Zupa jest pyszna.
Z pomidorami, cukinią, ziemniakami, z kawałeczkami pieczeni wołowej, z ziołami i nitkami makaronu.

Inspiracją jej powstania była kartka z kalendarza, na której zamieszczono przepis na zupę włoską. Tak ją nazwano.
Potrzebne są do niej:
1,5 l rosołu wołowo-drobiowego
oliwa
cukinia
3 ziemniaki
1 cebula
2 ząbki czosnku
5 pomidorów
bazylia, natka pietruszki
sól, pieprz
parmezan
Miałam większość składników w domu, z wyjątkiem cukinii. Ciekawa byłam, czy już ją dostanę na targu, bo chyba jeszcze nie zaczął się na nią sezon.
Ale na jednym straganie już była.
Miałam też w lodówce rosół, ugotowany na udkach drobiowych, co do którego miałam wątpliwości, czy aby na pewno jest to dobry pomysł, by jeść go w taki upał.
O! ale na inną zupę będzie jak znalazł.
Nie miałam bazylii, ale na parapecie okiennym rośnie mi w doniczce tymianek; uznałam, że będzie super.
No i kupiłam piękną pieczeń wołową dla mojego kota; pomyślałam, że trochę mu jej podkradnę, podrasuje mi zupę.
Czas na gotowanie:
Cebule i czosnek kroimy w kostkę, wrzucamy na rozgrzaną w rondlu oliwę. Dodajemy obrane ze skóry i posiekane pomidory oraz pokrojoną w drobniutką kostkę wołowinę (kawałek wielkości małego pomidora będzie w sam raz). Przesmażamy wszystko mieszając.
Dorzucamy pokrojone w kostkę ziemniaki i małą cukinię.
Wlewamy rosół.
Kiedy się zagotuje, dorzucamy tymianek i łyżkę makaronowych nitek (uwielbiam ich smak w zupie).
Gotujemy całość do miękkości.
Doprawiamy dopiero na końcu, delikatnie bo rosół miałam raczej pikantny.
Na talerzu dosypujemy natkę pietruszki i wiórki sera.
Improwizacja, ale pyszna!