Telewizyjny „Rosół polski”

Dawno już miałam napisać o tym nowym programie kulinarnym, który pojawia się co sobotę w TVP2 o 13 z minutami. Schodziło mi tak jakoś, schodziło, ale kiedy „rosół” pokazał się w Tarnowie – to już nie ma uproś!

zdjęcie z facebooka Ł. Maciejewskiego

Program prowadzą Agnieszka Kraszewska (tarnowianka, z wykształcenia historyk, ale i pasjonatka i szef kuchni oraz miłośniczka ryb – jak się okazało) i Aleksander Baron (historyk sztuki, ale też szef kuchni z wielkim doświadczeniem, od lat propagator autorskiej polskiej kuchni). Agnieszka Kraszewska i Aleksander Baron prowadzą restauracje „Kapłony i Szczeżuje” w Krakowie i Katowicach.

W Tarnowie, w Parku Strzeleckim, z mauzoleum gen. Bema w tle, przygotowali szczupaka według sposobu Wojskiego z „Pana Tadeusza”:

„Ryba nie krojona,

U głowy przysmażona, we środku pieczona,

A mająca potrawkę z sosem u ogona”

zdjęcie z facebooka A. Kraszewskiej

Autorzy lubią eksperymenty!

W Tarnowie towarzyszył im Łukasz Maciejewski, krytyk filmowy, również tarnowianin. Tak napisał o swoim udziale w „rosole polskim”:

„Co ty wiesz o gotowaniu.

No, wiem niewiele.

Kanapki i kawa. Tyle potrafię „upichcić”.

A jednak wystąpiłem w programie kulinarnym – i to świetnym, najlepszym może.

„Rosół Polski” Agnieszki Kraszewskiej i Aleksandra Barona w TVP 2.

I to w Tarnowie.

Jeść lubię, uwielbiam, smakować, doceniać.

I kino lubię kulinarne.

Z Agnieszką i Aleksandrem, w scenerii pięknego parku opodal mojego rodzinnego domu, parku, którym przechodziłem setki razy, przed mauzoleum generała Józefa Bema, rozmawialiśmy o sztuce gotowania w kinie.

„Przepiórki w płatkach róży” na „Uczcie Babette” wyszykowanej przez „Wujka Boonmee”. Ryby i inne namiętności.

Rozmawiało się wspaniale, i smakowało. ”

I jeszcze kilka słów Aleksandra Barona o tym nowym programie kulinarnym:

„Rosół polski to gar, w którym warzy się opowieść o nas, Polakach, o naszej historii, tradycjach i zwyczajach, o międzykulturowej wymianie, do której dochodziło przez wieki na naszej ziemi. Chcemy jak najszerzej przedstawić i opowiedzieć o tym, co składa się na tę fantastyczną część kultury, jaką jest kuchnia i stół, przy którym od wieków spotykają się ludzie. Chcemy pokazać, że kuchnia polska to zjawisko złożone, budowane przez wiele wieków, które może zaskoczyć zarówno nas, Polaków, jak i tych, którzy odwiedzą nasz kraj. W „Rosole polskim” przywołamy zapomniane dania, opowiemy o ich historii i odkryjemy pochodzenie tych, które są powszechnie znane. W każdym odcinku kogoś nakarmimy, bo przecież jedzenie ma też swoją ważną społeczną funkcję, dzielenia się nim z innymi.”

Tyle już było programów kulinarnych w telewizji; pierwsze, które się pokazały (jak choćby Roberta Makłowicza) oglądało się z wypiekami na twarzy, mam wiele przepisów na przeróżne potrawy, skopiowanych z tych programów, wiele z nich wypróbowałam. Ale zawsze ciekawią mnie nowe programy, nowi kulinarni guru. Nigdy nie wiadomo, czy nie odkryję jakiejś ulubionej dla mnie perły!

Szparagowa majowa

Przyszedł czas na szparagi. Najbardziej lubię te zielone, bardzo delikatne, no i tak apetycznie wyglądają. Oczywiście najczęściej jem z wody, z masłem i tartą bułką (a jeszcze lepiej z panko), posypane jajkiem na twardo. Pycha!

Ale i zupa jest z nimi przepyszna.

  • 2 łodygi zielonych szparagów
  • 1 ziemniak
  • Pół cebuli
  • Kawałek łodygi pora (biała część)
  • Jajko na twardo
  • Plaster łososia wędzonego na zimno
  • Koperek
  • Serek topiony – 2 trójkąciki
  • 2 łyżki gęstej śmietany 18%
  • Sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi

Ziemniaka i cebulę kroję w kostkę, por na półplasterki, szparagi na kawałki (odcinam główki i zostawiam na potem, dodam je pod koniec gotowania), zalewam wszystko wodą i gotuję do miękkości, lekko soląc od razu.

