Moje racuszki z jabłkami

Moje? czyli jakie? inne niż tradycyjne?

No, troszkę inne.

Inne – bo bez mleka.

Na ogół nigdy nie mam mleka w domu, bo go po prostu nie lubię.

Dlatego racuszki czy naleśniki robię na bazie wody mineralnej, nie mleka.

Też są pyszne

moje_racuszki_z_jabkami

Przepis – na oko

Na 1 jabłko potrzeba ok. 20 dag mąki, 2 jajka, szklankę (albo trochę więcej) wody mineralnej, szczyptę soli, 3 łyżeczki cukru.

Roztrzepujemy trzepaczką w głębokiej misce jajka, mąkę i wodę, dodajemy sól i cukier.  Ma to mieć konsystencję śmietany, w razie potrzeby dodajemy więcej mąki lub więcej wody.

Dokładamy obrane i pokrojone na małe kawałki jabłko.

Smażymy placuszki na rozgrzanym oleju na patelni, po obu stronach, wlewając porcje małą chochelką.

Przekładamy na talerz, oprószamy cukrem pudrem.

Ciasteczka bostońskie L.M. Montgomery

Szukałam przepisów kuchni bostońskiej (z uwagi na przygotowywaną imprezę, o której wkrótce) i tak, po nitce do kłębka, w moje ręce wpadł przepis z książki, która od dawna stoi na mojej półce: „Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Przepisy L.M. Montgomery” autorstwa: Elaine i Kelly Crawford.

ciasteczka_bostoskie

Przepis pyszny, prościutki i tak reklamowany przez autorki:

„Jedna z gospodyń Maud zauważyła, że często się ją prosi o upieczenie ciasteczek bostońskich. Słój z ciastkami w domu Macdonaldów był bezustannie opróżniany!”

 

Moi goście byli zachwyceni.

To co, startujemy!

 

kostka masła

1 i 1/2 szklanki brązowego cukru

3 jajka

1 łyżeczka sody rozpuszczona w 1 i 1/2 łyżki gorącej wody

3 i 1/2 szklanki mąki

pół łyżeczki soli

łyżeczka cynamonu

1 szklanka posiekanych orzechów włoskich

1 szklanka rodzynek

 

Masło ucieramy dodając stopniowo cukier i jajka.

Dodajemy rozpuszczoną w gorącej wodzie sodę oraz partiami – mąkę (z solą i cynamonem), następnie rodzynki i orzechy.

Całość mieszamy, chwilę schładzamy w lodówce, ot, tyle by piekarnik zdążył się nagrzać do 180 st. C.

Niewielkie porcje ciasta (wielkości łyżeczki lub ciut większe, zależy czy lubicie ciasteczka małe czy trochę większe) kładziemy w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem. Każdą partię pieczemy ok. 15 minut.

Studzimy, po czym przekładamy ciasteczka do słoja lub puszki – to ważne, bo wtedy będą cudownie miękkie).

I smacznego!

Każdy ma swoją ulubioną szarlotkę

Moja ulubiona jest z kruchego ciasta, z cukrową posypką, a jabłka kładę na ciasto tylko utarte, bez ich podsmażania czy duszenia.

Jest idealna.

30 dag mąki

15 dag cukru

10 dag masła

1 jajko

2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany

1 łyżeczka proszku do pieczenia

Szczypta soli

 

I na nadzienie:

3 duże jabłka odmiany szara reneta

4 łyżki cukru

Łyżeczka cynamonu

 

Składniki ciasta umieszczamy na stolnicy i wyrabiamy ciasto, siekając nożem, a kiedy składniki będą już dobrze rozdrobnione i połączone ze sobą, zagniatamy szybko ciasto. Wkładamy do lodówki, aby oziębiło się.

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C.

Blachę do wypieku wykładamy pergaminem.

Jabłka obieramy, trzemy na tarce o grubych oczkach. Mieszamy z cukrem i cynamonem.

Ciasto wyjmujemy z lodówki i dzielimy na pół.

Każdą połówkę wałkujemy na prostokąt o wymiarach blachy.

Jedną rozwałkowana połówkę dajemy na dno foremki, rozkładamy na cieście jabłka, przykrywamy drugim rozwałkowanym ciastem.

Posypujemy z wierzchu grubym cukrem kryształem, który dociskamy lekko dłonią do ciasta.

Nakłuwamy ciasto zaostrzonym patyczkiem.

Pieczemy ok. 40-50 minut.

