Pasta do kanapek z tuńczykiem

Zwykła, domowa pasta do piątkowych kanapek – pyszna!

pasta serowa z tuńczykiem

10 dag twarogu
5 dag sera bałkańskiego typu feta
mała puszka tuńczyka w kawałkach
2 łyżki śmietany
łyżka majonezu
sól, pieprz

Sery rozgnieść widelcem i rozetrzeć ze śmietaną i majonezem. Dodać odsączone kawałki tuńczyka i wymieszać.
Przyprawić solą i pieprzem.
Smacznego!

Pięćdziesiąty czwarty dzień z życia kota

– Jesz jakąś zupę? oh, miauuuu!!!! Ja chcę ziemniaczka! ja chcę ziemniaczka z tej zupy!!!

Bajeczka nad zupą

Trzeba Bajeczce przyznać, że kiedy dostała tego upragnionego ziemniaczka, to nie marudziła, że to nie to, że nie o to jej chodziło, tylko grzecznie, z wielkim smakiem go zjadła:)
A zupa, która ją tak zachwyciła, to zarzucajka z kapustą

pół kilograma kiszonej kapusty (takiej z marchewką w środku)
2 cebule
2 duże ziemniaki
sól, pieprz, szczypta ziarenek kminku, liść laurowy, kilka ziarenek ziela angielskiego
łyżka masła
2 łyżki mąki

Kapustę trzeba lekko posiekać, zalać zimną wodą, tyle, żeby przykryła kapustę, wrzucić ziele angielskie i listek laurowy i gotować aż do miękkości, jakieś 40 minut.
W osobnym rondlu zalewamy zimną wodą pokrojone w kostkę ziemniaki i cebule, lekko solimy i gotujemy do miękkości ziemniaków.
Następnie łączymy kapustę z zupą, dodajemy pieprz i kminek (uwaga z kminkiem! Jak będzie go za dużo, zepsuje smak zupy). Gotujemy razem jakieś 15 minut.
Na patelni roztapiamy masło, wsypujemy mąkę i robimy rumianą zasmażkę, którą dodajemy do zupy.
Całość gotujemy jeszcze jakieś 10 minut.
I już zupa gotowa.

kot z zupą

Jeszcze jedna cebulowa…

Uwielbiam zupy cebulowe. I zawsze skuszę się na eksperyment, kiedy znajdę nowy przepis.
Tym razem będzie to friggione – bolońska zupa cebulowo-pomidorowa – przepis z miesięcznika „Kuchnia” (szukam obecnie i testuję przepisy z kuchni włoskiej, z regionu Emilia-Romania)

cebulowa bolońska

4 cebule
8 łyżek oliwy
3-4 łyżki koncentratu pomidorowego
sól, pieprz, szczypta cukru
kilka kropli octu balsamico
grzanki przygotowane z 2 kromek chleba bez skórki

Cebulę pokroić w cienkie półplasterki, wrzucić do rondla na rozgrzaną oliwę, przesmażyć aż cebula się zeszkli, po czym podlać niewielką ilością gorącej wody. Dusić na malutkim ogniu ok. 2 godzin, podlewając wodą w miarę potrzeby.
Dodać koncentrat, przyprawy i jeszcze jakieś 10 minut gotować.
Na końcu dodać kilka kropli octu, wymieszać.
Podawać zupę z grzaneczkami.

W. Modest Amaro – inspiracje

Natura kuchni polskiej Wojciecha Modesta Amaro. Polskiego magika kuchni molekularnej.
Sporo słyszałam już o tej książce. I… dość nieufnie do niej podchodziłam.
Ale okazało się, że Klub Konesera sieci Alma ma ją w swojej ofercie produktów za punkty zakupowe. Zamówiłam. Dostałam. I właśnie nadszedł czas na lekturę.

Modest Amaro

Zachwycił mnie wstęp, piękne słowa o kuchni polskiej, jej istocie i wartości. Bo doprawdy, tyle się słyszy i czyta, o tym, jaka to polska kuchnia jest zła, tłusta, mało wykwintna, że słowa Modesta są balsamem dla duszy prowincjuszki, która kuchnię polską uważa za znakomitą.