Miksuję, ale tylko trochę, zostawiając małe kawałki jarzyn.

Dodaję serek topiony i główki szparagów, parę minut gotuję, mieszając i doprawiając do smaku, dodaję koperek i śmietanę. Odstawiam, żeby smaki się przegryzły.

Podaję w miseczkach, do każdej dodając kawałki jajka i kawałki łososia.

Smacznego!

Bulion i inne namiętności

Pojawił się na platformie Canal+ zachwycający, kulinarny film: „Bulion i inne namiętności”; zdobył Złotą Palmę w Cannes w 1924 roku.

Mamy wiek XIX, rzecz dzieje się we Francji, a bohaterami filmu są znakomita kucharka Eugénie (Juliette Binoche) i znany smakosz, gastronom Dodin (Benoît Magimel). Od 20 lat razem gotują, tworzą przepisy i wydają wielkie przyjęcia.

Fabuła filmu jest prościutka, nie ma tu wielkich zwrotów akcji; ta toczy się głównie w wielkiej kuchni (miło by było mieć taką! Aczkolwiek nie jest ona urządzona z obecnymi kanonami funkcjonalności!), czas biegnie wolno i właściwie głównymi bohaterami są potrawy, przygotowywane z wielkim pietyzmem, dużym nakładem czasu i kunsztu.  Taka jest wielka kuchnia francuska, złożona, gdzie o końcowym smaku decyduje wiele składników. Co dodać do potrawy i kiedy? – mistrzowie tej kuchni to wiedzą.  Byłam zachwycona filmem, prawie zazdrościłam Paulinie, młodziutkiej dziewczynie, która była uczennicą Eugenii i  Dodina.

Tytułowy bulion (pot-au-feu) to wiejskie danie, które wywodzi się ponoć jeszcze z czasów średniowiecza. Składa się z gotowanych w żeliwnym garnku mięs (najczęściej różnych kawałków wołowiny) i warzyw, które tworzą niezwykle esencjonalny bulion. Najczęściej podaje się go razem z kawałkami chleba i porcją mięsa. Savarin opisał pot-au-feu w swojej „Fizjologii smaku”, a Wolfgang Goethe wspominał w swoich tekstach, jak w 1792 roku próbował tej wspaniałej potrawy i się nią zachwycał. W filmie widzimy jak ten bulion powstaje.

Jak się później doczytałam, film oparty jest na motywach powieści Marcela Rouffa „La Vie et la Passion de Dodin-Bouffant gourmet” (z fr. Życie i pasja Dodina-Bouffanta, smakosza). Pierwowzorem Dodina był żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Jean Anthelme Brillat-Savarin. Prawnik, polityk, smakosz i epikurejczyk, autor słynnej książki „Fizjologia smaku albo medytacje o gastronomii doskonałej”, zbioru esejów kulinarno-kulturoznawczych i socjologicznych, z której pochodzą takie powiedzenia jak: powiedz mi, co jesz, a ja ci powiem, kim jesteś, czy – pojawiające się w filmie stwierdzenie – odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy. 

Film zachwyca grą świateł, eksponowaniem szczegółów potraw, zastawy stołowej.

Myślę, że dla miłośników sztuki kulinarnej (zarówno tych, co sami gotują, jak i dla smakoszy tylko) to pozycja obowiązkowa. To film porównywalny chyba tylko z kultową „Ucztą Babette”.

Z świątecznymi życzeniami

Dla wszystkich, którzy tu zaglądają: radosnego Alleluja!

I wielkanocny wiersz-rozważanie Zofii Zaborowskiej

Zofia Zaborowska Najpierw ukazał się Magdalenie

…A kiedy jeszcze leżał w grobie
rozmyślali uczniowie o zmartwychwstaniu:

Marzył Piotr:
— Wie, jak Go bardzo kocham…
Pewnie mnie ukaże się najpierw
nie pamiętając, że stchórzyłem…

Spodziewał się Jan:
— Wyróżnił mnie na ostatniej wieczerzy
i z krzyża przemówił…
Chyba i teraz ujrzę Go przed innymi,
skorom tak umiłowany…
Co prawda bliższa Mu Matka,
więc może Ona wcześniej zobaczy…

A Tomasz w ogóle wątpił w cud,
bo nie był wierny
lecz niewierny.
Sądził jednak, że z tego powodu
pierwszy by oglądał Pana,
gdyby Pan zmartwychwstał.

