Druga świeca Adwentowa

Otwórz oczy i zobacz
znów
Bóg się rodzi


Małym bezbronnym
Człowiekiem
Znów rodzą się
Bracia Boga
Bracia Jezusa
Mali bezbronni
chcą się narodzić
by spocząć na dłoniach matki i ojca
jak na pachnącym sianie miłości
Czy będziesz Maryją
Która rąbkiem najczystszej miłości osłoni MIŁOŚĆ
Czy będziesz Józefem
On nie porzuci, choć sam się musi natrudzić
i nic nie znajdzie nad szopę
Obroń Jezusa, bo znów okrutny Herod pozwolił się
uwieść podszeptom lęku chcąc ustrzec władzę
Pomóż im się narodzić

(Julia Stanisława Bakalarz OP)

Witaj święty Mikołaju

Garstka smaku? Szczypta literatury?

Co taka blogerka może dostać od św. Mikołaja?

Przyznajcie, że książka „Sztuka o jedzeniu” Mai i Jana Łozińskich jest bardzo o.k.

Pokazano jak w malarstwie traktowano rzecz równie ważną, co pospolitą: JEDZENIE.

„Stragany pełne jadła, wnętrza jatek, zachwycające martwe natury. Jajka sadzone i bułka, wyglądająca na świeżą i chrupiącą. Francuskie omszałe sery i ułożone na srebrnym półmisku wilgotne ostrygi. Lśniąca od tłuszczu pieczona szynka, rozłupane, gotowe do zjedzenia włoskie orzechy. I wreszcie obfitość kramu z owocami i warzywami, kosze grzybów, fig, gruszek, winogron, czereśni, pęczki szparagów, głowy kalafiora i kapusty, stosy cukinii i kabaczków.

Ową siłę malarskiego rzemiosła z pewnością dostrzeżesz, drogi Czytelniku, podczas lektury tej książki. A zatem – bon appetit!”

Do tej lektury i smakowania piękna setek obrazów o jedzeniu jakże miła będzie kawa w nowym świątecznym kubeczku w renifery i choinki😊

Pierwsza świeca adwentowa

Znów nadszedł czas Adwentu.

Co roku szukam niecierpliwie lektury, która scali całą tę moją krzątaninę, te zakupy, sprzątania, ubieranie choinek, gotowania, pieczenia….

Kto tym razem pomoże ubrać w słowa OCZEKIWANIE?

Trafiły się wiersze siostry Julii Stanisławy Bakalarz, dominikanki, mojej nieomal rówieśniczki, zmarłej w 2010 roku. Urodzona w małopolskiej Lipnicy Murowanej, pierwsze lata życia spędziła w Gosprzydowej k. Brzeska, potem studia psychologiczne na UJ w Krakowie i w końcu zakon Zgromadzenia Sióstr św. Dominika. W czeluściach internetu znalazłam kilka jej wierszy.

Zaczynamy od grudniowego, ośnieżonego przedświtu, wołającego na Roraty:

Powstaje Jutrzenka

gwieździstą kokardą nadziei przepasać

spowite granatem niebo

Idzie Panienka

zgrudniałą ścieżkę ogrzewa

przez zaspy brodzi

Światłem Brzemienna

przez mrok przechodzi

uważnie by nie oślepić

jeszcze nie pora

Nadzieją Promienna

ścieżki prostuje

łagodzi

pagórki znosi

Obchodzi Roratnia

by wszystkich

każdego do Betlejem zaprosić

Dobry czas na pierniczki

Te mroczne, listopadowe dni to dobry czas na pierniczki. Napełnią dom cudownym aromatem, zamknięte w blaszanym, kolorowym pudełku, spokojnie dojrzeją sobie do świąt, no i będzie czas, żeby pobawić się w lukrowanie ich, zanim jeszcze zacznie się szaleństwo świątecznych przygotowań.

Te pierniczki to był eksperyment, wypróbowanie nowego przepisu. Udało się, ale muszę tu zaznaczyć, że są one w smaku inne, niż jesteśmy przyzwyczajeni. Nie są słodkie, jak to sklepowe pierniczki; tyle w nich słodyczy, ile daje miód, no i lukier, jeśli je polukrujemy. Są takie „wytrawne”, „pierne” (jak to dawniej piernik musiał mieć dużo pieprzu i przypraw korzennych). Ale do zimowej herbaty z cytryną i pomarańczą są idealne. Są kruche i chrupiące. Mnie się spodobały.

