Zapraszam na mazurek… jeszcze kawałek został…

To mazurek orzechowo-piankowy, robiony na podstawie przepisu z książki Marii Lemnis i Henryka Vitry „W staropolskiej kuchni i przy polskim stole”. Dobrze jest przygotować go wcześniej, dzień-dwa przed podaniem, aby dobrze skruszał.

mazurek

3 jajka
25 dag cukru pudru i jeszcze 2 łyżki
12 dag masła
12 dag mąki
25 dag zmielonych orzechów włoskich kilka orzechów do dekoracji
2 łyżki rumu
1 wafel (opłatek)
suszone morele i rodzynki do dekoracji

sposób przygotowania
Utrzeć na puch żółtka z 25 dag cukru pudru, dodawać porcjami miękkie masło, następnie mąkę, rum i orzechy.
Przyciąć wafel do wielkości blachy, na której będziemy piec mazurek.
Blachę lekko wysmarować masłem, wyłożyć pergaminem, na pergaminie położyć wafel, rozłożyć na nim ciasto.
Białka ubić na sztywną pianę, dodać 2 łyżki cukru pudru.
Pokryć pianą ciasto.
Piec ok. 30-35 minut w temperaturze 180 st. C.
Po upieczeniu, dopóki piana jest jeszcze ciepła i plastyczna, udekorować mazurek orzechami, morelami i rodzynkami.

Kantata na Zmartwychwstanie Pańskie

Pogodnych i pełnych nadziei i radości
Świąt Wielkiej Nocy
wszystkim, którzy tu zaglądają
życzy Negresca

koszyczek

I jeszcze wiersz Janusza Artura Ihnatowicza
ZMARTWYCHWSTANIE PAŃSKIE KANTATA NA SOPRANY I ALTY ROZPISANA

hej ktoby tam ktoby tam w alleluję
płakał
słońce na niebie jak malowane jajko
jak pisanka paw po sadzie się snuje
to frunie
na drzewa kolorowe kwiaty
takie śpiewające pisanki
jakże się tu smucić
gdy procesya jak muzyka
i dzień wesoły nastał
i alleluja i kościół płynie
w dymie kadzielnic i petard
i ptaki się płoszą niezwyczajne
w szeleszczące chmury
nad takim porankiem
i pokoje pełne hiacyntów
jak niebieskiego dymu
a ksiądz proboszcz grubo
i baby dyszkantem
alleluja
al-le-lu-ja
i jak anioły ministranci
białe w skrzydła rękawy
latają
o, jakże się tu nie cieszyć
gdy alleluja
a stół jak ogród
kiełbasa jak senny wąż
gałązeczki wypuszcza
baby jak donice
ciemnych listków pełne
i baranek z chorągiewką
się pasie na głowie rzeżuchy
a wkoło widłak
i jajka
tysiąc omamień
jajka „oczu oczarovianie”
na alleluję
i załamane w karafce słońce
kwitnące wiśniami

dziś zawsze jest pogoda
by Jezus mógł po drogach
suchą stopą wędrować
i żeby dzieciom w pisankach
słoneczny ogród płonął
to się otwiera okno
na błękitne niebo
i chciwy zapach chrzanu
wiatr nadlatuje
skrzydlata alleluja

Wielkanocna pascha

Mimo, że to właściwie potrawa pochodzenia rosyjskiego lub ukraińskiego, w naszym domu właściwie nieznana, od pewnego czasu robię ją co roku na święta wielkanocne.
Głównie jako prezent dla J. któremu bardzo drogie są związki z naszymi dawnymi Kresami Wschodnimi.

pascha

50 dag tłustego białego sera 3-krotnie mielonego
15 dag masła
4 żółtka
2/3 szklanki cukru
1 mała torebka cukru waniliowego
2 łyżki rumu
bakalie: rodzynki, kandyzowane wiśnie lub żurawina, kandyzowana skórka pomarańczowa, suszone morele. orzechy

Żółtka utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym do białości. Dodawać miękie masło i dalej ucierać. Dodać ser, wymieszać. Dodać bakalie i rum.
Sitko wyłożyć wilgotną gazą (ok. 4-5 warstw, cienkiej, pojedynczej gazy), na gazie położyć ser, przykryć rogami gazy, obciążyć talerzykiem i włożyć sitko do naczynia tak, żeby ociekająca woda miała gdzie spływać. Wstawić na noc do lodówki. Przed podaniem wyjąć na talerz, udekorować. Kroić jak torcik, w trójkąty.

pascha dla Jot

Wielkanocne kartki retro

Pojawiła się na płycie rynku mojego miasta, obok świątecznych dekoracji, wystawa pocztówek wielkanocnych, ze zbiorów Urzędu Miasta, z lat 1920-1970.