 

Regionalne ciastko tertilówka

Nazwane na cześć burmistrza Tarnowa z początku XX wieku, Tadeusza Tertila. Każdy prawdziwy tarnowianin wie, kim on był, ile mu Tarnów zawdzięcza. Kawiarnia i cukiernia „Tatrzańska” (istniejąca od 1859 roku, choć obecną nazwę nadano jej dopiero w 1936 roku) wprowadziła do swojej regionalnej oferty to ciasteczko: murzynek z bitą śmietaną i śliwkami w polewie czekoladowej.

Receptura jest oczywiście zastrzeżona, ale degustacja pozwoliła na wierne odtworzenie smaku i drobne korekty, tak, że jest to obecnie moja autorska – jako tarnowianki – wersja tertilówki. Zapraszam!

b_tertilwka

Murzynek:

3 jajka

1 i 1/2 szklanki mąki

1 i 1/4 szklanki cukru

łyżeczka proszku do pieczenia

3/4 kostki masła

2i 1/2 łyżki ciemnego kakako

10 łyżek wody

pół szklanki chipsów czekoladowych (lub pokrojonej drobno gorzkiej czekolady)

 

Masło, cukier, kakao i 5 łyżek wody włożyć do rondla i zagotować. Masę wystudzić, po czym dodać do niej żółtka jajek, mąkę, proszek do pieczenia oraz 5 łyżek wody. Wymieszać.

Ubić pianę z białek, wymieszać z masą, dodać czekoladowe chipsy, przełożyć na blachę wyłożoną papierem pergaminowym, piec w 180 st. C ok. pół godziny. Trzeba uważać, by nie przesuszyć ciasta.

Wyjąć, wystudzić.

 

 

2 łyżeczki żelatyny rozpuścić w gorącej wodzie, dobrze wystudzić.

500 ml śmietany 36% ubić na sztywno, dodać 2 czubate łyżki cukru pudru, dodać wystudzoną żelatynę.

 

Teraz zaczynamy składanie ciasta:

Odkroić cieniutką wierzchnią warstwę ciasta, posmarować ciasto kilkoma łyżkami konfitury z płatków róży.

Nałożyć ubitą śmietanę.

Włożyć do lodówki na kilka godzin.

 

Zrobić czekoladową polewę:

200 g gorzkiej czekolady

50 g masła

50 g śmietanki 30%

Rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej, dodać masło i śmietankę, mieszać aż całość połączy się jednolitą masę.

 

Następnie 20 dag śliwek suszonych bez pestek pokroić, skropić rumem.

Ułożyć śliwki na wierzchu ciasta, po czym oblać całość czekoladową polewą.

Włożyć do lodówki jeszcze raz na kilka godzin.

I gotowe.

 

Bardzo szybki mazurek różany

Jest przepyszny, i tak szybko się go robi. Najdłużej właściwie schodzi dekorowanie, zwłaszcza, że mazurki lubią symetrię w ozdabianiu. Smak konfitury z płatków róży jest bardzo wyraźny, pewnie dlatego, że daje się ją do ciasta, nie do nadzienia.

mazurek różany

mazurek różany

3 jajka
1 szklanka cukru
2 łyżki konfitury z płatków róży
10 dag mielonych migdałów
8 dag tartej bułki
na lukier:
białko
ok. 1 szklanki cukru pudru (lub trochę więcej) tak aby lukier był dość gęsty
do ozdoby: morele, migdały, płatki migdałowe, skórka pomarańczowa kandyzowana, listeczki bukszpanu

Całe jajka utrzeć z cukrem i konfiturą z róży.
Dodać mielone migdały i tartą bułkę, wymieszać.
Nagrzać piekarnik do 180 st. C.
Wyłożyć blaszkę papierem pergaminowym, rozłożyć równo ciasto, włożyć do nagrzanego piekarnika, piec ok. 20 minut, sprawdzić patyczkiem czy jest upieczone (wbity patyczek powinien być suchy). Trzeba tutaj uważać, żeby nie przesuszyć zbytnio ciasta.
Przestudzić upieczone ciasto. Delikatnie zdjąć pergamin, przełożyć ciasto na deseczkę czy paterę, na której będzie podawane.
Przygotować lukier: rozetrzeć w makutrze białko z cukrem pudrem na gładką, płynną masę. Nałożyć lukier na mazurek. Ozdobić mazurek bakaliami.

Zostawić do zastygnięcia lukru.

