Dowiedziałam się o kurdybanku kilka dni temu, że w ogóle takie ziele istnieje! I ba! Rośnie to zioło w Polsce szalenie bujnie, prawie jak chwast, a jest cenne, i wykorzystywane jako ulubiona przyprawa od dawien dawna.
Jego pełna nazwa to bluszczyk kurdybanek, ale występuje również pod innymi, regionalnymi nazwami, jak kudroń, kondratek czy kocimonda.
A kartoflanka, którą prezentuję pochodzi z kuchni podkarpackiej (studiuję właśnie przepisy tej kuchni).

Mamy zimę, więc kurdybanek, który trafił do mojej zupy, jest w postaci suszonej, ale na wiosnę spróbuję poszukać tej rośliny na łąkach.
Składniki na 2-3 porcje zupy:
4 ziemniaki
2 cebule
1 marchewka
Mały por
2 łyżki mąki
Łyżka gęstej śmietany (opcjonalnie)
Zioła i przyprawy: sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, spora szczypta bluszczyku kurdybanka, zielona pietruszka
Tłuszcz do smażenia: smalec lub olej lub masło (zależy na ile zdeterminowani jesteśmy by zachować tradycję – jeśli bardzo – to smalec)
Obrane ziemniaki i marchew kroimy w cienkie półplastry, cebule w piórka, por w krążki. Wrzucamy na rozgrzany w rondlu tłuszcz i smażymy, mieszając, aż cebula się zeszkli. Przyprószamy mąką, solą, pieprzem i częścią kurdybanku i jeszcze, mieszając, kilka minut smażymy.
Następnie zalewamy zimną wodą (ok. 1i1/2 l), dodajemy liść laurowy i ziele angielskie, zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy aż warzywa będą niemal rozgotowane. Dodajemy śmietanę, doprawiamy do smaku solą i wsypujemy resztę kurdybanku oraz posiekaną natkę pietruszki
Zupa tak przygotowana jest bardzo aromatyczna i bardzo sycąca, i taka na rozgrzewkę, gdy na polu mokro, zimno i wieje.