  • 500 g mąki pszennej
  • 300 g miodu naturalnego
  • 200 g masła
  • 1 jajko
  • Opakowanie przyprawy do pierniczków (18g)
  • Łyżka kakao
  • Łyżeczka sody
  • Łyżeczka proszku do pieczenia

Miód i masło podgrzewamy i zostawiamy do przestygnięcia.

Do ciepłej jeszcze masy dodajemy jajko, mieszamy.

W osobnej misce łączymy wszystkie suche składniki.

Następnie łączymy składniki suche i mokre, mieszamy.  W miarę mieszania zacznie się wiązać ciasto, wcale nie trzeba będzie go zagniatać. Formujemy go w kulę, przykrywamy folią i odstawiamy do lodówki na 12 godzin.

Potem wałkujemy ciasto dość cienko, wycinamy wybrane kształty. Jeśli chcemy powiesić pierniczki na choince, pamiętajmy, aby zrobić w surowym pierniczku dziurkę (np. słomką do napoi).

Przekładamy pierniczki na blachę wyłożoną pergaminem i pieczemy każdą partię ok. 10 minut w temp. 180 st. C.

Wyjmujemy z pieca, zdejmujemy z blachy kiedy troszkę przestygną, po ok. 2 minutach, bardzo uważając, bo na początku są kruchutkie.

Kiedy wystygną można polukrować.

Filiżanki Marii Konopnickiej

Ten rok – to dla mnie rok filiżanek. Zdecydowanie.

Dziś będzie trochę o filiżankach w Żarnowcu, w dworku darowanym Marii Konopnickiej przez naród. Kiedy się zobaczy dworek, można się zachwycić. Wprawdzie jest niewielki, drewniany, trochę ciemny wewnątrz, ale ma urok i wdzięk, emanuje spokojem. Dobrze by się w nim czytało, marzyło… Dobrze byłoby w nim pomieszkać.

Jak tam było?

Może tak, jak przedstawiła to Dorota Ponińska w książce „ Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej”:

Maria odkłada szwajcarską szczotkę na blat to­aletki. Jej włosy są tak dobrze wyszczotkowane, że lśnią. Sięga po grzebienie i upina wysoko kok. Dziś czuje się trochę lepiej. Postanawia ubrać się i wyjść choć na werandę.

Po porannej toalecie Maria w codziennej, brązo­wej sukni idzie do kuchni. Od wielu lat nie trzyma żadnej służącej, domem i przygotowaniem posiłków zajmuje się sama. Razem z posiadłością w Żarnowcu otrzymała parę starych dozorców, którzy mieszkają w pomieszczeniach gospodarczych, na skraju par­ku, ale wykorzystuje ich tylko do grubszych prac ogrodowych, porządkowych i do noszenia drewna. Kuchnię woli mieć dla siebie.

Nastawia kawę w miedzianej maszynce z palni­kiem spirytusowym, od razu dla nich obu.

W drzwiach białej, schludnej kuchni staje uśmiechnięta Dulębianka.

  • Wiesz — mówi Maria — wczoraj wspominałam przez cały dzień biedną Elizę…
  • Ja też.
  • …i to otworzyło we mnie jakąś rzekę wspo­mnień. Dziś zalewają mnie od rana.
  • O czym myślałaś?

Kawa się zaparzyła. Maria sięga po dwie białe filiżanki, odkręca miedziany kranik, napełnia je aromatycznym, parującym naparem, dodaje śmie­tankę.

  • O tym, jak się poznałyśmy… — odpowiada i podaje przyjaciółce jedną z filiżanek. — Chodźmy na werandę.

Wychodzą z kuchni korytarzykiem na lewo, wprost na obszerną, drewnianą werandę. Jest za­daszona, ale przewiewna. Zawieszona nad morzem zieleni, bo od tej strony na tyłach domu jest skarpa, porośnięta dziką częścią parku. Siadają na swoich ulubionych miejscach — Maria na lekkiej kanapie okrytej wzorzystym pledem, a Dulębianka w ple­cionym koszu plażowym — jednym z darów jubile­uszowych. Piją kawę i patrzą w dal, na zielone liście drzew, które zasłaniają horyzont.

— Widzę, że dziś ci lepiej — odzywa się. — To świetnie. — I zakłada za ucho kosmyki krótkich włosów.

