych w fakturze do rżniętego kryształu. Właściwie ładnych, choć nie wiem do końca czy mi się to podoba. Choć trzeba przyznać, że przezroczyste szkło ładnie eksponuje kolor herbaty.

Kiszona cebula

Na wschód od Łaby ludzie lubią kiszonki. Zgadzam się z tym całkowicie. I dziś proponuję znaleziony w tych dniach przepis na kiszoną, czerwoną cebulę: do sałatek, do kanapek – przepyszna!

  • Słoik ¾ litra
  • 4-5 szt czerwonych cebul
  • 3 ząbki czosnku
  • czarny pieprz grubo mielony
  • kilka sztuk goździków
  • 2 liście laurowe
  • Na zalewę: ½ l wody, ½ łyżki soli, 1 łyżka miodu

Przygotowujemy zalewę: wodę z solą zagotowujemy, gdy lekko przestygnie dodajemy miód.

Obrane cebule kroimy na cienkie plastry.

Plastry cebuli układamy w słoiku przesypując je przyprawami i czosnkiem.

Zalewamy zalewą. Odstawiamy na 2-3 dni.

Po tym czasie odstawiamy słoik do lodówki.

Francuska zupa ziemniaczana z camembertem

Przepyszny, wyrazisty, gęsty krem; świetny na ciepło i na zimno.

  • 3-4 ziemniaki
  • kawałek pora (biała część),
  • 1 cebula szalotka,
  • 0,5 l bulionu drobiowego (miałam z kostki, z lubczykiem),
  • łyżka masła,
  • łyżka gęstej śmietany
  • krążek sera camembert z pieprzem
  • sól, pieprz, płatki czosnku, czosnek niedźwiedzi
  • zielenina do przybrania

Ziemniaki obierz i pokrój w kostkę. Por i cebulę posiekaj.

W rondlu rozgrzej masło, dodaj posiekany por i cebulę i podsmażaj, aż się zeszklą.

Dodaj ziemniaki i całość podsmaż. Zalej bulionem.

Z sera usuń białą skórkę, pokrój krążek na kawałki, wrzuć do zupy, gotuj, aż ziemniaki będą miękkie, uzupełniając wodą.

Zmiksuj.

Dodaj śmietanę i przyprawy. Chwilę jeszcze pogotuj.

Na talerzu dopraw zieleniną.

Zupę można podawać również na zimno, jako chłodnik

Chapcie lasowiackie

Potrawa z kuchni podkarpackiej – chapcie to po prostu gołąbki zapieczone w kapuście z dodatkiem kaszy jaglanej, cebuli i grzybów, polane sosem porowym. Robiąc je, testowałam przy okazji smak kaszy jaglanej; jest w porządku, ale wolę te gołąbki z kaszą orkiszową.

  • 10 dag kaszy jaglanej
  • 10 dag kapusty kiszonej
  • Garść suszonych prawdziwków
  • Cebula
  • Sól, pieprz
  • Liście kapusty białej lub włoskiej do zawinięcia
  • Do sosu: kawałek pora, łyżka śmietany, papryka w proszku

Woreczek kaszy włożyć do gotującej się, osolonej wody i gotować ok. 20 minut. Wystudzić.

Kapustę kiszoną posiekać drobno, jeśli jest zbyt kwaśna, to przepłukać. Włożyć do rondelka z rozpuszczoną łyżką oleju, podlać małą ilością wody, dodać wypłukane grzyby, posiekaną cebulę i gotować do miękkości (ok. pół godziny). Wyjąć grzyby, posiekać. Wymieszać posiekane grzyby, odsączoną kapustę i kaszę, doprawić do smaku solą i pieprzem.

Liście kapusty sparzyć, obciąć zgrubiały nerw, nałożyć na każdy liść nadzienie, zawinąć, ułożyć gołąbki w rondlu, podlać gorącą wodą, dodać łyżkę masła, dusić pod przykryciem ok. pół godziny.

Wyjąć gołąbki. Z wywaru z duszenia przygotować sos: dodać do wywaru posiekany por, gotować do miękkości a następnie zmiksować, doprawić papryką i śmietaną.

Gołąbki włożyć do sosu, podgrzać.

Gotowe do podania!

Krem z białych warzyw

Zrobiony na wzór tego z Baranowa Sandomierskiego, z restauracji Magnackiej. Wyszedł bardzo delikatny, bo wszystkie jarzyny nowalijkowe.

  • Pietruszka
  • Kawałek selera (bulwiastego)
  • Kilka różyczek kalafiora
  • Kawałek pora (biała część)
  • Ziemniak
  • Kawałek kalarepki
  • Mała cebula
  • Kawałek cukinii
  • 2-3 łyżki śmietany
  • Kawałek kiełbasy (typu śląska)
  • Kawałek twarogu wędzonego (kupuję wielkopolski w Lidlu)
  • Przyprawy: sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi
  • Do przybrania: jakaś zielenina

Wszystkie warzywa pokroić w kostkę, zalać wodą i gotować do miękkości (po zagotowaniu wody lekko osolić). Zmiksować całość (będzie gęste), dodać śmietanę, dobrze roztrzepać. Doprawić przyprawami.

Kiełbasę pokroić w drobną kosteczkę i podsmażyć na maśle.

Twaróg posiekać w drobną kostkę

Zupę wyłożyć na talerz (czy miseczkę), na środek dodać kiełbasę i twaróg, oprószyć pieprzem, ozdobić zieleniną.

Smacznego!

Kuchnia lasowiacka w Baranowie

Kuchnia lasowiacka plasuje się na styku tradycji świętokrzyskich (Sandomierz) i podkarpackich (Baranów Sandomierski). Dziś proponuję jej oblicze podkarpackie, właśnie parę dni temu poznane w Restauracji Magnackiej w Baranowie Sandomierskim.

Baranów, zwany Małym Wawelem, wielu kojarzy się z serialem Czarne chmury, właśnie tu kręconym; pamiętacie schody, po których zbiegała do Dowgirda piękna Anna? Są cudowne!

A w restauracyjnym menu polecam chapcie lasowiackie i zupę krem z białych warzyw

Przepisy wkrótce; odtworzyłam w domu receptury na podstawie opisów i tego, co spróbowałam. Wyszły super! Ale warto je spróbować w oryginale.

Póki co, dodam tylko, że chapcie (zwane też chopcie) to po prostu gołąbki. Przepis na te lasowiackie, z nadzieniem z kaszy jaglanej, podarowała zamkowemu kucharzowi sławna babcia Hania, jak nazywali wszyscy Annę Rzeszut z Zespołu Obrzędowego „Lasowiaczki”.

Surówka żydowska

Króluje wśród nowalijek na moim stole. Ale z późniejszych warzyw też jest świetna

  • Pół młodej małej kapusty
  • Marchewka (najlepiej młoda)
  • Cebula
  • Ogórek świeży
  • Ogórek kiszony
  • Papryka czerwona słodka

Na dressing:

  • Łyżka cukru
  • 2 łyżki octu
  • 2 łyżki oleju

Kapustę dość drobno poszatkować, lekko osolić, ugnieść

Marchewkę i ogórki zetrzeć na cienkie plastry

Cebulę pokroić na cienkie półplasterki

Paprykę pokroić na cienkie półkrążki

Wszystkie warzywa wymieszać w misce.

Cukier, ocet i olej zagotować, gorącym zalać warzywa, wymieszać, odstawić na min. pół godziny