Opracowuję menu na przyjęcie z kuchni polskiej; szukam przepisów starych, niebanalnych. Trafiłam na ozór wołowy w szarym sosie.
Już raz, kiedyś, ale dawno temu, przygotowywałam ozór, potrawę niemal zapomnianą dziś i nieznaną. Pamiętam, że mięso było smaczne.
I u mojego masarza bez problemu można ozór kupić.
Ciągle jestem jednak pełna wątpliwości. Jedzenie podrobów nie każdemu pasuje. I choć ozór jest jednym z najbardziej szlachetnych i wartościowych podrobów (wątróbka jest już bardziej kontrowersyjna), to jednak pewna bariera kulturowa i smakowa istnieje i nie chciałabym narażać gości na stres.
Co o tym myślicie? Podać ten ozór? Czy dać sobie spokój z takimi eksperymentami?
Przepis jednak, póki co, wypróbowałam:

1 ozór wołowy
włoszczyzna (marchewka, pietruszka, kawałek selera, cebula)
pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, sól
Ozór dobrze wypłukać, oczyścić, zalać wodą i gotować ok. 1,5 godz; po tym czasie da się już zdjąć z niego skórę, co należy uczynić.
Następnie włożyć obrany ozór do świeżej wody, dodać włoszczyznę i przyprawy i gotować na małym ogniu do miękkości, ok. 1,5 godz.
Miękki ozór polroić na ukośne plastry i polać sosem.
Sos:
łyżka masła
łyżka mąki
kromka chleba razowego
garść rodzynek
skórka otarta z połówki cytryny
2 łyżki octu winnego lub balsamico
sól, cukier
szklanka wywaru z ozoru
Zrobić zasmażkę z mąki i masła, rozprowadzić ją wywarem z ozora, dodać rodzynki, ocet i razowiec.
Gotować, aż chleb się rozgotuje, a rodzynki napęcznieją. Doprawić do smaku solą i cukrem.




