I jeszcze inni ludzie snuli domysły:
— Jeżeli zmartwychwstanie, Klaudio,
bądź spokojna, pierwsi się dowiemy
— mówił z ironią Piłat do żony —
Przyjdzie tu triumfować,
może zemsty szukać na mnie?

— Spoczywa w moim ogrodzie.
Nie pożałowałem Mu pięknego grobowca.
Jeżeli zmartwychwstanie
zjawi się zaraz z podzięką.

— Oby tylko naprawdę nie ożył.
Z nami pierwszymi policzyłby się za bicie
i krzyżowanie
— martwili się żołnierze stojący przy grobie.

A On był wśród nas po to
by zbawiać
“pokutę czyniących grzeszników”.

Dlatego
“po swym zmartwychwstaniu
wczesnym rankiem
w pierwszy dzień tygodnia
Jezus ukazał się naprzód
Marii Magdalenie”

Staroświecki wafelek

W sam raz na Ostatki.

Przepis wygrzebany z czeluści domowych zapisków; pyszny, choć dawno już nie robiony. Ledwo zdążyłam zrobić zdjęcie, zanim ostatni kawałek zniknął.

Nie wiedziałam nawet, czy produkty będą na rynku dostępne: mleko w proszku? Masło roślinne? Są jeszcze takie rzeczy w sklepach? Kiedyś takie składniki były w każdym spożywczaku. A dziś? Są. Są i dziś.

A wafelek bardziej przypomina mazurek niż tradycyjny pischinger. Tak więc to również fajna propozycja na Wielkanoc.

  • 1 opakowanie wafli (dawniej mówiło się na nie andruty)
  • 1 i 1/2 szklanki cukru
  • 2 szklanki mleka w proszku (najlepsze granulowane odtłuszczone – mleczarnia w Gostyniu takie nadal produkuje)
  • 1 masło roślinne
  • 1/2 szklanki mleka zwykłego
  • 2 łyżki kakao
  • cukier waniliowy
  • 2-3 łyżki rumu (lub olejek rumowy)
  • bakalie: rodzynki i orzechy włoskie koniecznie, wskazana skórka pomarańczowa kandyzowana, mogą być figi, migdały, itp.

Sposób przygotowania:

Odłożyć z paczki wafli 2 sztuki, pozostałe pokruszyć drobno.

Przygotować bakalie: rodzynki namoczyć, orzechy, migdały, figi pokroić.

Do mleka zwykłego wrzucić cukier i cukier waniliowy, podgrzewać, dopóki cukry się nie rozpuszczą.

Do dużego rondla wrzucić masło i zalać go tym słodkim, gorącym mlekiem, mieszać aż masło się rozpuści.

Zdjąć garnek z ognia, dodać kakao i mleko w proszku, szybko wymieszać, tak aby nie było grudek.

Dodać rum (lub olejek), bakalie i pokruszone wafle. Dokładnie wymieszać łyżką, tak aby masa dokładnie otoczyła pokruszone wafle.

Ciepłą masę wyłożyć na jeden z odłożonych wafli, równo ją rozsmarować, przykryć drugim waflem, obciążyć (np. deseczką, na której można postawić garnek, czy salaterkę), zostawić na 2-3 godziny do zastygnięcia. Gdy masa będzie już zimna można wafel przełożyć do lodówki.

Pokroić.

Dodatkowe informacje:

Masę trzeba nakładać na wafel kiedy jest jeszcze ciepła i plastyczna. Stąd też wszystkie składniki muszą być wcześniej przygotowane i pod ręką.

Kiedy po kocie zostaje tylko uśmiech

Mówi się, że kot ma 7 czy nawet 9 żyć. To chyba tylko w bajkach i grach.

Mój kotek miał tylko jedno, 14-letnie życie. Niedawno zaczął znikać – jak kot Alicji w krainie czarów – i teraz już tylko uśmiech po nim pozostał.

„Bardzo bym sobie życzyła – odparła Alicja – żebyś nie pojawiał się i nie znikał tak niespodziewanie: można od tego dostać zawrotu głowy!

– W porządku – powiedział Kot i tym razem zniknął z wolna, rozpocząwszy od koniuszka ogona i skończywszy na uśmiechu, który trwał jeszcze przez pewien czas, gdy reszta już zniknęła.

„No! Często widywałam kota bez uśmiechu – pomyślała Alicja – ale uśmiech bez kota! Jest to najbardziej zagadkowa rzecz, jaką widziałam w całym moim życiu!”

Bardzo tęsknię za moją Bajeczką i jej niebieskimi ślepkami. Dobrze nam było razem. Zostanie zawsze w mojej pamięci i sercu.

Powigilijne migawki

Żeby nie zagubiły się wspomnienia, co było, jak było

Menu – niby co roku takie same, ale jednak inne.

