Dla mnie Nowy Rok i Trzech Króli – to czas chrustu, czyli faworków
Wbrew pozorom robi się je bardzo szybko i prosto i są o niebo lepsze od tych sklepowych (nie mówiąc już o absurdalnych cenach na nie)

Oto wypróbowany od lat przepis:
- ok. 3 szklanek mąki
- 4 żółtka
- pół szklanki jasnego piwa
- 1 łyżeczka masła
- szczypta soli
- Do smażenia – ok 1 kg smalcu
- cukier puder do posypania faworków
Do misy miksera wrzucić mąkę, żółtka, piwo, sól i masło. Wyrabiać ciasto aż się przestanie kleić (dobrze jest zacząć od wsypania 2,5 szklanek mąki a potem dodawać w miarę potrzeby). Po zagnieceniu ciasto włożyć na godzinę do lodówki. Potem wyjąć, przegnieść, podzielić na kawałki i wałkować cienkie placki. Wykrawać z nich radełkiem paski, podzielić je na prostokąty, na środku zrobić nacięcie i przepleść żeby powstał kształt faworka. Gotowe faworki przykryć ściereczką, żeby nie obsychały.
W szerokim rondlu roztopić smalec. Zacząć smażenie dopiero wtedy, kiedy tłuszcz jest rozgrzany tak, że wrzucony faworek natychmiast puszy się i wypływa.
Smaży się faworki z obu stron na złoty kolor. Następnie wyjmuje się je na ręcznik papierowy, żeby ten wchłonął nadmiar tłuszczu. Ja obracam je i wyjmuję przy pomocy dwóch widelców. Następnie przekłada się usmażone i odsączone faworki na paterę i posypuje cukrem pudrem, przesiewając go przez siteczko.
Jeszcze kilka dobrych rad 🙂
Jest sporo dobrych przepisów, ale tak naprawdę trzy rzeczy są tu najważniejsze:
- ciasto musi być CIENIUTKO wywałkowane
- temperatura tłuszczu, na które wrzucamy chrust musi być taka, że faworki wypływają na wierzch NATYCHMIAST
- nie smażyć chruścików zbyt długo, bo będą twarde, mają się tylko ładnie zezłocić













