Chowder bostońska zupa z małżami

Świetna, rozgrzewająca zupa na zimowe chłody, o smaku morskiej bryzy

W przeciwieństwie do chowderu nowojorskiego, bostoński nie zawiera pomidorów

chowder_bostoski

opakowanie mrożonych małży

1 duża cebula

4 ziemniaki

10 dag wędzonego boczku

olej i masło

szklanka mleka

łyżka mąki

2-3 łyżki śmietany

przyprawy: sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, papryka wędzona (lub chili), sos ostrygowy, pokrojona natka pietruszki

 

Zamrożone małże wraz ze skorupkami wrzucamy na wrzącą, lekko osoloną wodę, gotujemy kilka minut od ponownego zagotowania. Odcedzamy do osobnego garnka wywar z małży. Małże odrywamy od skorupek, kroimy na kawałki.

 

Cebulę i boczek kroimy w kostkę, wrzucamy do rondla na rozgrzany olej i masło, przesmażamy aż cebula się zeszkli. Wsypujemy mąkę, mieszamy, po czym wlewamy mleko, wodę i wywar z małży. Dodajemy ziemniaki, lekko przyprawiamy i gotujemy aż ziemniaki zmiękną.

Dodajemy małże.

Dodajemy śmietanę.

Chwilę jeszcze gotujemy aż zupa zgęstnieje.

Doprawiamy, posypujemy natką pietruszki.

I smacznego!

Fasolka po bostońsku

Oficjalna potrawa stanu Massachusetts i jego stolicy, Bostonu.

Ma swoje źródła w kulturze Indian, którzy mieszali fasolę z dziczyzną i syropem klonowym i piekli w dołach wypełnionych gorącymi kamieniami.

Poczytałam, porównałam wiele przepisów (odmian jest tyle, ile u nas na fasolkę po bretońsku) i wyszedł mi własny przepis, naprawdę smakowity. Zapraszam!

b_fasolka_po_bostosku

1 kg fasoli typu Jasiek

puszka fasolki czerwonej

20 dag dziczyzny (u mnie mięso jelenia)

5 dag wędzonego boczku

1 duża cebula

syrop klonowy

przyprawy: sól, pieprz, czosnek niedźwiedzi, majeranek, papryka

 

Fasolę Jasiek namoczyć na noc, następnie odlać wodę, zalać świeżą, lekko przyprawić i gotować do miękkości.

Dziczyznę pokroić na kawałki, przesmażyć na rozgrzanym oleju, dodać pokrojoną cebulę, podlać niewielką ilością wody, lekko doprawić i dusić do miękkości. Kiedy mięso będzie już miękkie, dodać pokrojony, przesmażony osobno boczek i jeszcze chwilę poddusić. Dodać 2-3 łyżki syropu klonowego.

W dużym rondlu połączyć: ugotowaną fasolę, fasolkę odcedzoną z puszki, podduszone mięso z boczkiem. Wymieszać, doprawić do smaku i wstawić do nagrzanego do 200 st. C piekarnika. Zapiekać ok. 20 minut.

Podawać z listkami sałaty.

Ciasteczka bostońskie L.M. Montgomery

Szukałam przepisów kuchni bostońskiej (z uwagi na przygotowywaną imprezę, o której wkrótce) i tak, po nitce do kłębka, w moje ręce wpadł przepis z książki, która od dawna stoi na mojej półce: „Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Przepisy L.M. Montgomery” autorstwa: Elaine i Kelly Crawford.

ciasteczka_bostoskie

Przepis pyszny, prościutki i tak reklamowany przez autorki:

„Jedna z gospodyń Maud zauważyła, że często się ją prosi o upieczenie ciasteczek bostońskich. Słój z ciastkami w domu Macdonaldów był bezustannie opróżniany!”

 

Moi goście byli zachwyceni.

To co, startujemy!

 

kostka masła

1 i 1/2 szklanki brązowego cukru

3 jajka

1 łyżeczka sody rozpuszczona w 1 i 1/2 łyżki gorącej wody

3 i 1/2 szklanki mąki

pół łyżeczki soli

łyżeczka cynamonu

1 szklanka posiekanych orzechów włoskich

1 szklanka rodzynek

 

Masło ucieramy dodając stopniowo cukier i jajka.