W Polsce moga się wypełnić treścią pasje porównywalne jedynie do podniecenia odkrywcy, którego oczom ukazał się nieznany kontynent. Odtwarzać naturę kuchni polskiej – to tak, jak przekroczyć granicę górskiego pasma i przekonać się, że legendarna kraina naprawdę istnieje. Kraina fakturą, zróżnicowaną barwą, pełną paletą smaków i doznań płynąca. Na nieograniczone, wymieszane etnicznie tradycje kulinarne (praktycznie każdy współczesny pomysł można odnieść do receptur wypróbowanych przez naszych przodków) nakładają sie tutaj nieprzebrane zasoby przyrodnicze, coraz rzadziej spotykane w innych krajach europejskich.
(…)
Dlatego stojąc pośrodku Polski, realizując marzenie o własnym atelier, wołam do wszystkich niedowiarków: to jest idealne miejsce na ziemi dla ludzi z kulinarną fantazją.

Po wstępie mamy w książce zbiór przepisów, segregowanych według specyficznego klucza produktowego: np. aronia, czarny bez, głóg, jałowiec, rukiew…. przepisy są zbudowane wokół tego właśnie składnika i mają wydobyć jak najlepiej jego smak.
Nie jest to łatwa lektura i przyznam się, że czasem nie wiem, o czym p. Modest mówi. Bo np. co to jest bamiks? i jak wygląda PacoJet? który jest chyba jakimś mikserem?
Książka adresowana jest raczej do profesjonalistów, dla których tego typu słownictwo jest pewnie oczywistością.
Niemniej jednak, zwykły człowiek (ot, tak jak ja) też z przyjemnością ją poczyta i coś tam sobie wypatrzy. Jakieś połączenie, jakąś metodę obróbki…
Ot, choćby aronia: Pierś z ekologicznego kurczaka, sałatka z kopru włoskiego, kwiatów i makaronu  z aronii. Nie porywałałabym się na zrobienie całego proponowanego zestawu, zwłaszcza, że zrobienie makaronu z soku aronii to już chemia wysoko zaawansowana:) Ale sałatka z kopru? z kwiatami? czemu nie? Już sobie wyobrażam, jak to bajecznie kolorowo musi wyglądać!
Na razie, w środku zimy, musiałam zadowolić się jedynie samym koprem.

sałatka z fenkułu

1 bulwa kopru włoskiego
15 ml miodu akacjowego
15 ml soku z cytryny
200 ml wody mineralnej Kropla Beskidu
sól morska w płatkach
Biały pieprz
Kwiaty rukoli, szczypiorku, nasturcji, bazylii, bławatka
Wlej wodę i sok z cytryny do miski. Pokrój koper w cieniutkie plasterki i wrzuć do wody z cytryną. Wstaw do lodówki na 15 minut. Po wyjęciu odciśnij nadmiar wody i wrzuć plastry do miski. Dodaj miód, dopraw delikatnie solą i białym pieprzem. Dodaj połowę wszystkich kwiatków i wymieszaj ręką. Ułóż sałatkę na spirali z aronii, posyp resztą świeżych kwiatów.

Przepis jest prosty i fantastyczny.Ciekawy smak: miód wydobył zdecydowany, ostry smak fenkułu, a jednocześnie złagodził jego goryczkę. Bardzo dobre połaczenie.

Kotka – dzień drugi:)

Póki co, nie ma ważniejszej sprawy od małej Bajeczki:)
O, proszę, widzicie jakie mam ząbki???? ale spoko, ja tylko sobie miauczę

miauczę sobie

Baaaardzo lubię odpoczywać na kolanach; niebiesko mi:)))

na kolanach

O, a tu padłam! zmęczona zabawą

śpię

Kotek zdominował wszystko. Kuchnia leży odłogiem:) Upiekłam tylko tak na szybko klops do chleba, nadziewany brokułami.

klops z brokułami

I to w dodatku niezbyt dobrze go przyprawiłam, znaczy się za mało:) Ale jak się doda na kanapkę troszkę chrzanu to można zjeść:)

