Znam święta na pamięć

Pierwsza niedziela Adwentu i zaczynamy myśleć o Świętach.

Co znaczą dla nas?

Parę lat temu był taki konkurs: „Moje Boże Narodzenie”, adresowany do szkół podstawowych i gimnazjów.

Tak widziała święta 14-letnia Magda:

Znam święta na pamięć.

Uczyłam się wiele lat.

Wiem, co kiedy mówić.

Wiem, jak wyglądać.

Wigilia: „Ewangelia według św. Łukasza”.

Boże Narodzenie: „Bóg się rodzi…”

Umiem wszystko – to straszne.

Chciałam poznać je na nowo.

Uwierzyć drugi raz.

Lecz jak? Gdy wszyscy wokoło

Powtarzają wciąż znany schemat.

W tym roku będzie inaczej.

Myślami będziemy ze sobą.

Podzielimy się opłatkiem,

Pójdziemy na Pasterkę i ….

Marzenia?

Nigdy nie byliśmy razem,

Nigdy nie byliśmy osobno.

Nie znalazłam jeszcze wyjścia, ale …

Święta znam na pamięć.

Pierniczki czekają na lukier

To już ten czas.

Czas na pieczenie pierniczków. Jest z nimi trochę zabawy, bo to wałkowanie, wycinanie, pieczenie kolejnych partii, lukrowanie…  Potem nie będę już mieć na to czasu.

Testowałam różne przepisy, lepsze i gorsze, ale ciągle wracam do tego samego. Pierniczki wychodzą kruchutkie, cienkie – takie lubię najbardziej. Chciałabym je powiesić na choince, tak pięknie wyglądają i pachną, ale u mnie to niemożliwe. Kot bardzo się nimi interesuje i zrobiłby wszystko, żeby dorwać je w swoje łapki i ząbki. Podobno koty nie lubią słodyczy. Podobno. Mój – pierniczki lubi. Najgorsze jest to, że on ich właściwie nie je, tylko liże i miamla. Myślę, że to zapach przypraw tak na niego działa.

Zapraszam do pieczenia!

  • 1/2 kostki masła
  • 1/2 kostki margaryny
  • 3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  •  4 łyżeczki gotowej przyprawy do pierników
  • szczypta soli, 1 duże jajko
  • 2 łyżki miodu
  • 3 szklanki mąki
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej

Masło i margarynę utrzeć z cukrem, solą i przyprawami na lekką i puszystą masę. Dodać jajko i miód i dobrze rozetrzeć. Wsypać mąkę i mąkę ziemniaczaną do masy i dokładnie utrzeć.  Podzielić ciasto na pół (ciasto będzie bardzo miękkie), każdą połowę spłaszczyć, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez co najmniej godzinę.

Rozgrzać piekarnik do 180ºC. Na lekko posypanej mąką stolnicy wywałkować ciasto (grubość jest dowolna – im cieńsze ciasto, tym kruchsze i delikatniejsze ciasteczka) i wycinać gwiazdki lub inne kształty. Jeśli pierniczki mają wisieć na choince trzeba zrobić dziurkę na wstążkę lub sznureczek (można to zrobić np. rurką do napoi). Układać na wyłożonej pergaminem blasze. Piec 10-12 minut, aż zaczną się lekko rumienić na brzegach.

Zdjąć z blachy (uwaga! Trzeba to robić delikatnie, bo póki ciastka są ciepłe, są bardzo kruche i mogą się połamać). Wystudzić. Polukrować.

Czas na zmiany

Przyszedł czas, że pasjonatka kuchni dowiedziała się, że jest chora na cukrzycę. Ot, co!

Kilka miesięcy stresu, nerwów, niepokoju, co teraz, jak to będzie… Dziś można już powiedzieć, że nie jest źle; leczenie to tylko tabletki; wyniki – lepiej niż zadowalające. Ale powrotu do kulinarnej swobody już nie ma. Są pewne zasady i nie ma uproś! Trzeba się dostosować. Przyznam, że bałam się, że te różne ograniczenia mnie stłamszą, że będę ciągle nieszczęśliwa, głodna i zestresowana.