rynek z pisankami

wystawa kartek

Sporo jest kartek niekolorowych, czarno-białych.

czarno-białe

Wśród nich, moja faworytka: z pociągu, którego wagony i lokomotywa mają kształt jajek-pisanek, z kokardka na czubku, wysiadają, czy może wykluwają się?? 🙂 kurczaczki. Świetny pomysł!

pociąg z kurczakami

A tu serce zabiło mi mocniej: kartka z serii łowickiej. Pamiętam tę serię!
Była taka piękna i kolorowa, aż żal było mi wysyłać kupione kartki:)
Ta, tutaj, wcale nie była najładniejsza, ale też piękna. Taka polska.

kartka łowicka

Tu kartka w stylu ilustracji Uniechowskiego; z pysznościami wielkanocnego stołu, z wielką puchatą babą i szynką. Może nawet to on sam malował tę kartkę???

kartka Uniechowskiego

Motyw zająca zawsze był popularny

kartka z zającem

A pamiętacie cepeliowskie pisanki, owijane białą słomką?

pisanka cepeliowska

Obok motywów religijnych, zawsze obecne były na kartkach elementy polskiej kultury, zwyczajów wielkanocnych, symbolika rodzące się życia i wiosny.

kartki polskie

Jeśli chodzi o pisanki…..

Jeśli chodzi o pisanki, to już dawno poddałam się! Nie jestem dobra w takim misternym, miniaturowym dłubaniu.
Więc po prostu zbieram tylko łuski od cebuli i gotuję w nich swoje kraszanki. Po wystudzeniu lekkie maźnięcie masłem, żeby się błyszczały i do koszyka:)

pisanki

Ale poczytajmy sobie, jak co poniektóre przykładały się do tego zajęcia; ot, na przykład w „Chłopach” W.S. Reymonta:

„A pod kominem, w samym świetle ognia, siedziały zgodnie Jagna z Józką, zajęte pilnie kraszeniem jajek, a każda swoje z osobna chroniła i kryjomo, aby się barzej wysadzić. Jagusia najpierw myła swoje w ciepłej wodzie i wytarte do sucha dopiero znaczyła w różności roztopionym woskiem, a potem wpuszczała we wrzątek bełkocący we trzech garnuszkach, w których je kolejno zanurzała. Żmudna była robota, bo wosk miejscami nie chciał trzymać albo jajka w rękach się gnietły lub pękały przy gotowaniu, ale w końcu naczyniły ich przeszło pół kopy i nuż dopiero okazywać sobie i przechwalać się piękniej kraszonymi.
Kaj się ta było Józce mierzyć z Jagusią! Pokazywała swoje, w piórkach żytnich i cebulowych gotowane, żółciuchne, białymi figlasami ukraszone i tak galante, jak mało która by potrafiła, ale ujrzawszy Jagusine, gębę ozwarła z podziwu i markotność.ją chyciła. Jakże, to aż mieniło się w oczach, czerwone były, żółte, fiołkowe, i jak lnowe kwiatuszki niebieskie, a widać było na nich takie rzeczy, że prosto nie do uwierzenia: koguty piejące na płocie, gąski na drugim syczały na maciory, uwalone w błocie; gdzie znów stado gołębi białych nad polami czerwonymi, a na inszych wzory takie i cudeńka, kiej na szybach, gdy zamróz je lodem potrzęsie.
Dziwowali się temu oglądając raz po raz, a kiej Hanka powróciła z Jagustynką z kościoła, też wzięła patrzeć, ale nic nie rzekła, jeno stara, przejrzawszy wszystkie, szepnęła w zdumieniu:
– Skąd się to bierze u ciebie? .. no, no …
– Skąd? .. a samo tak z głowy pod palce przychodzi!
Uradowana była!”

Palmowa…

palmy wielkanocne

Biją dzwony na Palmową Niedzielę
i miasto się rozwesela,
wielkie, ciężkie krople metalu
na czerwone dachy spadają.

Biją dzwony z wież wysokich i z malutkich
sygnaturek, jak z dziobków ptasich,
idą, idą ludzie ulicami,
by pomodlić się w białym kościele.

A pod bramą z ornamentami, z gzymsami
siedzą stare przykurczone babule
i sprzedają palmy kolorowe,
ręce mają pomarszczone i oczy załzawione.

I chowają niklowe pieniądze
w woreczki po spódnicach fałdzistych,
a ludzie biorą palmy i wchodzą
po dwóch, po trzech albo zbitą ciżbą.

A u góry wciąż dzwony,
a na niebie wciąż słońce,
wiatr biega szerokimi ulicami
i dziwuje się, że niedziela i palmy.