Kawa jest wyborna, lekki wiatr kołysze młodymi listkami drzew.

Taaak. Mogło być tak.

Tylko że filiżanki chyba nie takie były. Nie białe.

Kiedy wchodzimy do salonu, trudno się nie zachwycić dużym, masywnym, przeszklonym kredensem, pełnym porcelany. Serwis obiadowy, serwis do kawy i herbaty, pojedyncze filiżanki, kolorowe szklanki, porcelanowe figurki, kiedyś tak modne…

Wzruszające jest to, że podarowano Marii nie tylko dom, ale i pełne jego wyposażenie, wszystkie potrzebne sprzęty, obrusy, książki, akcesoria na biurko, garnki do kuchni i porcelanę stołową. Nawet zachwycający kobiecy strój ludowy.

Nie dopytałam się z jakiej wytwórni są serwisy porcelanowe; pani przewodniczka mówiła, że z czeskiej manufaktury, miałam o to dokładniej wypytać, ale w ferworze zwiedzania, umknęło mi to.

Wydaje mi się, że nie jest to jednorodny komplet. Serwis obiadowy (prawie jestem tego pewna) pochodzi z fabryki Ohme-Szczawienko: te charakterystyczne wycięcia w zęby, w talerzach!

Fabryka ta, położona w pobliżu stacji kolejowej Sorgau (Nieder-Salzbrunn, obecnie Szczawienko), na trasie Wałbrzych – Wrocław i w bliskim sąsiedztwie zamku Książ, została wybudowana przez Hermanna Gustava Ohme, biznesmana z Wałbrzycha i produkowała porcelanę stołową od 1882 do 1930 roku.

Być może również filiżanki w niebiesko-fioletowe kwiatuszki i ptaszki (takie jak na serwisie obiadowym) są z tej wytwórni; Ohme produkowało również taki walcowaty kształt filiżanek, choć nie był on dominujący w jego ofercie.

Ale nie można wykluczyć, że filiżanki pochodzą z manufaktury Pirkenhammer; to fabryka porcelany założona w 1803 roku przez Friedricha Holkego i JG List. Znajdowała się w Czechach, obecnie Brezova, Czechosłowacja. Firma produkowała naczynia stołowe, zazwyczaj zdobione widokami i kwiatami.

Ale ta filiżanka to chyba już inna bajka:

Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z manufakturą R.S. Prussia.

Secesyjny spodeczek w kształcie liścia, zielonkawo-seledynowa malatura, złocenia – to elementy porcelany z Tułowic – Tillowitz, produkowanej przez Arnolda Schlegelmilcha od 1889 do 1934 roku.

Wszystko stałoby się jasne, gdyby można było zobaczyć sygnatury na porcelanie, co w muzeum proste nie jest.

Mam jednak nadzieję, że uda mi się rozszyfrować tajemnicę żarnowieckiej porcelany, poprosiłam o pomoc kogoś, kto może mi w tym pomóc.

A na zakończenie opowieści porcelanowy wiersz Marii Konopnickiej „Kubek”

Z jednego kubka ty i ja

Piliśmy onej chwili,

Lecz że nam w wodę padła łza,

Więc kubek my rozbili.

I poszli w świat, i poszli w dal,

Osobną każde drogą,

Ani nam szczątków onych żal.

Co zrosnąć się nie mogą…

Dziś, kiedy w skwary znojnych susz

Samotne kroki niosę,

Gwiazdy mi jasne z złotych kruż

Podają srebrną rosę.

Lecz wiem, że w żadnej z gwiezdnych czasz

Nie znajdzie się ochłoda,

Jaką miał prosty kubek nasz,

Gdzie były łzy – i woda.

Rogale świętomarcińskie gotowe

Jak się robi coś co roku, od siedemnastu już lat, to chyba można już to nazwać tradycją.

A więc witajcie, moje tradycyjne rogale świętomarcińskie!

Przepis – co roku taki sam: https://garstkasmaku.home.blog/2021/11/11/rogale-swietomarcinskie-3/

Jeszcze tylko coroczne pytanie: czy św. Marcin przyjedzie na białym koniu?

W tym roku nie, na śnieg nie ma szans, póki co. Cieszymy się złotą jesienią, choć trochę zamgloną.

Kruchość wszystkiego wokół nas i w nas

Takie to już są te listopadowe dni, kiedy wszystko przypomina nam o przemijaniu.

