Świetna pizza! ale ten lokal….

Okazało się, że już pewien czas temu w moim mieście otwarto pizzerię, oferującą pizzę znakomitą! i to w dodatku dwa kroki od mieszkania mojej mamy. Kiedy się o tym dowiedziałam, pobiegłam sprawdzić. I rzeczywiście tak jest, potwierdzam tę informację. Pizza „U Włocha” przy ul. Mickiewicza w Tarnowie jest świetna.

menu pizzerii

Z tych, które do tej pory tam jadłam, najbardziej smakowała mi capricciosa: sos pomidorowy, ser mozarella, szynka, pieczarki, karczochy, salami, cebula, oliwki, przyprawy włoskie.
Największym atutem jest tam jednak spód pizzy: cienkie, chrupiące ciasto, od spodu zarumienione tak trochę podpłomykowo, ale nie twarde. Naprawdę super!
Ciasto robi osobiście włoski właściciel, Rafaello, który tu w naszym mieście się ożenił. I on tez jest super:) bardzo kontaktowy, do każdego zagada, podejdzie, poopowiada łamaną nieco polszczyzną. Cała obsługa jest szalenie sympatyczna. Tworzą taki niewymuszony, na luzie, domowy nastrój.

o pizzerii

Tylko, że ten lokal…. wystrój jest po prostu tandetny, zbieranina różnych gadżetów, z różnych bajek. Nawet nie robiłam zdjęć, bo nie ma się czym chwalić. A szkoda, bo te malutkie dwie salki, z takim jedzeniem, mogłyby być prawdziwą perełką.
Najczęściej kupuję tam pizzę na wynos.

Kurczak po numidyjsku

Na pierwszą wydawaną przez siebie ucztę, Klaudia, żona Piłata zaplanowała flamingi faszerowane rodzynkami, prosię w sosie śliwkowym i kurczęta po numidyjsku. Opis przygotowania kurcząt był tak sugestywny, że nie oparłam się pokusie ich sporządzenia:)

Nasza towarzyska, a może nawet polityczna przyszłość mogła zależeć od tej uczty. Było to niezwykłe wyzwanie.
Drapiąc się w roztargnieniu po głowie rysikiem, omawiałam z matka dobór potraw.
– Piłat przeznaczył szczodrą kwotę na prowadzenie domu – przypomniała mi. – Będzie oczekiwał czegoś ambitnego.
(…)
Wzięłam tabliczkę i zaczęłam robić notatki.
– Wczoraj wieczorem Psyche upiekła flaminga faszerowanego rodzynkami. Był smaczny. No i może ulubione danie Germanika … prosię w sosie śliwkowym?
– Doskonale – zgodziła się matka – ale potrzeba jeszcze czegoś …
– Parę dni temu sama przygotowałam kolację dla Piłata. Rozbawiło go to i patrzył na mnie jak na dziewczynkę bawiącą się w prowadzenie domu. Wiem, że miał wątpliwości, ale wyszło świetnie. Zadziwiłam go.
– Nie wątpię. Co to było?
– Kurczęta po numidyjsku. Pamiętasz tę przyprawę, asafetydę, którą kupiłyśmy na targu? Trochę jej dodałam. Potrawa okazała się całkiem pikantna.
Matka była pod wrażeniem.
– Najlepiej daj ten przepis Psyche – poradziła. – Tym razem niech zajmie się tym niewolnica.
Trzy dni wspólnie z Rachelą robiłam przegląd artystów: żonglerów, aktorów, śpiewaków, tancerzy i muzyków. Sama wolałabym poetę, ale ostatecznie zdecydowałam się na grupę taneczną z Tracji. Kobiety będą zachwycone ich umiejętnościami, mężczyźni zaś skąpymi strojami.
Bez końca zastanawiałam się nad rozmieszczeniem gości na łożach biesiadnych.
W dzień przyjęcia od wczesnego rana bezustannie zaglądałam do kuchni, pilnując przygotowania każdej potrawy. Kurczęta po numidyjsku miały stanowić niespodziankę. Patrzyłam z aprobatą, jak skarcona przez matkę Psyche ucierała zręcznie korzeń asafetydy, a potem łączyła go ze sproszkowanymi orzechami i daktylami, które tego samego ranka przybyły karawaną z Aleksandrii. We wnętrzu ceglanego pieca kruche kurczęta gotowały się powoli w białym winie. Delektując się kuszącym aromatem, umoczyłam palec w sosie i skinęłam aprobująco głową, przekonana, że moja wieczerza okaże się małą sensacją. Psyche była urodzoną kucharką i uwielbiała to zajęcie … nie było co do tego najmniejszych wątpliwości.