A Pan Jezus jechał na oślicy
również taką weselącą się ulicą
i tłum krzyczał tysiącznymi ustami,
i powiewał, powiewał palmami.

A Pan Jezus jechał bardzo smutny,
bo Go czekał ból i smierć okrutna,
to nad Jego śmiercią ulicami
tłum powiewał, powiewał palmami.

W tę niedzielę rozśpiewana radość
uderzała dzwonem w serce każde
i leciała góra ulicami,
powiewała, powiewała palmami.
(…)
Nieśmiertelniczku, chodźże w kosz,
ułożą cię moje ręce stare,
ubarwią na czerwono, na zielono,
na pręcie łoziny osadzą
z chwastem mietlicy srebrzystej,
będziesz potem palmą uroczystą.

Nieśmiertelniczku, chodźże w kosz
potem będziesz radował, radował
ludzkie oko w palmie kolorowej,
potem ludzie postawią cię w dzbanie,
w szorstkiej glinie ogniem przepalanej.
(…)
I już nie wiem, czym jest moja barwna
w wypalonym dzbanie smukła palma,
czy radością jest dla mego oka,
czy też bólem, czy też śmiercią Pana Boga.

I już nie wiem, czym jest moje serce
ubarwione jak ten nieśmiertelnik,
czy jest tylko niepotrzebnym żalem,
czy też może palmą rozśpiewaną?

A Pan Jesus jechał na oślicy
ku swej śmierci radującą się ulicą….

(Antoni Gołubiew, „Palmy kolorowe”)

Baba cytrynowa

Kolejny test babek. Tym razem wzięłam na warsztat „Kucharkę litewską” Wincenty Zawadzkiej. Jest to książka wydawana od XIX wieku i doprawdy trudno zliczyć ile miała wydań. Moja jest z 1985 roku, wydana przez „Pojezierze” w Olsztynie.
Babka cytrynowa zainteresowała mnie, bo taka jest inna, zaraz zobaczycie:)
No, rzecz jasna, ilość jajek jest dość typowa: 24. Więc ja, od razu, wszystkie składniki dziubnęłam przez trzy.
W smaku wyszła bardzo o.k., z wyraźną cytrynową, kwaskową nutą. Wilgotna, a równocześnie leciutka jak puch. Teraz zaczynam rozumieć, co nasze prababki miały na myśli, mówiąc: babka puchowa.

baba cytrynowa

1 cytryna
0,66 szklanki mąki pszennej
0,33 szklanki mąki ziemniaczanej
1,33 szklanki cukru
8 jajek

Cytrynę wyszorować i ugotować do miękkości (ma się dać przebić bez problemu słomką). To będzie trwało jakieś 20-30 minut.
Następnie trzeba ją przekroić, usunąć pestki i przetrzeć przez durszlak – no, ja ją po prostu zmiksowałam.
Utrzeć żółtka z cukrem do białości, dodawać cytrynę nadal ucierając. Dodać wymieszane mąki oraz ubitą na sztywno pianę z białek.
Formę na babkę wysmarować masłem, leciutko oprószyć tartą bułką. Przełożyć masę do formy.
Piec w nagrzanym piekarniku (180 st. C) ok. 30-40 minut, aż włożony patyczek będzie suchy.
Po wyjęciu z formy oprószyć cukrem pudrem.

Świąteczne porządki….

Dwa dni urlopu i zaczynam być zadowolona:)

okurzanie

Ale przypomniało mi się, że kiedyś tradycją było bielenie chałup na Wielkanoc. I to w dodatku robiono to w Wielki Piątek!

Nie wyobrażam sobie, żebym zdążyła z malowaniem, sprzątaniem, zakupami, pieczeniem – w ciągu dwóch, czy nawet trzech dni! nawet mając urlop!
Ale jednak….. poczytajmy, jak to było u Borynów (W.S. Reymont, Chłopi):