Ciasto z orzechami i chałwą Yotama Ottolenghi

ciasto chałwowe

Składniki na ciasto:

85 g masła

80     cukru

2 jajka

200 g mąki

3/4 łyżeczki proszku do pieczenia

3/4 łyżeczki sody

130 g gęstej śmietany

szczypta soli

 masło do posmarowania formy

oraz składniki na nadzienie:

60 g masła

120 g orzechów dość drobno posiekanych (ja wzięłam mix orzechów z Lidla)

1 łyżeczka cynamonu

25 g ciemnego cukru muscovado

170 g chałwy, pokrojonej w kostkę

 

Nadzienie: W rondelku rozpuszczamy masło.

Dodajemy cynamon i orzechy. Mieszamy i rozdzielamy do dwóch misek.

Do jednej dodajemy cukier muscovado.

Ciasto:

Rozcieramy w mikserze masło z cukrem. Dodajemy jajka i miksujemy dokładnie.

Miksując dodajemy my mąkę, proszek, sodę i sól oraz śmietanę.

Prostokątną foremkę smarujemy odrobiną masła i wykładamy papierem do pieczenia.

Do formy wykładamy połowę ciasta. Jest klejące, więc wygładzamy je zmoczoną w wodzie łyżką.

Rozkładamy na cieście orzechy z masłem, te bez cukru muscovado.

Na orzechy rozsypujemy kostki chałwy.

Przykrywamy drugą częścią ciasta.

Całość posypujemy drugą częścią orzechów tą z masłem i z cukrem.

Wkładamy ciasto do piekarnika nagrzanego do 180 st. C.

Pieczemy ciasto ok. 45 minut, sprawdzamy patyczkiem czy jest gotowe.

Trzeba uważać by zbytnio ciasta nie wysuszyć.

Wyjmujemy z pieca. Studzimy.

Kłopoty z pączkami w powieści L.M. Montgomery

Uwielbiam wynajdywać kulinarne tropy w literaturze.

A szaleństwo pączkowe w Tłusty Czwartek musiało znaleźć swoje odbicie w literaturze.

Przypomniałam sobie czytane niegdyś bez opamiętania książki L.M. Montgomery, nie tylko cykl o Ani z Zielonego Wzgórza, ale i inne, i przyszła mi na myśl Jane, mała dziewczynka z Toronto, z rozwiedzionej rodziny, którą babka wychowywała w nienawiści do ojca. Bogata babka chciała by Jane była sztywna i dystyngowana, jak i ona sama. A Jane chciała być inna, i na przykład bardzo lubiła kręcić się w kuchni, przy służbie, obserwując pilnie proces gotowania i pieczenia.

W końcu losy jej potoczyły się zupełnie inaczej, niż chciała tego babka.

Jane jedzie na Wyspę Księcia Edwarda, na spotkanie z ojcem.

Tam prowadzi mu dom i uczy się gotować.

 

Posłuchajcie, jakie z tym były perypetie: zapraszam na kawę, tłustoczwartkowego pączka i lekturę:

pączki i L.M. Montgomery

„Za pomocą „Kuchni dla początkujących”, rad pani Jimmy Johnowej i własnej obrotności Jane nauczyła się zadziwiająco szybko piec zadzi­wiająco dobre kruche ciasto. Bez skrępowania radziła się pani Johno­wej, ale wolałaby umrzeć, niż zapytać o coś ciotkę Irenę. Pani Johnowa była osobą mądrą, łagodną, pełną życzliwości i ciepła. Na Lantern Hill cieszyła się opinią kobiety, która niczym się nie przejmuje, nawet przygotowaniem kolacji na zebranie kościelne. Nie śmiała się, kiedy pobladła i zrozpaczona Jane wpadała i mówiła, że placek oklapł albo że cytrynowy krem rozlał się po całym półmisku i tata oglądał to z rozba­wieniem. Prawdę mówiąc, Jane, mimo wrodzonych kucharskich talen­tów, zrobiłaby dużo więcej błędów, gdyby nie pomoc pani Jimmy Johnowej.

—    Ja bym wsypała czubatą łyżkę stołową mączki ziemniaczanej zamiast płaskiej — radziła pani Johnowa.

—    Ale tu jest napisane, że wszystkie składniki mają być w równych porcjach — odpowiedziała z powątpiewaniem Jane.