Pasuje na ten dzień wiersz tegorocznej laureatki Nike, Urszuli Kozioł; krucha porcelana filiżanki, kruchy człowieczy profil….

Krucha uroda chińskiej filiżanki

którą właśnie podnosisz do ust

krucha uroda twojego profilu

jedno i drugie przez moment swą ramką

owiewa delikatny aromat herbaty.

Żurek z prawdziwkami

Mamy i złotą polską jesień i wysyp grzybów. Prawdziwki można kupować w ciemno, są zdrowiuteńkie, żaden nie jest robaczywy. Jem na co dzień i zaczynam już grymasić i wyszukiwać nowe przepisy. Trafiłam na przepis p. Magdy Gessler: krem grzybowy na zakwasie z żurku.

Nie wiem, czemu nazwała ona tę zupę kremem, bo nie jest miksowana, ale jest pyszna, polecam!

  • Garść prawdziwków
  • masło
  • Ok. 1 litra wody lub rosołu
  • Żurek
  • Śmietana (gęsta)
  • Kieliszek wódki
  • Pieprz, sól

Grzyby kroimy i dusimy na maśle.

Gdy są miękkie, zalewamy wodą (lub rosołem). Gotujemy

Dodajemy żurek (trzeba próbować ile go dać, żeby nie zdominował grzybów).

Dodajemy wódkę i śmietanę, doprawiamy pieprzem i solą.

Mocium Panie – kuchnia literacka

Któż z nas nie pamięta „Zemsty” Aleksandra Fredry!

Ta komedia miała swój autentyczny pierwowzór i miejsce akcji: Odrzykoń na Podkarpaciu nieopodal Krosna.

Pomysł utworu zrodził się w 1829 r, kiedy to ówczesny ka­pitan armii napoleońskiej, hrabia Aleksander Fredro dzięki małżeństwu z Zofią Jabłonowską, został właścicielem zamku odrzykońskiego. Przeglądając archiwalia swego ma­jątku, natrafił na akta procesowe właścicieli zamku z pier­wszej połowy XVII wieku. Wynikało z nich, że Piotr Firlej i Jan Skotnicki toczyli ze sobą wieloletni spór, któremu kres położył dopiero ślub zawarty w 1630 r. przez wojewodzica Mikołaja Firleja z kasztelanką Zofią Skotnicką.

Jak widać, z zamku pozostały jedynie ruiny, ale dość ich sporo i prace restauracyjne trwają, choć idą dość opieszale. Można jednak tam pochodzić, w jednej z zachowanych komnat wiszą nawet portrety hrabiego Fredry i jego żony Zofii.

Będąc tam, liczyłam na obiad w restauracji „Mocium Panie – kuchnia na zgodę” (położonej u podnóża wzgórza zamkowego), ale okazała się zamknięta na głucho. Ponoć tylko w weekendy jest otwarta. Szkoda, bo menu (opublikowane na Facebooku) było obiecujące, choć głównym daniem wydaje się być pizza o fredrowskich nazwach.

Pewnie dla paru osób zwiedzających w tygodniu zamek nie opłaca się prowadzić restauracji. Ale gdyby tak nastawić się tylko na 1-2 potrawy regionalne, może by się udało? Nie od razu lokal musi być na wielką skalę, tak myślę.

A tak w ogóle, film „Zemsta” A. Wajdy był kręcony nie tutaj, lecz w zamku w Ogrodzieńcu w Małopolsce na szlaku orlich gniazd.

Jesienna sałatka

Na powitanie jesieni kolorowa, czerwono-burgundowa, prześwietlona słońcem, sałatka z konserwowych buraków startych na wiórki.

Tak, to już te kolory zaczynają rządzić: intensywne, nasycone, dojrzałe i piękne.

Sałatka jest prosta, możliwe są różne warianty, dziś – najprostsza z możliwych.

  • Słoiczek buraczków konserwowych startych na wiórki
  • Słodka cebula
  • Kiszony ogórek
  • Czerwona słodka papryka
  • Sól, grubo młotkowany pieprz
  • Olej rzepakowy

Buraczki odcedzić.

Cebulę, paprykę i ogórka pokroić w cienkie półplasterki.

Wymieszać z buraczkami

Doprawić szczyptą soli i pieprzu, skropić olejem.

Dobrze sałatce zrobi, jak odpocznie w lodówce trochę.