„Wieś, skoro jeno rozedniało, wstała od razu na równe nogi.
Jeszczech do śniadań było daleko, a już powstał rwetes i krzątanina, dzieci zaś wypędzane z chałup, by nie przeszkadzały, nosiły się po drogach, grzechocząc a klekotając w kołatki.
Nawet mało która poszła na mszę, odprawiającą się dzisiaj bez grania i dzwonienia.
Szła juz bowiem ostatnia pora, bych się zabierać do porządków świątecznych.
(…)
A nazajutrz, w piątek, robota się jeszcze wzmogła tak bardzo, że nawet mało kto dojrzał organistowego Jasia, któren z klas na święta przyjechał i spacerował po wsi w okna jeno zaglądając, gdyż ani sposobu zajrzeć było do kogo, ni z kim pogadać.
Jakże, ani wleźć do której chałupy, bo wszędzie przejścia i nawet sady stały zawalone szafami, łóżkami a sprzętem przeróżnym, że to izby bielili dzisiaj na gwałt, szorowali podłogi, a przed domami myli do czysta obrazy, powystawiane pod ściany.
Wszędy zaś taki gwałt panował i krętanina, że w dyrdy biegali poganiając się jeszcze do pośpiechu i wrzawę czyniąc coraz większą, dzieci nawet pędząc do zgartywania błota w obejściach i wysypywania żółtym piaskiem opłotków.
A że wedle starego obyczaju od piątku rana aż do niedzieli nie godziło się jeść ciepłej warzy, więc głodowali ździebko na chwałę Pańską poprzestając na suchym chlebie i ziemniakach pieczonych.
Juści, iż przez te dni takusieńko kaj indziej działo się i u Borynów, tyle jeno różnie, że więcej było rąk i z groszem skrzybot mniejszy, to i rychlej pokończyli przygotowania.
W piątek, już o samym zmierzchu, Hanka wespół z Pietrkiem skończyła bielenie izb i chałupy, więc zaczęła się śpiesznie myć i przyogarniać do kościoła, bo już szły drugie kobiety na złożenie do grobu Ciała Jezusowego.”

Hallo! poznajcie Liz David:)

Do niedzieli nic o niej nie wiedziałam.
Dopóki nie obejrzałam filmu:”Elizabeth David: życie w przepisach” – emitowanego przez „Kuchnię.TV”.

Elizabeth David

Była angielską arystokratką, aczkolwiek życie trochę się jej pokomplikowało i nie było życiem beztroskiej lady, usłanym różami.
Pochopne wybory życiowe, trudności materialne, podkopane zdrowie – dużą cenę przyszło jej płacić za życie zgodne z marzeniami.
Ale zobaczyła pół świata (Francja, Włochy, Hiszpania, Grecja, Egipt, Indie) i wprowadziła konserwatywną Anglię w świat kuchni śródziemnomorskiej, pełną wina, oliwy, ziół, czosnku, cukinii i pomidorów.
Kiedy musiała wrócić (tuż po II wojnie światowej) do Anglii – zimnej, pochmurnej i deszczowej, z ciągłymi brakami reglamentowanej żywności – słoneczna, smaczna kuchnia śródziemnomorska wydawała się tylko snem.
Liz zaczęła spisywać ten sen.
Zaczęły się ukazywać jej artykuły w „The Sunday Times”, a wkrótce potem książki o kuchni prowansalskiej, śródziemnomorskiej, włoskiej…
(w Polsce chyba nigdy nie były wydawane)

książki Elizabeth Dawid

Stała się dla Anglii tym, czym dla USA była Julia Child.
Film pokazuje jej kulinarne pasje.

Życie w przepisach

Film jest kolorowy, ale przerobiłam fotosy na sepię, żeby utrzymać się w klimacie epoki.
Bardzo podobała mi się jej kuchnia; taka w starodawnym stylu, ze starym ciemnym kredensem, w którym na otwartych półkach postawiono rzędem, jeden za drugim, talerze, i z wielkim drewnianym stołem, gdzie spokojnie można było przygotowywać przysmaki, a i tak swobodnie jeszcze zmieściła się maszyna do pisania, stos kartek i notatek.

Liz, miło było Cię poznać:)

A wiecie, że można kupić kilka jej książek na Allegro?

Schab z garnka rzymskiego

Miałam rację, mówiąc, że dopiero schab pieczony w garnku rzymskim pokaże, czy rzeczywiście garnek ten jest tak wyjątkowy.
No więc jest. Jest wyjątkowy.
Schab, który jest dość twardym mięsem i lubi w czasie pieczenia się wysuszyć na wiór, wyszedł miękki i soczysty.

schab z garnka rzymskiego

A piekłam go zwyczajnie: najpierw natarłam solą, pieprzem i benedyktyńską przyprawą do mięs, przełożyłam do lodówki.
Namoczyłam w zimnej wodzie garnek rzymski, na pół godziny.
Po tym czasie wyjęłam schab, obsmażyłam go z obu stron na łyżce smalcu.
Przełożyłam go wymoczonego garnka. Przykryłam i włożyłam do piekarnika. Nastawiłam temperaturę na 180 st. C.
Piekłam 1,5 godziny.

Ale prawdą jest też, że garnek nie jest już taki ładniutki, zwłaszcza jeśli chodzi o kolor. Ponieważ nie można go myć żadnym detergentem, porobiły się w środku zacieki, jaśniejsze, ciemniejsze… Co jednak nie przeszkadza w żadnym stopniu w procesie pieczenia:)