kurczak po numidyjsku

Myślę, że Psyche podała całe kurczęta, lub pokrojone na ćwiartki tylko, są bardziej dekoracyjne; ja wolałam, dla wygody, wziąć tylko udka i pierś.
Najpierw natarłam je solą i asafetydą, skropiłam białym winem i oliwą i zostawiłam na noc w lodówce.
Podem podsmażyłam je w rondlu żeliwnym na oliwie, podlałam niewielką ilością gorącej wody, dodałam białe, wytrawne wino i dusiłam pod przykryciem ok. pół godziny. Po tym czasie pokroiłam w drobną kostkę kilka daktyli, wymieszałam garść utartych włoskich orzechów z asafetydą i dodałam wszystko to do kurczaka. Ponownie dusiłam jeszcze ok. pół godziny. Na końcu zagęściłam sos łyżką mąki wymieszanej z wodą, doprawiłam pieprzem.
Podałam z bagietką.

Co do asafetydy… rzeczywiście dodaje potrawom taki niezwykły, niespotykany smak: cebulowy, ostry, ale jeszcze jakaś nuta tam się czai, trudna do określenia…
Przyprawa jest na pewno warta spróbowania. Ale nie rzuciła mnie – jak to się mówi – na kolana. Nie było z nią, tak jak z cuminem, który stał się moją miłością od pierwszego posmakowania:)

Tajemnicza asafetyda

Człowiek mieszkający na prowincji uwielbia sklepy internetowe! Dwa, trzy dni – i już niedostępny produkt jest u ciebie w domu:)
Właśnie przyszła ta tajemnicza nieco przyprawa, o której już kiedyś słyszałam, asafetyda:)

asafetyda

Czym właściwie jest?

Z informacji sprzedawcy wynika, że jest przyprawą hinduską głównie, otrzymywaną z korzenia rośliny zwanej zapaliczką lekarską. Zapaliczka występuje na  terenie Basenu Morza Śródziemnego, ale sięga znacznie dalej,  aż po Centralną Azję. Sprzedawana jest w formie bloków żywicy lub proszku (z dodatkiem mąki ryżowej lub sojowej).
Ja dostałam ją w formie żółtego proszku; ma smak i zapach cebulowo-czosnkowy.  To sprawia, że chętnie używają ją ci, których organizm nie toleruje cebuli.
Dodałam ją do duszonego szpinaku… noooo… pyszny wyszedł:)
Zaletą asafetydy jest jej znikoma agresywność w stosunku do bakterii jelitowych i wątroby. Jest skutecznym środkiem na wzdęcia i stąd polecana jest jako dodatek do roślin strączkowych. Skutecznie stosowano ją też do walki z grypą.
Same zalety!

Tak więc przyszedł czas na potrawę z czasów rzymskiego cezara Tyberiusza! Mam nadzieję, że wyjdzie i w weekend ją zaprezentuję:)

Światowy dzień kota

No, skoro mamy taki dzień:))) to nasze cztery łapki przesyłają moc życzeń wszystkim kotkom i koteczkom:)
Bajeczka ma 2 miesiące i 5 dni i jest beżową błyskawicą z czekoladowymi końcami, która roznosi dom na strzępy!

Och, macie na oknie kwiatki, cudownie!!!

