Paluchy drożdżowe – przepis Amerykanki

Mam ten przepis już od wielu, wielu lat. Uważam go już za przepis rodzinny. Podała go na forum kulinarnym Anerite z USA. Anerite była dość kontrowersyjną osobowością, często wdawała się w ostre polemiki. Każdy, kto się z nią zetknął, na pewno ją zapamiętał:) Ale przepisy miała dobre.

Ten przepis, na paluchy do barszczu, jest super! Bardzo polecam!

powidoki_paluchy_Anerite

50 dag mąki

20 dag masła (Anerite twierdziła, że tylko z margaryną wyjdą, ale to nieprawda; robię z masłem i są świetne)

szklanka śmietany

4 dag drożdży

1 łyżka cukru

1 łyżeczka soli

jajko po smarowania

kminek do posypania paluchów (może być sezam, czy czarnuszka, gruba ziarnista sól – co kto lubi)

 

Mąkę posiekać nożem z masłem, potem rozetrzeć dłońmi na piasek (uwielbiam ten etap rozcierania, jest taki relaksujący!).

Drożdże rozetrzeć z cukrem, wlać śmietanę. Kiedy drożdże zaczną pracę, przełożyć je do mąki, wsypać sól, szybko zagnieść.

Z ciasta formować wałeczki, smarować roztrzepanym jajkiem, posypać każdy kminkiem, dociskając go widelcem

Układać na blasze wyłożonej pergaminem.

Piec w nagrzanym do 200 st. C piekarniku, ok. 15-20 minut, aż będą złote. Uważać, żeby paluchów nie przesuszyć.

 

Powidoki – menu PRL-u

Kolejne spotkanie filmowe i kolejna propozycja mojego menu.

Oglądaliśmy ostatni, nakręcony przez Andrzeja Wajdę film, „Powidoki”.  Jak pisał jeden z krytyków: „W dobie szalejącego na całym świecie populizmu i pogardy wobec inności reżyser nakręcił film o potrzebie wewnętrznej wolności. Przypomniany przez niego malarz Władysław Strzemiński stanowi inspirującą figurę oporu przeciw władzy chcącej odebrać mu swobodę ekspresji.”

powidoki_strzeminski

„Powidoki” pokazują mroczne dzieje PRL-u. Mrocznie było również w kuchniach i na talerzach. Cóż, pamiętam te czasy, kolejki po wszystko i te prywatki, gdzie królowały dania z niczego.

Moje menu było takie, jak kiedyś: wszechobecne kanapki (uwielbiane przez wszystkich), barszczyk czerwony z pieczonymi paluchami drożdżowymi, pierogi, pischinger, owoce.

Zapraszam!

powidoki_kanapki

powidoki_barszcz

powidoki_pierogi

powidoki_owocepowidoki_menu

Bankiet z chorzelowskiego obrazu

Widziałam już kiedyś ten obraz i od razu mnie zafascynowało niespotykane połączenie tematyki religijnej z kulinarną. Ale wtedy nie miałam możliwości rozszyfrowania co to za obraz, czyjego autorstwa i gdzie się znajduje (to, co widziałam, to była oczywiście kopia).

bankiet z chorzelowskiego obrazu

Maryja trzyma na prawym ramieniu Jezusa, a Dzieciątko podaje Matce dwie róże – białą i czerwoną. W lewej ręce trzyma wiśnie. Święta Rodzina spogląda na stół, na którym zostały przedstawione kiście winogron, kłos zboża oraz jabłka i ptaki.

Okazało się, że jest to obraz z sanktuarium Bożej Rodziny w Chorzelowie koło Mielca, a w zeszłą niedzielę miała miejsce uroczystość koronacji obrazu przez abp. Wiktora Skworca, byłego ordynariusza diecezji tarnowskiej.

W jego homilii mamy piękny opis obrazu:

„Ta świątynia to brama, a w niej jak w drzwiach stoją Maryja z Jezusem na rękach i Święty Józef. Święta Rodzina nie tylko wita, ale zaprasza także na bankiet, o czym głosi napis na obrazie, który brzmi:

„Dzikim ptakom i zwierzętom Bóg pokarmy daje. Dla dzikich się grzeszników Sam pokarmem staje. Tak Świętego Bankietu w Dzikowskim Obrazie Józef pilnuje z Panną niepodległą skazie”.