W tym roku były:

  1. Rolmopsy i koreczki (śledzie, małże, jajka przepiórcze)
  2. Wieniec łososiowy (na listkach sałaty)
  3. Śledzie Seniorki (z prawdziwkami – nowość w tym roku)
  4. Sałatka śledziowa (mojej Siostry)
  5. Barszcz grzybowy z uszkami
  6. Groch z kapustą
  7. Sandacz w panierce
  8. Kopytka ziemniaczane
  9. Surówka żydowska z kapusty
  10. Kompot z suszu
  11. Paluchy makowe (masa makowa w cieście francuskim)
  12. Muffinki makowe

Część przystawkowa, na zimno (śledzie, rolmopsy, sałatki), podana była na talerzach i półmiskach w kształcie ryby. Znalazłam taką zastawę szwedzkiej firmy Miljogarden, granatowo-białą, ze stylizowanymi rysunkami ryb – jak na wigilię pasuje super. Tyle, że ta firma robi bardzo krótkie, niepowtarzalne serie i raczej nie ma możliwości uzupełnienia tych naczyń (a jeszcze jedna salaterka by mi się przydała!). Skończyło się na tym, że jako dużą salaterkę kupiłam rybę z Bolesławca, w granatowe wzory. Trochę inny wzór, ale pasuje, mieści się w klimacie.

Wigilijny stół z białym obrusem, sianem i nakryciem dla niespodziewanego gościa (lub tego, kogo bardzo nam brak przy tym stole)

I jeszcze choinka i szopka

Wczorajsza wigilijna kolęda

Gdy gwiazdy północ nieba
wskazywać już będą –
rozdzwoni się ziemia
prastarą kolędą.

Księżyc stanie za oknem
każdej chaty, wszędzie.
Dziś w kolorach tęczy
Idzie po kolędzie.

Śnieg posypie się z nieba,
opatuli grzędy,
by mogły zasypiać
W takt cichej kolędy.

A zając wraz z lisem
w jamie dziś spać będzie;
Kuropatwa przyjdzie
do nich po kolędzie

Nawet krowy inaczej
odprawią obrzędy:
po ludzku przemówią,
gdy zabrzmią kolędy.

Kiedy w każdym domu
przy Szopce zasiądą;
ileż możesz zmienić –
Ty polska kolędo!

S. Julia Stanisława Bakalarz OP

Czas świętowania

Ciepłych, dobrych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich, którzy tu do mnie zaglądają😊A pod choinkę wiersz s. Julii Stanisławy Bakalarz OP i moja domowa szopka

Przejdź przez próg
Betlejemskiej Szopy
i zbliż się w uniżeniu

Maryja z Józefem

– otwórz oczy wiary
i patrz patrz patrz
i słuchaj śpiewu Aniołów

Chwała na wysokości Bogu
a na ziemi pokój ludziom dobrej woli

i zajrzyj do Żłobu

DZIECIĘ

i wyszeptaj w zdumieniu
BÓG STAŁ SIĘ CZŁOWIEKIEM
i przyjmij tę MIŁOŚĆ
i przenieś ją w nowe Tysiąclecie

S. Julia Stanisława Bakalarz OP

(wiersz był pisany w 1999 roku; wchodziliśmy w Rok Jubileuszowy i dziś jest podobnie, też zaczynamy Rok Święty)

Czwarta świeca adwentowa

To już, za parę dni, za kilkadziesiąt godzin obchodzić będziemy pojawienie się na ziemi „z dawna oczekiwanego”

Znaleźli nareszcie schronienie
Wół rogiem podpiera strop dachu
Osioł wymiata ogonem żłób
zgarnia nosem księżycowe siano
Jeszcze chwila wahania
Jeszcze chwila strach
Czy nie odmówią znów tutaj posłania
Wiatr gościnnie skrzypnął i drzwi sam
rozpostarł
Przygarnął ich ręką i weszli do środka
Na ten widok wół przyklęknął
na kolano tak zwinnie
jakby przestał być wołem
Osioł chuchnął jeszcze w pośpiechu
by ogrzać posłanie i ukląkł
maleńki w ciemnym kącie Stajenki

Usiadła Maryja na słomie
A zatroskany Józef koło Niej

Wiatr po drabinie cieni
na dach wszedł w uciesze
I spiesznie zatyka swym płaszczem
Wielkie dziury w strzesze
Cicho ciszy wiatr sam siebie
Tam Dzieciątko już płacze
Śpiesznie gwiazdy tkają
Złocisty serdaczek
Księżycową nitką srebrzą się pieluszki
Noce uśmiech kładą jak miękkie poduszki

s. Julia Stanisława Bakalarz OP