Bajeczka na oknie

Uważaj, mam pazurki! i jak to się mówi??? nie zawaham się ich użyć:)

mam pazurki

Żona Piłata – czy warto czytać?

Polecono mi tę książkę i właśnie dziwię się, że mi polecono.

żona Piłata

Żona Piłata Antoinette May rozczaruje tych, którzy chcieliby znaleźć w tej książce świat znany z kart Ewangelii; znane stamtąd wydarzenia są dziwacznie przeinaczone, nie wiadomo właściwie dlaczego i czemu ma to służyć. Różnorakie aspekty religijności, które tam pokazano, są raczej karykaturalne. Jeśli by ktoś właśnie pogłębienia religijności tam szukał, to spokojnie może sobie darować tę przeszło czterystustronicową lekturę.

Ale patrząc na przedstawione wątki kulturowe i choćby kulinarne (tak! tak!) – to już zupełnie inna sprawa….
Ponoć autorka przestudiowała dokładnie świat Rzymu i Judei z czasów Chrystusa. Można mieć nadzieję, że opisy potraw są w miarę autentyczne.
Już szykuję się do przyrządzenia jednej z nich, której opis – dość dokładny – zamieszczono, ale najpierw musi przyjść zamówiona w sklepiku internetowym niezbędna do tego dania przyprawa – asafetyda.
A póki co, na zachętę, opis jednego z przyjęć Klaudii, żony Piłata:

Poświęciłam tej skromnej wieczerzy tyle samo wysiłku, ile poświęcałam tamtym ucztom Piłata. Kiedy przygotowywałam listę szczegółów, rodzice, nie przywoływani, co chwilę pojawiali się w moich myślach. Tak chciałam, żeby mama była przy mnie i doradzała mi, a tato, wysoki i dumny, stał blisko nas. Starłam łzy z tabliczki i pisałam dalej.
To będzie wspaniała uczta, choć mała.
Na przekąskę każdy gość dostawał główkę sałaty przybraną marynowanym tuńczykiem, listkami ruty i cebulą.
Potem były dania główne: ostrygi, faszerowane dzikie ptactwo, następnie pieczony strusi móżdżek, danie, które matka często podawała tacie, bo za nim przepadał.
Wreszcie przyszedł czas na deser. Niewolnicy z uroczystymi minami wnosili półmisek za półmiskiem coraz bardziej wyrafinowanych łakoci. Główną atrakcją tego ciepłego jesiennego wieczoru był śnieg przywieziony z gór. Choć większość rozpuszczała się na talerzu, początkowy efekt był spektakularny.

Polędwiczka wieprzowa na Walentynki

Moja tegoroczna propozycja na małe co nieco na walentynkową kolację: polędwiczka wieprzowa owinięta szynką parmeńską i upieczona, do tego kasza gryczana podsmażona z prawdziwkami i cebulą z dodatkiem rukoli. Do tego czerwone wytrawne wino.

polędwiczka z szynką

Przepis – trochę uproszczony – z najnowszego miesięcznika „Kuchnia”

1 polędwiczka wieprzowa
pół szklanki czerwonego wina
zioła prowansalskie, sól, pieprz, szczypta cukru
4 plastry szynki parmeńskiej
mielona papryka
10 dag ugotowanej kaszy gryczanej
garść suszonych borowików namoczonych i ugotowanych w lekko osolonej wodzie
1 cebula
oliwa, masło
spora garść rukoli
sos vinegret
Przygotowac marynatę: do wina dodać zioła prowansalskie, sól, pieprz, cukier, zagotować, nieco przestudzić, zalać mięso, przykryć folią  i odstawić na całą noc do lodówki.
Następnie obsmażyć polędwiczkę na oleju, oprószyć solą i papryką, zawinąć w plastry szynki. Zawinąć mięso w folię aluminiową – jak cukierek – i piec w nagrzanym piekarniku (180 st. C) ok. pół godziny.
Podsmażyć na oliwie z masłem posiekaną w kostkę cebulę, dodać pokrojone grzyby, przyprawić solą i pieprzem, połączyć z kaszą.
Rukolę wymieszać z sosem vinegret.
Ułożyć na talerzu plastry polędwiczki, kaszę i rukolę.
Smacznego!!!