—    Nie zawsze trzeba robić tak jak w książce — wtrącił Jardowy Krok, który, jak wszyscy, był bardzo zainteresowany postępami Jane. — Użyj swego sprytu. Kucharzy się nie robi, oni się rodzą, zawsze to mówiłem, a ty jesteś urodzoną kucharką, albo strasznie się mylę. Te klopsiki z dorsza, co zrobiłaś przedwczoraj, były pierwsza klasa.

Dzień, w którym Jane bez niczyjej pomocy przyrządziła na obiad pieczeń z jagnięcia w sosie, groszek w śmietanie i pudding, który mógłby zjeść nawet wujaszek Tombstone, był najwspanialszym dniem jej życia. Co to było za przeżycie, gdy tata podał swój talerz mówiąc: „Jeszcze trochę tego samego, Jane. Co za znaczenie mają hipotezy o budowie planet lub teoria kwantów w porównaniu z takim obiadem? No, no, Jane, chyba nie powiesz, że nie znasz teorii kwantów. Kobieta może nic nie wiedzieć o hipotezach dotyczących budowy planet, ale teoria kwantowa jest niezbędna do właściwego funkcjonowania dobrze prowadzonego domu”.

Jane nie martwiła się, kiedy tata z niej żartował. Jeśli nic nie wiedziała o teorii  kwantów, to wiedziała na pewno, że pudding był bardzo dobry. Przepis dała jej pani Duża Donaldowa. Jane specjalizowała się w zbiera­niu przepisów i uważała dzień za stracony, jeśli nie udało jej się zdobyć jakiegoś i zapisać go na czystych stronicach „Kuchni dla początkują­cych”. Nawet pani Snowbeam dala jej jeden — na pudding z ryżu.

—    Jedyny, jaki jadamy — wyjaśnił Mały John. — Ten jest tani.

Mały John zawsze przychodził „na wyskrobywanie”. Miał jakiś szósty

zmysł, który podpowiadał mu, kiedy Jane będzie robić tort. Snowbeamów ogromnie rozweseliło to, że Jane wszystkim kuchennym przyrządom dała imiona. Czajnik, który zawsze podskakiwał, gdy woda zaczynała wrzeć, nazywał się Tipsy, patelnia — pan Muffet, miska do mycia naczyń — Polly, garnek do mięsa — Tymoteusz, wałek do ciasta — Tillie Tid.

 

Ale Jane przeżyła swoje Waterloo, gdy zdecydowała się usmażyć pączki. Wszystko wydawało się takie łatwe… a później nawet Snowbeamowie nie byli w stanie zjeść rezultatów jej wysiłku. Jane, zdecydowana nie poddawać się, próbowała znowu i znowu. Wszyscy byli ogromnie zainteresowani jej kłopotami z pieczeniem pączków. Pani Jimmy Johnowa nie szczędziła rad, mama Min też podsunęła to i owo. Sklepikarz z Corners specjalnie przysłał jej nowy rodzaj smalcu. Jane próbowała smażyć na patelni i w garnku, ale wszystko na próżno. Wredne pączki za każdym razem opijały się tłuszczem. Jane dręczyła się tym tak bardzo, że nie sypiała po nocach.

—    Tak dłużej nie można, moja uwielbiana Jane — oświadczył tata. — Czy nie wiesz, że nie należy zamartwiać się na zapas? Poza tym ludzie zwracają mi uwagę, że jesteś za poważna jak na swój wiek. Stań się więc pieśnią wietrzyka, moja Jane, i nie myśl już więcej o pączkach.

 

I rzeczywiście, Jane nigdy nie nauczyła się robić prawdziwie dobrych pączków. To skłoniło ją do zachowania pokory i nie dopuściło do popisywania się, gdy przyjeżdżała ciotka Irena. A ciotka odwiedzała ich często, czasem nawet zostawała na noc. Jane z niechęcią lokowała ją w swym ukochanym pokoju gościnnym.”

Dlaczego nie smażę pączków?

Nie chodzi o to, że dbam o linię, nie, nie. Rzecz jasna, miło byłoby mieć sylwetkę modelki, ale w pewnym wieku jest to już raczej niemożliwe:)

I tym to tak bardzo się nie przejmuję.

I pączki lubię (od czasu do czasu, ale koniecznie z lukrem i różą w środku).

I jutro na pewno pączka zjem (i oby się na jednym skończyło! Już dziś obawiam się, że to niemożliwe, ha ha!)

Powody, dla których sama osobiście pączków nie robię, są zasadniczo dwa:

Po pierwsze: nie ma w mojej kuchni wyciągu.