Ale nie! Pokochałam nowy styl jedzenia. Choć tak prawdę powiedziawszy, to nie stosuję żadnej diety, zmieniły mi się tylko proporcje jedzonych białek, węglowodanów, tłuszczów. Na pewno jem o wiele więcej warzyw. To taka sztuczka diabetyków: każdy posiłek zaczynam od miseczki warzyw, głównie surówek. I tak, jak kiedyś uwielbiałam przygotowywać sobie kolorowe kanapki, tak teraz tworzę kompozycje warzyw. Szalenie mi się to podoba!

Blog nie przekształci się jednak w cukrzycowy poradnik, bo i sama nie szukam „cukrzycowych” przepisów. Okazało się, że to bardzo indywidualna choroba, każdy organizm reaguje inaczej i trzeba sobie znaleźć własną drogę.

Na razie trochę zarzuciłam wypróbowywanie i testowanie przepisów, które mnie zaciekawiły, ale już zaczyna mi tego brakować. Nie zarzuciłam kulinarnych lektur, programów i już sporo tematów czeka w kolejce na opisanie.

Powolutku wracam, licząc cichutko na wsparcie tych, którzy lubili tu zaglądać i z nadzieją, że potrafię jeszcze coś ciekawego do poczytania napisać:)

Bolesławiec – zestaw śniadaniowy

Ceramika z Bolesławca zawsze mnie zachwycała, ale nie na tyle, by kompletować z niej zestaw obiadowy. Ona po prostu jest piękna sama w sobie, a potrawy na niej to już doprawdy zbędny dodatek. Nie mówiąc już o tym, że jest mnóstwo wzorów i trudno by się zdecydować na któryś konkretny. Widziałam już taką zastawę u kogoś w domu, niestety była to składanka różnych wzorów i wydaje mi się, że nie był to dobry pomysł; powstał po prostu chaos.

To jednak były takie moje teoretyczne rozważania, bo ciągle „chodziła” za mną ta ceramika. W końcu przyszedł taki moment, że zapadło postanowienie: kupię sobie, choćby kilka sztuk. Wybrałam wzór oznaczony numerem 281.

Tak go wytwórcy opisali:

„To jedna z dekoracji unikatowych, które charakteryzują się większą niż w przypadku dekoracji tradycyjnych różnorodnością wzorów i kolorów. Mamy nieczęsty na bolesławieckiej ceramice motyw kogucików, które spacerują wśród kęp niezapominajek dumnie prezentując ogony. Temu motywowi towarzyszy chmura złożona z abstrakcyjnych wzorków w kolorze soczystej zieleni i niebiesko-kobaltowy kwiatowy szlaczek. Dekoracja przywodzi na myśl Wielkanoc, jednak we wnętrzu urządzonym tradycyjnie będzie ciekawym rustykalnym akcentem przez okrągły rok.”

Zdecydowałam się na zestaw śniadaniowy i po troszku sobie kupuję. Cena jest wysoka, dlatego właśnie po troszku. Ale przecież nie spieszy mi się, mam na czym jeść. I chyba bardziej cieszy zdobycie kolejnej sztuki. Tyle, że ten wzór jest rzadko spotykany i nie zawsze jest to, co chciałoby się kupić.

Kiedyś trafiła mi się serweta gobelinowa z kogutami, wpasowała się w zestaw!

Nostalgia Red z Bogucic

To moja porcelana na co dzień.

Piękna, nasycona czerwień, przepiękne, ręcznie malowane metalicznym szkliwem wykończenia oraz nieregularne paski w kształcie koła. Z uwagi, że zdobienia są wykonywane ręcznie, każdy z elementów zastawy różni się nieco od siebie, co czyni go niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju.

Można się w niej zakochać!

