Galicja przesiąknięta jest klimatem Wiednia, stąd też restauracja Wiedeńska cieszy się w moim mieście sporą sympatią.
Utrzymana jest w bordowym, cesarskim kolorze, ze złoceniami; jest elegancko

Na początek miła niespodzianka: podano nam czekadełko – omletowy pasztecik z zielonym sosem i sałatą

W menu jest specjalna karta z daniami wiedeńskimi i właśnie je postanowiłyśmy przetestować.
Ja zamówiłam Kociołek wiedeński, czyli efektownie podany, w miedzianym rondelku, rosół wołowy ze sztuką mięsa i warzywami, osobno talerz z grubo krojonym, ładnie zwiniętym w gniazdka makaronem, osobno miseczka ugotowanych, startych na tarce ziemniaków oraz sos chrzanowy w sosjerce. Super! aczkolwiek mnie wydawał się rosół nieco zbyt słony, ale może to wynika z tego, że ja w ogóle raczej oszczędnie solę potrawy.


Tym razem nie oparłam się chęci na deser; zamówiłam „cesarzowy miszmasz czyli omlet austryjacki na słodko”, myśląc że będzie to tradycyjny wiedeński omlet Sissi, szarpany (w kawałkach), z rodzynkami i sosem owocowym. Ale nie. Był to zwykły, okrągły, plackowy omlet i to niezbyt puszysty.

Marta zamówiła sznycel wiedeński, i kiedy go zobaczyłyśmy, to najpierw zamarłyśmy, a potem obydwie tylko głośno westchnęłyśmy. Bo był olbrzymi, na całą wielkość dużego talerza! Nie oparłyśmy się pokusie zmierzenia go:) telefonem komórkowym:) ok. 21 cm średnicy, proszę państwa! Ale był przepyszny!
Do tego – sałatka ziemniaczana, też znakomita.


A na deser tort Sachera, pięknie podany, ale bez warstwy morelowej, i jak dla mnie, zbyt suchy.

Subiektywne spojrzenie Marty z drugiej strony stołu.
Największy schabowy świata. Kotlet był smaczny, miękki, z chrupiącą panierką. Na pewno smażony na maśle, to ważna informacja dla tych, który dbają o takie szczegóły. Sałatka ziemniaczana też nie dawała powodów do czepiania się. Ziemniaki były miękkie, z dodatkiem czerwonej cebulki i lekko czosnkowego dressingu.
Tort Sacher, który tak nie do końca był wiernym odzwierciedleniem, tego który jadłam parę lat temu w Wiedniu. Brakowało w nim morelowego powidła. Ale ogólnie całkiem pozytywne wrażenie. Cały deser był pięknie podany z dodatkami gorzkiej i mlecznej czekolady, sosem truskawkowym.
********
Jeszcze kilka moich uwag na koniec.
Pewnie się domyślacie, że nie będą zbyt pozytywne.
Dotyczą one obsługi. Już raz byłam w tej restauracji, i po raz drugi spotkałam się z tym, że kartę menu pan kelner podał najpierw osobie wyraźnie młodszej. Bałabym się tam pójść z kimś na jakiś oficjalny obiad; ktoś mógłby poczuć się urażony, i chyba słusznie.
Ponadto dostałam kartę menu, która zaczynała się od deserów. Najpierw myślałam, że kelner pomylił się, ale szybko okazało się, że to tylko źle zszyte strony, w złej kolejności, wymieszane ze sobą. W tej klasie restauracji? („Wiedeńska” uważana jest za jedną z najlepszych w Tarnowie).
I nie na każdym stoliku stały kwiaty; na naszym akurat nie.






