I nie będzie, bo w bloku nie można podłączyć się do pionów wentylacyjnych, a okap absorpcyjny nie zdaje egzaminu (owszem, poprawia nieco dramatyczną sytuację smażalnianych wyziewów, ale nie do końca).

Po drugie: nie miałby kto tych moich pączków zjeść.

Bo przecież nie da się zrobić dwóch czy nawet czterech pączków tylko, a pączek nie zjedzony w danym dniu jest już na drugi dzień do niczego.

Tak więc nawet nie próbuję, tylko w Tłusty Czwartek ustawiam się grzecznie w kolejce w cukierni.

I już dziś zapraszam na jutro, na literacką przygodę z pączkami:)

Chrust kruchuteńki jak gałązki na mrozie

Mój przepis na chrust jest bardzo prosty, a chrust wychodzi kruchutki, cieniutki i delikatny, rozpływający się w ustach.

chrust 2016

Tajemnica tkwi w jednym składniku: to dodanie do ciasta piwa powoduje niezwykłą delikatność ciasta. No i trzeba się przyłożyć do wałkowania, ciasto naprawdę powinno być cieniutkie.

Moja mama była mistrzynią wałkowania; jej wywałkowane płaty ciasta były cieniutkie i równiutkie. Ja na razie ciągle jeszcze trochę nieudolnie próbuję ją naśladować. Zdradzę wam jeszcze jedną jej tajemnicę przy wałkowaniu: do podsypywania ciasta najlepiej używać mąki krupczatki, bardzo ułatwia wałkowanie, a jednocześnie nie wiąże się tak łatwo z ciastem, nie zmienia jego struktury.

To zapraszam do pracy:

ok. 3 szklanek maki

4 żółtka

0,5 szkl. jasnego piwa

1 łyżeczka masła

szczypta soli

1 kg smalcu do smażenia

cukier puder do posypania

Mąkę, żółtka, piwo, sól i masło wrzucić do miksera, wyrabiać ciasto aż się przestanie kleić. Po zagnieceniu ciasto włożyć na ok. kilka godzin do lodówki. Potem podzielić na kawałki i wałkować cienkie placki. Wykrawać paski, na środku zrobić nacięcie i przepleść żeby wyszedł kształt faworka.

Rozgrzać dobrze smalec, smażyć faworki z dwóch stron na złoty kolor, osączyć z tłuszczu, posypać cukrem pudrem.

Piernikowe naguski czekają na lukier

Kiedy się wchodzi do mnie do domu – korzenny zapach pierniczków oszałamia.

Upieczone, leżą sobie brązowe naguski: gwiazdki, serca, anioły, choinki – i czekają na lukier.

Lukier będzie biały, zawsze tylko biały, i może jeszcze srebrne lub złote perełki. To się zobaczy.

Nie schodzi długo z ich pieczeniem, może troszkę dłużej z lukrowaniem, ale za to ten zapach! I uroda tak przystrojonej choinki! Nie do przecenienia.

Pierniczki są cienkie i  kruche

piernikowe naguski

Pół kostki masła

Pół kostki margaryny

¾ szklanki brązowego cukru

Pół szklanki białego cukru

3 szklanki mąki

3 łyżki mąki ziemniaczanej

1 jajko

2 łyżki miodu

Szczypta soli

1 czubata łyżka przyprawy do pierników (najlepiej zrobić samemu mieszankę: cynamonu, mielonych goździków, mielonego ziela angielskiego, imbiru)

Masło i margarynę utrzeć z cukrami, dodać jajko i miód, dobrze rozetrzeć.

Wymieszać mąkę z mąką ziemniaczaną, solą i przyprawą do pierników, dodawać do masy, ucierając.

Wyrobić ciasto, zawinąć w folię i schłodzić przez godzinę w lodówce.

Piekarnik rozgrzać do 180 st. C.

Wałkować partiami ciasto, wycinać pierniczki (jeśli mają być wieszane na choince nie można zapomnieć o zrobieniu dziurki na wstążeczkę – np. słomką do coctaili), układać ciastka na blasze na papierze pergaminowym.

Piec 10-12 minut, aż zaczną lekko rumienić się na brzegach.

Wyjąć blachę z pieca, chwilę przestudzić i dopiero wtedy zdejmować łopatką ciasteczka, uważając bo na początku są miękkie i łamliwe.

Kiedy zupełnie wystygną można zacząć lukrować.

Ale bez lukru też są dobre.