W dodatku występuje w różnych kolorach i można tworzyć piękne, niebanalne połączenia. Oprócz koloru czerwonego dostępna jest złamana biel, szmaragd, lazur, ciemny popielaty onyks. W tej porcelanie zastosowano aluminę (większa zawartość tlenku glinu-korundu), co sprawia, że wyroby wykazują lepszą wytrzymałość i odporność na pęknięcia oraz obicia. Można je używać w zmywarce oraz kuchenkach mikrofalowych.

Widziałam, że Karol Okrasa w swoim telewizyjnym programie kulinarnym wykorzystuje Nostalgię (w kolorze białym).

Podobają mi się białe serwisy obiadowe

Są eleganckie, stanowią świetne tło dla potraw, łatwo je na nich wyeksponować. Pasują do wszystkich obrusów i serwet. Cóż więcej chcieć?

Mój serwis domowy to Afrodyta z fabryki Lubiana. Na 6 osób, ale ma wszystkie elementy, które chciałam: wazę, sosjerki, salaterki, półmiski, rawierkę, solniczkę i pieprzniczkę, miseczki do dipów, bulionówki, filiżanki do herbaty, dzbanek do herbaty no i oczywiście talerze: płytkie, głębokie i deserowe. Właściwie to jest taki obiadowo-śniadaniowy zestaw.

Ozdobą serwisu jest piękny wypukły relief na brzegach naczyń.

Wadą serwisu jest to, że nie ma miseczek, takich np. na zupę, flaczki, bigos itp. W niektórych serwisach nazywają takie miseczki: zakwaszarki. Owszem, ma Afrodyta małe salaterki (14 cm średnicy), które można by od biedy używać jako miseczki (mam takich 4), ale to jednak nie to.

Cóż, nie ma to nie ma.

Poza tym miseczek to u mnie dostatek, w różnych rozmiarach i kolorach. Zawsze preferowaliśmy jedzenie zup z miseczek.

Porozmawiajmy o porcelanie

Zastawy stołowe – Ćmielów

U nas w domu na stole królował Ćmielów. Jak zresztą w większości PRL-owskich domów. To była najpopularniejsza polska fabryka porcelany i miała piękne fasony i wzory.

Niestety, z serwisu mamy zostały tylko resztki (fason Aleksander, malatura w polne kwiaty)

Sama przyczyniłam się do zniszczeń! Pamiętam, jak wzięłam do ręki pokrywkę od cukierniczki. Babcia mi mówi:

– Nie rusz tego, bo stłuczesz!

– Nie, nie, na pewno nie stłukę.

Cóż… po paru minutach pokrywka potoczyła się po dużym, dębowym stole i z hukiem rozbiła się na podłodze. Nie było szans na sklejenie!

Pierwszy serwis, który kupiłam już do swojego domu to też był Ćmielów, ale fason Rococo ozdobiony pomarańczowym kwiatem. Nawet zaczęłam wyszywać obrus do niego, ze skopiowanym takim samym wzorem. Miał wszystkie dodatki: wazę, sosjerkę, półmiski, salaterki, talerze na 12 osób. Okazał się za duży na moje potrzeby. Poszedł na służbę do kogo innego.

Z czasem zaczęły mi się krystalizować upodobania; myślę, że najlepszy serwis to biały, na którym najlepiej potrawy się prezentują. I taki też mam (napiszę o nim wkrótce).

Ciągle jednak lubię śledzić rynek porcelany i gdybym dziś miała kupować serwis, to bardzo poważnie rozważyłabym ćmielowską Sofię.

Oczywiście białą, ale ponieważ jest ona również w wersji turkusowej, różowej i popielatej, to byłoby cudownie pobawić się zestawieniami kolorów talerzy i dodatków. Biało-turkusowa to mój faworyt!

Kolory lata na talerzu

Jak wyeksponować kolory lata na talerzu?

Biały serwis to zawsze dobry wybór; przyjmie wdzięcznie każdy kolor. Ale czasami chciałoby się czegoś bardziej wyrazistego. Ot, choćby taka zupa z młodej botwinki. Ciemny bordowy kolor buraczka i intensywna zieleń jego liści. W zupie buraczkowy kolor zyska rozbielenie dodatkiem śmietany.