Dodajemy rozpuszczoną w gorącej wodzie sodę oraz partiami – mąkę (z solą i cynamonem), następnie rodzynki i orzechy.

Całość mieszamy, chwilę schładzamy w lodówce, ot, tyle by piekarnik zdążył się nagrzać do 180 st. C.

Niewielkie porcje ciasta (wielkości łyżeczki lub ciut większe, zależy czy lubicie ciasteczka małe czy trochę większe) kładziemy w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem. Każdą partię pieczemy ok. 15 minut.

Studzimy, po czym przekładamy ciasteczka do słoja lub puszki – to ważne, bo wtedy będą cudownie miękkie).

I smacznego!

Szef kuchni kontra naukowiec – zapowiedź telewizyjna – brzmi ciekawie

Dziś, 2 stycznia, na kanale „Kuchnia +” o godz. 22 wyemitowany zostanie ciekawie się zapowiadający film: „Szef kuchni kontra naukowiec”.

 Opis mnie zaintrygował, pora – jak dla mnie – idealna, włączę telewizor:

 „Jak dobrze gotować? Czy potrzebny jest talent doświadczenie? Czy może wystarczy naukowa wiedza i nieograniczony dostęp do najnowszych technologii? „Szef kuchni kontra naukowiec”, czyli ekscytujący kulinarny pojedynek naukowca – profesora z University College w Londynie, Marka Miodownika z posiadaczem dwóch gwiazdek Michellin – szefem kuchni Marcusem Wareingiem. W czasie 90 minut będą musieli przyrządzić tradycyjne dania kuchni angielskiej: zupę pomidorową, średnio krwisty stek z ziemniaczanym puree oraz kremówki. Co wygra, intuicja czy nauka?”

Muzycznie i sałatkowo w Nowy Rok

Muzyka na koniec i początek Nowego Roku.

Za chwilę tradycyjny noworoczny koncert z Wiednia – tradycyjnie oglądam go co roku.

A w Sylwestra nie mogło zabraknąć u mnie opery: tym razem był to „Flis” Stanisława Moniuszki. Wprawdzie nie może równać się ze „Strasznym Dworem”- który jest dla mnie magiczny – ale była to przepiękna muzyka, lekkie, zajmujące libretto, piękne wykonanie.

Wszystkim: Do Siego Roku!

W przerwie proponuję lekką sałatkę

b_saatka_noworoczna

puszka ananasów

puszka kukurydzy

cebula pokrojona w kostkę i sparzona

kilka grubych plastrów szynki pokrojonych w kostkę

4 jajka na twardo

sól, pieprz, szczypta papryki, szczypta cukru

2 łyżki majonezu

2 łyżki śmietany

 

Wymieszać wszystko i lekko schłodzić w lodówce.

 

 

Świąteczny bigos myśliwski

Dokładne proporcje w przypadku bigosu nie zdają egzaminu.

Tu wiele chwytów jest dozwolonych, różnorodność dodatków jest wręcz oszałamiająca, a końcowy wynik zależy od gotującego, którego głównym zadaniem jest próbować, próbować i jeszcze raz próbować. I nie śpieszyć się.

Bigos wymaga czasu: duszenia i gotowania osobno swoich składników (kapusta zwykła, kapusta kiszona, mięsa), łączenia, podgrzewania, studzenia (przemrożenie jest też świetne), cierpliwego doprawiania.

W tym roku postawiłam na bigos myśliwski:

Taka nazwa, bo wśród składników znalazła się dziczyzna (mięso jelenia) i ptactwo (kaczka, indyk). Zamarynowane wcześniej (przyprawy, olej i wino) nadały bigosowi wyjątkowy smak.

Dodałam też trochę wołowiny i wieprzowiny (mięso od szynki) i trochę boczku.

Kapusta – pół na pół – kiszona i zwykła biała. Kapustę kiszoną kupuję z beczki, w jednym z jarzyniaków.

Nie dodaję do bigosu resztek mięs gotowanych czy pieczonych, ani też kiełbasy i kurczaka – bo nie lubię ich smaku w bigosie. I nie dodaję mięs tłustych – też nie lubię.