A zatem chorzelowski wizerunek jest zaproszeniem na ucztę. Umieszczony tuż nad tabernakulum i ołtarzem wskazuje na Eucharystię, w której Jezus daje się grzesznikom, staje się dla nich pokarmem na życie wieczne.

(…) Patrząc na obraz, dostrzegamy serdeczną więź, jaka łączy Jezusa z Maryją. Podkreślają to dwie róże i dwie wisienki, trzymane w rączkach przez Jezusa. Takiej serdecznej więzi i bliskości Jezus pragnie w każdym z nas. Dlatego Bóg stał się człowiekiem, aby go odkupić, wyzwolić ze stanu „dzikiego” życia w grzechu, odziać w nową szatę łaski i zaprosić do udziału w niebiańskiej uczcie.

Przywołują ją jeszcze inne elementy obrazu. Otóż Święta Rodzina stoi przed stołem, na którym znajdują się winne grona i kłos pszenicy, a nawet ptak karmiący ziarnem swoje pisklę. To symbole o wymowie eucharystycznej, wskazujące, że na obrazie tajemnica wcielenia przechodzi w misterium odkupienia. Jezus jest tym, który przez Kościół karmi wierzących w sakramentach świętych.

(..) Zauważmy, że Święta Rodzina ma za sobą kamienne okno, a przez nie widać drzewo, zarysy warownych budowli i dwie wieże kościoła. Bynajmniej nie jest to pejzaż nazaretański, izraelski. Ale nasz, polski, europejski. Święta Rodzina żyje pośród nas! Jej dom znajduje się tutaj!”

Krakowski pischinger

Pischinger to wafel (andrut) przełożony gęstym czekoladowym kremem.

Stworzył go w XIX wieku wiedeński cukiernik Oskar Pischinger. Z Wiednia trafił szybko do Krakowa i Galicji, które w czasie zaborów były częścią cesarstwa austriackiego i błyskawicznie podbił serca Polaków. Zwłaszcza, że robi się go szybko i prawie „z niczego”.

W PRL-u był prawie że obowiązkowym deserem na niedzielę (choć czekoladę, która była rarytasem nie do zdobycia, zastępowano kakaem).

b_krakowski_pischinger

1 kostka masła

1 tabliczka gorzkiej czekolady (70% kakao)

4 żółtka

3/4 szklanki cukru pudru

garść orzechów (włoskich i laskowych)

1 łyżka brandy

1 opakowanie wafli tortowych (andrutów)

 

Najpierw przygotować czekoladę: połamać tabliczkę na kawałki. Miseczkę do topienia czekolady umieścić w większym garnku wypełnionym gorącą wodą, rozpuścić w miseczce łyżkę masła, dodać połamaną czekoladę i podgrzewając rozpuścić ją na płynną masę. Odstawić do ostudzenia.

Orzechy utłuc na bardzo drobno.

Żółtka zmiksować z cukrem na puszysty kogel mogel. Miksując dodawać partiami miękkie masło, brandy i ostudzoną czekoladę. Dodać orzechy, wymieszać.

Smarować wafle, po czym obciążyć je czymś ciężkim (duża książka kucharska będzie w sam raz). Odłożyć na noc do lodówki.

Kroić na romby bardzo ostrym nożem.

 

Letni sos pomidorowy – ostatni dzwonek

Cóż, lato powoli się kończy i powoli kończy się sezon świeżych, wygrzanych słońcem owoców i warzyw. Zanim powiemy „adios pomidory” zapraszam na pyszny sos pomidorowy do spaghetti. Bez zbędnych dodatków, nie za wiele przypraw, chodzi o smak pomidorów, łagodny, słodkawy, pyszny.

sos_pomidorowy_letni

4 spore pomidory

1 cebula

łyżka oliwy, łyżka masła

sól, pieprz, szczypta papryki

gałązka świeżego tymianku

 

Rozgrzewamy w rondlu oliwę, dodajemy masło, dodajemy pokrojone na kawałki pomidory, pokrojoną w półkrążki cebulę, podlewamy niewielką ilością wody, lekko solimy, dodajemy tymianek  i dusimy, aż pomidory rozpadną się.

Wtedy wyjmujemy tymianek i całość miksujemy.

Doprawiamy solą, pieprzem i papryką.

