Cała radość z książek, które dostaję 6 grudnia od św. Mikołaja lub we Wigilię pod choinkę, lub zaraz po świętach z okazji urodzin, a na szczęście książki dostaję zawsze, zaczyna się dopiero po Nowym Roku, kiedy już skończy się balowanie, kiedy dobiegną końca imprezy, a przede wszystkim kiedy skończą się mozolne porządki i absorbujące bardzo przygotowywanie smakołyków:)
Ładne zdanie, co? prawie tak długie i złożone jak w nowej książce Roberta Makłowicza „Cafe Museum”, którą przyniósł św. Mikołaj

Makłowicz pisze tak barwnie, jak mówi:) A w „Cafe Museum” pisze o kulinarnych wędrówkach po Europie Środkowej i Bałkanach; wydaje się, że to jego ukochane miejsca na ziemi. Nie ma tu przepisów w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ale… spójrzmy choćby na taki akapit:
„Najpierw topi się wędzoną słoninę, w niej szkli cebulę, podsypuje całość słodką papryką w proszku, bacząc pilnie, by się nie przypaliła, dodaje pokrojoną w kostkę wołowinę i dusi do miękkości. Potem pozostaje uzupełnienie płynu, dodanie pokrojonego w kostkę pomidora, marchewki, pietruszki i selera, następnie przesiekanej kiszonej kapusty, a na końcu ryżu i gdy wszystko zmięknie, gulasz Czangów gotów.”
Czy to nie świetny przepis? Uwielbiam takie wyzwania; zarys przepisu i cała reszta należy do mnie:) mogę się wykazywać:)
A co do makłowiczowskich konstrukcji zdaniowych, które uwielbiam… mała próbka: rozmowa z celnikami:
„Przyjrzyjcie się, panowie, uważnie tej butelce, to wiśniowica, destylat z wiśni tylko na pozór zwyczajny, gdyż chodzi tu o wiśnie dzikie, zwane na Węgrzech cygańskimi, a jeśli wolicie coś nieco zbliżonego w smaku do borowiczki, polecam tyrolski destylat z szyszek górskiej jodły, Zirbenschnaps, tak, tak, zielone młode szyszki mają dużo cukru, więc robi się z nich zacier, a potem przepędza, ma niezapomniany aromat górskiej hali, żywiczny i nieco jałowcowy….”
Albo opis „Cafe Museum” w Wiedniu:
„Siedzieliśmy zatem na takich samych thonetowskich krzesłach, na jakich siadywali niegdyś Kokoschka, Schiele, Roth i Otto Wagner, na naszym stoliku stały takie same gulasze z kajzerkami i szprycery, jakie zamawiali kiedyś Trakl, Lehar, Broch czy Robert Musil, i czuliśmy się wybornie, bowiem niezwykle miło jest robić czasami to samo co Musil lub Lehar, oczywiście coś takiego, co równie dobrze jak Musil lub Lehar czynić potrafimy.”
Polecam wszystkim tę lekturę:)