Dodaję grzyby suszone (wraz z niewielką ilością wywaru z ich gotowania), śliwki suszone, cebulę, koncentrat pomidorowy, czerwone wino. Jak akurat mam – sypnę garstkę żurawiny.

Z przypraw: sól, gruby, młotowany pieprz, paprykę, majeranek, rozgnieciony jałowiec, szczyptę cukru, ziele angielskie, liść laurowy.

Na końcu zawsze robię zasmażkę z masła i mąki. Uważam, że to taka kropka nad „i”.

Zapraszam do kuchni:)

Podzielmy się kolędą

Już za parę godzin zaczniemy kolędować Małemu Jezusowi, który znów – mamy nadzieję – narodzi się w naszych sercach.

Tak, jak dzielimy się opłatkiem, podzielmy się – jak mówił poeta – kolędą

2264_gwiazdka

Myśląc o słowach życzeń, przypomniałam sobie Bułata Okudżawę i jego Modlitwę:

„Dopóki nam ziemia kręci się,

Dopóki jest tak, czy siak,

Panie, ofiaruj każdemu z nas

Czego mu w życiu brak….”

Tak, myślę, że to dobre życzenia dla każdego i każdemu, który tu zagląda, tego właśnie z całego serca życzę:)

Kot i choinka to często katastrofa

Już ładnych parę lat jest Bajeczka w naszym domu i do tej pory choinka średnio ją interesowała.

A tu wczoraj, kiedy wróciłam do domu, choinka leżała na podłodze, zrzucona przez kota z komody!

No, po prostu myślałam, że się rozpłaczę:(

Trzepnęłam kota po tyłku, nakrzyczałam, że jest niedobry kot (tak mu mówię, kiedy coś zbroi), ale specjalnie się tym nie przejął.

Myślę, że pewnie zawadził pazurem o worek jutowy, w którym stała choinka, nie mógł go wyplątać i spanikowany zeskoczył z komody, pociągając choinkę za sobą.

Muszę ją na nowo ubrać, dobrze, że niewiele się potłukło.

Póki co popatrzcie na choinkę w drugim pokoju:

Jest w ludowym stylu zalipiańskim (z naszych, tarnowskich okolic), z ozdobami bibułkowymi i łańcuchem ze słomy.

Przedświątecznie

Poprzedni wigilijny tydzień poświęciłam planowaniu i zakupom, głównie spożywczym.

A ten tydzień to już spędzam głównie w kuchni, przygotowując wieczerzę wigilijną i dania na święta.

Dużo czasu poświęciłam na logistykę: co, kiedy i w jakiej kolejności. I przyznam, że zawsze mam ten sam dylemat: co można zrobić wcześniej, a co dopiero w ostatniej chwili.

Kiedy człowiek jest kobietą pracującą i na prace domowe zostają tylko wieczory (a czasem i noce) – to temat jest doprawdy istotny.

Precyzyjny plan w końcu został jednak zrobiony i jak na razie z realizacją jest o.k.

Zrobiłam już menu dla każdego nakrycia na wigilijny stół:

Ograniczyłam znacznie liczbę potraw, bo nikt nie był w stanie zjeść wszystkiego, co przygotowywałam w poprzednich latach. Żeby liczba się zgadzała (tradycyjna dwunastka), porozdzielałam dania, np. uszka i barszcz – osobno. I ciasta – osobno.

Raport z przedświątecznej kuchni – nalewka bakaliowa

Najwyższy czas nastawić bożonarodzeniową nalewkę bakaliową; w sam raz do świąt owoce i bakalie nabiorą pysznej alkoholowej mocy i będą miłym dodatkiem do filmu lub lektury. Na prezent też się nadadzą.

nalewka bakaliowa

10 dkg fig suszonych
10 dkg suszonych śliwek
10 dkg suszonych moreli
5 dkg rodzynek
10 dkg orzechów włoskich
1 pomarańcza
kawałek kory cynamonu, kilka goździków
ok. 25 dkg cukru
szklanka rumu (lub brandy)

Pomarańczę wyszorować i pokroić w plastry. Na dno słoika włożyć cynamon i goździki. Układać plastry pomarańczy i bakalie warstwami w słoiku przesypując cukrem. Zalać alkoholem. Odstawić w ciepłe miejsce. Na święta będzie gotowe i pyszne:)