Jeśli ktoś lubi, można dodać łyżkę gęstej śmietany.

Smacznego!

Pierogi ku czci św. Jacka

Bardzo podoba mi się tradycja robienia pierogów w dzień św. Jacka, tj. 17 sierpnia (według legendy to właśnie pierogami karmił św. Jacek ubogich, wśród których żył).

I jeszcze to imię: nosił je mój dziadek, choć w wersji nieco już archaicznej – Jacenty.

Tak więc proponuję na dzisiejszy obiad pierogi; farsz jest pod tytułem: otwórz lodówkę i zobacz, co tam akurat masz:)

pierogi ku czci św. Jacka



A w lodówce miałam garstkę kurek, cebulę, ziemniaki, kawałek pieczonej piersi kurczaka.

Ziemniaki ugotowałam i ugniotłam na pure.

Cebulę, kurki i kurczaka pokroiłam w kostkę, podsmażyłam na łyżce oliwy i łyżce masła, dodałam do ziemniaków, doprawiłam pieprzem i papryką.

 

Ciasto: ok. 30 dag mąki lekko osolonej zalałam niepełną szklanką wrzątku, kiedy całość nieco przestygła dodałam jajko i kilka łyżek oleju. Zagniotłam ciasto.

Rozwałkowałam małe krążki.

Nałożyłam farsz, zlepiłam i gotowałam kilka minut partiami we wrzącej, osolonej wodzie, do której wrzuciłam gałązkę tymianku.

Smacznego!



Mariaż omletu, malin i borówek

Cudowne, kolorowe, letnie drugie śniadanie

omlet z malinami



2 jajka roztrzepujemy, lekko solimy i oprószamy pieprzem.

Wlewamy na patelnię, na której stopiliśmy łyżkę masła. Smażymy aż omlet zetnie się.

Przekładamy na talerz, posypujemy owocami wymieszanymi z łyżeczką cukru.

Smacznego!



Bukiecik na Zielną

Święcenie ziół i kwiatów w dzień MB Zielnej – piękna tradycja. Ciągle żywa w moim mieście.

Swój mały bukiecik włożyłam do glinianego dzbanka, który jest w moim domu od dzieciństwa; pochodzi z nieistniejącej już wytwórni ceramiki w Łysej Górze koło Dębna, kiedyś bardzo sławnej i cenionej.

zioła i kot

Niezbędnik w letniej kuchni

Od paru tygodni testuję urządzenie nazwane frytownicą  beztłuszczową.

frytkownica



Kupiłam ją w Lidlu i jest to jeden z najlepszych kuchennych gadżetów w mojej kuchni. Dusi, piecze i smaży produkty gorącym powietrzem. Nie tylko frytki, ale i kotlety, hamburgery, warzywa, muffiny, quiche, ciasta.

Robi to wszystko naprawdę bez tłuszczu i szybko (od kilku do dwudziestu kilku minut). Minimalnie nagrzewa otoczenie, co w letnie upały ma swoje znaczenie (nie wyobrażam sobie włączenia piekarnika w tych dniach!).

Jest banalnie prosta w obsłudze i myciu.

Jest mała: 28x33x32 cm; idealna dla singla lub dwóch osób (pojemność kosza do 2,3 litra).

Polecam.



Wszystko na letnie leczo już jest

Lato w pełni i wszystko, co potrzebne na leczo już jest: cukinie, pomidory, papryka, cebula, dojrzałe, wygrzane słońcem.

A więc zapraszam:

letnie_leczo

mała cukinia

spora cebula

3 pomidory

1 papryka

kilka boczniaków

kawałek podsuszanej kiełbasy

sól, pieprz, gałązka rozmarynu i tymianku

olej i łyżka masła

 

Rozgrzać w rondlu olej, wrzucić pokrojone: cebulę, paprykę, boczniaki, kiełbasę oraz cukinię. Podsmażyć, podlać niewielką ilością wody. Dusić pod przykryciem, aż cukinia będzie przezroczysta.

Pomidory obrać ze skórki, pokroić, dodać do rondla.

Wrzucić rozmaryn i tymianek, lekko posolić, popieprzyć.

Poddusić, aż pomidory rozpadną się. Na końcu dodać łyżkę masła, ewentualnie doprawić jeszcze odrobiną soli.

Świetny letni obiad, dobry zarówno na ciepło, jak i na zimno.