Koteczka już jest:)

Hallo! jestem Bajeczka:)

Bajeczka w samochodzie

Droga w samochodzie mi się bardzo podobała:) tylko czemu nie pozwolili go dokładnie zwiedzić? Głowa kierowcy była tak na wyciągnięcie łapki… i pod siedzenia nie pozwolili wejść:(

dłuuuugi kot

Patrzcie jaki jestem dłuuuuuugi kot:)

Bajeczka z języczkiem

I umiem pięknie się wylizywać:)

Czekamy na nową koteczkę….

Ciągle i wciąż myślę o naszej biednej Balbineczce, która odeszła…
Ale dom bez kota jest tak pusty, i tak ciągle wraz z mamą oglądamy się za kotem, gdzie jest i co robi… że uległam mamie, która koniecznie chce nowego kotka. I dziś przywiozę małe kocię do nas:)
Wszystko już przygotowane: kocie miski, karma, kuweta, kocie zabawki, nawet nową poduszkę jej kupiłam do koszyka, z wątpliwą zresztą nadzieją, że zechce w tym koszyku spać:) No, ale żeby nie mówiła: ma wybór:)
Wszystko na nią czeka. I przede wszystkim czeka na nią nasza miłość. Koteczko, bardzo na ciebie czekamy.
Tylko, tak sobie myślę, czy jej się u nas spodoba? A może ma inne oczekiwania???
Trzymajcie kciuki, żeby poczuła się u nas szczęśliwa!

O rany…. niechby już była!

Cafe Museum Makłowicza

Cała radość z książek, które dostaję 6 grudnia od św. Mikołaja lub we Wigilię pod choinkę, lub zaraz po świętach z okazji urodzin, a na szczęście książki dostaję zawsze, zaczyna się dopiero po Nowym Roku, kiedy już skończy się balowanie, kiedy dobiegną końca imprezy, a przede wszystkim kiedy skończą się mozolne porządki i absorbujące bardzo przygotowywanie smakołyków:)
Ładne zdanie, co? prawie tak długie i złożone jak w nowej książce Roberta Makłowicza „Cafe Museum”, którą przyniósł św. Mikołaj

Cafe Museum

Makłowicz pisze tak barwnie, jak mówi:) A w „Cafe Museum” pisze o kulinarnych wędrówkach po Europie Środkowej i Bałkanach; wydaje się, że to jego ukochane miejsca na ziemi. Nie ma tu przepisów w ścisłym tego słowa znaczeniu. Ale… spójrzmy choćby na taki akapit:

„Najpierw topi się wędzoną słoninę, w niej szkli cebulę, podsypuje całość słodką papryką w proszku, bacząc pilnie, by się nie przypaliła, dodaje pokrojoną w kostkę wołowinę i dusi do miękkości. Potem pozostaje uzupełnienie płynu, dodanie pokrojonego w kostkę pomidora, marchewki, pietruszki i selera, następnie przesiekanej kiszonej kapusty, a na końcu ryżu i gdy wszystko zmięknie, gulasz Czangów gotów.”

Czy to nie świetny przepis? Uwielbiam takie wyzwania; zarys przepisu i cała reszta należy do mnie:) mogę się wykazywać:)
A co do makłowiczowskich konstrukcji zdaniowych, które uwielbiam… mała próbka: rozmowa z celnikami:

„Przyjrzyjcie się, panowie, uważnie tej butelce, to wiśniowica, destylat z wiśni tylko na pozór zwyczajny, gdyż chodzi tu o wiśnie dzikie, zwane na Węgrzech cygańskimi, a jeśli wolicie coś nieco zbliżonego w smaku do borowiczki, polecam tyrolski destylat z szyszek górskiej jodły, Zirbenschnaps, tak, tak, zielone młode szyszki mają dużo cukru, więc robi się z nich zacier, a potem przepędza, ma niezapomniany aromat górskiej hali, żywiczny i nieco jałowcowy….”
Albo opis „Cafe Museum” w Wiedniu:
„Siedzieliśmy zatem na takich samych thonetowskich krzesłach, na jakich siadywali niegdyś Kokoschka, Schiele, Roth i Otto Wagner, na naszym stoliku stały takie same gulasze z kajzerkami i szprycery, jakie zamawiali kiedyś Trakl, Lehar, Broch czy Robert Musil, i czuliśmy się wybornie, bowiem niezwykle miło jest robić czasami to samo co Musil lub Lehar, oczywiście coś takiego, co równie dobrze jak Musil lub Lehar czynić potrafimy.”