Gdyby ją tak wlać do czarnej filiżanki w czerwone grochy? Tak, to się dobrze prezentuje. Bo przecież oczami także się je – tak mówią.

  • Pół pęczka młodej botwinki
  • 1 mały ziemniak
  • Pół cebuli
  • Koperek
  • Łyżka śmietany
  • Sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi

Ziemniaka obrać, pokroić w kostkę, dodać cebulę również kostkę pokrojoną, zalać wodą, gotować.

Z botwinki odciąć liście; na razie je odłożyć.

Bulwy buraczków obrać i pokroić, łodyżki botwinki pokroić drobno, dorzucić do gotującej się zupy, lekko osolić. Gotować aż warzywa będą miękkie.

Dodać śmietanę, roztrzepać i doprawić zupę solą, pieprzem i czosnkiem.

Wrzucić posiekane listki botwinki i posiekany koper. Jeszcze chwilę pogotować i podawać.

Młody kalafior, młode kurki – witaj lato!

Przyjście lata – Jan Brzechwa

I cóż powiecie na to,
Że już się zbliża lato?

Kret skrzywił się ponuro:
„Przyjedzie pewnie furą”.

Jeż się najeżył srodze:
„Raczej na hulajnodze”.

Wąż syknął: „Ja nie wierzę.
Przyjedzie na rowerze”.

Kos gwizdnął: „Wiem coś o tym.
Przyleci samolotem”.

„Skąd znowu – rzekła sroka –
Nie spuszczam z niego oka

I w zeszłym roku, w maju,
Widziałam je w tramwaju”.

„Nieprawda! Lato zwykle
Przyjeżdża motocyklem!”

„A ja wam to dowiodę,
Że właśnie samochodem”.

 „Nieprawda, bo w karecie!”
„W karecie? Cóż pan plecie?
Oświadczyć mogę krótko,
Przypłynie własną łódką”.

A lato przyszło pieszo –
Już łąki nim się cieszą
I stoją całe w kwiatach
Na powitanie lata.

Na powitanie lata – krem z kalafiora z kurkami:

  • Pół małego kalafiora
  • 1 nieduży ziemniak
  • Pół cebuli
  • Garść kurek
  • Natka pietruszki i koperek
  • Łyżka śmietany
  • Łyżka masła
  • Sól, pieprz

Ziemniaka i cebulę pokroić w kostkę, zalać wodą, lekko osolić i gotować. Dodać różyczki kalafiora. Gdy warzywa będą miękkie, odłożyć kilka różyczek kalafiora, resztę zmiksować. Dodać śmietanę, doprawić.

Kurki wypłukać, pokroić w kawałki, podsmażyć na łyżce masła.

Podać zupę krem w bulionówce, dołożyć na każdą porcję odłożone różyczki kalafiora, kurki i zieleninę.

Czas na konfiturę z róży

Już są te przepiękne, słodko pachnące amarantowe różyczki, rosnące na krzewach.

Czas zrobić konfiturę; u mnie będzie przede wszystkim do mazurka wielkanocnego, no i do ciasteczek. Byłaby świetna do pączków, ale pączki to nie moja specjalność.

  • płatki róży cukrowej
  • cukier puder
  • sok z cytryny

Odrywamy płatki róży z pąków i ważymy. Cukru ma być 2 razy tyle ile ważą róże.

Zalewamy płatki wrzącą wodą, gdy nieco przestygną, odcedzamy i odciskamy z nadmiaru wody. Następnie miksujemy z cukrem, aż otrzymamy konsystencję dżemu. Dodajemy 1-2 łyżki soku z cytryny i nakładamy do wyparzonych suchych słoiczków twist. Na wierzchu kładziemy krążek bibułki zwilżonej wódką i zakręcamy wieczkami.  

Przechowujemy w szafce lub lodówce.