
Oglądaliśmy film Jana Jakuba Kolskiego „Las, 4 rano”.
O filmie za chwilę; najpierw opowiem o menu. Tytuł narzucał zarówno wystrój stołu, jak i dobór potraw. Las – czyli powinno być zielono: obrus, serwetki, gałęzie drzew, paprocie

A potrawy? Dziczyzna, grzyby, owoce leśne…. A konkretnie:
Przystawka: koreczki z rydzów, kiełbasy myśliwskiej, oscypka, ogórków

Pierwsze danie: klopsy królewieckie z dzika (rodzaj zupy z pulpetami)

Danie główne: pieczona sarna, nadziewany bażant, kopytka i młoda botwinka

W szklanicach podałam coctail z cydru i soku jabłkowo-miętowego.
Deser: pucharek owoców (maliny, borówki, truskawki) z dodatkiem miodu (półtoraka)
Do kawy były staroświeckie ciasteczka kręcone przez maszynkę
Film robi wrażenie; są w filmie momenty drastyczne, ale Kolski umie budować nastrój

O swoim filmie tak mówił:
Jan Jakub Kolski: Po śmierci Zuzi, mojej córki, napisałem książkę „Las, 4 rano”, historię o takim królu życia, który rzuca korporację i wszelkie miejskie przyjemności i zamieszkuje sam w lesie. Ogranicza swoją egzystencję do najprostszych czynności i potrzeb. Kiedy trafia do niego 14-letnia dziewczynka, jego życie się zmienia, powstaje jakieś napięcie. Odkrywamy, że powodem dla którego ten mężczyzna mieszka w lesie jest śmierć córki. Film oparty jest na motywach z książki i to jest rzecz również o mnie.
Od początku reżyser sugeruje, że bohater jest nowym, biblijnym Hiobem. Cytaty z „Księgi Hioba” prowadzą nas przez kolejne partie filmu. Hiob także jest człowiekiem, który traci wszystko – majątek, rodzinę. Żyje na marginesie społeczeństwa, prawie jak zwierzę. Narracja tej księgi nie jest jednak wyłącznie narracją o sile losu (Boga) miażdżącej jednostkę. Bóg błogosławi Hiobowi raz jeszcze, Hiob dostaje drugą szansę na szczęście, nowy majątek, nową rodzinę. A w filmie Kolskiego? …..




