Francuskie krakersy

Robiłam zakupy i wpadło mi w oko świeże ciasto francuskie. Przypomniałam sobie, że nasza Agata mówiła kiedyś, że robi z niego fajną, szybką przegryzkę, coś w rodzaju krakersów.

Też sobie zrobiłam:)

francuskie krakersy

1 rulon świeżego ciasta francuskiego (może też być mrożone oczywiście)
5 dag sera żółtego (u mnie wędzony ustrzycki)
szczypta soli, pieprz, papryka wędzona
oliwa

Nagrzać piekarnik do 220 st. C.
Blachę piekarnikową wyłożyć folią aluminiową, posmarować oliwą, rozłożyć na niej ciasto francuskie.
Posypać przyprawami.
Rozłożyć utarty żółty ser.
Piec ok. 15 minut.
Smacznego!!!

Niedzielne to i owo

Do małego niedzielnego co nieco otworzyłam słoik specjału leśnego Zakonu Kartuzów: podgrzybki ze śliwkami (produkt benedyktyński).
Świetna rzecz! To naprawdę kapitalny pomysł połączyć w marynacie grzyby, cebulkę i śliwki. Notuję pomysł i w sezonie zacznę próby odtworzenia tej sałatki.

podgrzybki ze śliwkami

I jeszcze muszę wam opowiedzieć coś o Bajeczce:)
To, że kot układa się człowiekowi na kolanach i przeszczęśliwy, cudownie, głośno mruczy – to nic dziwnego, prawda?

sen Bajeczki

Ale pierwszy raz zdarzyło mi się widzieć kota, który ułożywszy się na moich kolanach, zaczął kocią toaletę, wylizując dokładnie swoje futerko i jednocześnie usiłując w czasie tej czynności mruczeć:)

kocia toaleta

A potem ten kociak długo szukał dogodnego miejsca na sen, wędrując po mnie:) w końcu ułożył się na ramieniu, wtulił pyszczek w moje ucho i mrucząc i pomiaukując naszeptywał mi swoje wielkie tajemnice:)

Takie są syjamy; to naprawdę niezwykłe koty

Pieczony udziec z indyka

Tym razem bez kombinowania; po prostu zamarynowałam indyczy udziec i upiekłam. Podałam z kluseczkami. Sztuczne światło nie dodało mu urody, ale był naprawdę smaczny i soczysty.

udziec z indyka

udziec indyczy
do marynaty: sól, pieprz, przyprawa do drobiu, oliwa, lampka białego wytrawnego wina
do pieczenia: olej

Indyka nacieramy przyprawami, wkładamy do miski, skrapiamy oliwą i białym winem.
Przykrywamy folią i zostawiamy w lodówce na 24 godziny.
Po tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 200 st. C, do żeliwnego garnka wkładamy udziec, podlewamy olejem i pozostałą marynatą, przykrywamy pokrywą i pieczemy do miękkości, ok. 1,5 godziny.
W trakcie pieczenia podlewamy niewielka ilością gorącej wody.
Na ostatnie 20 minut pieczenia zdejmujemy pokrywę z garnka.
Smacznego!!

Pasta do kanapek z tuńczykiem

Zwykła, domowa pasta do piątkowych kanapek – pyszna!

pasta serowa z tuńczykiem

10 dag twarogu
5 dag sera bałkańskiego typu feta
mała puszka tuńczyka w kawałkach
2 łyżki śmietany
łyżka majonezu
sól, pieprz

Sery rozgnieść widelcem i rozetrzeć ze śmietaną i majonezem. Dodać odsączone kawałki tuńczyka i wymieszać.
Przyprawić solą i pieprzem.
Smacznego!