Polecam wszystkim tę lekturę:)

Moja pierwsza w życiu lazania

Owszem, jadłam już kilkakrotnie lazanię, ale jeszcze nigdy w życiu sama jej nie robiłam.
A od dawna już myślałam, że muszę spróbować. I jakoś tak niespodziewanie przyszedł ten czas próby.
Nie robiłam według konkretnego przepisu; ot, wiedziałam mniej więcej jakie są zasady, bo trochę na ten temat czytałam:)
Zrobiłam wersję vege, bo do mięsa była kolejka i nie chciało mi się stać. I poszłam troszkę na skróty: kupiłam sosy w słoiku; usprawiedliwia mnie trochę to, że świeże pomidory i tak są teraz do niczego, chyba tylko na ozdobę się nadają.
Wynik był smakowo bardzo satysfakcjonujący:

lazania

8 płatów lazanii
puszka grillowanych warzyw w sosie pomidorowym (cukinia, bakłażan, papryka)
garść boczniaków
cebula
łyżka mąki
słoik białego sosu z grzybami
kawałek żółtego sera

Najpierw przygotowałam sobie boczniaki: pokroiłam je w kawałki i wrzuciłam na rozgrzaną oliwę z masłem, dorzuciłam pokrojoną w półplastry cebulę i dusiłam kilka minut, podlewając niewielka ilością wrzątku. Przyprawiłam solą i pieprzem, a na końcu zagęściłam łyżką mąki.
Płaty lazanii wrzuciłam na osolony wrzątek i gotowałam jakieś 3 minuty. Po tym czasie dolałam do rondla nieco zimnej wody i wyjęłam płaty z wody.
Piekarnik włączyłam na 180 st. C.
Foremkę do zapiekania (mam taką małą idealnie dopasowaną do rozmiarów płatów lazanii) wysmarowałam oliwą.
Na dnie rozsmarowałam sos pomidorowy.
I potem układałam płaty lazanii, przekładając je na przemian warzywami z sosem pomidorowym i boczniakami z sosem białym.
Płat lazanii na wierzchu posmarowałam sosem pomidorowym i posypałam startym serem.
Zapiekałam w piekarniku przez pół godziny.

Jak na debiut – to wyszło super! 🙂

Ragu z kurczaka

To bardzo szybkie, delikatne i pyszne danie. Kawałki piersi kurczaka duszone z jarzynami z dodatkiem wina. A dodatek kilku kropli oleju sezamowego sprawia, że danie ma orientalny smak.
Ja podałam go z bagietką, ale świetnie pasuje do ryżu, do makaronów.

ragu z kurczaka

2 piersi kurczaka pokrojone w paski
1 cebula pokrojona w półplasterki
1 marchewka starta na grubej tarce
kawałek pora pokrojony w krążki
kawałek selera bulwiastego starty na grubej tarce
kieliszek białego wytrawnego wina
łyżka śmietany
oliwa, masło
olej sezamowy
sól, pieprz, zioła prowansalskie, papryka
trochę szczypiorku

Rozgrzać w rondlu łyżkę oliwy i łyżkę masła, wrzucić pokrojoną w paski i oprószoną solą pierś kurczaka, przesmażyć.
Dodać rozdrobnione warzywa, smażyć mieszając.
Podlać niewielką ilością wrzącej wody oraz winem, dusić ok. pół godziny.
Dodać śmietanę, przyprawy oraz kilka kropel oleju sezamowego. Posypać szczypiorkiem.
I gotowe.
Smacznego!